Gdy słyszę Chrisa Avellone’a krytykującego serialowego „Fallouta”, to dostrzegam jedno – hipokryzję

Gdy słyszę Chrisa Avellone’a krytykującego serialowego „Fallouta”, to dostrzegam jedno – hipokryzję
Wbrew moim pierwotnym obawom serialowy Fallout okazał się daniem całkiem strawnym i mimo że drugi sezon nie jest już tak zgrabnie prowadzony jak pierwszy, i tak zaliczyłbym go do raczej udanych pozycji z uniwersum współtworzonego przez Interplay / Black Isle, Bethesdę i Obsidian. Ano właśnie, bo podobnie jak sukces, tak i Pustkowia mają wielu ojców. 

IP przechodzące z rąk do rąk to często grząski temat i nie wszyscy potrafią się pogodzić faktem, że ktoś inny kontynuuje ich dzieło. Co prawda w przypadku najsłynniejszych gier wykorzystujących setting postnuklearnej Ameryki nie uświadczymy tak drastycznych sytuacji jak napady furii Davida Jaffe’a w reakcji na najnowszą metroidvanię ze świata God of War, jednak opinie o debiucie serii na małym ekranie (jak również ogólne odczucia co do tego, jak Todd Howard i jego ekipa potraktowali radioaktywne Pustkowia) bywają dość interesujące.

Postaram się uniknąć spoilerów z najnowszego, jak i poprzedniego sezonu, zakładając, że nie każdy musiał je już obejrzeć. Chcę też zaznaczyć, że występuję tu z pozycji fana wszystkich (poza Brotherhood of Steel – na Bractwo spuśćmy bowiem zasłonę, albo i nawet żelazną kurtynę, milczenia) odsłon Fallouta, gdyż w moim odczuciu każda z nich coś robi dobrze. Tak, tak… nawet to nieszczęsne „76” (moja osobista guilty pleasure), choć nie będę próbował wciskać Wam kitu, że zestaw Mojave za 30 dolarów jest dobrą praktyką. Ale może dość już tego wstępu – skupmy się dzisiaj na trzech dżentelmenach odpowiedzialnych za ukształtowanie marki w jej najwcześniejszych stadiach. 

fot. Prime Video

Founder, Lover, Fighter, Programmer

Tim Cain jest oryginalnym twórcą settingu Fallouta, jak również głównym programistą jego pierwszej odsłony. Co ciekawe, ze względu na liczne czynniki pod część drugą podłożył zaledwie podwaliny. Z całego tria, którym się dzisiaj zajmę, wydaje się najbardziej aktywny w sferze dzielenia się swoim doświadczeniem w gamedevie, gdyż prowadzi kanał na YouTubie podejmujący właśnie ten temat. Jak nietrudno się domyślić, odpowiada często na pytania fanów, a te (siłą rzeczy) wielokrotnie dotyczą jego najbardziej znanego dzieła. Mówi między innymi o tym, że krytyka kapitalizmu nie była główną tematyką Fallouta (aczkolwiek nie da się zaprzeczyć, że tu i ówdzie jest ona obecna nawet w pierwszych częściach) – motywem przewodnim miała być eksploracja etyki postapokaliptycznego świata. Chiny i Europa też przecież dalekie były od raju na ziemi. 

Przeczytaj naszą recenzję drugiego sezonu „Fallouta”

Opowiada także o elementach bardziej technicznych, na przykład o tym, dlaczego tak bardzo chciał, aby „szczęście” było jedną z charakterystyk postaci wsystemie S.P.E.C.I.A.L. Cain został też zaproszony na premierę pierwszego sezonu serialu i podzielił się wrażeniami w jednym z materiałów. Jaki ton dominuje w jego rozważaniach dotyczących przygód Lucy, Ghula, Maximusa i reszty (jak również generalnego kierunku, w jakim Bethesda poprowadziła Fallouta)? Cóż, uważa, że sam pewnie zrobiłby to inaczej, ale wydaje się doceniać wysiłki następców i rozumie konieczność ewolucji serii. Ewidentnie bardzo cieszą go easter eggi i nawiązania do elementów, nad którymi sam pracował – i trudno mieć o to do niego pretensje. 

