Zobaczcie prototyp Cyberpunka 2077 z 2013 roku. Tak kiedyś wyglądało Night City

Zobaczcie prototyp Cyberpunka 2077 z 2013 roku. Tak kiedyś wyglądało Night City
Projekt przeszedł bez wątpienia wiele zmian.

W ostatnich dniach jakoś głośno o Cyberpunku 2077 – nie tylko ze względu na nadchodzącą karciankę z tej serii, ale także trwającą aferę związaną z działaniami CD Projektu Red wobec moddera, który dodał do gry płatny tryb VR. W cieniu tego wszystkiego konto Synth Potato na platformie X opublikowało wyjątkowo ciekawy film prezentujący, jak gra prezentowała się w 2013 roku, 7 lat przed premierą.

Oczywiście uwagę zwraca tu przede wszystkim widok z 3. osoby, z którego CD Projekt Red ostatecznie zrezygnował. Ponadto otoczenie wydaje się bardziej interaktywne, a postać V – wyraźniej zarysowana, podczas gdy w znanej graczom wersji Cyberpunka jest raczej plastyczna. Część fanów wyraża wręcz ubolewanie nad zmianami, na jakie zdecydowali się twórcy. Na nagraniu widać jednak tylko mały wycinek świata gry. Możliwe, że w dużym otwartym świecie pewne rozwiązania projektowe czy też techniczne po prostu by się nie sprawdziły.

Materiał, który rozniósł się takim echem po sieci, w rzeczywistości nie jest nowy. Chociażby 2 lata temu na Reddicie mogliśmy obejrzeć dokładnie ten sam film.

Cyberpunk 2077 przeszedł z pewnością wielką transformację, nie tylko od premiery do wersji bieżącej, ale także od początku prac do ich końca. Nagranie pokazuje to dobitnie, poczynając od fabuły czy strony wizualnej (i nie chodzi tylko o stopień dopracowania grafiki), a kończąc na pomyśle na rozgrywkę. Części graczy się te zmiany podobają, inni woleliby, żeby CD Projekt Red poszedł w inną stronę – nie da się zadowolić wszystkich, podobnie jak w przypadku długości pierwszego aktu, która nadal dzieli fanów.

25 odpowiedzi do “Zobaczcie prototyp Cyberpunka 2077 z 2013 roku. Tak kiedyś wyglądało Night City”

  1. Zajebioza! I komu to przeszkadzało?

  2. I cyk, filmik sprzed pięciu lat w „newsach” watch?v=JsS8kvxy47k

  3. Twórcy musieli zdecydować, albo immersive sim u mały gęsty świat albo mniej interaktywny ale duży otwarty świat. Wybrali, jak wybrali, nie jest to decyzja którą można oceniać w kategoria dobra/zła. Tak samo jak plastyczność V. Na Deus EX MD spadła burza z piorunami, że mały świat i że nie można skonfigurować postaci XD.

    • Oj mozna można. Kłamstwa w żywe oczy, zaprzeczanie prawdzie i gaslighting. CD Projekt wiedział dokładnie jaką grę nam zapowiada a co tak naprawdę mieli w produkcji.

      • Właśnie nie bardzo. Żeby zrobić grę w typie immersive sim ze światem wielkości Night City, musiała by ona powstawać kilkadziesiąt lat albo świat musiałby być bardzo mocno generatywny. Dodatkowo takie złożenie i skala, przytłoczyłaby pewnie większość graczy. Ludzie dostają wariactwa już od znaczników na mapkach u Ubi, tu dostali bo coś, bo byłoby nie do zeksplorowania w jakimkolwiek sensownym zakresie godzin, a przy okazji pewnie dość nużące.
        Natomiast zupełnie inną sprawą jest obietnica i reklama versus rzeczywistość. Tu istotnie można się czepiać, a jeśli do tego dołożymy stan gry na starcie, była to delikatnie mówiąc mocna wtopa. Ja należałem do tych szczęśliwców, którzy nie czekali latami na CP i zagrałem 3 lata po premierze, kiedy wszystko już było w miarę ogarnięte. Dzięki temu wasala mi ona dość dobrze, na tyle, że po wymianie karty ma mocną, planuje ponowne przejście, tym razem z dodatkiem.

    • Właśnie, kwestia indywidualnych preferencji – dla mnie przez swoją wielkosc Cyber jest bardziej udziwnionym GTA, gdzie praktycznie żadna decyzja nie ma większego znaczenia, bo nie da się w projektach tej skali wprowadzic tak dalekiej granularnosci. Dlatego mimo ze bawię sie nieźle, Cyber jest u mnie nizej niż jakikolwiek Deus Ex właściwie pod każdym względem, a juz na pewno immersji i zaangażowania emocjonalnego.

      • Tak, to jest zupełnie inny filing przestrzeni. Ja akurat lubię oba, to znaczy uwielbiam gęstość immersive simów i wsiąkam w nie bez reszty, ale są dla mnie na tyle intensywnym doświadczeniem, że nie jestem w stanie grać w jednego po drugim. Duże otwarte światy dają mi niezbędny oddech i poczucie przestrzeni, które też bardzo lubię i stanowią doskonałą przeciwwagę. Optymalnie jest dla mnie grać w obie formy na przemian.
        Natomiast oczywiście budowa CP ma tą niedogodność, że jak zaczynasz po prostu eksplorować CP, szybko wychodzi pustka i fasadowość Night City. Ale taki urok, mogliby dodać trochę barów i sklepów, mogliby dodać jakieś zadania związane z miejscem zamieszkania (bo są tylko z pe startowym, a potem wynajmowanie kolejnych nieruchomości nic nie wnosi gameplayowo) itd. Mimo wszystko, wraz z dodatkiem i wszystkimi zadaniami, jest co robić w tej przestrzeni i jeśli się raczej skupiamy na zadaniach, miasto wydaje się nawet dość żywe. Szkoda tylko że strzelanie jest tak paździerzowe…

      • „filing, zaangażowanie, immersja”
        Kurwa, ludzie – czy wy faktycznie to wszystko jak roboty analizujecie podczas grania?!

        Ja to zawsze wychodziłem z założenia że jak coś mnie kręci to ZA PADA I DO MONITORA! I myślenie schodzi na dalszy plan!

        A teraz ludzie wychowani na masowych ilościach gier to pozamieniali się w krytyków, zamiast w graczy :/ .

      • Zdzichu napisał(a):

        „filing, zaangażowanie, immersja”
        Kurwa, ludzie – czy wy faktycznie to wszystko jak roboty analizujecie podczas grania?!
        Ja to zawsze wychodziłem z założenia że jak coś mnie kręci to ZA PADA I DO MONITORA! I myślenie schodzi na dalszy plan!
        A teraz ludzie wychowani na masowych ilościach gier to pozamieniali się w krytyków, zamiast w graczy :/ .

        To chyba nie jest tak (przynajmniej w moim przypadku), że w trakcie gry takie myśli jak „Hm, to niesamowite! Poziom immersji w tym tytule przekracza wszelkie wyobrażenia! Rozgrywka płynnie transformuje się z immersive sima do dynamicznej korytarzowej strzelanki w trakcie pobocznych misji, okazjonalne QTE choć wybijają z rytmu to dają poczucie satysfakcji po perfekcyjnym ich ukończeniu, a otwarty świat zachwyca designem i pomimo pewnych oczywistych nieścisłości między opowieścią a mechanikami, twórcom udaje się utrzymać dysonans ludonarracyjny” formułują się same, chyba że ogrywam jakieś demko ze Steama specjalnie żeby sprawdzić, czy jestem w stanie napisać reckę (zazwyczaj nie jestem w stanie, ale to inna sprawa). Najczęściej to kwestia (tak jak pan Quetz niżej napisał) zastanowienia się, dlaczego właściwie dany tytuł, albo gatunek mi się podoba, czym jest „to coś”, co daje mi frajdę na tyle dużą, że kiedy opowiadam komuś o gierce, to kwieciste opisy same cisną się na usta?

        Że dyskusje o grach sięgają czasem głębiej niż powinny, to akurat prawda – nie każda próba opisu wrażeń z rozgrywki, zarówno moich subiektywnych odczuć jak i czysto technicznej oceny tytułu musi być recenzją na 6 stron, albo recenzją w ogóle (nie każdy ma predyspozycje do pisania dłuższych, złożonych form, wiem coś o tym). Cieszy jednak, że pokolenie ludzi wychowanych na grach (często, ale nie zawsze) potrafi się o nich wypowiadać i wie, czym to medium ich do siebie przyciąga – wszak to nie tylko tępe walenie w dżojstik przy akompaniamencie „pew-pew-pew, kabooom!”.

  4. Cyberpunk nie przeszedł wielką transformację tylko regularnie wyrzucano wszystko do kosza i zaczynano od zera. O ile mnie pamięć nie zawodzi, ostatni „reset” gra miała w 2018 roku zaraz zanim pokazali ten słynny reveal trailer z Keanu Reevesem na scenie.

