39
7.09.2023, 05:30Lektura na 14 minut

Krytyczny sukces! Recenzja Baldur’s Gate 3

Po 96 godzinach moja podróż przez Faerûn dobiegła końca. Wiem, że pędząc ku finałowi, przegapiłem wiele przygód. Wiem, że zaraz po napisaniu recenzji tam wrócę. Bo Baldur’s Gate 3 jest jak siedzący w czaszce i kontrolujący me myśli stwór. Ironiczne, ponieważ sama gra opowiada o zainfekowaniu takim pasożytem.


Dawid „DaeL” Biel

I tu zaczyna się właściwa gra, a ja muszę wrócić do zapowiadanego motywu przewodniego, mianowicie nieustannego wrażenia uczestniczenia w sesji prawdziwego papierowego RPG. To nie jego komputerowa namiastka ani też produkcja, która erpegowe mechanizmy wykorzystuje instrumentalnie, jak to zazwyczaj bywa w akcyjniakach. Nie, Baldur’s Gate 3 to po prostu najlepsze odwzorowanie wspaniałej sesji poprowadzonej według reguł piątej edycji Dungeons & Dragons.

Baldur's Gate 3
Baldur's Gate 3

Faerûn na bogato

Zacznijmy od świata. Stwierdzenie, że odznacza się pięknem i bajkowością, to truizm, zresztą przekonać się o tym może każdy, kto spojrzał na screeny. Rzecz jednak w tym, jak niewiarygodne jest „zagęszczenie” owego świata (wybaczcie, trudno było mi znaleźć inne określenie). Przyzwyczailiśmy się już pewnie do konstrukcji erpegów sandboksowych z określonymi lokacjami działającymi niczym huby questów, jakimiś lochami/jaskiniami/budynkami do spenetrowania, no i przestrzenią pomiędzy nimi, którą trzeba przemierzać, pokonując po drodze drobne niedogodności, jak ubicie paru wilków w Wiedźminie czy wymiana ognia z pustynnymi bandytami w Falloucie. To schemat, do jakiego przywykliśmy – pojedyncze, odległe wysepki wycyzelowanej treści w ogromnym morzu prostej zawartości typu kopiuj-wklej, nieraz zresztą generowanej losowo.

Baldur's Gate 3
Baldur's Gate 3

Ale to nie Baldur’s Gate 3. Tu cały świat jest tym rozległym i „zbitym” archipelagiem wysepek, pomiędzy którymi możemy przeskakiwać suchą stopą. Archipelagiem zaprojektowanym z największym pietyzmem. Tu każde starcie czy rozmowa jest częścią większej całości. BG3 unika za wszelką cenę „zapychaczy”, naśladując rozgrywkę z papierowego RPG również pod tym względem, że pozwala nam omijać detale podróży i przemieszczać się szybko z jednej lokacji do drugiej. Chyba że akurat uzna, iż sama podróż ma głębszy sens. Wówczas oczarowuje nas doprawdy spektakularnymi, zazwyczaj nieziemskimi (w swej fantastyczności) widokami i muzyką doskonale podkreślającą uczestniczenie w przygodzie.


Kombinuj, dziewczyno, nim twe czary przeminą

Prawie wszystko, czego doznamy, ma swoją wagę, pozornie błahe wydarzenia z aktu pierwszego zaczną rezonować w akcie trzecim. Zapomnijcie o questach w rodzaju „ubij 10 szczurów, a dostaniesz kijek należący niegdyś do mojego pradziadka”. Większość zadań, które trzeba wykonać, jest wielowątkowa i ciekawa fabularnie, a my mamy multum sposobów na ich rozwiązanie. Prawie każda walka, w jaką się wdamy, będzie autentycznym, solidnie zaprojektowanym wyzwaniem wymagającym przemyślenia kolejnych ruchów (i zazwyczaj późniejszego odpoczynku, by zregenerować siły).

Baldur's Gate 3
Baldur's Gate 3

Nie zabraknie też sytuacji, w których z pozoru zwykłe konwersacje, wskutek błędów czy po prostu pecha, doprowadzą do starcia zbrojnego. I – do diaska – jeśli już okaże się, że jakiś quest jest naprawdę prosty i rzeczywiście wymaga ubicia tych nieszczęsnych 10 szczurów w piwnicy, to zaraz wyjdzie na jaw, że postacie w naszej drużynie mają bardzo emocjonalne podejście do problemu gryzoni, a i same „ofiary” elokwentnie przedstawiają argumenty na swoją obronę.

Prawdziwie szokuje poziom interaktywności tego świata. Każde zadanie, zagadka i starcie ma wręcz absurdalną liczbę rozwiązań, a kreatywność jest na ogół mocno wynagradzana. Nieraz pomyślałem sobie, że za chwilę zrobię małego exploita, że zaskoczę twórców wykorzystaniem drugorzędnej umiejętności czy zaklęcia, którego użycia w danym kontekście po prostu nie mogli przewidzieć. Ale to Baldur’s Gate 3 zaskakiwało mnie, reagując tak, jak prawdziwy Mistrz Gry. I może nie dziwiłoby mnie to tak bardzo, gdyby nie rozmiar gry. Gdyby nie to, że zupełnie nieświadomie, pędząc ku zakończeniu, przeskoczyłem co najmniej 25% treści, jakie „trójka” oferowała (szczególnie w akcie pierwszym). A przecież bawiłem się w BG3 przez blisko 100 godzin!

Baldur's Gate 3
Baldur's Gate 3

Efekt masy

Ktoś mógłby zakrzyknąć teraz, że to wszystko prawda, ale przecież najwspanialsze w papierowym RPG jest przeżywanie przygód z innymi ludźmi. Zamierzam oponować. Nie tylko dlatego, że ludzie są przereklamowani.

Otóż spragnionym kontaktów z innym człowiekiem Baldur’s Gate 3 oferuje rozgrywkę w co-opie, na dodatek drastycznie inną od tego, czego można się spodziewać po współczesnych tytułach starających się uczynić próg wejścia do tego typu zabawy jak najniższym. W BG3 trzeba się nieco napracować, by zagrać razem, a stworzone przez grupę przyjaciół postacie zostaną powiązane z sejwem hosta. Wspólne granie musi być wspólnym graniem, a nie rozrywką na kwadrans czy dwa. Co oczywiście nie przeszkadza w tym, aby drogi znajomych się rozeszły i by eksplorowali Faerûn na własną rękę.

Baldur's Gate 3
Baldur's Gate 3

Ale moim zdaniem tryb kooperacji nie jest wcale potrzebny do stworzenia wrażenia, iż BG3 oferuje prawdziwą sesję RPG. Gra sięga tu po kilka naprawdę sprytnych chwytów, na czele z głosem narratorki pełniącej w kluczowych momentach funkcję Mistrzyni Gry. Przede wszystkim jednak nasi towarzysze, których będziemy werbować do drużyny (jednocześnie możemy kierować własną postacią i trzema innymi – reszta czeka w obozie), to bohaterowie z krwi i kości, o świetnie zarysowanych osobowościach, w dodatku odznaczający się dość daleko posuniętą autonomią.

CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE


Czytaj dalej

Redaktor
Dawid „DaeL” Biel

Wiceprezes Stowarzyszenia Solipsystów Polskich. Zrzęda i maruda. Fan Formuły 1, wielkich strategii Paradoksu i klasycznych FPS-ów. Komputerowiec. Uważa, że postęp technologiczny mógł spokojnie zatrzymać się po stworzeniu Amigi 1200 i nikomu by się z tego powodu krzywda nie stała. Zna łacinę, ale jej nie używa, bo zawsze kończy się to przypadkowym przyzwaniem demonów. Dużo czyta, ale zazwyczaj podczas czytania odpływa w sen na jawie i gubi wątek książki. Uwielbia Kubricka, Lyncha, Lovecrafta, Houellebecqa i Junji Ito. Przeciwnik istnienia deadline'ów na nadsyłanie tekstów. Na stałe w CD-Action od 2018 roku. Kiedyś tę notkę rozszerzy, na razie pisze pod presją Barnaby.

Profil
Wpisów83

Obserwujących16

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze