2
16.06.2022, 12:00Lektura na 5 minut

Eiyuden Chronicle: Rising – recenzja. Nierówny wstęp do większej przygody

Jeżeli macie tak duży staż growy, że pamiętacie serię Suikoden, to Eiyuden Chronicle powinno pojawić się na waszym radarze. Odpowiada za nie ten sam twórca – Yoshitaka Murayama, a jego nowe dzieło ma kontynuować idee słynnych erpegów Konami.


Arkadiusz „Cascad” Ogończyk

Sięgając po Eiyuden Chronicle: Rising, musimy być gotowi na opowieść o odnajdywaniu wewnętrznej siły, wzajemnym wspieraniu się przez członków grupy i odbudowywaniu miasteczka po katastrofie. To klasyczne tropy z dwuwymiarowych japońskich erpegów opowiedziane kolejny raz – w dodatku w przyjemnej oprawie i z muzyką pełną typowego lukru fantasy.

Ciekawsze od samej fabuły gry jest jej tło i sytuacja, w której się ukazuje. Po pierwsze to tytuł otwarcie nawiązujący do wspomnianej już serii Suikoden słynącej z bardzo rozbudowanych wątków politycznych i tony postaci (108!) możliwych do zwerbowania do drużyny. Fani dobrze wiedzą, że głównym daniem tego nostalgicznego powrotu ma być Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes, ogromny kickstarterowy sukces (ostatecznie zebrano ponad 4,5 mln dolarów). Na ów tytuł poczekamy jednak do 2023, dlatego wcześniej dla zaostrzenia apetytu wypuszczono na rynek mniejsze EC: Rising wprowadzające nas w uniwersum na nieco lżejszych, obudowanych warstwą zręcznościową zasadach. To trochę tak, jakbyśmy dostali spin-off przed dziełem, które zasługuje na opowiedzenie historii pobocznej. Warto też zaznaczyć, że o ile Hundred Heroes jest faktycznie opracowywane przez branżowych weteranów, o tyle Rising zlecono zespołowi Natsume Atari, jedynie nadzorowanemu przez bardziej doświadczonych kolegów.

Eiyuden Chronicle: Rising
Eiyuden Chronicle: Rising

Zabiegani

16-letnią awanturniczkę CJ prywatne cele prowadzą do New Nevaeh, miasteczka mocno zniszczonego przez niedawne trzęsienie ziemi. Pomoc w odbudowie oraz rozwiązywanie problemów jego mieszkańców niemal od razu staje się osią naszych działań. Bohaterka pozostanie samotna niezbyt długo, bo szybko dołącza do niej magiczna dziewczyna i człowiek-kangur (gra jest zresztą pełna klasycznych demiludzi). Eiyuden Chronicle: Rising kładzie nacisk w równym stopniu na dialogi, co skakanie i jak najszybsze wciskanie przycisku ataku. Jak przystało na erpega, każda postać leveluje, rozwija swoje umiejętności i zdobywa coraz mocniejszy sprzęt. Fabuła przeciąga nas przez poziomy stworzone na zasadach znanych z metroidvanii, po niektórych korytarzach krążymy więc wielokrotnie, wypełniając kolejne zadania, by co jakiś czas móc odnaleźć nowe przejścia, skróty i artefakty.

Najciekawszym, co możemy zrobić z bohaterami, jest przełączanie ich w locie podczas walki (oczywiście turowej), by zadawać coraz bardziej mordercze combosy. W swych najlepszych momentach Eiyuden Chronicle: Rising przypomina kultowe odsłony serii Ys znanej ze znakomitego łączenia akcji z rozbudowaną fabułą i odkrywaniem fantastycznego świata. Głównym problemem gry Natsume Atari jest jednak to, że takich wyróżniających się momentów nie mamy w niej przesadnie wiele. Przysypano je ogromną liczbą misji kurierskich zrobionych chyba tylko po to, by było ich dużo. W życiu nachodziłem się już przez różne lochy, by przynieść jakiś przedmiot nieogarniętym wieśniakom, ale tutaj zwyczajnie z tym przesadzono. To zrozumiałe, że twórcy mniejszych produkcji także chcą obsypywać graczy zawartością, ale sztuczne wypychanie produkcji, które nie mogą jakościowo stać obok pierwszej ligi, tylko im szkodzi, przysłaniając ich naturalny urok.

Eiyuden Chronicle: Rising
Eiyuden Chronicle: Rising

Eiyuden Chronicle: Rising bierze na siebie za wiele i zbyt często traci swe awanturniczo-przygodowe tempo, którego się po niej spodziewamy (zwłaszcza pierwsze godziny wloką się niemiłosiernie). Sama walka jest zbyt łatwa, by budzić duże emocje, a że bardzo często musimy stosować przemoc, mnogość monotonnych questów i załatwianie podobnych do siebie przeciwników potrafi znużyć. Szybsze postępy w fabule, mniej zadań pobocznych i pogłębienie systemu walki sprawiłyby, że otrzymalibyśmy grę mogącą stanąć obok wcześniej wspomnianej serii Ys. Cały ten potencjał utraco jednak przez krótki proces produkcji (tytuł powstawał przez około rok!) niepozwalający na odpowiednie zbalansowanie rytmu, w jakim poznajemy historię. Nie oznacza to, że otrzymaliśmy dzieło całkowicie niewarte uwagi. Cała warstwa gry dotycząca odbudowy miasta jest przygotowana niezwykle dobrze, daje dużo satysfakcji i potrafi aktywnie popchnąć nas w kierunku kolejnych sidequestów. Tym bardziej szkoda, że nie została nieco wyraźniej zniuansowana i finalnie sprowadza się do biegania po lochach, by zdobyć materiały potrzebne do remontu konkretnych budynków.


Poza skalą

Obfitość przegadanych scen wyrównywana jest przyjemnym humorem; dużo powtarzalnej walki – interesującą, fantastycznoprzygodową fabułą; mnogość podobnych do siebie misji – ciekawą rozbudową miasta. Eiyuden Chronicle: Rising to właśnie gra złożona z elementów ciągnących ją to w górę, to w dół. Nie uznam spędzonego w niej czasu za stracony, ale wciskanie na przemian kilku przycisków ataku i robienie za jedynego kuriera w promieniu 100 km może się niektórym szybko przejeść. Do mnie przemawia warstwa wizualna wspierająca sensowną konstrukcję świata, jednak nie da się ukryć, że to zaledwie namiastka tego, czym ma być Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes, gdzie parę postaci z Rising odegra istotną rolę.

Eiyuden Chronicle: Rising
Eiyuden Chronicle: Rising

Jeżeli mimo to jesteście gotowi poświęcić czas na „zaledwie” prolog i już teraz chcecie poznać kolejną krainę, która potrzebuje bohaterów, nie jest to najgorszy wybór. Weterani gatunku jednak już to wszystko przerabiali 20 lat temu – i to też odbija się w tym tekście: mimo czerpania wzorców z najbardziej przystępnych japońskich action RPG (jak seria Mana) nie ma tu nawet jednego mechanizmu wyróżniającego tytuł z tłumu. Na szczęście (dla samej siebie) Eiyuden Chronicle: Rising jest na tyle ładna i bezproblemowa, że jeśli wpadnie w wasze ręce, to bez wstydu możecie się nim zająć. Dobry to wafelek, ale trochę suchy.

W Eiyuden Chronicle: Rising graliśmy na Nintendo Switchu. Obrazki w tekście pochodzą od wydawcy.

Ocena

Eiyuden Chronicle: Rising to udany wstęp do świata Eiyuden Chronicle niewykorzystujący jednak swego potencjału. Rozbudowanie systemu walki i urozmaicenie sidequestów znacznie poprawiłoby odbiór tej gry.

6
Ocena końcowa

Plusy

  • bardzo ładna oprawa
  • przystępność
  • tytuł może wprowadzić młodszych graczy w gatunek

Minusy

  • zbyt dużo sztampy fabularnej i gatunkowej
  • mnożenie podobnych do siebie questów
  • nierówne tempo zabawy

Redaktor
Arkadiusz „Cascad” Ogończyk

Szukam serca w najbardziej niszowych i przegapionych grach oraz pęknięć w pomnikach wielkich hitów. Życie tak dobre, że mam wyrzuty sumienia. Publikuję w CDA od 2020.

Profil
Wpisów5

Obserwujących7
Brak okładki
Eiyuden Chronicle: Rising
Ocena redakcji
-
Ocena użytkowników
-
Platformy
-
Gatunek
-
Producent
-
Eiyuden Chronicle: Rising

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane