Sony restartuje produkcję multiplayerowego Horizona. Hunters Gathering nie spodobało się graczom podczas testów
Historia Sony i gier-usług jest już dość długa, a choć takie Helldivers 2 nieustannie cieszy się sporą popularnością to i tak ciągle wracamy do pechowego Concorda. Po porażce tytułu Firewalk Studios Japończycy podobno zmienili sposób produkcji kolejnych gier, stawiając na bardziej rygorystyczne i częstsze testy. Przy produkcjach wieloosobowych jest to bardzo ważne, bo dzięki temu maleje ryzyko jeszcze jednej, tak dużej wtopy. Być może najnowsza część Horizona jest jedną z pierwszych gier, którą udało się w ten sposób uratować.
Jak donosi Jason Schreier w swoim najnowszym raporcie dla Bloomberga, Sony otrzymało bardzo złe opinie podczas wewnętrznych testów Horizon Hunters Gathering. Testerzy punktowali przede wszystkim elementy gry-usługi, co z kolei doprowadziło podobno do usunięcia ich i zastąpienia rozgrywką opartą na bardziej klasycznych zasadach produkcji wieloosobowych oraz kooperacyjnych. Tym samym Hunters Gathering ma być nieco mniejsze, posiadać tryb fabularny i koncentrować się na trybie współpracy. Nie jest to może najlepsza wiadomość dla fanów Horizona (bo pewnie wszyscy, włącznie ze mną, woleliby dalszy ciąg przygód Aloy), ale być może Sony zaczyna powoli rozumieć, że nie potrzebujemy zbyt wielu gier-usług.
Choć wcześniej wydawało się, że tytuł zostanie całkowicie anulowany, to część dotychczasowych pracowników została przekierowanych do innego, nieogłoszonego jeszcze projektu, tymczasem Horizon Hunters Gathering dalej powstaje.
Pierwotny pomysł na ogłoszoną w lutym grę nie był zły, jednak chyba branża jest obecnie nasycona tego typu produktami. Co ważne, Sony chyba nie zamierza forsować nowego oblicza wieloosobowego Horizona – developerzy pracujący przy nim podobno mają czas do grudnia, by wyznaczyć mu nowy kierunek. Pod koniec roku ma się odbyć kolejna tura testów, która zdecyduje o przyszłości Hunters Gathering.

W ostatnich latach Sony raczej powoli wycofywało się z kolejnych multiplayerów w uniwersach ich najgłośniejszych gier. Najbardziej oczywistym przykładem jest The Last of Us, anulowane całkowicie mniej więcej na dobę przed oficjalną zapowiedzią, ale Spider-Man czy God of War także miały doczekać się wieloosobowych spin-offów.
Na koniec dodam, że problemy Horizon Hunters Gathering nie oznaczają powrotu do głównego wątku serii – Schreier utrzymuje, że następna, singlowa odsłona jest kwestią dalekiej przyszłości.
Hunters Gathering nie spodobało się graczom już na długo przed testami.
Coś nie spodobało się graczom? To niesamowite!
Proponuję , żeby jeszcze zatrudnili jakąś firmę konsultingową, żeby za kolejne kilkadziesiąt milionów zweryfikowała, czy te zmiany to dobra decyzja. Za mało kabzy i czasu przepalili na ten tytuł, na pewno teraz uda im się zrobić własnego fortnajta
Nie martwcie się, chłopaki. Tym razem gra live service nie wypaliła ale na pewno kolejna to już będzie wielkim hitem jakiego Sony pragnie. Na pewno następna to będzie przełom! Na pewno! 😀
Sony PLS ;_; zajmij się tymi swoimi action-adventurami z kamerą znad ramienia i Spider-Manami. Fortnite i Apex udały się raz, nie będziecie mieć swoich odpowiedników.
Nie, sukces Helldivers to nie zasługa Sony.
Panie Sony, nie może pan zrobić jakiegoś FPSa? Albo turowego RPGa? Może jakaś gra taktyczna? Albo wyścigi? Może platformówka? Wie pan, biega się pamperkiem i skacze po platformach? Tak, dokładnie jak Mario! Nie? Dlaczego? Panie Sony, dlaczego powtarzasz pan cały czas „live service”? Co to znaczy?
Mogliby zrobić pewny hit, czyli remake Bloodborna. To zamknęli Bluepoint. Mogliby zrobić wyścigi kartów jak Mario Kart z postaciami ze swoich gier – Drake, Ratchet, Sly, Aloy, Kratos, Astrobot. To nie. Mieli świetnego Drivecluba i Motorstorma. To uwalili twórców. Rozwalili Japan Studio, które robiło świetne nietypowe gry będące wizytówką Playstation. Nawet jeśli nie sprzedawały się w 10 mln to robiły dobry PR. Pewnie za chwilę się okaże, że zamkną Team Asobi. Nowy Sly lub Jak and Daxter? Sony już pewnie nie wie co to jest. Przydałyby się remake’i starszych Ratchetów z PS3, coś tak nietypowego jak Puppeteer. Nowy Medievil? Może jakaś gra logiczna? Jakiś horror? JRPG? MS chociaż robi nowe Gearsy czy remake Halo, a Killzone, Resistance czy Uncharted leżą pod warstwą kurzu.
Najlepsze jest to, że jak już Sony raz jeden przypadkiem zrobiło platformówkę, to była to moim zdaniem najlepsza platformka od lat, IMO lepsza od Mario Odyssey. Co więc logiczne, Astrobota 2 nie ujrzymy pewnie nigdy
Mogli też przeportować Astrobota z PS VR1 na VR2 – inne firmy robiły porty, a Sony nie udostępniło swojej gry na swoim nowszym sprzęcie. Zwłaszcza po sukcesie ostatniej gry. Ale jeśli Housemarque po Returnalu zrobił Sarosa, czyli w zasadzie Returnala 2, to może jednak Team Asobi faktycznie dłubie teraz przy kolejnym Astro? Ale jeśli tak, raczej już to będzie startowy tytuł na PS6.
Sztuczka z grami typu Live Service polega na tym żeby „gonić smoka”. Słyszałeś o tym pojęciu z badań nad uzależnieniami? Chodzi o to żeby sprzedać graczom ideę gry i żeby po zagraniu w premierową wersję tej gry gracze chcieli więcej, ale więcej nie dostali. I jak już gracze są od tej gry-usługi uzależnieni, można ich doić poprzez wypuszczanie minimalnej ilości dodatkowego kontentu. Nigdy na tyle mało żeby graczy zniechęcić ale i nigdy na tyle dużo żeby gracze stwierdzili że już mają dosyć i przestają grać (czyli płacić). Najlepiej ten balans uchwyciło Bungie ze swoim Destiny 1. Destiny 2 to już było „gonienie smoka”, to samo wszystkie te dodatki do Destiny 2. Zabieranie graczom zawartości, potem oddawanie jej, potem znowu zabieranie: wszystko to była zabawa w kotka i myszkę z uzależnionymi. Destiny 2 zarabiało latami na zawartości która nie wypełniłaby jednej gry single-player.
Problem w tym że wstrzelić się tak perfekcyjnie nie jest łatwo. Ale jak już się uda to zarabiasz miliardy na jednej grze która jest zawsze „w konstrukcji” i jeszcze cię za to chwalą!
Teraz jak o tym myślę to mam wrażenie że CD Projekt kompletnym przypadkiem potknął się o „gonienie smoka” z Cyberpunkiem 2077. Dokładnie ten sam schemat: wypuść gniota z olbrzymim potencjałem, którego będziesz naprawiać całymi latami, obiecując grszki na wierzbie, a gracze będą cię chwalić pod niebiosa. Jedyna różnica to taka że nie wołali pieniędzy za patche. 😀
Myślę, że wszyscy tu zebrani wiedzą na czym polega ten idealny, z punktu widzenia korpo, model biznesowy.
I wszyscy zdajemy sobie też sprawę z tego jak coraz trudniejsze jest to do osiągnięcia – bo jest już kilka „established” gier usług, które zagarniaja większość rynku live service. A model sam w sobie wyklucza, że ludzie będą skakać między grami i próbować nowych produkcji, skoro już tyle poświęcili na te istniejące – sunken cost. Dlatego Sony może sobie chcieć, ale sami kręcą na siebie bat, porzucając to, co dawało w miarę stabilne pieniądze i co oferowali praktycznie tylko oni, przynajmniej w tej skali.