Moja pierwsza recenzja dla CD-Action, pierwsza recenzja Mac Abry i pierwsza zapowiedź Smugglera. Sprawdzamy trzeci numer CDA w historii (02/1996)

Moja pierwsza recenzja dla CD-Action, pierwsza recenzja Mac Abry i pierwsza zapowiedź Smugglera. Sprawdzamy trzeci numer CDA w historii (02/1996)
Co miesiąc będziemy w tym dziale przypominać i chociaż z grubsza analizować numer CDA, który ukazał się dokładnie 30 lat temu. Kto z was go wtedy kupował, czytał, pamięta?

Numer lipcowy, czyli CDA 03/1996, grubszy o osiem stron od poprzedniego (i w poprzedniej cenie), był już teoretycznie miesięcznikiem – wyszedł miesiąc po 02/96. A „teoretycznie” dlatego, że kolejny „Ekszyn” miał ukazać się dopiero we wrześniu. Było to wówczas standardem w polskiej branży – wypuszczano wydanie „wakacyjne”, lipcowo-sierpniowe, zwykle zresztą o standardowej objętości. Dlaczego tak się działo? Cóż, sporą część ekip pism gamingowych stanowili studenci i uczniowie, którzy jechali wtedy w Polskę wypoczywać – i nie było komu pisać tekstów. 🙂

W stopce redakcyjnej tego numeru po raz pierwszy pojawiają się nazwiska: Jerzy Poprawa i Paweł Musiałowski. Zawartość nie odbiega od tego, co serwowaliśmy dotąd – zaczynamy opisem rozmaitych „użytków” (Szkolny Atlas Polski, MultiLotek, Hyper Słownik itd.) i bez żadnego ostrzeżenia przechodzimy do recenzji gier. Czasem nowych, czasem niekoniecznie (Heroes of Might & Magic). W sumie raz była to raczej recenzja, raz raczej poradnik albo zapowiedź – kto by się tam przejmował jakąś segregacją, wrzucaliśmy je na kolejne strony, tak jak się akurat działowi DTP nawinęło pod rękę.

Do licha, dokładnie pamiętam, jak pisałem tę reckę Orion Burgera, jako Peter Pan, 30 lat temu – właśnie do numeru 03/1996. Tamże znalazła się też pierwsza recenzja Mac Abry. Potem nagle trochę z dupy Smuggler (he, he) robi zapowiedź Lwa Leona. Dobra, skoro już tyle mówię o sobie, to dodam, że recenzja World Rally Fever w tym numerze (której autorem dla odmiany jest RoadRunner) to pierwsza recka w historii, jaką napisałem dla CDA. Grałem w WRF w redakcji przez jakieś 2–3 godziny góra (bo przecież nadal pracowałem w Leryksie, a do biura wpadałem, wracając z roboty…), a potem z marszu popełniłem ten tekst. Cóż. Wolę go dziś nie czytać, z litości dla siebie.

Warto spojrzeć też na tytuły tamtych recenzji, zdaniem ówczesnych bossów znacznie ważniejsze niż tytuły recenzowanych gier, skromnie upchnięte w stopce zwanej przez nas „nagrobkiem”. Bo tak się nam jakoś kojarzyła. Były… specyficzne. Np. „Wirujący zabójca” (prawie jak „Wirujący seks”) – każdy głupi od razu się domyśli, że mowa o symulatorze lotu helikopterem bojowym, prawda? A „Rycerze XX wieku”? To przecież jasne, że chodzi o rozwałkę na torach wyścigowych w Destruction Derby II. Ale najważniejszą recką w tym numerze była oczywiście ta Quake’a (o jego demie na coverze zaraz napiszę).

Na razie popatrzmy na reklamy (nadal bardzo nieliczne), bo to dobre źródło ówczesnych cen gier: Gabriel Knight 2 – 170 zł. HoMM taniocha, bo 146 zł, no ale to już nie była nowość. Wing Commander IV – 189 zł. Worms – 115 zł. Polskie gry za ok. 50 zł. Sprzęt? Co powiecie na napęd CDx6 za 270 zł? Ale już x4 tylko za 180, a x2 za zaledwie 80 złociszy. Przypomnę jedynie, że średnia pensja netto wynosiła wtedy 700–750 zł, a taka typowa to raczej jakieś 450–500 na rękę… Fajne te lata 90., co nie?

Z recenzji gier przechodzimy nagle i bez ostrzeżenia do nienazwanego działu typu „groch z kapustą”. Jest tam bowiem jakiś poradnik sieciowy, reportaż z Copy Party, wywiad ze Scorpikiem (te podlewy, aaaaargh(*)), Tipsomania (czemu bez „k” na końcu, k… mać?!), test tunera telewizyjnego, opisy programów shareware. Zwracam uwagę na „Mam pomysł na grę”, czyli co lepsze kwiatki z listów z wizjami sympatyków wirtualnej rozrywki, nadsyłanych przez (młodych) ludzi do Leryksu.

Mamy więc opis gry „edukacyjno-zabijacko-napadacko-strzelackiej for PC” albo coś o troskliwej niani Józi z uzi (z którego rozwala terrorystów zagrażających dziecku). Jest także symulator gestapowca i domu publicznego. Trafił się też pierwowzór cedepowskiego Cyberpunka, czyli „Mariusz w roku 2019”. Za to w ogóle nie ma Action Redaction. Dziwne, może listów było za mało, a może zwyczajnie redakcji się całkiem zapomniało o tym nowym dziale… Obstawiam to drugie. 🙂

A teraz parę słów o dołączonym cedeku. Poza nowym menu (nie za ładnym, nie za bardzo działającym…) niewątpliwą atrakcję stanowi demo Quake’a. Naczelny chwali się, że to ponoć światowa premiera tej wersji. Hm, nie wiem, ile w tym prawdy, ale dawny wydawca CDA wspomniał parę razy, że o zgodę na publikację zwrócono się bezpośrednio do id Software. Nie mailowo, a telefonicznie. Słuchawkę ponoć podniósł sam John Carmack, po czym po chwili rozmowy odparł coś w stylu „hej, nie ma sprawy, wrzucajcie demo na swój cover, powodzenia z pismem”. Takie to były czasy.

I to już chyba wszystko o tej edycji. Cóż powiedzieć – to nadal amatorszczyzna i totalny chaos pod każdym możliwym względem. I niesamowita radość oraz pozytywna energia przy tworzeniu tego numeru…

Do zobaczenia we wrześniu przy opisie 04/96!

(*) Te intensywne, by nie rzec „oczojebne”, podlewy nasi ówcześni detepowcy najwyraźniej ukochali, w efekcie czego często nie sposób doczytać się na nich tekstu – wystarczy popatrzeć na wstępniak. Czemu użyto tam akurat mostu Golden Gate (bo to chyba on?), jaki to ma związek z treścią – kompletnie nie wiem… co brał gość, który na to wpadł.

Skomentuj