16.05.2022, 16:49Lektura na 5 minut

[Sprawdzam] Casus zombiaków

Pisanie o pisaniu i tworzenie gier o robieniu gier... Nie mamy tego wszyscy, podobnie jak zombiaków, trochę dosyć? Oczywiście z małymi wyjątkami, takimi jak The Beginner’s Guide.


Iza „9kier” Pogiernicka

The Stanley Parable: Ultra Deluxe

Crows Crows Crows | PC, PS5, PS4, XSX, XBO, NS | przygodowa • nieliniowa • różne zakończenia • komedia

Nowa, kolejna już wersja opowieści o Stanleyu faktycznie dodaje do niezależnej klasyki nową zawartość. Twórcy umieścili nawet informację „new content” na jednych z drzwi, żeby mieć pewność, że gracz na pewno go nie przegapi. Osobiście jednak, po latach przerwy od Stanleya, postanowiłam najpierw wrócić do starej zawartości i przypomnieć sobie, co lubiłam w oryginale. Nieustanna przepychanka bohatera z narratorem, ten ciągły flirt – doświadcza się tego wszystkiego z taką samą radością jak w 2013, gdy gra trafiła na Steama, ba, pewnie tak samo jak w 2011, kiedy The Stanley Parable było jedynie samodzielnym modem do Half-Life’a 2. Narrator jest genialny, pomysł na rozgrywkę naprawdę kreatywny, a całość podzielona na niedługie, zachęcające do kolejnych prób podejścia. Zderzenie z nową zawartością było dla mnie jednak przykre. Zakładam, że celem twórców była branżowa satyra wyśmiewająca odcinanie kuponów oraz popularne, nastawione na szybkie pieniądze zabiegi developerów, jednak sposób, w jaki ją przedstawiono, był dla mnie nieznośny. Wyobrażam sobie, że taką męczącą formę również wybrano specjalne – żeby pokazać, w jak ohydną stronę poszło tworzenie gier. Kiedy jednak wyszłam wreszcie ze zdecydowanie za długiej sekwencji z (uwaga, spoiler!) pomysłami na rzekomy sequel The Stanley Parable i zasugerowano mi, że da się je wprowadzić ze smakiem, wypuściłam powietrze z płuc z ulgą i wyłączyłam grę. Zakładam, że twórcy będą mi chcieli teraz pokazać, jak powinien wyglądać dobrze wprowadzony content, ale po odbębnieniu tej fatalnej sekwencji nie mam na to siły. Pewnie ominie mnie najlepsze, lecz nie jest mi z tego powodu bardzo przykro.


Trek to Yomi

Leonard Menchiari, Flying Wild Hog | PC, PS5, PS4, XSX, XBO | akcja • 2D • samurajowie

Zacięłam się w Trek to Yomi na pewnym łuczniku – nie wiedziałam, jak go pokonać, więc po paru podejściach i zgonach stwierdziłam, że mi wystarczy, i przeskoczyłam na Ravenous Devils, o którym pisałam w zeszłym tygodniu. Do samurajskiej gry akcji nie wrócę, ale jest mi wszystko jedno. Większość dotychczasowych starć przeszłam, klikając na padzie lewy bumber (blok), a potem dwa razy X (cięcie kataną), w przypadku opancerzonych przeciwników zmieniając kombo na ogłuszenie i finiszera. Nie powiem, żeby było nudno, ale na pewno brakowało mi – przynajmniej na środkowym poziomie trudności – jakiegoś zróżnicowania. Kolejne ruchy wprowadzane są stopniowo, jednak nie miałam potrzeby używania większości z nich. Oprawa audiowizualna jest ładna, lecz trudno nie mieć poczucia, że gdyby nie odcienie szarości, grafika byłaby bardzo zwyczajna, a Trek to Yomi przepadłoby w gronie dwuwymiarowych gier akcji. Trudno jej jednak odmówić filmowości rodem z dzieł Kurosawy, budowanej nie tylko przez czerń i biel, ale także szczegółowe modele postaci czy dopracowane tła.


Wobbledogs

Animal Uprising | PC | hodowla psów • genetyka


Odpaliłam Wobbledogs, wiedząc tylko, że w grze prowadzi się hodowlę psów. Nie wiedziałam jednak, że zwierzaki to kolorowe prostopadłościany, z których niektóre mają metaliczny poblask, a innym mogą wyrosnąć skrzydła. Jakby tego było mało, szczeniaki wykluwają się z jajek! Psy pożerają wszystko, co im się wala po pokoju, ze zwłokami innych czworonogów i kupą (to akurat realistyczne!) na czele, a każda z opcji dietetycznych (można ich na przykład karmić burrito, kokosami czy księżycowym serem z odpowiednich automatów) w jakiś sposób modyfikuje ich wygląd. Rzecz w tym, że te psiaki kilkakrotnie podczas życia zawijają się w wiszący pod sufitem kokon, z którego wychodzą doroślejsze i nieraz zaskakująco ładne (lub brzydkie). Ich sierść zyskuje połysk, wydłużają lub skracają im się części ciała, a łeb zmienia kolor na na przykład czerwony. Zwierzaki można rozmnażać, starając się wybrać najciekawsze cechy do przekazania potomstwu, a towarzyszy temu naprawdę dziwaczna animacja z mnóstwem serc i wielkim robotem zderzającym psy nad niezapłodnionym jajkiem. Da się też dekorować pomieszczenia i sadzić rośliny na wykładzinie w ulice i samochody. Nie wiem, kto z Animal Uprising wymyślił tę grę, ale proces twórczy musiał się zacząć od jakiejś szalonej balangi. Przez kilka godzin, bo tyle miałam z Wobbledogs do czynienia, było śmiesznie, kolorowo i uroczo, choć na początku bardzo chaotycznie.

„Sprawdzam” to cykliczny segment, w którym co poniedziałek przyglądam się trzem ogrywanym akurat produkcjom – głównie niezależnym, ale nie tylko. Jeżeli ci się podoba, zachęcam do rzucenia okiem na POPRZEDNIE ODCINKI.

Jeśli masz ochotę razem ze mną poznawać nowe tytuły, zapraszam na MÓJ KANAŁ NA TWITCHU (od wtorku do czwartku od ok. 13, w piątki od ok. 13 lub 18, w soboty od ok. 16). Do zobaczenia!

Redaktor
Iza „9kier” Pogiernicka

Streamuję w przyjemnej atmosferze gry, których nie znasz. Zajrzyj: www.twitch.tv/9kier ;)

Profil
Wpisów282

Obserwujących20

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane