YouTube zabiera głos w sprawie Content ID. I wyjaśnia, jak sobie z nim radzić
YouTube wysłał do swoich użytkowników maila poświęconego Content ID. Jeśli jednak oczekiwaliście, że przedstawiciele serwisu wycofają się z tego konkretnego pomysłu lub przeproszą nadawców i twórców filmików, to jesteście w błędzie. W wiadomości administratorzy portalu wyjaśniają pokrótce, na czym dokładnie polega nowy mechanizm weryfikacji treści, zaznaczając, że jedno nagranie może złamać kilka praw autorskich jednocześnie – oddzielnie wysyłane są roszczenia związane z fragmentami gier i wykorzystaną w materiale muzyką.
Co więcej, YouTube radzi w jaki sposób uniknąć zablokowania filmiku. Nagrywając wideo wystarczy wyłączyć chociażby lecące w tle utwory zostawiając same dźwięki i odgłosy otoczenia. Prawda, że proste? Szkoda, że tylko w teorii. Aha – serwis poleca też swoją bibliotekę piosenek, które można bezpiecznie wykorzystać w swoich dziełach.
W tym samym czasie Content ID zbiera kolejne żniwa. W ostatnim czasie ofiarą mechanizmu padli niezależni developerzy, w tym Mike Bithell, twórca Thomas Was Alone, oraz Terry Cavanagh, autor VVVVVV, którzy otrzymali roszczenia od firm Indmusic i Tunecore.
Tyle tylko, że dotyczą one utworów, które twórcy sami skomponowali…

Sraki a nie nowy, on istnieje od dawna, teraz zostanie tylko ulepszony
Najwyżej internet wróci do stanu sprzed dziesięciu lat: użytkownicy i twórcy uciekną z wielkich serwisów i znowu zaczną stawiać prywatne strony z własnym kontentem. Ma to swoje wady i zalety, ale w sumie jestem za, bo lubię taką anarchię.
Widać że lepsze jest dobrego wrogiem