Interaktywna ballada o wchodzeniu w dorosłość. Czy Mixtape to kolejna gra 10/10? [RECENZJA]
Zanim odpowiem na to pytanie, kilka słów wyjaśnienia, o czym jest Mixtape. W grze wcielamy się w Stacey Rockford, która wraz z przyjaciółmi, wyluzowanym Slaterem i buntowniczką Cassandrą, próbuje spędzić idealny dzień przed wyjazdem do Nowego Jorku. Dziewczyna przygotowała na tę okazję specjalny mixtape, który ma poprowadzić paczkę kumpli przez kolejne punkty ich ostatniej przygody – śladami wspomnień aż do wieńczącej lato imprezy na plaży.

Ulotność młodości
Brzmi banalnie, ale ta historia działa na tylu poziomach, że trudno z nią nie rezonować. Chociaż osadzona jest na styku mileniów i gdzieś na amerykańskich przedmieściach, porusza uniwersalne dla wielu młodych ludzi tematy dotyczące natury przyjaźni, lęku przed miłością czy niepewności przyszłości. Znowu – trochę klisze, jednak poprowadzone bardzo sprawnie dzięki paru rzeczom. Po pierwsze w dialogach nie brakuje nienatrętnego humoru, młodzieńczej buty oraz charakteru. Między bohaterami występuje sporo naturalnej chemii, którą czuć również dzięki doskonałym rolom aktorów i aktorek głosowych, a także ich energii i bezpretensjonalności.
Po drugie ton produkcji nie wpada w ramy jednego gatunku. To nie jest tylko dramat ani tylko komedia, a obecność wątków onirycznych czy też z pogranicza realizmu magicznego dokłada kolejne warstwy do pewnej banalności nastoletniego życia. Uprzedzam, że całość wypada bardziej słodko niż gorzko, więc nie spodziewajcie się łamiącej serce tragedii (chociaż mnie łezka poleciała przy jednej z ostatnich scen). Po trzecie gra została cholernie sprawnie wyreżyserowana. Kamera nie boi się różnych perspektyw, dając przestrzeń tam, gdzie konieczny jest oddech, zbliżając się, kiedy potrzeba intymności, czy wyczyniając cuda, gdy postacie robią jakieś szalone rzeczy. Kolejne przejścia między scenami i ich rytm okazują się precyzyjne, przemyślane i doskonale pasujące do tego, w jakim kierunku aktualnie zmierza scenariusz.

Ze słuchawkami na uszach
I po czwarte wszystko – co nie powinno dziwić, patrząc na sam tytuł – odbywa się tu pod dyktando muzyki. Playlista Stacey wyznacza kolejne emocjonalne bity, buduje klimat, rozwija fabułę i właściwie definiuje podróż przyjaciół – zarówno od strony fabularnej, jak i tonalnej. A co leci z discmana głównej bohaterki? Między innymi Portishead, Joy Division, The Smashing Pumpkins oraz Iggy Pop… ale też Lush, Harpers Bizarre czy Rainbow. Jest eklektycznie, ale uwierzcie, absolutnie każdy kawałek sprawdza się tu znakomicie. Bo pomyślcie sobie, czy nie dzieje się tak, że muzyka często nabiera znaczenia dzięki związanemu z nią ładunkowi emocjonalnemu? Konkretne utwory przywołują konkretne momenty i twórcy Mixtape’a świetnie tym motywem zagrali.
No dobrze, a jak w zasadzie wygląda rozgrywka? Bardzo często mam tak, że w przypadku pozycji typu walking simulator, interaktywnych filmów czy narracyjnych przygodówek zadaję sobie pytanie: czy tytuł ten coś by stracił, gdyby był po prostu filmem lub serialem? W przypadku Mixtape’a początkowo myślałem, że raczej nie, ale szybko zmieniłem zdanie. Bo tak, w produkcji studia Beethoven & Dinosaur interaktywności jest stosunkowo mało. Nie sugerujcie się więc porównaniami chociażby do Life is Strange – mimo wspólnej tematyki te gry różni ton, a także rozgrywka. Mixtape to krótka (ok. 3 godz.), liniowa, w większości oskryptowana przygoda, bez możliwości porażki i bez konkretnego gameplay loopu. Co więc w niej robimy? Ot, jeździmy na deskorolce, malujemy drzwi, słuchamy dialogów (nie ma opcji do wyboru), przewijamy kasetę magnetofonową, obrzucamy dom dyrektora papierem toaletowym, ale też… fruniemy przez łąkę, uciekamy w wózku sklepowym po autostradzie czy detonujemy samochody, pokazując im środkowy palec. Wracając na chwilę do opowieści o Max i Chloe – tam gdzie Life is Strange buduje napięcie wokół wyborów i konsekwencji, Mixtape skupia się na samym doświadczaniu chwili.

Tu i teraz
No ale właśnie. To doświadczanie działa dzięki temu, że gra miesza banalność i rutynę z wyidealizowanymi, wyolbrzymionymi sytuacjami. Nie daje poczucia sprawczości, tylko osadza nas w danym momencie, w konkretnych emocjach, podkreśla te wszystkie drobne chwile, zarówno realistyczne, jak i surrealistyczne, które składają się na wspomnienia nastoletniości. Możliwość wciśnięcia kilku przycisków tu i tam sprawia, że nie śledzimy tylko czyjejś nostalgii, ale też pomagamy ją budować. Chociaż na parę minut możemy sobie przypomnieć, jak to jest puszczać kaczki nad stawem czy… ekhem… Może jednak pominę scenę pocałunku z uwagi na co wrażliwsze osoby.
