Timberborn – recenzja. Ta strategia z bobrami to nasza nowa duma narodowa

Timberborn – recenzja. Ta strategia z bobrami to nasza nowa duma narodowa
Stało się to, czego się wszyscy obawialiśmy. Apokalipsa. Całkowita zagłada ludzkości. Na szczęście jeden gatunek inteligentnych ssaków podjął wyzwanie i szykuje się do odbudowy cywilizacji. To bobry.

Prawdę powiedziawszy, nawet mnie nie dziwi, że to właśnie bobry mają objąć naszą planetę we władanie. Wszak to jedne z niewielu zwierząt zdolnych do modyfikowania całych ekosystemów. Ba, w Kanadzie zbudowały nawet tamę o długości ponad 850 metrów, widoczną z kosmosu. Innymi słowy – wybór tych sympatycznych zwierzaków na bohaterów gry wydaje się jak najbardziej słuszny. Tym bardziej że Timberborn naprawdę podporządkowuje bobrzej logice całą strukturę rozgrywki. To nie jest city builder z bobrami, tylko city builder o bobrach. Woda to nie zaledwie jeden z zasobów – ona stanowi oś całego doświadczenia, żywioł, który należy okiełznać. Aby przetrwać, będziecie więc musieli myśleć jak bobry. 

Timberborn

Bóbr, k***a!

Gwoli ścisłości trzeba wspomnieć, że pierwsze godziny spędzone z Timberbornem tę złożoność trochę maskują. Gra wprowadza w swoje systemy w sposób bardzo łagodny. Ot, zakładamy osadę, wytyczamy drogi, zbieramy jagody, sadzimy pierwsze uprawy, gromadzimy wodę i budujemy podstawową infrastrukturę magazynową. Oczywiście cały czas używamy drewna, ulubionego budulca tych pięknych gryzoni. 

Początkowa faza rozgrywki jest dość przewidywalna. Wszystko działa zgodnie z zasadami gatunku i ze sporą dawką humoru, bo choć prawdziwe bobry jedzą korę, gałęzie, liście i rośliny wodne, nasi futrzaści przyjaciele zajmują się bardziej intensywnym rolnictwem i przetwórstwem, ostatecznie pałaszując chleb, krakersy i masę innych smakołyków. Mieszkać też chcą w warunkach przyjemniejszych od tych, jakie zapewniają zbudowane z gałęzi i błota żeremia, nie pogardzą również zdobyczami cywilizacji pokroju ostrzałek do zębów czy pryszniców. Mamy więc na samym początku to przyjemne poczucie sprawczości i kontroli, kiedy tworzymy proste łańcuchy produkcji i zaspokajamy potrzeby bobrów.

Timberborn

W miarę rozwoju osady (i odblokowywania budynków wskutek wysiłku intelektualnego) kolejne warstwy gameplayu zaczynają się na siebie nakładać. Chociażby rozrost populacji – z jednej strony wzrost jest konieczny do zapewnienia siły roboczej (bez niej nawet najlepiej zaplanowany łańcuch produkcji się załamie), z drugiej większa liczba bobrów konsumuje więcej zasobów, a rosnące osiedla powodują problemy natury logistycznej. Trzeba tu dodać, że dwie dostępne cywilizacje bobrów – Folkogony i Żelaznozębne – inaczej podchodzą do kwestii reprodukcji, ale co do zasady należy pamiętać, że powiększanie populacji zabiera sporo czasu, więc rozwijać się trzeba w sposób zrównoważony.

Bober, ale ty jesteś duży!

Moment przełomowy to pierwsze poważne załamanie środowiskowe. Susza ujawnia kruchość systemu. Rzeki wysychają (tym samym hamując generowanie prądu), a gleba traci żyzność. Jeśli odpowiednio się nie zabezpieczymy, głód i pragnienie mogą po prostu wymordować naszą populację. Do tego dochodzą okresy tzw. złowody, czyli obecności w rzekach cieczy radioaktywnie skażonej, która niszczy roślinność. W tym momencie staje się jasne, że magazynowanie zasobów nie wystarczy. Aby przetrwać, trzeba zacząć aktywnie ingerować w środowisko.

To właśnie tutaj Timberborn ujawnia swoją najciekawszą warstwę. Gra przestaje być klasycznym city builderem i zaczyna przypominać złożoną łamigłówkę opartą na fizyce płynów. W środkowej fazie rozgrywki budowa tam, śluz, kanałów czy zbiorników retencyjnych nie jest dodatkiem, tylko podstawowym narzędziem rozwoju. Możliwość zmiany biegu rzek, odcinania skażonych dopływów czy tworzenia nowych rezerwuarów sprawia, że mapa zaczyna podlegać realnej transformacji. Na tym etapie zazwyczaj mamy też już dostęp do bardziej rozwiniętego przemysłu, przerabiamy metal z ruin ludzkich budynków i konstruujemy sobie robobobry, więc masowe prace budowlane są możliwe do przeprowadzenia w stosunkowo krótkim czasie.

Timberborn

Proces opanowywania tych mocniej rozbudowanych mechanizmów opiera się na eksperymentowaniu. Timberborn nie tłumaczy wszystkiego wprost i nie prowadzi gracza za rękę przez bardziej zaawansowane zagadnienia. Może to być źródłem frustracji, ale za to satysfakcja w momencie, w którym budowany tygodniami skomplikowany układ hydrologiczny zaczyna działać zgodnie z założeniami, jest trudna do opisania.

Ale fajny bober… Aaa! Aa! K***a, gryzie!

Drugim istotnym filarem wyłaniającym się na tym etapie rozgrywki i odróżniającym Timberborna od większości city builderów okazuje się sposób wykorzystania przestrzeni. Horyzontalny rozwój osady ma swoje ograniczenia, co naturalnie kieruje uwagę gracza ku architekturze pionowej. Możliwość budowania na dachach i tworzenia wielopoziomowych konstrukcji z jednej strony zapewnia więcej swobody, z drugiej komplikuje logistykę i sprawia, że czasem po prostu trudno się połapać, gdzie postawiliśmy istotny budynek. Ale – jako że wraz z rozrostem osady rosną odległości, a nieefektywnie zaplanowana infrastruktura prowadzi do strat czasu pracy – jest to konieczne. A właśnie – nie wspomniałem o najmniej realistycznym aspekcie rozgrywki. Otóż w grze bobry pracują w dzień, a odpoczywają w nocy. Cóż za brak rozeznania w zwyczajach tych zwierzaków. Wszak bobry są zwierzętami nokturnalnymi!

Wreszcie dochodzi trzeci filar, rozwinięty w wersji 1.0, czyli system automatyzacji. Pozwala on na budowanie systemu logicznego, który kontroluje działanie budynków czy śluz na podstawie zdefiniowanych warunków i bez ingerencji gracza. I tu po raz kolejny następuje pogłębienie rozgrywki – jej ciężar przesuwa się w stronę projektowania systemu komputerowego, a nie nadzorowania osady. Timberborn w późniejszej fazie coraz mniej przypomina klasyczny city builder, ale też trzeba powiedzieć sobie jasno – proces wejścia w automatyzację jest skomplikowany, zwłaszcza jeśli ktoś nigdy nie widział na oczy bramki logicznej ani nie napisał linijki kodu. Dość rzec, że możemy wykorzystać nawet przełączniki http, sterowane poza samą grą za pośrednictwem internetu. Trudno było mi znaleźć zastosowanie dla tego patentu, ale przypuszczam, że streamerzy mogliby umieścić odpowiedni kod na przykład na Twitchu, pozwalając publiczności uczestniczyć w podejmowaniu niektórych decyzji.

Timberborn

Nie uciekaj! Siedź!

A gdy już ogarniemy tak przekształcanie terenu, jak i automatyzację, Timberborn odkrywa pewną swoją słabość. Gra przestaje bowiem eskalować zagrożenia, a presja, by przetrwać, wyraźnie maleje. Kiedy kontrolujemy środowisko, susze czy wylewy złowody przestają być straszne. Nie każdemu przypadnie to do gustu, choć ja akurat czerpałem ogrom frajdy z automatyzowania działania śluz i obserwowania poczynań moich podopiecznych. Wiem jednak, że znajdą się gracze, w przypadku których wspomniana utrata napięcia uczyni zabawę mniej ciekawą. Tym bardziej że Timberborn nie narzuca jasno określonych celów – to gracz sam decyduje, co jeszcze chce osiągnąć.

Ale nawet jeśli ktoś uzna endgame za mniej satysfakcjonujący, i tak bawić się będzie przednio, bo regrywalność tego tytułu jest ogromna i można spędzić setki godzin, budując osady, dopóki granie wciąż sprawia frajdę. Mamy tu w końcu mnóstwo map o zróżnicowanym poziomie trudności, a także dwie odmienne frakcje. Folkogony i Żelaznozębne nie są jedynie wariantami wizualnymi – oferują bowiem odmienne podejście do produkcji, energii i reprodukcji. 

Pierwsze z tych dwóch plemion stawia na kulturę przede wszystkim rolniczą (choć nie stroni przy tym od pewnej dozy technologii), podczas gdy drugie najwyraźniej obrało sobie za cel odbudowanie cywilizacji przemysłowej. Wspomnijmy też, że Żelaznozębne chyba wzięły sobie do serca średniowieczny mit, iż bobry odgryzają sobie jądra, bo nowe pokolenia hodują w specjalnych komorach inkubacyjnych. 

Timberborn

Ja p***ę, pierwszy raz w życiu widzę bobra!

Istnieje zresztą jeszcze jeden powód, dla którego z Timberbornem spędzicie długie godziny. Rzadko zdarza się, by gra o tak technicznym rdzeniu była jednocześnie tak przyjemna w odbiorze. Bobrzy city builder okazuje się po prostu śliczny. Bryły budynków są czytelne i funkcjonalne, a jednocześnie pełne drobnych smaczków nadających temu światu charakter. Drewniane konstrukcje, obracające się koła wodne, mosty zawieszone nad rzekami, sieć kanałów rozrastających się tarasowo – wszystko to składa się na widok, na który po prostu chce się patrzeć.

Jeszcze większe wrażenie robi jednak sposób, w jaki Timberborn animuje swoje małe społeczeństwo. Bobry nie są bezosobowymi jednostkami przemieszczającymi się między punktami A i B, tylko małymi bohaterami – pracują, odpoczywają, spotykają się przy ogniskach, kładą się spać, a czasem kuśtykają do punktu leczenia z zabandażowaną łapą. Te detale, występujące w animacjach, wprowadzają do całej symulacji niezwykłe ciepło. Do tego dochodzi subtelna oprawa dźwiękowa: szum wody, rytmiczne stukanie maszyn, odgłosy pracy i życia osady. Timberborn potrafi być grą wymagającą, ale jednocześnie sprawia, że samo obserwowanie funkcjonującego świata bobrów staje się jedną z największych przyjemności.

Timberborn

Dlatego naprawdę warto pomóc owym ssakom w ich zmaganiach. Gra dojrzewała kilka dobrych lat, rozbudowując swoje systemy, ale też zyskując bardzo unikalną tożsamość. W końcu stała się czymś więcej niż tylko interesującym eksperymentem z nietypowym motywem przewodnim. I choć ma swoje niedoskonałości (brak wyraźnego kierunku w końcowej fazie rozgrywki i słaba komunikacja bardziej zaawansowanych mechanizmów dają się we znaki), widzę w nich raczej konsekwencje ogromnej ambicji projektu niż jednoznaczne wady.

timberborn – podsumowanie i ocena

OCENA: 8+

PODSUMOWANIE: To gra o złożonych mechanizmach, zachęcająca do kreatywności oraz zrozumienia zależności rządzących jej światem. Wymaga cierpliwości, eksperymentowania i gotowości do uczenia się na błędach, ale w zamian zapewnia mnóstwo satysfakcji. I naprawdę trudno wymagać czegoś więcej.

PLUSY:

  • bobry;
  • przekształcanie środowiska jako rzadkie wyzwanie w city builderach;
  • zachęta do kreatywności;
  • wysoka regrywalność;
  • śliczna oprawa graficzna.

MINUSY:

  • brak odpowiedniego wyjaśnienia działania bardziej skomplikowanych systemów;
  • brak wyzwania w końcowej fazie rozgrywki.

Jedna odpowiedź do “Timberborn – recenzja. Ta strategia z bobrami to nasza nowa duma narodowa”

  1. Jest dobrze Panie Bobrze.

Skomentuj goliat Anuluj pisanie odpowiedzi