Remedy dołącza do obrońców kontrowersyjnej strzelanki twórców Apex Legends. Developerzy z zarzutami wobec dziennikarzy
Od czasu katastrofalnej premiery nowego hero shootera twórców Apex Legends i Titanfalla wydaje się, że gamingowy internet podzielił się na dwa obozy. Po jednej stronie staje przytłaczająca większość – krytycy Highguarda (bo tak się rzeczony hero shooter nazywa), którzy od początku przewidywali jego rychły upadek, choćby przez wątpliwe decyzje marketingowe. Po drugiej stronie mamy zaś obrońców produkcji, wśród których mniej lub bardziej bezpośrednio pojawiły się ważne osobistości, takie jak szef Larian Studios. I pomimo liczebności złośliwców, grupa, która uważa, że Highguard został niesprawiedliwie potraktowany, rośnie – głównie za sprawą developerów z dużych studiów.
Na X-ie Thomas Puha, szef do spraw komunikacji w Remedy Entertainment (Alan Wake 1 i 2, Control), wyraził swój żal do dziennikarzy donoszących o tak szybko topniejącym zainteresowaniu tytułem.
Mam dość nagłówków o tym, ile graczy stracił Highguard. Pewnie, można się kłócić, że to po prostu stwierdzenie faktu, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że niektórzy po prostu »celebrują« złe wyniki gry i wypuszczają pełne negatywności tytuły bez powodu. Czy my, developerzy, nie powinniśmy nawet próbować?
Thomas Puha
Na wpis Puhy odpowiedział Michael Douse, szef do spraw wydawniczych w Larianie. Podzielił się własną historią o próbie porozumienia z kierownikami w DICE (Battlefield, Mirror’s Edge), a następnie wezwał branżę do nieco większego optymizmu, który jest według niego podstawą.
Łatwo świętować porażkę, bo mieć rację daje pewne poczucie bezpieczeństwa, ale mam nadzieję, że każdy znajdzie jego inne źródła i przerwie to błędne koło cynizmu. Tworzenie gier, inaczej niż ekonomia, jest napędzane optymizmem. Jeśli optymizm i entuzjazm znikną w tym samym momencie, kiedy kurczy się ekonomia, to zrobi się brzydko.
Michael Douse
Twórcy Highguarda, Wildlight Entertainment, mają ambitne plany na przyszłość tytułu. Choć obecnie sytuacja produkcji nie wygląda kolorowo, nadal jest szansa, by stopniowo odbudować zaufanie i sympatię graczy – według części z nich w tym hero shooterze drzemie bowiem potencjał. Niestety dla twórców, coraz więcej osób rezygnuje z gry; pomimo 100 tysięcy użytkowników bawiących się jednocześnie na Steamie tuż po premierze, w ostatnich 24 godzinach od momentu pisania Highguard nie osiągnął nawet 10 tysięcy zainteresowanych w tym samym czasie.


Nie chciałbym jakoś mocno kontrybuować do ogólnie negatywnej atmosfery obecnego internetu, ale rzeczywiście widzę mało sensu w publikacjach streszczających mniejsze i większe bitewki twitterowe. Szczerze mówiąc dużo bardziej wolałbym usłyszeć co którykolwiek z redaktorów CDA myśli o tym tytule, niż czytać tweety przez proxy. Wiem, że to generuje kliki, ale treściowo strona prezentuje się wtedy bardzo biednie, a Wasz głos – po który wielu z nas tu przychodzi – praktycznie zupełnie przestaje istnieć. Trochę to rozczarowujące.
Tak luźno rzucę, ku wzbudzeniu przemyśleń – gdzieś tam ostatnio przeczytałem fajne zdanie (nie pamiętam kto był autorem, pls jak ktoś pamięta to niech przypomni), że przez cały swój czas spędzony w branży spotkał tysiące redaktorów i tylko jednego dziennikarza. Takim GOL-owym przepisywaczom tweetów przypiąłbym właśnie łatkę redaktora.
Jako dobry przykład lubię przywoływać medialną burzę, jaką wywołał jeden z wątków na Cyberpunkowym Reddicie. Mianowicie, pewien użytkownik przy pomocy SteamDB i analogicznego narzędzia dla sklepu Epica odkrył, że repozytorium plików jednego z branchy Cyberpunka 2077 zostało ostatnio zaktualizowane do nowej wersji, co miało zwiastować rychłe nadejście nowego patcha. Oczywiście swoje odkrycie poparł screenami i analizą aktywności developera przy okazji poprzednich aktualizacji. Wiadomość tak hulała przez parę dni, powielana przez portale growe do posru i porzygu, przez IGN, RPS, Kotaku, GOL, PPE, CDAction, Eurogamery-sramery – od najcięższych zawodników do ogólnorozrywkowych portali.
Po kilku dniach inny użytkownik skonfrontował post „detektywa” z rzeczywistością – sam wszedł na odpowiednie serwisy, porównał zawarte tam dane i szybko okazało się, że część informacji podanych przez Redditowego OPa jest spreparowana tak, żeby wskazywać na jakieś odkrycie.
Na jakieś 15 newsów autorstwa różnych serwisów, które wtedy sprawdziłem, żaden z nich nie zawarł sprostowania po tym, kiedy okazało się, że odkrycie redditora było farmazonem.
Ilu pismaków przeprowadziło własne proste śledztwo, które potrwałoby pewnie jakieś 10 minut? Żaden.
Dla mnie ta akcja była dobrym przykładem różnicy między redaktorem a dziennikarzem – zero researchu, szybkie kopiuj-wklej, ewentualnie przepisanie własnymi słowami, żeby tylko machnąć newsa na fali popularności tematu, tak samo jak wszystkie portale growo-newsowe w jednej chwili.
No niestety, portale branżowe coraz bardziej przypominają słupy ogłoszeniowe. Z drugiej strony, gdy czytam niekiedy twórczość własną redaktorów, to zastanawiam się nad ich kompetencjami, ale tak to mógłbym przynajmniej się z nimi posprzeczać w komentarzach, a tak to zostaje mi tylko zapytać: dlaczego wszyscy cytują namiętnie Michaela Dousa, podczas gdy zazwyczaj pisze on ładnie brzmiące bzdury?
Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale wraz z upływem lat coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że „dziennikarze” dzielą są się na kilka procent ludzi, którzy faktycznie wykonują jakąś dziennikarską pracę oraz całą resztę, która generalnie ogranicza się do wymyślania krzykliwych nagłówków. Właściwie, to teraz jest jeszcze gorzej, bo stosowanie AI przy „tworzeniu” newsów stało się powszechną praktyką. Pięć minutek na wygenerowanie tekstu pastwiącego się nad czyjąś porażką i możemy wracać do przewijania TikToka, a że ludzie z jakiegoś powodu ciągną do takich tematów jak muchy do wiadomo czego, to o kliknięcia nie trzeba się martwić. Ciężko zatem nie podzielać frustracji deweloperów. A będzie tylko gorzej.