06.07.2019
Często komentowane 99 Komentarze

Wydawca oskarża G2A o kłamstwo i uruchamia petycję

Wydawca oskarża G2A o kłamstwo i uruchamia petycję
„Domagamy się, by G2A przestało sprzedawać klucze do niezależnych tytułów”.

Raptem wczoraj rzeszowska giełda z kodami opublikowała obszerne oświadczenie i wezwała developerów i wydawców do udowodnienia, że ci tracą pieniądze przez jej działalność.

G2A zareagowało w ten sposób na niedawne oskarżenia kilkorga niezależnych twórców. Najostrzej sprzeciwiał się firmie Mike Rose, były krytyk związany z Gamasutrą i Kotaku, a dziś: szef indyczego wydawcy No More Robots. Rose oskarżył G2A o (między innymi) stosowanie reklam kontekstowych (przez które jego sklep wyświetla się odbiorcom niżej w wynikach wyszukiwania).

To jednak nie koniec, Rose uruchomił właśnie petycję „G2A: Przestańcie sprzedawać niezależne gry na waszej platformie”.

Czytamy w niej:

G2A, strona, za pośrednictwem której możliwa jest odsprzedaż kodów, twierdzi, że jedynie 8% sprzedanych za jej pośrednictwem gier to tytuły „indie”, podczas gdy pozostałe 92% pochodzi z odsprzedaży produkcji AAA (czyli wysokobudżetowych blockbusterów – przyp. red.).

Równocześnie developerzy indyków stanowią większość wśród ludzi, którzy tworzą gry. Tymczasem G2A uderza w indie devów raz za razem, pozwalając każdemu sprzedawać w sieci nieprawowicie pozyskane kody z niesamowitą łatwością.


W dalszej części petycji Rose przypomina postulat, który powstał pod jego twitterowym wpisem. Niektórzy developerzy zadeklarowali wówczas, że wolą, by ich gry były piracone, niż by ludzie kupowali je za pośrednictwem G2A (tropienie szemranych transakcji ma im bowiem dokładać dodatkowej pracy). Jeśli G2A – pisze Rose – rzeczywiście dba o branżę (a tak twierdzi we wspomnianym oświadczeniu), powinno zaprzestać sprzedaży tytułów niezależnych.

G2A z pewnością może sobie pozwolić na ośmioprocentowy spadek sprzedaży, jeżeli uczyniłoby to 99% działających w branży developerów szczęśliwszymi i pozwoliło nam zachować wartość naszych gier.


Wzywa również media do udostępniania swojej inicjatywy, co niniejszym czynimy. Do tej pory odezwę podpisało 2,6 tys. ludzi. Jeżeli chcecie do nich dołączyć – możecie to zrobić pod tym adresem).

Wróćmy jeszcze na moment do wczorajszego oświadczenia. G2A twierdziło w nim:

Jeśli jakikolwiek developer sądzi, że na naszej platformie są klucze, które nie powinny na niej być, mamy szybką i łatwą metodę, by to zgłosić. Wystarczy się z nami skontaktować. Jeśli jakikolwiek klucz został pozyskany nielegalnie, usuniemy go, zablokujemy sprzedawcę i wydamy jego dane odpowiednim służbom.


Firma podkreśliła również, że po premierze Descenders (gra wydawana przez Rose’a) sprzedało się na G2A w liczbie pięciu egzemplarzy. Przed premierą zaś – w 226 kopiach. Te liczby mają być dowodem, że działalność platformy nie wpływa znacząco na kondycję wydawcy.

Rose odpowiedział na swoim Twitterze. W serii wpisów zarzuca firmie kłamstwo – ponoć kontaktował się on z Rzeszowiakami, zgłaszając problemy z kluczami. (G2A już odpowiedziało, na łamach GamesIndustry.biz, że owszem, kontaktował. Ale rok temu i w zupełnie innej sprawie).

