To oficjalnie koniec Microsoft Gaming. Nowa szefowa Xboksa zapowiada zmiany i chce odzyskać zaufanie graczy
Zmiana na stołku osoby zarządzającej gamingową dywizją Microsoftu to wielka rzecz, ale impet tej decyzji odczujemy dopiero po pewnym czasie. Każdy, kto spodziewał się natychmiastowej rewolucji w kwestii radzącego sobie bardzo średnio Xboksa lub drastycznych zmian w Game Passie musiał obejść się smakiem… Do czasu.
Asha Sharma już w marcu zapowiedziała pierwszą partię konkretnych zmian, wśród których znalazły się plany odbudowy renomy „zielonego” sprzętu, a także obniżenie ceny abonamentu. Z tym pierwszym musimy chyba poczekać na premierę projektu Helix, natomiast to drugie już się wydarzyło i koszt Game Passa został dość znacznie obniżony. Teraz Sharma idzie o krok dalej. W mailu wysłanym do wszystkich pracowników i opublikowanym na stronie Xboksa szefowa najpierw przyznaje się do tego, że pewne rzeczy nie działają tak, jak powinny:
Gracze są sfrustrowani. Nowe funkcje na konsolach pojawiają się rzadziej, nasza obecność na pecetach nie jest wystarczająco silna. Ceny stają się trudniejsze do utrzymania (…). Developerzy i wydawcy proszą o więcej narzędzi oraz o platformę, która pomoże im się rozwijać. W tym samym czasie pojawia się nowa generacja graczy z innymi oczekiwaniami.
Asha Sharma i Matt Booty
Obserwując to, co dzieje się np. na rynku konsolowym nie powiedziałbym, że akurat brak nowych funkcji jest problemem dla Microsoftu, ale od czegoś trzeba zacząć. Tylko że znów: nie wiem, czy aby na pewno to wystarczy, ponieważ jedną z podjętych właśnie decyzji jest rezygnacja z Microsoft Gaming:
By osiągnąć cel, sposób naszej pracy musi się zmienić. Najlepsze wyniki osiągamy, kiedy wszystkie elementy naszej struktury działają razem. Nazwa »Microsoft Gaming« oddaje naszą strukturę, jednak nie oddaje naszych ambicji. Wracamy więc do początków i zmieniamy nazwę naszego zespołu.
Asha Sharma i Matt Booty
Czyli wszystkie urządzenia mogły być Xboksem, a teraz stali się nim także pracownicy Microsoftu. Wydawało mi się, że firma po cichu przyznała się do błędu i wycofała z tej kampanii…
Z drugiej strony bardzo uczciwie brzmi fragment o tym, że aktualnie Xbox nie jest liderem rynku, tylko pretendentem do tego miana. Sharma, wspierana przez Matta Booty’ego, chce odzyskać utracone zaufanie społeczności:
Osiągnięcie tego będzie wymagało tempa, energii i poziomu samokrytyki, który powinien powodować w nas dyskomfort.
Asha Sharma i Matt Booty
Przed Microsoftem ogromne wyzwania i chyba jeden z najtrudniejszych momentów w rozwoju działu gamingowego od czasu powstania pierwszego Xboksa. Gigant z Redmond musi nie tylko odzyskać zaufanie graczy, ale przekonać ich, że warto inwestować w słabowity ekosystem, który pomimo potężnej konsoli i ogromnych nakładów finansowych w celu przejęcia największych firm w branży nie jest w stanie wybić się na prowadzenie w tej generacji sprzętów. Ostatecznie wszystko musi się spinać także biznesowo, co w dobie ogromnych inwestycji w rozwój sztucznej inteligencji wymusi na firmie próbę amortyzacji kosztów przez podrzucanie AI do gier w tej czy innej formie.

Pierwszą okazją do sprawdzenia, czy przywództwo Sharmy faktycznie coś zmienia będzie czerwcowy pokaz, na którym dowiemy się też więcej na temat najnowszego Gears of War: E-Day.
Mam pomysł jak mogą się nazwać: microslop gaming. Bardzo ładnie połączy się z ekipą odpowiedzialną za windowsa. Każdy będzie wiedział o co chodzi
Ja tu czegoś nie rozumiem. „Everything is Xbox” było tragiczną kampanią marketingową, ale jeśli spojrzeć na to objektywnie, możliwość zakupu gry gdzie TY chcesz, a nie gdzie firma ci każe jest rzeczą dobrą. Dlaczego gracze płakali o brak ekskluzywności? Nie mieści mi się to w głowie.
Gracze nie mają zbyt dużo wspólnego z logicznym myśleniem
Kontynuując mój angry rant, takie Halo co było ekskluzywem Xboxa sprzedało się w pomiędzy 7 a 11 milionów egzemplarzy na Steam kiedy microsoft wypuścił Master Chief Collection. Skąd się wzięły te miliony graczy skoro ekskluzywy zachęcają graczy do kupienia konsoli?
Bo to nie nie tyle gracze, co fanboje marki. Potrzebują należeć do klubu, w którym nie są wszyscy i mogą się wtedy podniecać, że mają dostęp do czegoś tylko dla wybranych (czyli dla nich), a to co kupili jest lepsze od tego co kupili inni, to zaś podnosi im samoocenę…
Rzeczywiście: nie rozumiesz. Wszyscy pamiętamy, że problemy Xboxa zaczęły się od niesławnego pokazu Xbox One w 2013 roku. Pamiętamy, co się wtedy wydarzyło i dlaczego fani poczuli, że przestali być grupą docelową marki. Dokładnie ten sam efekt przyniosła kampania „Wszystko jest Xboxem” i do dziś nie mogę uwierzyć jak profesjonalni, nieprzyzwoicie dobrze opłacani marketingowcy mogli tego nie przewidzieć. Rzecz w tym, że core’owych graczy skupionych przy danej konsoli nie interesuje multiplatformowość, streaming, czy możliwość uruchomienia gry na ekranie lodówki. Oni, mówiąc wprost, nie chcą, by „wszystko było Xboxem”, oni chcą, by sam Xbox był tym, za co zapłacili. Microsoft poniekąd znów stanął na środku sceny i powiedział to samo, co dekadę wcześniej: „nie chcemy koncentrować się na klientach, którym nasza konsola zawdzięcza swą pozycję, chcemy trafić do każdego. Dosłownie każdego”. I to jest coś, czego fani nie wybaczają. Dokładne przeciwieństwo samobójczej strategii Microsoftu prezentuje Nintendo. Tutaj absolutnym priorytetem są fani marki, to do nich kierowane są konsole, usługi i gry, a przyciąganiem klientów spoza ekosystemu zajmują się wydawane na Switchu produkcje third party. Sam ocen, co działa lepiej.
Nintendo musi polegać na grach na wyłączność, bo nie mają nic innego do zaoferowania. Większość producentów third party ma gdzieś ich konsolkę dla dzieci. Gdyby nie to że jakimś cudem pierwszy Switch okazał się hitem sprzedażowym mimo swojej mizernej specyfikacji to już dawno by ich na rynku nie było
Lepiej, żeby jej się to udało.
Kibicuje, ale zadnemu korpo na slowo nie w uwierzę.
Skąd gracze na scenie polskiej wymyślają tyle problemów Xboxa Nie rozumie ser jest x i s przecież to są zajebiste konsole nie widzę żadnego problemu w tym żeby płacić Ultimate Game pass za 130 zł jak kogoś nie stać może płacić 39 zł za mniejszy pakiet jak ktoś pasjonuje się grami bardzo bardzo To wybiera ten najwyższy pakiet i tyle jak ktoś nie pije nie pali to sobie wyda na x game pass i ma w dupie wersję pudełkowe po prostu chcę się dobrze bawić