    • Odświeżanie koncepcji, porzucanie starej i szukanie najodpowiedniejszej (zdaniem twórców) formuły, to też forma „metamorfozy”, choć może bardziej w formie małych rewolucji, a nie ewolucji.

  5. Mosparko napisał(a):

    Tak, to jest zupełnie inny filing przestrzeni. Ja akurat lubię oba, to znaczy uwielbiam gęstość immersive simów i wsiąkam w nie bez reszty, ale są dla mnie na tyle intensywnym doświadczeniem, że nie jestem w stanie grać w jednego po drugim. Duże otwarte światy dają mi niezbędny oddech i poczucie przestrzeni, które też bardzo lubię i stanowią doskonałą przeciwwagę. Optymalnie jest dla mnie grać w obie formy na przemian.

    Totalnie rozumiem, dla mnie akurat otwarty świat to już w zasadzie tylko minus, więc takie gry albo omijam, albo – jak Cybera – gram raczej od linijki, czyli zaliczam misje z wykorzystaniem szybiej podróży i unikaniu większości niefabularnych sidequestów. Choć i tu robię wyjątki – akurat skończyłem wszystkich cyberpsycholi, planuję jeszcze może znaleźć kilka pozostałych kart tarota, ale zaraz zacznę DLC i będę jechać prosto do końca fabuły.

    Generalnie wiek mnie dopadł i odkryłem, że najlepiej gra mi się w gry niewymagające ode mnie bóg wie ile czasu, stąd to odchodzenie od open worlda. Mam ogromną kolekcję przygodówek i od paru miesięcy odhaczam nieograne nigdy pozycje, właściwie zawsze mając poczucie, że spędziłem wolny czas lepiej, niż jeżdżąc/latając po wielkiej mapie i robiąc w kółko to samo. Choć oczywiście ma to swój walor rozrywkowy, to raczej niepodważalny fakt.

    • Ostatnio ograłem dwa nienajnowsze tytuły, gdzie przejście każdego nich zajęło mi poniżej 10 godzin i było to dla mnie naprawdę odświeżające uczucie 😉
      Przy okazji polecam bo fajne opowieści. „Nobody wants to Die” oraz „The Invincible”. Zwłaszcza drugą grę uważam za genialną, to symulator chodzenia będący prequelem do „Niezwyciężonego” Lema, gdzie twórcom udało się znakomicie oddać ducha pisarza, a przy okazjimzrogic kawał dobrejmopowiesci. Toporna mechanika, ale daje radę i nawet podkręca klimat. W żadnej innej grze nie czułem się tak bardzo w kosmosie 😉

      • O czadzik, obie mam na steamie i na Invincible się czaję od dłuższego czasu – książka była naprawdę dobra, więc chętnie się przekonam

  6. Mosparko napisał(a):

    Żeby zrobić grę w typie immersive sim ze światem wielkości Night City, musiała by ona powstawać kilkadziesiąt lat albo świat musiałby być bardzo mocno generatywny.

    Odpowiem za Wonziem, bo myślę że te to już nie są gry, tylko kombajny, które tworzą spasione nerdy i klepią kod.
    Zabrzmię jak dziad, ale w momencie kiedy nasza wyobraźnia musiała sobie dopowiadać niedobory graficzne, mózg pracował inaczej niż teraz, kiedy każda kombajniarnia tworzy produkty dopracowane w szczegółach, bez możliwości pracy umysłem.

    A zasada jest prosta, gdybym chciał realizmu w grach, ale tego prawdziwego, to po prostu ruszyłbym opasłe dupsko z fotela, i wyszedł ma dwór mając w dupie to co jest na ekranie czarnego lustra w laptopie =) .

    Ale tak to se moge gdybać :/ .

    • Każdy ma inaczej, ja mam prawie 5 dych na karku, granie zaczynałem na Atari (tam dopiero trzeba było sobie wyobrażać XD), a bardzo podoba mi się ta zmiana. A w zasadzie to nawet nie zmiana, tylko wybór, bo wciąż powstaje dużo gier z prostą grafiką, a pixelartowy styl ma się bardzo dobrze. Przy okazji klimatów CP i mniej dosłownej grafiki, w marcu ma być premiera gry „Replaced” obłędnie wręcz wyglądającego pixelartu na który bardzo czekam.

      • Wstyd się przyznać, ale oprócz pegasusa miałem taką dziwną konsolkę, którą dopiero od stranger things porównałem do atari, więc chyba też grałem na atari, obok ruskiego nesa =) . Na pegasusie pocinałem w super mario, ale na atari pamiętam tylko jakiś symulator samolotu, nie mogłem ogarnąć.
        Ale i tak w dzisiejszych czasach, wolę żeby mieć jakąś analogową formę rozrywki. W końcu budowanie realizmu w grach, to odtwarzanie czegoś co już mamy po raz drugi, więc jest to bez sensu. Gdyby AR się rozwinął mogliby ludzie bawić się w pvp na świeżym powietrzu z rzucaniem zaklęć jak w starym guild wars, ale to się nie stanie, chyba że sam zarobię i zapłacę za prototyp ;/ .
        nie mniej, jak na 34 latka, mogę sobie tylko cały dzień oglądać filmiki i komentarze w necie, i pomlaskać za starymi czasami, których już nie ma a nie czuję rajcowania tego co czują teraz nastolatki przy grach. Ehh życie życie jest nobelon =) .

  7. Zdzichu napisał(a):

    „filing, zaangażowanie, immersja”
    Kurwa, ludzie – czy wy faktycznie to wszystko jak roboty analizujecie podczas grania?!
    Ja to zawsze wychodziłem z założenia że jak coś mnie kręci to ZA PADA I DO MONITORA! I myślenie schodzi na dalszy plan!
    A teraz ludzie wychowani na masowych ilościach gier to pozamieniali się w krytyków, zamiast w graczy :/ .

    To się nazywa świadomość. Nabywa się jej z czasem, mnie raczej dziwi, że ktoś może jej nie nabywać. Gram dużo i z wyjątkiem wyjazdów, niemal codziennie. Mam porównanie do wielu gier, doświadczenie nabyte wraz z ich przechodzeniem, więc z czasem wiem jak nazwać co mi pasuje, a co nie. Widzę gdzie są dla mnie niedostatki, widzę gdzie ich nie ma i dokładnie wiem dlaczego dane rozwiązanie tak na mnie działa i dlaczego inne nie.
    Dzieje się tak właśnie dlatego, że nie jestem robotem, który po prostu wykonuje jakąś czynność, tylko człowiekiem, który zgodnie ze swą naturą i konstrukcją, przetwarza intelektualnie swoje działania.

    • A mnie już nic nie pasuje.
      Pozostaje zanucić pod nosem Annę Jantar…

      • „Stary jesteś, śmierć cię czeka, grabarz po twą skórę pośle, już niedługo twego życia o mój biedny stary ośle” 🎼🎵🎶

      • Annę Jantar?! Tosz pisałeś że masz 34 lata 😉
        A tak na poważnie, to najlepiej odstaw gry. Wrócisz za jakiś czas i znowu granie będzie mogło cieszyć. Wszystko może się „przejeść”, znam wiele takich przypadków, kiedy tego typu przerwa pomogła. Sam miałem jakieś 15 lat przerwy w graniu, właśnie przez zniechęcenie grami. Wróciłem kilka lat temu i od tego czasu jestem ich pożeraczem 😉 Nie namawiam oczywiście to tak długiej przerwy, jej długość jest kwestią indywidualną. Koledze ostatnio na przykład wystarczyło pół roku.

  8. Zdzichu napisał(a):

    „filing, zaangażowanie, immersja”
    Kurwa, ludzie – czy wy faktycznie to wszystko jak roboty analizujecie podczas grania?!
    […]I myślenie schodzi na dalszy plan!

    Ciekawa opinia, czyli jeśli ktoś jest w stanie zrozumieć dlaczego mu się dana rzecz podoba/nie podoba to znaczy, że jest robotem?

    IMO jak ktoś potrafi myśleć, to z wiekiem ogarnia swoje preferencje i umie je nazwać, kompletnie nie czaję, dlaczego to miałoby kogoś z boku frustrować.

  9. Quetz napisał(a):

    O czadzik, obie mam na steamie i na Invincible się czaję od dłuższego czasu – książka była naprawdę dobra, więc chętnie się przekonam

    Tylko się nie zniechęć początkową powolnością. Do pewnego momentu miałem też poczucie, że przeszkadza mi znajomość książki, bo znam odpowiedzi. Jednak to jest zupełnie inna historia i z czasem znajomość odpowiedzi nie ma już znaczenia, bo dotyczą one innych dylematów.
    Nonadys natomiast ma gorsze momenty, ale klimatem od pewnego momentu nadrabia wszystko 😉

  10. Sąsiad wygląda znajomo. To nie jest ten duży typ z gangu hakerów? Pozapominałem już nazwy i imiona.

Skomentuj KapitanŻbik Anuluj pisanie odpowiedzi