30.07.2022, 08:00Lektura na 5 minut

Unexplored 2: The Wayfarer’s Legacy – recenzja. Ambitna, piękna gra

Kiedy w wieku 11 lat po raz pierwszy sięgnąłem po „Władcę Pierścieni”, tym, co przykleiło mnie do książki, nie były elfy, czarodzieje czy straszne Nazgule. Wciągnęła mnie opowieść o wędrówce w nieznane, o stawianiu pierwszych kroków na drodze do wielkiej przygody. Wspominam o tym, bo na krótki moment w ten sam sposób urzekło mnie Unexplored 2.


Dawid „DaeL” Biel

Mam spory problem z zaklasyfikowaniem tej gry. Wydana pięć lat temu pierwsza część Unexplored była po prostu roguelite’em, w którym zwiedzaliśmy lochy i nad wyraz często obserwowaliśmy smutny koniec prowadzonej przez nas postaci. Sequel to jednak zupełnie inna bestia. Ośmielę się nawet powiedzieć, że to gra jedyna w swoim rodzaju.


Czerstwy rogalik

Na pozór Unexplored 2 też jest rogalikiem łączącym elementy akcji z klasycznymi mechanizmami erpegów. No bo przemierzamy świat fantasy generowany w sposób proceduralny, wypełniając misję polegającą na zniszczeniu potężnej Laski Yendora i walcząc po drodze z zastępem potworów. A jednak brak tu wielu charakterystycznych elementów gatunku – punktów doświadczenia czy grindu wymaganego do zdobycia nowej broni. W tej grze nie ma nawet złota ani żadnego innego pieniądza, a handel jest czysto barterowy.

Unexplored 2
Unexplored 2

Co się tyczy wspomnianej walki, to, prawdę powiedziawszy, ona też nie stanowi najważniejszej części rozgrywki i lepiej jej w miarę możliwości unikać. Ba, szkoda, że nie można ominąć wszystkich konfrontacji, bo akurat system walki został w grze holenderskiego studia zrealizowany raczej przeciętnie – nasz bohater potrafi zasłaniać się tarczą, zadawać ciosy czy rzucać sztyletami, ale trochę brakuje tu urozmaicenia, a już na pewno dynamiki. Lepiej wypada system zaklęć pozwalający czarować w pobliżu źródła mocy, które samo z siebie czasem atakuje gracza. Całkiem zgrabny pomysł, ale nie przesłania on faktu, że starcia, czy to przy pomocy broni białej, czy magii, nie stanowią istoty tej gry. Unexplored 2 nie jest opowieścią o zabijaniu monstrów czy odnajdywaniu skarbów, ale o znojach podróży. I bardzo szybko pokazuje nam to w sposób dobitny.


Podróż za jeden uśmiech

Gracz nie może po prostu beztrosko ruszyć przed siebie w stronę jakiegoś odległego celu. Najpierw musi wypytać enpeców o możliwe ścieżki, wsłuchać się w plotki i wskazówki, a potem oszacować zagrożenia i własne umiejętności, aby wybrać najbezpieczniejszą drogę. Trzeba zadbać o to, aby postać spała, jadła i nie marzła. Podróż przez dzicz to przecież nie przelewki. Nieraz gracz stanie przed dylematem, który w każdym innym tytule wydawałby się absurdalny. Bo czy kiedykolwiek gra wideo kazała nam zastanawiać się, czy wejść po pas do wody, by sprawdzić, co znajduje się po drugiej stronie rzeki? A przecież to oczywiste, że przemoczenie ubrania może mieć negatywne konsekwencje.

Unexplored 2
Unexplored 2

Zresztą Unexplored 2 ma w zanadrzu jeszcze kilka innych interesujących mechanizmów, na czele z systemem testów szczęścia określających sukces lub porażkę przy wykonywaniu takich czynności jak wyważanie drzwi, wspinanie się, rozmawianie czy odczytywanie starożytnych inskrypcji. Najistotniejsze są jednak zmiany zachodzące w świecie gry.

Kiedy rozpoczynamy podróż, Unexplored 2 tworzy losową mapę pełną wygenerowanych proceduralnie lokacji. Ów świat będzie istniał, nawet jeśli nasz wędrowiec poniesie klęskę i zginie. W końcu wyruszy za nim jakiś inny śmiałek. A po nim kolejny. I jeszcze jeden. Będziemy przemierzać ten sam świat kilka, kilkanaście, a może wręcz kilkadziesiąt razy, aż któryś z naszych wędrowców zatriumfuje lub dozna porażki w ostatecznym starciu. A jednak – i to jedna z największych zalet Unexplored 2 – zobaczymy, że czas i podejmowane przez nas wcześniej decyzje potrafią odcisnąć swoje piętno na znajomych okolicach.

Unexplored 2
Unexplored 2

Dlatego do Unexplored 2 po prostu chce się wracać. Świat gry zachęca, aby go przemierzać, i fascynuje swoją urodą, zwłaszcza że w oprawie graficznej, szczególnie w kolorystyce oraz grze świateł i cieni, znaleźć można coś zachwycającego. Krajobraz w grze przywodził na myśl charakterystyczny styl rysowania Moebiusa, chyba najlepiej widoczny w serii komiksów „Incal”. W niektórych lokacjach aż chciało się zostać dłużej, by obejrzeć je skąpane w czerwieni zachodzącego słońca. Pochwały należą się również oprawie dźwiękowej – muzyka idealnie podkreślała atmosferę towarzyszącą wędrowaniu przez nieznany fantastyczny świat.


Łyżka dziegciu

Powiedziawszy o Unexplored 2 wiele ciepłych słów, nie mogę się uchylić od wymienienia wad tej produkcji. A jest ich niemało. O nudnym systemie walki wspomniałem i to akurat jestem gotów grze odpuścić. Gorzej, że zawodzą inne elementy. Generowane proceduralnie questy poboczne są po prostu nudne. Główny wątek fabularny – sztampowy. Kolejne lokacje ładują się irytująco długo – a zaznaczam, że grę zainstalowałem na dysku SSD NVME. Do szału potrafią też doprowadzić bugi, choć twórcy na szczęście sukcesywnie je tępią.

Unexplored 2
Unexplored 2

Prawda jest taka, że Unexplored 2 to produkcja niesłychanie ambitna, ale niedopracowana. Znalazłem w niej tuzin pomysłów, które tak bardzo chciałbym przenieść do Falloutów, Wastelandów, Wrót Baldura i w ogóle wszystkich erpegów, jakie kiedykolwiek próbowały nas zachęcić do wędrówek przez rozległe, niebezpieczne pustkowia. Gra potrafiła mnie oczarować, ale na pewno nie oczaruje każdego. Sami musicie zdecydować, czy chcecie wyruszyć w tę podróż.

W Unexplored 2: The Wayfarer's Legacy graliśmy na PC.

Ocena

Unexplored 2 to gra niezwykle ambitna i piękna. Urzeknie gracza świetnie przemyślanymi mechanizmami survivalowymi, ale miałka fabuła i niedopracowanie całości mogą być poważną przeszkodą dla każdego, kto chciałby zostać wędrowcem.

7
Ocena końcowa

Plusy

  • atmosfera
  • doskonałe mechanizmy survivalowe
  • atrakcyjna oprawa graficzna
  • interesujące podejście do zmian zachodzących w świecie gry

Minusy

  • czas ładowania lokacji
  • nudne questy
  • bugi
  • przeciętna i nużąca mechanika walki

Redaktor
Dawid „DaeL” Biel

Wiceprezes Stowarzyszenia Solipsystów Polskich. Zrzęda i maruda. Fan Formuły 1, wielkich strategii Paradoksu i klasycznych FPS-ów. Komputerowiec. Uważa, że postęp technologiczny mógł spokojnie zatrzymać się po stworzeniu Amigi 1200 i nikomu by się z tego powodu krzywda nie stała. Zna łacinę, ale jej nie używa, bo zawsze kończy się to przypadkowym przyzwaniem demonów. Dużo czyta, ale zazwyczaj podczas czytania odpływa w sen na jawie i gubi wątek książki. Uwielbia Kubricka, Lyncha, Lovecrafta, Houellebecqa i Junji Ito. Przeciwnik istnienia deadline'ów na nadsyłanie tekstów. Na stałe w CD-Action od 2018 roku. Kiedyś tę notkę rozszerzy, na razie pisze pod presją Barnaby.

Profil
Wpisów40

Obserwujących13

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane