CD-Action 01/1996 – recenzja pierwszego numeru CDA w historii [30 LAT CDA]
Smuggler: Z okazji 30-lecia naszego pisma i 1 kwietnia wrzucam wam zabawną recenzję pierwszego numeru CDA, popełnioną przez znanego fanom CDA wiele lat później autora. Czyta się to naprawdę nieźle, na pewno dużo lepiej niż pierwszy numer. Będą kiedyś z tego Papkina ludzie… 🙂
„To nie jest żart primaaprilisowy. To, co trzymają Państwo w rękach, jest najprawdziwszym, realnym i rzeczywistym pierwszym numerem naszego nowego dwumiesięcznika – CD-Action” – pisze we wstępniaku naczelny raczkującego czasopisma, niejaki Kucharz Jerzy. Poprawa, mam nadzieję, przyjdzie z czasem.
Już z rogu okładki CD-Action dowiaduję się, że do numeru dołączony jest CD-ROM, CD-ROM-y służą też za jej podlew, CD-ROM jest elementem logo, co więcej – rozwiązawszy krzyżówkę – mogę wygrać napęd CD-ROM. Pozostaje mieć nadzieję, że „CD-ROMania” zostanie z czasem wyparta przez rozwiązanie bliższe współczesnemu odbiorcy, jak np. zdrapki.
Duży plus należy się wydawnictwu (Silver Shark) za bycie tak polskim jak wczesna Kasia Bujakiewicz albo zimny krupnik. Mam dzięki temu pewność, że redakcja nie składa się z chodzących na pasku Stasi volksdeutschów, a Angela Merkel osobiście nie zleca dziennikarzom, by ci promowali budowę Nord Stream 2, publicznie rezygnowali z powojennych reparacji lub załączali do każdego numeru przygodówki Daedalic Entertaiment. Gdyby wkroczył niemiecki kapitał: z pewnością by tak było.
CD-Action 01/1996 punktuje jednak nie tylko lokalnością, ale i uprzejmym tonem. „Przypadł mi w udziale zaszczyt nie lada: będę starał się przybliżyć Państwu aplikację pod każdym względem wyjątkową i niepowtarzalną, prawdziwy majstersztyk technologii informatycznej” – pisze recenzent Delphi, programu do nauki programowania. Apostrofy („Czytelniku”, „Graczu”, „Państwo”) są zaś pisane wielką literą. By powściągnąć konwenanse, przydałby się kącik z listami, w którym anonimowy redaktor przeszmuglowałby – tak dla odmiany – kilka zgryźliwych uwag.
W recenzjach masno. Navy Strike wymaga na dysku „aż kilkadziesiąt MB miejsca”, pionierski The Need For Speed nie pójdzie bez „procesora Pentium 75”; najtrudniej jednak będzie nam oswoić się z Crusader: No Remorse, oferującym „nietypową, izometryczną perspektywę, do której trzeba się przyzwyczaić”. Cóż – jak trzeba, to trzeba. Z pewnością nie warto się jednak przyzwyczajać do Warcrafta II („ludzie, elfy i krasnoludki muszą stawić czoła krwiożerczym smokom, trollom i grom”), Wormsów („Czy bohaterem gry może zostać zwyczajny robak, ogrodowa gąsienica?” – sentencjonalnie pyta krytyk) oraz Mortal Kombat 3 („bezlitosne pojedynki w ramach turnieju, którego pomysł mógł się narodzić tylko w głowie osobnika o nieźle spaczonej osobowości lub który zaserwował nam gość reprezentujący ciemne siły pragnące zawładnąć wszechświatem”). Ten ostatni tytuł może jednak wyznaczyć standardy sterowania. („Gracz nr 1 steruje page’ami, insertem i strzałkami kursora. Gracz nr 2 – klawiaturą z literami”). Nawiasem mówiąc, jego recenzję popełnił niejaki Krzysiek, któremu doradzałbym obranie jakiejś chwytliwej ksywy. Np. Papkin.
W ramach deseru dostajemy dział shareware, scenę komputerową (złożoną chyba przez Alberta Hoffmana), rubrykę z kodami „Tipsomania” (której ewidentnie brakuje spółgłoski) oraz profetyczny felieton niejakiego Witka. („Chrońmy przyrodę. Publikujmy w internecie. Tam nie używamy papieru”). No i dwie reklamy: „zapisywalnego CD-ROM-u double + Easy CD Pro (5000 zł)” oraz sklepu, w którego ofercie znajdziemy Sexual fantasies i Alfred Chicken. Czy 52-stronicowy magazyn zacznie nadawać ton branżowej prasie? Ta, jasne, za jakieś 300 numerów.
Od Smugglera na koniec: z przerażeniem w oczach czyta się recenzje w tym numerze (i paru następnych też…), ale chyba jeszcze bardziej przerażająca jest cena napędu DVD… tfu, CD. No dobra, to nagrywarka – ale za 5000 zł w 1996 roku, kiedy średnia pensja (brutto!) wynosiła bodaj 870 zł. No, jednak i w technologii, i w naszych zarobkach nastąpił przez te 30 lat pewien progres. I aż zdumienie bierze, że ludzie to CDA kupowali. Swoją drogą za ówczesne wynagrodzenie – brutto – mogliby kupić jakieś 85 egzemplarzy CDA. Dziś za średnią pensję brutto – 9002 zł w 2026 – da się kupić tych egzemplarzy ponad 250. Może bez CD (…ale po co wam dziś CD?), za to ze trzy razy grubsze.
Kupiłem kiedyś reprint od was no i najlepsza część to ta podkładka pod kubek 😀 Ciężko to się czytało. No ale to kawał historii i początek czegoś fajnego.
Tych pierwszych 2-3 numerow to lepiej nie czytac 😛