Graficznie mamy tutaj do czynienia z mocno stylizowaną oprawą, przywołującą na myśl Into the Spider-Verse, oraz z rwaną animacją, przypominającą poklatkowy film. Wyraziste kontury spotykają miękkie światło, kolory oddają ducha nostalgii, a różne filtry (od ujęć kamery po czarno białe) świetnie pomagają budować klimat późnych lat 90. Dzięki doskonałej reżyserii i obecnej niemal non stop muzyce czasami można się poczuć, jakbyśmy uczestniczyli w teledysku z epoki, który „chodzi” w rytm kolejnych kawałków, czarując oniryzmem i grając na czułych nutach wspomnień widzianych przez różowe okulary.

Idealna składanka nie istnieje
Żeby jednak nie było zbyt pięknie – mam kilka uwag. Niektóre wątki zostały potraktowane nieco po macoszemu i zamknięte zbyt szybko – ot, byleby zdążyć przed finałem gry. Nie wszystkie postacie, szczególnie drugoplanowe, dostały też odpowiednio dużo czasu ekranowego; często sprowadza się jej do roli kukieł w tle, które zapełniają świat przedstawiony, mają jedną cechę i jedną rolę do odegrania – a szkoda, bo był potencjał na więcej. Spodziewałem się też trochę bardziej wybuchowego epilogu, ale może i lepiej, że gra kończy się tak, a nie inaczej. No i chociaż osobiście łykam cały ten klimat i otoczkę jak wygłodniały pelikan, zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią tego typu historie. Co więcej, przez względnie małą interaktywność produkcja ta z pewnością odrzuci osoby, które oczekują więcej… „gry w grze”.
Dla mnie była to jednak piękna podróż. Mixtape doskonale radzi sobie z ciężarem opowieści o nostalgii, pamięci i wchodzeniu w dorosłość, traktując ją jednocześnie poważnie, ale też z dużą lekkością, humorem i świadomością gatunkowych klisz. Dzięki doskonałej reżyserii, napędzającej całość muzyce oraz pięknie wkomponowanemu realizmowi magicznemu bawiłem się przy tym tytule naprawdę nieźle. Całość działa trochę jak rozbudowana pocztówka z ostatniego dnia lata – może i chciałoby się więcej, ale z drugiej strony wszystko, co dobre, szybko się kończy i nie zawsze jest takie, jak sobie wymarzyliśmy.
W Mixtape graliśmy na PC.
OCENA: 8+
PODSUMOWANIE: Mixtape to krótka, ale też niezwykle stylowa i emocjonalna podróż przez wspomnienia młodości. Dzięki świetnej reżyserii, fenomenalnej muzyce i ograniczonej, ale dobrze osadzającej w emocjach interaktywności gra zmienia banalne chwile w nostalgiczne, melancholijne doświadczenie, które powinno rezonować z każdym, kto tęskni na okresem wchodzenia w dorosłość.
PLUSY:
- gra doskonale wyreżyserowana i zmontowana;
- perfekcyjnie dobrana muzyka, która buduje klimat i emocje;
- naturalna chemia między bohaterami;
- lekkość narracji i niezły, młodzieżowy humor;
- historia pięknie oniryczna…
MINUSY:
- …choć trochę krótka i momentami zbyt pośpiesznie prowadzona;
- finał mógłby wybrzmieć mocniej;
- liniowa struktura i mała interaktywność mogą niektórych zawieść.
8+ to nadal stanowczo za wysoka ocena jeśli mielibyśmy spojrzeć na tę „grę” obiektywnie. „Czarne lustro: Bandersnatch” interaktywny film jest czymś bliższym do gry niż Mixtape, bardzo przepraszam ale to jest niepodważalny fakt nawet nie opinia. Mixtape potrzebuje gracza w kilku chwilach resztę czasu żyje własnym życiem, gdyby istniało parę opcji wyboru, jakieś drogi dialogowe – cokolwiek co dałoby graczowi jakiekolwiek poczucie sprawczości – o! to wtedy jest gra, odłącz pada włącz jakikolwiek film i udawaj że aktor robi różne rzeczy bo kliknąłeś jakiś przycisk – ten sam efekt.
Gra nie posiada regrywalnosci, grasz raz 3h (szkoda ze nie 2h to jeszcze bym się wyrobił ze zwrotem) ; ogólny konsensus dla indie gier to 1-2$ za godzinę rozgrywki – wg. tego ta gra powinna kosztować 5$ albo winna być kilkukrotnie dłuższa – ale nie mogli zrobić jej dłuższej bo tam nie ma gameplayu – zamknięte koło. To jest blockout gry a nie gra, art direction to jest materiał, z którego ewentualnie można by w przyszłości zrobić prawdziwą grę, ale na ten moment to jest tylko vertical slice, który pokazuje się panom w garniturach zeby dostać fundusze a nie wypuszcza do sprzedaży. 5/10
Znacznie lepsza recenzja niż CD-Action.
„ogólny konsensus dla indie gier to 1-2$ za godzinę rozgrywki”
Widziałem ten raport dot. dopuszczalnej długości gier indie, prawdziwy pageturner.
Wiedziałem, że gdzieś na dole będzie prawdziwa recenzja i sie niezawiadłem!
XD wy tak serio?
niepodważalny fakt? bo kto tak powiedział? ty? 😀
Nie, nie ja. „Gra to system, w którym gracze angażują się w sztuczny konflikt, zdefiniowany przez zasady, który kończy się mierzalnym wynikiem (outcome)”
Możemy rozłożyć tę definicję i jak już jesteśmy przy black Mirror to możemy porównać co jest bardziej grą i dlaczego uważam, że to fakt.
W Black Mirror konfliktem jest sama narracja, „gracz” szuka finalnego zakończenia, poprzez podjęte decyzje – poznaje nowe informacje, dedukuje ect. mamy tutaj wysoką sprawczość jeśli chodzi o podjęte decyzje – wybór „a” powoduje, że ktoś umiera, wybór „b” ktoś pozostaje przy życiu
w Mixtape nie ma konfliktu pomiędzy graczem a systemem – oglądamy opowieść, na którą nie mamy żadnego wpływu, sprawczość nie istnieje, to czy damy radę nacisnąć klawisze w odpowiedniej kolejności i czasie np. przy przywitaniu ma tylko walory estetyczne.
Black mirror ma zasady, „walczysz z systemem gry” za pośrednictwem dokonywanych przez Ciebie wyborów, możesz wygrać lub przegrać.
Mixtape nie oferuje zasad – nie możesz przegrać, ktoś kiedyś ładnie powiedział, że zasady gry w grze, w której nie możesz przegrać to po prostu ikeowska instrukcja obsługi.
Black Mirror ma z tego co pamiętam pięć totalnie od siebie różnych zakończeń, nasze akcje miały realny wpływ na wynik „gry”.
I tu jest największy fakt, dlaczego Mixtape nie jest naprawdę grą, bez względu na to czy klikałeś z pasją w klawisze czy wpuściłeś gołębia, który chodził Ci po klawiaturze, efekt finalny będzie taki sam, historia zakończy się tak samo gołąb zobaczy to samo co Ty. (Sam punkt trzeci można by było usprawiedliwić bo jest masa gier liniowych, ale nie w połączeniu z brakami w pozostałych dwóch punktach) Dlatego wydaje mi się to naturalne, żeby powiedzieć, że Mixtape jest bardziej „aktywnością interakcyjną” niż grą.
Nie da się spojrzeć na grę 'obiektywnie’, musisz się podszkolić z filozofii, bo głupoty piszesz. Pozdrawiam.
Skipowałem zajęcia z filozofi na studiach bo nie chciałem być bezrobotnym – oczywiście, że do pewnego stopnia da się zachować obiektywizm. Gdyby obiektywizm w sztuce nie istniał to Dama z łasiczką leżałaby u kogoś w piwnicy. Nadanie ocenie obiektywności wymaga jednak sporo dodatkowej pracy bo np. żeby ocenić grafikę gry musisz wziąć pod uwagę – obecne możliwości sprzętowe – co da się obecnie zrobić na danym silniku a co (i jak!) zostało zrobione, typ gry – porównanie do innych tytułów tego samego typu (nie będziemy porównywać Crimson desert do master of orion) ; związek pomiędzy art direction z dopracowaniem – czy np. dane rozmazanie aktora to celowy zabieg czy np. zły dobór UV mapy, Jak grafika wpływa na wydajność gry. Nim doczytasz dalej postaraj się może sam ocenić samą grafikę tej gry i daj ocene potem możesz porównać z tym: W mixtapie mamy ghosting (smugi za obiektami) – nie stworzono wsparcia dla DLSS ani FSR, nie stworzono wsparcia dla skalingu DPI – na większych monitorach mamy impresje. Developerzy użyli najprawdopodobniej nanite do wszystkiego nie tylko do statycznych obiektów – zrezygnowali z tworzenia LOD-ów dla skeletal meshów (czy to przez brak czasu/środków czy przez lenistwo) co w połączeniu z bardzo wymagającym lumenem (którego również nie zoptymalizowali) wpłynęło bardzo mocno na performance gry – dobrze zoptymalizowana część wizualna tej gry powinna wymagać połowy wymaganego obecnie sprzętu. Developerzy zapomnieli, że UE5 wymaga ręcznego dostosowania limitów pamięci i optymalizacji geometrii postaci. Ocena czy grafika jest „ładna” jest najbardziej subiektywną częścią obiektywnej opini, powiedziałbym, że raczej może się podobać ale w dzisiejszych czasach puszczenie god ray-ów na volumetric fog-u przez okno samo z siebie będzie wyglądało pięknie, shader nałożony na postacie to nihil novi sub solem – jest ok ale zrobienie tego nie wymaga bóg wie czego, masz 15 minutowe tutoriale, które Cię tego nauczą i wiele gier zrobiło to lepiej (ale wiele też zrobiło to gorzej) oceniłbym samą kierunek artystyczny nawet na 8/10 – bo wygląda ładnie, nie powiem, że nie ale za optymalizacje dałbym 2/10 a za Technical Quality 4/10. Dlatego choć subiektywnie grafika mi się całkiem całkiem podoba to obiektywnie (bardziej obiektywnie niż subiektywnie żebyś do semantyki się nie doczepił) dałbym za samą grafikę ocenę 5/10
Grą jest to, o czym ludzie myślą, że jest grą. Twoje argumenty są dziecinne. Coś sobie policzyłeś i coś ci się wydaje, więc ludzie mają oceniać sztukę tak, jak ty chcesz.
Cyk, i kolejna OPINIA, która mówi więcej o oceniającym niż rzeczy ocenianej. A słowo klucz brzmi ego.
Pamiętam jak kiedyś zakochałem się w Dear Esther. Pierwsze doświadczenie z symulatorem chodzenia, ale narracja i odkrywanie fabuły było wybitne. I pamiętam też, jak krytykowano Fahrenheita i Heavy Rain za absurdalną filmowość interaktywne głupotki.
Czasy się zmieniają jak widać 😉
Codziennikarstwo growe as it’s finest
Myślę, ze da sie napisać skrypt, ktory zastapi na twoim ekranie slowo „gra” frazą „nie-gra” w kazdym tekscie o tej grze, ktory otwierasz w przeglądarce. Moze sprobuj go stworzyc dla ukojenia ducha?
To poznajmy Twoją ocenę
Hę?
Ewidentnie coś Ci nie pasuje w mojej ocenie tej gry, dlatego chce poznać Twoją ocenę/analizę
Ewidentnie to raczej ty nie rozumiesz mojego komentarza.
Nic mi do twojej oceny gry, jest twoja. Za to argumentacja, ktorej uzywasz, jest bardzo smieszna i sprowadza sie do „to nie gra” (ok, i co z tego?) oraz jakichś magicznych wyliczeń pieniężnej wartosci gry wobec jej długości. Jeśli to są dla ciebie mierniki oceny jakości sztuki, to po prostu współczuję – ale oczywiście masz do nich prawo.
A oki, jesteś z tych 😀
To prawda, staram sie argumentowac swoje wypowiedzi, taka przywara 🙂
jeśli ja mówię to źle, jeśli definicja mówi też źle ;
Miałem w to nie grać, ale oburzenie graczy mnie przekonało.
Szkoda, że na gry nie da się spojrzeć obiektywnie podobnie jak na inne dzieła kultury :c
hahaha dobre! Crimson 6 a mixtape 8+ jesteście żałosnymi miernotami
Tak, bo to są bardzo podobne gry, a crimson desert świetnie realizuje narracyjną opowieść o dojrzewaniu…
Myślę, że tu jest ten „metacriticowy” problem. Przy recenzjach każdy zakłada że jedna gra zasługuje na 8 „jak na przygodówkę”, a innej wychodzi 6 „w porównaniu z innymi action open worldami”. Na koniec jednak metacritic wrzuca wszystkie gry do jednego wora i w niejednym serwisie pojawi się artykuł: „gra x jest najlepiej ocenianym tytułem 2026 roku”, mimo że to może być np. jakiś filozoficzny indyk, w którego zagrała garstka osób.
Kiedyś czasopismo Amiga Action robiło zestawienia, w których każdy gatunek miał swoją ligę i coś takiego dawałoby, na mój gust, być może większe poczucie sprawiedliwości.
W pełni się zgadzam, ale to jest podstawowy problem wszelkich baz danych statystycznych i zestawień. Trzeba je czytać ze zrozumieniem 😉 Natomiast istotnie, przydało by się robienie bardziej szczegółowych zestawień, bo takie ogólne są zwyczajnie mało użyteczne.
Zainteresowałeś. BTW, ~gra na 3h to może być coś, co dam radę teraz ogarnąć.
Prawda, Crimson zasługuje maksymalnie na 5,67 :/
’Dziennikarstwo’ growe juz dawno upadlo i czytanie wysrywow od IGNa, Kotaku, czy ostatnio tez i z naszego polskiego podworka mija sie z celem. Produkty gropodobne, gdzie gameplaya nie ma w ogole lub jest minimalny, ale za to albo żerują na nostalgii, albo poruszają 'ważne’ społeczne problemy (czyli gry do ktorych upycha sie woke), dostają najwyzsze oceny, no bo to dziela sztuki, lub tzw. 'doswiadczenia’.
Za to gry dla graczy dostaja oceny niskie, no bo latwo sie do czegos przypieprzyc (a to wody za dużo, a to sera), w dodatku one czegoś wymagają od gracza (gameplayowo), np. zręcznosci albo umiejetnosci kombinowania, a nie są 'doświadczeniem’ ktore przechodzi sie samo. Gry to nie jest odpowiedni produkt dla dziennikarzy growych, ktorzy zazwyczaj grają jak łamagi.
To że to gropodobne gowno Mixtape zbiera same 9ki i 10ki to jest swego rodzaju skandal, z drugiej strony finansowym wsparciem dla tej 'indie’ gierki jest Megan Ellison, corka CEO i zalozyciela Oracle, Larrego Ellisona, jednego z najbogatszych ludzi na swiecie. Indie bylo w cudzyslowie, bo gra zawiera tone licenjonowanej muzyki, na ktora zwykli zjadacze indie chleba sobie pozwolic nie moga, bo to ogromne koszty. No ale tu mogli. Obczajcie tez jakie pudla z prezentami otrzymali niektorzy recenzenci.
Ot zagadka sukcesu tej 'gry’ rozwiazana.
Miliarderzy sponsorujacy gry 'indie’, ha tfu.
Jeżeli dziennikarstwo growe upadło to opinie graczy są nadal 100 razy gorsze niż te dziennikarstwo co do zasady.
A masz jakieś kontrargumenty czy tak sobie rzucasz nic nie wnoszące do dyskusji one-linery. bark bark no substance
Gracze to nie jest jednolita grupa, wiec trudno zeby sie zgadzali we wszystkim. Ale jak odsiac hejterow, fanbojow i debili to generalnie w reakcji graczy zawsze sie kryje jakies logiczne uzasadnienie, czyli jak jest jakies niezadowolenie to ma ono jakis konkretny powod.
Tymczasem w wielu opiniach pseudodziennikarzy widze albo totalny brak elementarnej wiedzy na temat gier, ich historii, mechanik, albo brak jakiegokolwiek skilla, albo wrecz pogarde dla gier. Ci ludzie pisza te recenzje chyba za kare, albo są tam tylko z powodu politycznego zaangazowania. Wiec sorry ale w takim rozrachunku to ja wole jednak opinie graczy.
Zreszta najlepiej sobie znalezc jakichs zaufanych youtuberow z ktorych gustem sie mniej wiecej czlowiek zgadza i ich opinie czytac, a te wszystkie wielkie outlety jak IGN(ore) olac cieplym skosnym.
No i warto tez samemu sprobowac jesli sie da (np. demo albo korzystac z opcji zwrotu na steamie).
Koncepcja, że osoby w redakcji nie lubią gier, a pracują z uwagi na polityczne zaangażowanie, jest tak odklejona, że zdobywa puchar dnia.
Natomiast cała ta narracja o złych opiniach graczy jest mocno nieaktualna i oparta na pierwszych reakcjach nagrzanych oszołomów. Gra na Steam ma 90% opinii pozytywnych, co przekłada się na ocenę „bardzo pozytywne”.Także całe oparte na tym wnioskowanie, nie koresponduje z rzeczywistością.
To nie są dobre, właściwe oceny. Te wartościowe, prawdziwe byłyby niższe.
Masz kogoś konkretnego na myśli, czy cały czas jesteśmy w 2014 i udajemy, że Nathan Grayson napisał recenzję gry Zoe Quinn?
Raczej pisalem ogolnie ze dzienikarze nie sa warci zaufania, ale przyklady moge tez podac:
Sorry ale opinia takich ludzi nie jest dla mnie nic warta i wcale sie nie dziwie ze duze outlety nie maja wsrod graczy poważania.
„pozytywne recenzje swiatopogladowo motywowanych gier”
Misiu, nie rozumiesz – ja pytam o konkrety, a nie czy gra, której nie lubisz dostała wyższą ocenę, niż tobie się podobało. Konkretne zarzuty co do recenzji i stojących za nimi motywów, bo takie pitolenie o szopenie to możesz z wujkiem po wigilii.
„recenzje niektorych gier ktore okazaly sie sukcesem wsrod graczy, a ktore byly surowo ocenione (Mouse PI)”
Mouse PI ma bardzo wysoką średnią na Meta, o jakich konkretnie surowych ocenach ty mówisz i jak konkretnie ich surowość jest w jakikolwiek sposób nierzetelna? Konkret misiu, konkret.
„ale jesli w kolko recenzje sie roznia od opinii wiekszosci to chyba znak ze cos jest z nimi nie tak”
To znaczy, ze nie rozumiesz czym jest zawód krytyka i jaka jest rola recenzji. Tylko tyle i aż tyle.
„slawny gameplay dziennikarza matola grajacego w tutorial Cupheada ktory nie umial przeczytac napisu i zrobic double jumpa”
A ok, to jeśli nadal musisz używać przygody Deana Takahashiego sprzed dekady, to widać rzeczywiście problem jest wszechobecny. Przypomnij mi, jakie recenzje dostał Cuphead? Negatywne, bo żaden dziennikarz nie umiał w niego zagrać, prawda?
„caly ten artykul oskarzajacy o seksizm w obozie robiacym Wukonga od IGNa albo Kotaku”
Jaki? Przeczytałeś go? Znacz kontekst? Czy znasz tylko anegdotkę, bo ci na YouTubie jakiś typo kazał być tym faktem oburzonym?
Anegdotkę, c’nie?
„ale opinia takich ludzi”
Ale jakich ludzi? Kogo? Ty myślisz, że IGN albo Kotaku to jest jedna osoba? Wiesz, nikt nie broni nie lubić poszczególnych dziennikarzy, zwłaszcza jeśli robią denną robotę (jak wspominany przeze mnie Jacek Szczerba), ale uogólnianie tego na całą profesję jest oznaką raczej mało skłonnej do niuansu i refleksji łepetyny. A ty nie znasz żadnego recenzenta, nie jesteś w stanie mi podac nawet jednego nazwiska i przykładu potwierdzającego twoją tezę. Znasz za to kilka anegdot (głównie przemielonych przez dziesięcioletnie memy), które najpewniej przyswoiłeś w formie montażu na kanale jakiegoś kapitana drwala (czy jak się ten idiota nazywa), a zachowujesz się, jakby twoja opinia była cokolwiek warta. Ziomuś, dorośnij i podciągnij portki.
Żeby mieć kontr argumenty muszę mieć argument. Ty żadnego argumentu nie podałeś, poza błędem logicznym wynikającym z uważaniem swojej subiektywnej opinii za definicje :p
o czym ty mówisz?
W takim razie powiedziałbym, że problem jest w twoim spojrzeniu na to a nie w tych dziennikarzach bo większość z nich jednak ma większe pojęcie o czym pisze niż typowy gracz :v
O twoim komentarzu :p
Masz jakiś argument, że mój komentarz nic nie wniósł do dyskusji?
No dobra. Jestem w połowie gry i… Nie dałbym jej 8+. Nie dlatego jednak, że „mało w niej gamingu”, bo nasze wszelkie działania w grze mają jeden cel, dawać wrażenie częściowego uczestnictwa. Jest to wiec wykorzystanie właściwości medium, do opowiedzenia filmowej historii w nieco inaczej oddziałujący sposób i w tym kontekście formuła jest dobrze dobrana.
Problemem jest jakość samej opowieści, która niestety nie wytrzymuje porównania z filmami z których garściami czerpie. Co więcej, całość jest dość perfidnie oparta na prostych mechanizmach nostalgii grającego, co w samo w sobie nie byłoby jeszcze złe, gdyby wywoływanie nostalgii było środkiem, a nie celem. Gdyby uwalnianie tych emocji, miało nas przygotowywać na coś więcej, na pogłębioną refleksję lub zupełnie inne emocje. Tymczasem całość jest niestety raczej wydmuszką, unikającą wszystkiego co mogłoby zakłócić sielską nijakość. Jest to zgrabne, ale o niczym.
Nie siedzi mi też poszlakowość animacji. Rozumiem zamysł, który za tym stał, a więc podkreślenie tego, że mamy do czynienia z wycieczką do świata wspomnień, który jest nieprecyzyjny , niematerialny. Mimo to, jako graczowi zupełnie mi to nie siedzi i kojarzy się z zadyszką karty graficznej…
poklatkowość animacji…
Po przejściu całości, potwierdzam wszystko co powyżej napisałem. Opowieść niestety nie ewoluowała.
Czuję się, jakby znów był jakiś 2007 rok, kiedy miałem 20 lat i spędzałem godziny na forach, dyskutując o tym, co jest obiektywne, co jest nieobiektywne, co można sądzić, czego nie można i generalnie czyja racja jest najmojsza :D.
Lata minęły i nadal te same problemy. Że zła ocena, bo zdaniem trybunału graczy (którzy w nią nie grali) powinna być inna. Że duża gra ma ocenę taką, a mała śmaką. Że twórcom nie starczyło kasy albo że mieli jej za dużo. Że moja definicja z dupy jest definitywna. Że gra, z gatunku, który mnie nawet nie interesuje, to nie jest gra i robi wszystkim krzywdę.
To dowodzi tylko jednego – potrzebujemy więcej takich Mixtape’ów.
Grać w gry? Czy ty żartujesz? Kto by miał wtedy czas na narzekanie na ich oceny w internecie smh.
Z dupy to jest ta recenzja.
Konkrety, co ty chlopie myslisz ze ci bede sprawdzal i wypisywal nazwiska recenzentow i wszystkie bzdury z recenzji duzych portalow z ostatnich kilku lat? Chyba sobie zartujesz. Opinie o recenzentach mam jaką mam i nie bede sie tobie spowiadac. Dalem ci przyklady, to ci nie pasuja, reszte sobie dopowiedziales, trudno (jakies drwale czy cos, nie wiem o czym do mnie rozmawiasz).
„zachowujesz się, jakby twoja opinia była cokolwiek warta”
Komentuje sobie sytuacje pompowania przez media balonika pseudo-gry Mixtape pod recenzja tegoz tytulu, nie wiem o co tobie chodzi kolego.
Tyle samo jest moja opinia warta co twoja.
Widze ze szukasz zaczepki, tu jej raczej nie znajdziesz.
„myslisz ze ci bede sprawdzal i wypisywal nazwiska recenzentow i wszystkie bzdury z recenzji duzych portalow z ostatnich kilku lat?”
Jeśli problem jest tak ogromny, że odrzucasz wszelkie recenzje, to na pewno pamiętasz jakies przykłady poza dwoma najbardziej memicznymi andegdotami sprzed 10 lat? Nie? Ciekawe.
„Dalem ci przyklady, to ci nie pasuja”
Podałeś mi dwa memy z reddita sprzed dekady, a nie przykłady. Ale zachęcam, przypomnij mi jakie to skandaliczne recenzje dostał Cuphead, skoro akurat tym jednym filmikiem się posłużyłeś (zresztą gościa, który nie pisał jego recenzji).
„Tyle samo jest moja opinia warta co twoja.”
No nie bardzo, do posiadania opinii potrzeba jednak cokolwiek wiedzieć. Ty masz tylko odruchową reakcję na memiki z netu, które ktoś ci sprzedał.
Ta. A jak oceniając szablonami dadzą grze np. Ubisoftu 7 to lament bo „co z tego, że to to i tamto poprawne jak NAM się nie podoba”?
Czy ktoś tu w ogóle grał w tę grę?? XD
Doskonałe pytanie. Zgaduję, że poza mną to chyba nie bardzo 😉 Ale najwyraźniej ktoś, a nawet różne ktosie, oglądali za to sporo „jutuberów”.
To jest nas dwóch, chociaż jak pisałem powyżej, oceniłbym grę gorzej niż Ty. Jednak nie wytrzymuję ona porównania z filmami z których garściami czerpie.
Tylko, że to się ma nijak do tego o co cały krzyk, bo zarzuty którymi powszechniej wali się w grę są zupełnie absurdalne.
Czy trzeba wziąć kupe do ręki, żeby wiedzieć, że to kupa? Czasem tak, zgodzę się ale nie w przypadku gry, gdzie input jest zdawkowy -experience kogoś kto po prostu obejrzał 3h youtubera grającego w tę grę vs sam grał w tą grę nie jest wystarczająco różna żeby wjeżdżać na białym rumaku depreconizując argumentacje prostym – „nie grałeś nie wiesz” ;
Znajomość fabuły – tak, experience – nie.
Lets agree to disagree, ja akurat grałem w tą grę, potem ją też oglądałem – nie widziałem, różnicy – ale okej może przez to że najpierw grałem to byłem już bias przy oglądaniu. Dla naszego Narrative designera ta gra stała się niesamowitym case study czego nie robić, jak nie budować narracji – więc może jednak istnienie tej gry jest usprawiedliwione, jako znak ostrzegwaczy.
Ja myślę, że to iż część grałeś, a dopiero część oglądałeś może mieć spore znaczenie, ale też jest kilka innych kwestii. To niekoniecznie pozycja dla graczy oczekujących wyzwania, ale czy jego brak jest obiektywną wadą? Zwróć uwagę, że całość jest wspomnieniem z „dzieciństwa”. Z czasu gdy się było młodym, wszystko wydawało się proste i bezkarne. To, że możemy z łatwością fikać na deskorolce, a zderzenie z samochodem kończy sie „przewinięciem filmu”, jest tu trafiona alegorią. Mamy jakąś scenę, gdzie bieg przez łąki staje się prawie fruwaniem nad nimi itd. To wszystko jest spójne z tematyką opowieści, dlatego tego bronię. Forma współgra z treścią.
Nie zmienia to faktu, że sama opowieść jest słabiutka i efekciarska, obliczona na proste, banalne emocje, przy czym raczej ciepłej nicka gorącej temperatury. Taki trochę casus kina familijnego, ale i to może być lepsze. Jestem prawie pewny, że gdybyśmy dostali naprawdę dobrą opowieść, mimo innych preferencji, ten gamingowy minimalizm, aż tak bardzo by Cię nie uwierał 😉
Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Mam nadzieję że zrozumiesz fakt, że jesteś osobą która zwraca bardzo duży nacisk na grafikę. Stąd w twojej ocenie gry grafika ma duży nacisk na finalną ocenę. Istnieją serwisy jak Digital Foundry, które przede wszystkim na tym się skupiają w swojej ocenie gier – szanuję ich za to, za empiryczne podejście do jednego aspektu gier, który faktycznie można w pewnym stopniu tak oceniać, i nie wchodzę krytykować ich za pozytywną ocenę gry, która dla mnie poza grafiką się niczym nie wyróżniła. Jednocześnie dla mnie w zasadzie w dowolnym medium, czy to grach czy filmach, najważniejszy jest styl pisania, więc o mojej finalnej ocenie zaważy ten aspekt. Nie mogę też stworzyć jakiegoś 'obiektywnego’ systemu oceny gry, bo w jednej grze grafika rzeczywiście odegra dla mnie dużą rolę (RDR2), a w wielu innych grach grafika szybko schodziła na drugi plan lub była nieistotna. Nie mogę więc stworzyć reguły, że grafika dla mnie stanowi 10% czy 20% oceny, której bym się trzymał za każdym razem. Do tego taki system oceny by jedynie odbierał szansę na maksymalny wynik grom, które mają słabą grafikę, a mimo to mnie absolutnie pochłonęły stylem pisania. Finalnie po pierwsze myślę że system oceny w skali 10-punktowej jest mylący, bo udaje obiektywizm z matematyki, a jest naprawdę tak samo subiektywny jak reszta recenzji. Po drugie uważam, że powinno się z recenzji ten aspekt usunąć, bo pochłania bardzo dużo dyskursu, kiedy to jest po prostu najprostsza forma próby zsumowania całej recenzji do jednej liczby. Dużo ważniejsze rzeczy są w samej recenzji.
Kiedyś było większe rozbicie w różnych czasopisamach z recenzjami pod koniec lat 90tych dawano ocene za grafikę, grywalność, audio i dopiero potem z tego wszystkiego w jakiś sposób wyrzucono ocenę końcową (nawet CD action to kiedyś robiło jeśli dobrze pamiętam, ale chyba nie wyciągali tak dosłownie średniej arytmetycznej) Ogólnie dałem grafikę tylko jako przykład, że przy ocenie nie powinniśmy kierować się szybką powierzchownością – „o ładne” bo wielu devów rezygnuje z „o ładne” celowo, żeby np. ktoś na Gforcie 2060 też mógł odpalić ich grę a nie mają budżetu żeby siedzieć kolejne 2 miechy przed premierą na crunchu przy naprawianiu leaków pamięci czy tworzeniu LODów. Do narracji miałbym o wiele więcej zarzutów, niż do grafiki, złamanie kardynalnej zasady 3ch aktów, brak plot pointów, brak eskalacji konfliktu w mid poicie, brak kanonu All is Lost, brak motywacji want/need, nie istniejący Character Arc, to są rzeczy, o których narracyjni uczą się na pierwszym roku, rzeczy które ma każda opowieść jaką spotkasz w książkach, telewizji, grach od czerwonego kapturka po warhamera 40k. Wydaje mi się, że recenzje powinny też o tym mówić, o tym że ta historia nie jest napisana przez profesjonalistów (obym się mylił, ale wygląda mi to na AI) Brakuje mi przenikliwości, wnikliwości, analizy kości, recenzje powinny być czymś więcej niż wpisami do pamiętniczka i tu nie atakuje biednego Pawła, że jest zły i niedobry bo ja uważam, że on jest dobrym profesjonalistą, ale czasem każdemu się ślizga noga i polega bardziej na vibie niż ocenie krytycznej.
Widzisz, nie mówię że się z tobą zgadzam co do samej krytyki, natomiast trzeba było wyjść z takim nastawieniem, tzn. krytycznym, do samego dzieła. Twoja oryginalna recenzja w zasadzie w żadnym stopniu nie krytykowała gry za narratywę, która jest klarownie jej najważniejszym elementem zaważającym o ocenie. Zamiast tego skupiłeś się na konceptach 'obiektywności’, 'regrywalności’, gorszej formy strukturalnej, wartości do pieniądza, itd. Nie miałbym problemu, gdybyś wyszedł z tym co u góry, to już jest rzeczowa analiza. Pozdrawiam.
Z dupy to jest ta recenzja.
No chyba rzeczywiście trochę zmarnowane te 15 minut, bo nie wiem do końca do czego to sie odnosi. Nikt tu raczej nie kwestionuje, ze przezycia różnych rodzajów rozgrywki u roznych graczy sa rozne i ma to wplyw na sprzedaż – nie bardzo rozumiem jaki argument w dyskusji „czy mixtape to dobra gra” ma to prezentować/wspierać.
Jeśli sugerujesz, ze recenzenta powinien interesować potencjał sprzedażowy danego tytulu wynikający z badan nad uzależnieniami, i powinno to być czynnikiem branym pod uwagę przy wystawianiu oceny, to jestes raczej w błędzie – to kwestia, ktora jest w interesie twórcy, a nie odbiorcy.
Chyba ze istnieje jakieś inne połączenie, ktore mi umyka.
Mamma mia, to jest apropo tego, że nie trzeba grać w tą grę żeby ją oceniać. Bo przy tego typu produkcjach przeżycia ludzi oglądających są takie same jak grających.
Znowu, możesz ją sobie ocenić wewnętrznie i chcieć-nie chcieć ją kupić, ale twoje zdanie w dyskusji o grze jest wtedy nieistotne – nie grałeś w nią. (Oczywiście wiem, że ty grałeś, mam na myśli szerszą dyskusję)
Ależ się zrobiła świąteczna i rodzinna atfosmera. Wpadłem z popkornem i kolką, a nakarmiły mnie opary skandalu i kontrowersji. Droga Redkacjo, potrzebujemy więcej takich wrzutek.
Lepsze niż jebzdzidy.
Dodam oliwy do ognia:
Remix Recenzia:
Nie grałem, bo to nie gra, tylko same pokazówki. Spodobane. Ocena: 10/10
Post Scriptum
Wyślijcie deva odpowiedzialnego za stronę na przymusowy krasz kurs (z naciskiem na „krasz”) z html+css, bo sekcja komentarzy to jest żart, który się komuś wymknął na produkcję. Albo chociaż nie dawajcie mu piccy, do póki nie zrobi tego po ludzku. Fujka
kisnę XD dobrze, panie profesorze. dziękuję za ten cenny wykład, co może być nazywane grą, a co nie XD
to miało być do tego długaśnego komcia z definicjami, ale jak zawsze pokonał mnie system komentarzy na tej stronie
Rozumiem co masz na myśli, ale w Selunie jednak możesz przegrać, masz gameplay, gra nie jest samodzielnym bytem, którego jesteś świadkiem. Chodziło mi bardziej o to, że w interaktywnym filmie jest więcej z gry niż w Mixtapie, a ocena powinna brać pod uwagę brak mechanik jako coś ujmującego od oceny. Uważam, że w grach nie możemy dać czemuś 8+/10 ze względu na to, że historia nam się podoba czy został ładnie nałożony shader na postacie a ignorujemy fakt, że gra nie ma żadnych mechanik czy gameplayu, nie ma rozkładu narracyjnego, konfliktu sprawczego i jest naszpikowana dysonansami ludonarracyjnymi. CD Action oceniło Crimson Desert na 6/10, czy obiektywnie ta 3 godzinna gra jest o tak wiele lepszym produktem od CD? Nawet jeśli z jakiegoś powodu chcielibyśmy potraktować, że ocena jest stricte związana z grami narracyjnymi i chcieli rozpatrywać to w tej wąskiej kategorii, to ocena 8,5 dałoby jej miejsce w top 10 wszech czasów, ta ocena jest krzywdząca dla ogromnej ilości tytułów, które nie dostąpiło zaszczytu przekroczenia 8/10 – mimo wszystko ta gra nie istnieje w próżni. W recenzjach powinniśmy kierować się jednak szablonami – co gra ma czego nie ma, subiektywne uczucia powinny być lekką posypką nie corem recenzji.
A, dobrze ze napisales, ze ci sie nie wyświetlają moje komentarze, bo pomyslalbym, ze problem moze lezec po twojej stronie. To może byc kwestia ustawien przeglądarki zatem. Mam nadzieję że pomoglem 🙂
No jeśli nie widziałeś mojego argumentu, to istnieją dwa wyjaśnienia – nie wyświetla ci się mój komentarz albo nie umiesz czytać. Chyba dobrze, że założyłem tę pierwszą opcję najpierw?
To jest to. Oczywiście czy jest średnio, czy super, można szczerze powiedzieć dopiero, gdy samemu się zagrało, ale to dość oczywiste.
Dobra, rozpiszę się, trudno zmarnuje te 15 minut życia. Mamy bardzo dużo badań nawet świeżych z zeszłego roku, które opowiadają o różnicy efektu substytucyjnego (Gry low input) od efektu komplementarnego (gry High Input)
W momencie, w którym Youtuber gra w gre o wysokiej zmienności narracyjnej czy skomplikowanych mechanikach – oglądający nie przeżywa gry w ten sam sposób co grający – badania potwierdzają, że osoba grająca przeżywała o wiele więcej pod względem emocjonalnym, w wielkim skrócie u gracza w przeciwieństwie do widza działają 3 siły: 1) Kora przedczołowa (kalkulacja ryzyka, strategia i analiza opcji), 2) Wyższy poziom Immersji – poprzez sprawczość , 3) Agency – odpowiedzialność. Natomiast w grach low input, Wyłączają się obszary kory przedczołowej odpowiedzialne za ryzyko strategię i analizę. Immersja pozostaje na jednolitym poziomie, nie mamy Agency ponieważ w grze low input nie mamy wyborów (ogólnie wybory o niskiej sprawczości są uznawane za brak wyborów – dlatego np. gra „Content King” odniosła duży sukces na Twitchu czy Youtubie a maly sprzedażowy) ; Dodajmy do tego teorię konsumpcji zastępczej, gdzie najważniejsze potrzeby ludzkie, które szukamy i odnajdujemy w grach wideo i które najczęściej powodują psychologiczne różnice pomiędzy graczem/widzem : Autonomia, Kompetencja i Relacyjność – W grach low input nie ma prawdziwej autonomi – zastępuje ją imersja w historię, gracz i widz doświadczają tego samego, w grach low input nie ma potrzeb kompetencji, zadania, które wydają się mega trywialne nie powodują u widza frustracji – „on by to zrobił lepiej” bo nie ma co zrobić lepiej. Relacyjność może być czasem większa dla widza niż dla gracza – i to nie jest żadna wiedza tajemna tylko badania dotyczące uzależnień od gier. Poza tym mogę Ci polecić „Know Your Market: Making Indie Games that Sell” ; albo to „How does live streaming impact media content consumption?”
Chyba muszę sporo w temacie doczytać… Nie siądzę, żebym zdzierżył tą opowieść, gdyby była filmem, a tutaj nawet śledziłem to bez przykrości. Co więcej, nawet jakoś tam miło się fikało na deskorolce bez ryzyka. Może tutaj sama fantazja o tym, że można coś robić bez konsekwencji, powodowała emocje, która była tu jakimś substytutem. Z całą pewnością odbierałem to inaczej niż gdybym tylko oglądał. Nie neguje badań, zastanawiam się tylko jak one się mają do mojego doświadczenia i gdzie leży haczyk.