Obcy kontra jezuita, skolopendrowaty body horror i alkoholik w rękach kosmitów [RetroFantastyka]
Tutaj znajdziesz poprzednie teksty z serii RetroFantastyka:
1. Kosmiczne owady i żółte piguły – oto 2 świetne opowiadania SF z lat 50. [RetroFantastyka]
2. Zapomniany kuzyn „Star Treka”, genialny idiota i wietnamskie duchy [RetroFantastyka]
3. To jedno opowiadanie Asimova, które lubię [RetroFantastyka]
4. 4 opowiadania science fiction z lat 1950–1986, które szczególnie cenię [RetroFantastyka]
5. Komunistyczna space opera. Oto „Ludzie jak bogowie” Siergieja Sniegowa [RetroFantastyka]
James Blish „Kwestia sumienia” („A Case of Conscience”), 1953
Gdzie można przeczytać: po polsku w czasopiśmie Fenix 03 (07) 1991 (powieść jest dostępna w naszym kraju w dwóch różnych tłumaczeniach)

„Kwestia sumienia” to bez wątpienia jeden z najważniejszych utworów SF poruszających temat religii. Ta – pierwotnie – nowela rozbudowana została później do formy powieści, ale moim zdaniem fabuła w tej wersji jest lepsza, bo bardziej zwarta i dramatyczna.
Rok 2049. Na planecie Lithia – pokrytej dżunglą i zamieszkanej przez inteligentną, w pełni racjonalną rasę podobnych do gadów istot – ląduje czteroosobowa komisja ONZ. Celem jest ocena, czy planeta nadaje się do kontaktu i ewentualnej kolonizacji przez ludzi. W skład komisji wchodzi ojciec Ramon Ruiz-Sanchez – jezuita, biolog i lekarz, głęboko wierzący katolik. Tutejsi mieszkańcy żyją w idealnej harmonii z naturą, nie znają agresji, kłamstwa, przestępczości ani religii.
Ich społeczeństwo jest utopijne, oparte wyłącznie na czystym rozumie i etyce naukowej. Obce są mu takie pojęcia jak Bóg, grzech czy zbawienie. Ruiz-Sanchez staje przed dramatycznym dylematem teologicznym: Lithianie wydają się całkowicie wolni od grzechu pierworodnego, a ich planeta funkcjonuje jak idealny, samoregulujący się „raj bez Boga”. Dla jezuity to rzecz niemożliwa – uważa, że albo tubylcy stanowią dzieło szatana (iluzję stworzoną, by zniszczyć wiarę), albo wiara katolicka jest błędna.
Dylemat Ramona Ruiz-Sancheza osiąga punkt kulminacyjny, gdy Lithianie – pełni dobrej woli i naukowej ciekawości – proszą komisję o zgodę na wysłanie na Ziemię jednego zapłodnionego jaja. Z jaja ma się wylęgnąć młody Lithianin, który wychowywany będzie wśród ludzi, aby w przyszłości stać się ambasadorem swojej rasy i ułatwić kontakt między cywilizacjami. Dla jezuity jest to moment ostatecznej próby. Z jednej strony widzi w tym szansę na pokojową wymianę i dowód, że Lithianie są dobrzy i nieszkodliwi. Z drugiej jego religijna interpretacja okazuje się miażdżąca: Lithia to perfekcyjna pułapka teologiczna, stworzona po to, by zniszczyć wiarę w grzech pierworodny i potrzebę odkupienia. Ruiz-Sanchez staje przed dramatycznym wyborem: czy jako członek komisji powinien głosować za kontaktem i sprowadzeniem jaja, ryzykując duchową zagładę ludzkości, czy też podjąć radykalny, kontrowersyjny krok, który na zawsze odetnie Lithię od Ziemi…
Octavia Butler „Więzy krwi” („Bloodchild”), 1984
Gdzie można przeczytać: antologia „Don Wollheim proponuje – 1985”

Akcja tej niepokojącej noweli z elementami body horroru toczy się na planecie zamieszkanej przez rasę Tlik – wielkie, inteligentne owadopodobne istoty, przypominające z grubsza skrzyżowanie ksenomorfa ze skolopendrą. Ludzie, którzy uciekli z Ziemi przed prześladowaniami, żyją tam w rezerwacie pod ochroną Tlik, ale w specyficznej symbiozie, która ma swoją ciemną stronę. Główny bohater, nastoletni Gan, należy do rodziny od pokoleń związanej z T’Gatoi – wpływową samicą Tlik.
T’Gatoi już dawno wybrała Gana na „nosiciela” swoich jaj. Ludzie bowiem służą Tlik jako żywe inkubatory: samica składa jaja do ich ciała (zwykle do brzucha), larwy rozwijają się wewnątrz, żywiąc się tkankami gospodarza, a potem są usuwane chirurgicznie, zanim zdążą go zabić i zjeść od środka. Gan dorasta w świadomości tego przeznaczenia i jest ono dla niego traumą. Kiedyś był bowiem świadkiem nieudanego porodu, który prawie skończył się śmiercią nosiciela. Gan musi podjąć ostateczną decyzję – czy zgodzić się na wszczep jaja, czy odmówić, ryzykując zerwanie wieloletnich „więzów krwi” między rodzinami.
Opowiadanie jest intensywne, mroczne i niepokojące, podszyte specyficznym erotyzmem. Butler pokazuje skomplikowaną relację zależności, miłości i nienawiści. Gan bowiem jednocześnie kocha Tlik i ich nienawidzi, sam nie wiedząc, które z tych uczuć w nim przeważa. I nie jest to prosta historia o „paskudnych obcych wykorzystujących ludzi” – Tlik naprawdę potrzebują naszej rasy do przetrwania i darzą Ziemian szacunkiem oraz miłością, a ludzie potrzebują ochrony Tlik. To symbioza pełna napięcia, w której zgoda jest jednocześnie dobrowolna i wymuszona. Mocna rzecz, warta lektury – i zostaje w głowie.
Fredric Brown – „Mąż opatrznościowy” („Man of Distinction”), 1951
Gdzie można przeczytać: antologie „Kroki w nieznane” tom 1, „Bardzo dziwny świat”

Jako że dwa poprzednie opowiadania są długie i dość ciężkie, teraz dla odmiany coś krótkiego i śmiesznego. Ten „shorcik” przedstawia dwóch wysłanników wysoko rozwiniętej i agresywnej cywilizacji. Są zwiadowcami i przybyli na Ziemię, by zbadać, czy zamieszkująca ją rasa będzie przydatna jako niewolnicy – bo tych ciągle im mało. Porywają więc pierwszego napotkanego osobnika, analizują go i poddają serii rozmaitych testów.
Problem w tym, że porwanym jest były bokser zawodowy, a obecnie zaawansowany alkoholik. Gościowi z kolei wydaje się, że te przesłuchujące go stwory to tylko efekt kolejnej delirki i w sumie miła odmiana po białych myszkach czy różowych słoniach. Stąd traktuje kosmitów dość „z buta” – jako wytwory swojej fantazji. Ci zaś są zdumieni odkryciem istot, których metabolizm oparty jest głównie na alkoholu etylowym, a reakcje na rozmaite bodźce zupełnie alogiczne i nieprzewidywalne. No i robi się z tego taki teatrzyk absurdu, z ciekawą pointą. Nic ambitnego, ale dobrze się czyta.
Aleście mnie zaskoczyli tym tekstem. Czytałem to wszystko tak dawno temu, że niestety ledwo już pamiętam, dlatego miło było sobie przypomnieć! Super sprawa.