Developer tłumaczy ponadto, iż „nie o to, k***a, chodzi”, że Descenders i inne tytuły niezależne sprzedają się na platformie w raptem kilku egzemplarzach. Jak twierdzi:

Problemem jest samo postrzeganie wartości (gry – dop. red.). Jeżeli ktoś widzi nasze tytuły w niskich cenach na G2A, będzie mniej zmotywowany, by kupić je w pełnej cenie. Jako branża nieustannie walczymy, by gracze postrzegali nasze tytuły jako cenne. Jeżeli zobaczysz, że Descenders jest dostępne taniej w jakimś podejrzanym miejscu, pomyślisz sobie „hmmm, może nie powinienem kupować go w pełnej cenie?”. G2A każdego dnia jest akuszerem tej zmiany i nie przejmuje się tym.

W sprawę włączył się także Jim Sterling, który opublikował długi materiał, którym twierdzi, iż „G2A nie uważa oszustw za prawdziwy problem, ale przyznaje, że oszustwa nie znikną”. Twórca popularnego The Jimquisition przypomina katalog oskarżeń formułowany względem firmy właściwie od początków jej istnienia i wprost wzywa do podpisania petycji Rose’a.

Firma zareagowała na inicjatywę Rose’a następującym wpisem.

Przypuśćmy, że ta petycja przejdzie i G2A zdecyduje się zaprzestać sprzedawania indyków. „Natura nie znosi próżni”. Sprzedawcy przerzucą się na kolejne platformy (jest ich jakieś 20), a później na eBay-a i inne giełdy z kluczami.

g2a-twitterowo_4bug.jpg

Więc jesteście szczęśliwi, że uderzacie w developerów, ponieważ gdyby nie wy – uderzyłby w nich ktoś inny?


– replikuje Rose.


G2A – zgodnie ze wczorajszym oświadczeniem – twierdzi, że podstawą działalności firmy jest „wiara, że gry wideo powinny być tańsze”. Poprosiliśmy firmę o odniesienie się do oskarżeń wydawcy.

Napisaliśmy też do Mike’a Rose’a, któremu zadaliśmy następujące pytania:

1. Czy uważasz, że usunięcie tytułów niezależnych z G2A rozwiąże problem „postrzegania wartości gry”? Co z wyprzedażami na Steamie, GOG-u oraz w innych sklepach cyfrowych? Co z platformami sprzedażowymi (eBay, Amazon, itd.).

2. Czy występując w imieniu wszystkich niezależnych developerów i wydawców, nie działasz na szkodę przynajmniej części z nich (według G2A klucze, które trafiają na platformę, pochodzą z oficjalnych źródeł, studia czerpią również korzyści z programu G2A Direct)?

3. Czy – Twoim zdaniem – petycja zakończy się powodzeniem?

Czekamy na odpowiedź.

99 odpowiedzi do “Wydawca oskarża G2A o kłamstwo i uruchamia petycję”

  1. „Domagamy się, by G2A przestało sprzedawać klucze do niezależnych tytułów”.

  2. G2A powinno zaprzestać dyskusji z idiotami bo do niczego ona nie prowadzi. Wygrali dyskusję w momencie „udowodnijcie nam”. To teraz devi wymyślają inne powody typu „zaniżanie postrzegania wartości gry”.

  3. Dodam jeszcze, że change.org chyba nigdy niczego nie zmieniła. To tylko takie wzajemne klepanie się po pleckach, żeby sobie pokazać „huga buga patrzcie no tylko aż 2600 osób z kilku miliardów graczy podpisało naszą petycję! W kupie siła!”.

  4. A wszyscy „hejterzy” G2A przypominają bezmózgich półgłówków. Nikt nie zastanowi się jak działa ta firma i skąd bierze klucze, tylko wszyscy powtarzają puste frazesy powtarzane przez naganiaczy.

  5. Developerzy indie to w ogóle mają ciężkie życie. Jak ich gier nie zabijają „letspleje” na YT, to handle kluczami. Tylko coś mi nie pasi. Na G2A sprzedaje się mało indyków, Rose twierdzi że gracze nie kupują indie po tym jak zobaczą grę taniej na G2A, więc kto kupuje te indyki jak się nie sprzedają? 😛 Po prostu chodzi chyba o to że nie sprzedają się w pełnej cenie. Koleś jest z Kotaku i Gamesutry, a to nie te serwisy co mają ciągle jakiś problem? W grach za mało kolorów skóry, orientacji, idei itd?

  6. Co ta petycja zmieni? G2A nie jest zobligowane do respektowania takich zewnętrznych inicjatyw. Wydaje mi się też, że nie ma chyba przeszkód w tym, by jakiś dev po konsultacji z firmą zażądał usunięcia ofert swojej gry z giełdy.|Nie bronię keyshopów, w przeszłości rzeczywiście zdarzały się jawne scamy, ale wraz z rozwojem cyfrowej dystrybucji sytuacja się trochę zmieniła i teraz naprawdę nietrudno jest znaleźć w świecie jakąś tanią kopię gry, więc niższe ceny na takich giełdach nie dziwią.

  7. W1NTER_MU7E 6 lipca 2019 o 10:48

    Indyków na G2A jest cholernie mało, sam czesto patrzę ale nawet ceny nie odbiegają jakoś bardzo od tego co jest na steam więc wątpię żeby ludzie nagle wtedy wybierali gry indie z g2a. Poza tym większość gier indie które nie są klasykami typu terraria ma może wystawionych kilka aukcji na klucze

  8. Jeśli G2A może sprzedawać klucze bez zgody producenta/wydawcy, to faktycznie jest się czego czepiać.

  9. Matoł, gdzie tu uważać jego produkcje za wartościowe, jeśli muszę je przypisać do konta steam na warunkach wypożyczenia. I on chce za to pełną premierową cenę? Chyba go ostro ktoś parówami po twarzy klepie…

  10. Na logikę – skoro indyki na G2A są tańsze, ale sprzedają się w ilości 5 egzemplarzy, to ten developer raczej nie traci zbyt wiele ze swoich „cennych” tytułów

  11. CDA w obronie jednego ze swoich największych reklamodawców zaczyna zataczać kolejne okręgi absurdów, dlatego napiszę jeszcze raz:Kupując gry na G2A nie wspieracie producentów gier. Oni w większości przypadków nie zobaczą z tego ani grosza. Kupując gry na G2A dajecie zarobić szeregowi ludzi, ale na pewno nie twórcom gier.

  12. @Moooras Raczej sprzedają je bez zakazu sprzedaży ze strony producenta/wydawcy. Podejrzewam, że jeżeli wydawca zakazałby sprzedawać swoje gry na G2A, to G2A jakoś musiałoby się dostosować do nich, ale wydawcy nie chcą rozmawiać z G2A, tylko atakują G2A w mediach.

  13. @keeveek Twórcy zarabiają na tych kluczach zanim klucze trafią na G2A, w końcu skądś się one borą na G2A. Więc albo twórcy zarabiają na tych kluczach, albo któryś z twórców robi pozostałych w wała i sprzedaje klucze na lewo.

  14. @lee32147 na 90% jest to ta druga opcja. Inaczej skąd ktoś by miał 100, 500, 1000 kluczy na sprzedaż?|A producent przecież by ich nie sprzedał za ułamek ceny wiedząc, że potem trafią na G2A.

  15. A g*** prawda! Te klucze nie są wzięte z powietrza. Niema możliwości nielegalnie wygenerowania klucza także każdy klucz jest legalny jeśli tylko jest sprzedawany w swoim regionie. |A jeśli chcecie wspierać twórców gier to kupujcie bezpośrednio od nich. Na przykład kupując produkty CD projektu na GOG-u, czyli bezpośrednio na stronie producenta albo za pomocą crowdfundingu.|Najwięcej twórcy gier tracą przez samych dystrybutorów. Najpierw takie EA pobiera swoją marżę a następnie Steam swoją.

  16. Pamiętam jak miesiąc temu przy okazji premiery Trzech Królestw była zadyma z kodami na DLC dodawanych w bonusie do pre-orderów. Gracze kupując grę przed premierą powinni dostać kod na grę i kod na DLC ale na stronach pośredników pokroju G2A dostawali tylko kod do podstawki, a DLC było sprzedawane osobno bo mówiąc dosłownie pośrednik sobie po prostu kradł kod DLC. A kupujący mieli pretensje do CA zamiast do „sklepów” w których kupili grę.

  17. @keeveek – nie przypominam sobie, by G2A się u nas ostatnio reklamowało… choć nie mogę tego wykluczyć. Natomiast mogę wykluczyc to Twoje „stawanie w obronie”. Bo czy jest nim kompleksowe przedstawienie stanowiska wydawcy, który oskarża G2A, udostępnienie jego petycji, a może korespondencja z obiema stronami, która próbujemy rozwiać wątpliwości?

  18. PS odsyłam do wczorajszego oświadczeni, które warto przeczytać że zrozumieniem. G2Azedstawiło w nim dane, zgodnie z którą niemal wszystkie kody pochodzą od dużych sprzedawców, którzy kupują je bezpośrednio od devow i wydawców. Mają też oni (tzn. devowie i wydawcy) możliwość sprzedaży w ramach G2A Direct. Ergo: jakiś „grosz” zobaczą.

  19. @Papkin jaki interes dev miałby w tym, żeby sprzedawać za bezcen klucze do swojej nowo wydanej gry, wiedząc, gdzie potem trafią? Przecież to byłby strzał w samo kolano.Z tego co wiem wygląda to w ten sposób – producent może wygenerować klucze do gry. Potem te klucze lecą do dystrybutorów, pośredników, wydawców. Są to klucze na sprzedaż, na promocję, dla recenzentów, youtuberów itd.A potem nieuczciwy pośrednik te klucze sprzedaje.

  20. Klucze tego typu często pochodzą z Indii czy Brazylii gdzie takich nieuczciwych dystrybutorów sprzedających hurtowo klucze na boku jest najwięcej.Nie jest to nielegalne. Ale nieuczciwe w stosunku do producenta. Tylko tyle i aż tyle.Zanim klucze były tak szeroko dostępne to wcześniej tacy cwaniacy wyciągali i sprzedawali klucze dodawane do kart graficznych. Mechanizm podobny.

  21. @keeveek Jeżeli twórcy prowadzą sprzedaż regionalną (w różnych regionach świata różna cena), to nie ma co się dziwić, że ludzie z biedniejszych regionów kupią tanio, a potem sprzedadzą trochę drożej niż kupili, ale poniżej ceny wydawcy.|Skoro nieuczciwy pośrednik sprzedaje ich klucze za bezcen, to dlaczego dostał te klucze od wydawców? Wydawce nie wie, komu daje te klucze?

  22. @Zdzisiu Jak to nie? Proty przykład nielegalnego wygenerowania kluczy: X kradnie kartę od Y, za jej pomocą kupuję klucze do gry Z i sprzedaje je na stronie pokroju G2A. Y zauważa że zginęła mu karta kredytowa i zgłasza to na policji. Bank zastrzega kartę i anuluję ostatnie transakcję. Wydawca Z musi zwrócić pieniądze za sprzedane kody i powinien te kody zbanować, ale tego nie robi ze strachu przed złym PR. Podsumowując kody są sprzedawane po taniości a wydawca nie zarabia i traci potencjalnych klientów.

  23. @keevek Z tego, co mówisz, to developer jest pierwszym „właścicielem” klucza, więc to jego wina gdzie daje te klucze i za ile. A teraz płacze, bo sam dał te klucze do niewłaściwych osób. G2A nie jest niczemu winne.

  24. @lee32147 nie wiem czy wiesz, ale absolutnie każdy towar ma inną cenę w zależności od miejsca, w którym jest sprzedawany.

  25. @lee32147 tak tak, to indie developer jest odpowiedzialny za to, że ktoś sprzedaje jego gry z pominięciem producenta. G2A pozwalające i aktywnie wspierające takie procedery jest czyściutkie jak łza.

  26. @Dragantis Na Steamie (i na innych platformach sprzedażowych pewnie też) nie można kupić kluczy. Klucze można kupić jedynie tam, gdzie producent/wydawca je umieścił po wygenerowaniu. Jeżeli taki klucz został kupiony skradzioną kartą, potem kupiony przez kogoś innego i aktywowany na Steamie, to wydawca może go zablokować. Już nie raz tak się zdarzało i ludzie narzekali. Ale pośrednicy nie mają jak sprawdzić, czy klucz został skradziony, dopiero po podaniu listy skradzionych kluczy może je usunąć.

  27. @keeveek A ta cena zależy od wydawcy/producenta, a nie od pośrednika. Pośrednik kupuje towary za ustaloną cenę, a później sprzedaje za swoją, raczej wyższą, bo chce zarobić. I tak, to developer generuje te klucze, bo tylko on ma do tego dostęp, i jest pierwszym sprzedawcą tych kluczy. Jeżeli je rozda za darmo, to jego strata. Jeżeli sprzeda komuś innemu, to jego decyzja za jaką cenę i on ponosi za to odpowiedzialność. G2A nie wspiera kradzieży ani handlu skradzionymi kluczami. Przeczytaj poprzedni artykuł.

  28. @lee32147 Tak tylko który wydawca gier indie jest na tyle głupi by blikować kradzione klucze? Jeżeli zablokuję taki klucz to gracz który nieświadomie takowy klucz kupił, nie pójdzie grzecznie kupić drugi klucz z uczciwego źródła. Zamiast tego zacznie robić wydawcy czarny PR na rożnych forach wyzywając go od złodziei itp.

  29. @Dragantis To wtedy wydawca traci na swoją prośbę i ponosi za to koszt. Wystarczyłoby, żeby napisał na facebooku/twitterze/stronie internetowej, że część kluczy została kupiona kradzioną kartą i te kody zostaną zablokowane (mogą podać nawet klucze, jeżeli są już zablokowane). Osoby, które je kupiły, raczej nie odzyskają pieniędzy, bo pieniądze dostał nieuczciwy sprzedawca. Jedyny sposób to droga sądowa, ale to się będzie ciągnęło latami. G2A zgłasza nieuczciwego wydawcę na policję i podaje im jego dane.

  30. @Dragantis Klucze blokuje Steam (albo inna platforma, na którą jest dany klucz) i G2A, jeżeli to im się zgłosi i posiadają dany klucz. Jeżeli osoba, która kupi klucz i zostanie on potem zablokowany, wyzywa producenta, to znaczy, że nie ma pojęcia o tym, jak działa rynek kluczy w internecie, i raczej zostanie za to zjechana (spotkałem się kilka razy z taką sytuacją).

  31. Nic by się nie stało gdyby G2A zablokowało prywatne osoby sprzedające hurtowo klucze do jednej gry. Takimi wypowiedziami tylko pogarsza zły PR jaki ma na zachodzie. Wiadomo, że wśród biedniejszych konsumentów zachowanie G2A wzbudzi poklask, ale raczej żaden z was nie chciałby żeby jego produkt był sprzedawany za pół darmo, co nie CDA?

  32. „Nic by się nie stało gdyby G2A zablokowało prywatne osoby sprzedające hurtowo klucze do jednej gry. „Dokładnie. Ale to są dojne krowy, z których G2A uwielbia mleko pić.

  33. @Fytyny Skądś te klucze musiały się wziąć, a tylko producent może je generować. Oczywiście nikt nie chce, żeby jego produkt sprzedawał się bardzo tanio, ale to producent decyduje, gdzie i za ile umieści te klucze. Jeżeli legalnie kupię 100 kluczy prosto od producenta płacąc swoimi pieniędzmi 50% taniej, bo producent miał wyprzedaż, a potem sprzedam je za 60% ceny bazowej, to dlaczego moje konto powinno zostać zablokowane na G2A? Producent sam dał taką możliwość, ja nie jestem winny, że z niej skorzystałem.

  34. @Lee32147 A może dlatego że przy zakupię była informację że kluczę nie podlegają odsprzedaży? Tak samo jak w przypadku sprzedaży magazynu CD-Action zarówno jak wcześniej płyta tak teraz kod jest integralną częścią czasopisma i nie może być sprzedawany oddzielnie. Tak nie które kopie gry z kluczem są przeznaczone na sprzedaż tylko w danym kraju i jest przy zakupie o tym informacja a sprzedawanie ich w innym kraju jest łamaniem umowy.

  35. Rose jest, na moje oko, typowym półmózgiem lub uważa, że trafi swoimi metodami do półmózgów, którzy dokończą jego dzieło. A chodzi mi tu o głośne krzyki, robienie szumu, ogólny rwetes, który nakręci tłumy mało inteligentnych odbiorców nie zadających sobie jednego, podstawowego pytania. A pytanie to brzmi: skąd wzięły się klucze na G2A? Jeśli wydawca nie potrafi dowieść, że są one pozyskane w sposób nielegalny, zatem pochodzą od niego i zarobił na nich tyle, ile chciał.

  36. „G2A uderza w indie devów raz za razem, pozwalając każdemu sprzedawać w sieci nieprawowicie pozyskane kody z niesamowitą łatwością.” – To niech je wydawca zablokuje. Kolejne: „Jeżeli ktoś widzi nasze tytuły w niskich cenach na G2A, będzie mniej zmotywowany, by kupić je w pełnej cenie.” – To niech sprzedają tylko na Steam i nie odsprzedają firmom kluczy, a mogą pójść na to, że będą dawać procent zysku ze sprzedaży z ustaloną przez wydawcę cenę.

  37. Chyba taki wydawca nie sądzi, że ktoś kupuje 200 kluczy do własnego użytku? Wydawca, skuszony szybkim zyskiem ze sprzedaży 200 sztuk jest gotów obniżyć cenę do poziomu, przy którym i tak będzie zarobiony. A później nagle jest płacz, że ktoś odsprzedaje te klucze z zaledwie 5% zyskiem, bo umie poprzestać na małym. Trzeba było, Panowie, myśleć, zanim sprzedało się hurtowo za psie pieniądze. Obłuda, nic innego.

  38. „Jeżeli ktoś widzi nasze tytuły w niskich cenach na G2A, będzie mniej zmotywowany, by kupić je w pełnej cenie.” Oczywiście, że tak. Skoro widzę, że wydawca odsprzedał komuś klucze za pół ceny, to znaczy, że taki zarobek go satysfakcjonuje, a zatem – potwierdza, że realna wartość gry to 50% jej rynkowej ceny. Skoro sam wydawca nie wierzy, że gra sprzeda się wystarczająco dobrze po cenie rynkowej i sięga po takie metody jak sprzedaż z, umówmy się, 50% rabatem, oznacza to, że sam w swój tytuł nie wierzy.

  39. @Dragantis Gdzie niby jest taka informacja? Na Steamie, gdzie nie można kupić klucza, a można sprzedać tylko konto z grą? Na stronie wydawcy No More Robots są tylko linki do Steama, gdzie można kupić ich gry. Skąd w ogóle biorą się klucze do ich gier?|Co do odsprzedaży, to nawet odsprzedaż gry w pudełku jest nielegalna (Sony zakazuje odsprzedaży w „Warunkach korzystania z oprogramowania”, punkt 7).|Klucza nie da się sprawdzić skąd pochodzi dopóki nie będziemy próbowali go aktywować

  40. Jak nie G2A to Allegro/EBay. G2A po prostu się specjalizuje w odsprzedaży kluczy i tyle. Mike Rose płacze bo się jeszcze nie zorientował że tak naprawdę to reklama napędza rynek a nie jakość produktu, więc szuka winnych wszędzie tylko nie u siebie w studiu.

  41. „G2A z pewnością może sobie pozwolić na ośmioprocentowy spadek sprzedaży, jeżeli uczyniłoby to 99% działających w branży developerów szczęśliwszymi i pozwoliło nam zachować wartość naszych gier.” – haha co to ma znaczyć? Biznes to biznes a nie turniej na uszczęśliwianie wszystkich.

  42. @BAMsE |Albo dostał kasę od innej platformy i teraz struga kretyna. |Cała sytuacja skończyła się kiedy G2A wyszło z inicjatywą udowodnij a zapłacimy.

  43. @lee32147 Prosty przykład: swego czasu Mangagamer oferowało że przy zakupie gry z ich sklepu można było zarówno poprać kopie DRM free jak i użyć klucza do aktywowanie gry na Steamie. W umowie licencyjnej była informacja że klucza nie podlega odsprzedaż. Czyli kupujący był nabywcą finalny bez możliwości odsprzedaży klucza. Niestety musieli z tego zrezygnować z uwagi na zalew ich kluczy na stronach pokroju G2A, do tego doszły jeszcze problemy z kradzionymi kartami kredytowymi.

  44. Efekt Streisand się szykuje jak nic – jeżeli naprawdę nic twardego na G2A nikt nie ma, to tylko i wyłącznie ta platforma wyjdzie zwycięsko z całej wielkiej dramy. Swoją drogą to tam naprawdę ciężko o dobrze przecenione indyki – z mojego własnego doświadczenia widzę, że najczęściej jakiekolwiek znaczące przeceny tam są na albo gry AAA / AA lub zwyczajnie stare, o jakieś dobre oferty na względnie świeże gry niezależne jest trudno.

  45. @Dragantis Bo to jest prawo danej firmy, że nie można odsprzedać gry, ale może być inne prawo, które znosi tamto prawo. Jak podałem wcześniej Sony nie zezwala na odsprzedaż swoich gier, ale w Unii Europejskiej można je odsprzedać, bo Unia wprowadziła „Przepis o wyczerpaniu praw” i tym samym na terenie Unii Europejskiej znosi zakaz odsprzedaży gier (nawet ten wprowadzony przez Sony). A nie da się sprawdzić pochodzenia klucza bez próby jego aktywacji, więc trafiają się nawet klucze spoza Unii.

  46. „W umowie licencyjnej była informacja że klucza nie podlega odsprzedaż. Czyli kupujący był nabywcą finalny bez możliwości odsprzedaży klucza.”|To jest legalny zapis tylko w USA, w EU oraz większości cywilizowanego świata taki zapis jest bezprawny i nawet jeśli wydawca by się podał do sądu to by przegrał.

  47. @lee32147 I dlatego cały czas pisze, że to jest szara strefa a nie rzeczy nielegalne. Chcesz to tego używaj ale bądź świadom że na dłużą metę to szkodzi branży, zwłaszcza grą indie lub firmą z niższym budżetem. A moim prywatnym zdaniem sklepy z kluczami szkodą wydawcą bardziej niż piraci, bo jak ktoś grę spiraci to jest świadom że źle robi i albo później kupi tą grę albo chociaż może kupi następna odsłonę. A osoba kupująca na G2A ma przeświadczenie że ma legalną kopie i nieważne ile z tego dostał wydawca.

  48. @Dragantis bo ma legalną kopię gry. Wydawca już dostał za nią pieniądze, banany czy jakiekolwiek inne dobro, skoro oddał komuś klucz. Sprzedał, rozumiesz? Sprzedał, znaczy „zrzekł się prawa własności do danego egzemplarza” a zatem nie może sobie rościć żadnych praw z tytułu dalszego obrotu tym egzemplarzem.

  49. @Dragantis Ale wydawca dostanie pieniądze z każdego klucza, chyba, że ten klucz jest kupiony kradzioną kartą i pieniądze zostaną cofnięte, ale wtedy wydawca może zablokować dany klucz, więc tylko złodziej na tym zarobi. Szara strefa pojawia się wszędzie, gdzie można zarobić trochę pieniędzy i nie da się jej przeciwdziałać czy kontrolować. Jak ktoś ma zamiar kupić, to pewnie kupi, a jak ktoś chce spiracić, to i tak spiraci. Piraci raczej nie mają tego przeświadczenia, bo inaczej kupiliby grę na G2A.

  50. Myślę, żę G2A świetnie odpowiedział na te śmieszne oskarżenia. Jeśli podejrzewa, że jest okradany to niech to zgłosi im i na policje. Z tego co rozumiem to oskarża ich bo ktoś raczył wystawić jego grę po niższej cenie niż sobie zażądał. Zamiast spróbować ścigać oszustów (o ile to są oszuści, niska cena to poważna poszlaka ale nadal nie dowód) to woli zablokować możliwość wystawiania kluczy. No brawa dla tego pana, normalnie geniusz 😀 Jeśli tak ma wyglądać walka z G2A to życzę powodzonka.

Skomentuj szyszka52 Anuluj pisanie odpowiedzi