To the town of Agua Fria rode a stranger one fine day

Porozmawiajmy teraz o człowieku, który – zaczynając dość skromnie jako webmaster w studiu Black Isle podczas tworzenia Planescape’a: Tormenta – awansował do roli lead designera nie tylko niewydanego Van Burena (oryginalnej trzeciej gry z serii), ale i jego późniejszej (częściowej) „reinkarnacji” w postaci New Vegas. Mowa oczywiście o Joshu Sawyerze, znanym także z Pillars of Eternity czy Pentimenta. Umówmy się, nadzorowany przez niego tytuł (bo przy przygodach Kuriera z Mojave był także dyrektorem projektu) jest najczęściej uznawany za najlepszą odsłonę cyklu i niedościgniony wzór, do którego żadna z bethesdowych produkcji nawet się nie zbliżyła. 

Dlatego też ciekawie się patrzy, jak bardzo developer ten jest krytyczny wobec własnej pracy, wypominając sobie dość niezgrabne przedstawienie plemion w dodatku Honest Hearts czy też ogólną „płaskość mapy”. Jeżeli zaś chodzi o jego relację z serialem, Josh nie jest aż tak wylewny, niemniej wywiad z 2024 roku dla Rock, Paper, Shotgun zdaje się dobrze ilustrować jego stanowisko. 

2. sezon Fallouta sprawił, że wróciłem po 15 latach do New Vegas. Ta gra po prostu się nie starzeje

Zapytany, co sądzi o wpływie, jaki produkcja Amazona może mieć na New Vegas, odpowiada: „Może zabrzmi to dziwnie, ale nie obchodzi mnie, co się stanie. Moje podejście do marek, przy których pracuję, czy nawet tworzonych przeze mnie postaci jest takie, że nie czuję się właścicielem żadnej z tych rzeczy. Nigdy nie były moje. Stworzyłem to, co stworzyłem, i tyle”. Sawyer stwierdza wreszcie, że zachowanie dystansu do tego, nad czym nie ma się kontroli, wydaje się zdrową postawą i mimo że „pewne rzeczy zrobiłby prawdopodobnie inaczej”, potrafi dostrzec wartość innej perspektywy. Ojciec New Vegas często przypomina także o tym, jak mało pochlebne były pierwsze recenzje oraz reakcje na tę grę i ile lat zajęło fanom, by zacząć wychwalać ją pod niebiosa. 

No… no, the world’s always got another cage, waiting, keeping everything you want… just out of reach

Przyszła w końcu pora na najbardziej kontrowersyjnego twórcę. Kogoś maczającego palce w moich ukochanych tytułach: Tormencie i KotOR-ze II. Nie sądzę, żeby wielu z Was trzeba było przedstawiać Chrisa Avellone’a. Brał on udział w powstawaniu licznych pozycji, które zdefiniowały nasze postrzeganie erpegów, począwszy od drugiego Fallouta (Tim Cain zaprosił go zresztą do pracy nad częścią pierwszą, ale spotkał się z odmową). Jego opinia o serialu wydaje się negatywna i z całej trójki wypowiadał się o nim najczęściej. Zarzucił tej produkcji nędzne rzemiosło, nazwał ją nierówną i zwrócił uwagę, że nie szanuje ona swojego wewnętrznego lore’u. O ludziach z Bethesdy mówił zaś w następujący sposób:

„Nie sądzę, żeby nienawidzili Fallouta, po prostu nie rozumieją jego korzeni, które ich prawdopodobnie nie obchodzą – marka należy do nich. Przekłada się to zazwyczaj na kolorowy, płytki lunapark. […] Niektórzy lubią jednak lunaparki, więc jeśli im się to podoba, nie mam z tym problemu”.

Niby trudno się z nim nie zgodzić, tyle że mówimy o człowieku, który w „Biblii Fallouta” pisał, iż wanamingo i inteligentne szpony śmierci wyginęły po „dwójce”, bo… ich nie lubił! Łaskawie pozwolił jednak na ich wykorzystanie w fanfikach i sesjach RPG! Fantastycznie, nie muszę się teraz bać, że Chris wślizgnie mi się nocą do domu i cichcem wykasuje moje notatki z Fallouta d20.

fot. Prime Video

W dodatku zarzuty dotyczące niespójności, nędznego rzemiosła i nierówności można też odnieść do „dwójki”, w przypadku której Avellone miał przecież najwięcej do powiedzenia! Sulik, pierwszy towarzysz dołączający do naszej drużyny, nie doczekał się zamkniętego wątku. Stan, w jakim znajduje się Arroyo, zestawiony z linią czasu nie ma najmniejszego sensu, a losowe spotkania wypełnione są niezwykle czerstwymi żartami i nawiązaniami wybijającymi z immersji. Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu? Nielubiani forumowicze, których unieśmiertelniono jako głupkowate ghule? Robot dosłownie nazywający się SKYNET? 

Zdaję sobie sprawę, że Avellone nie jest odpowiedzialny za wiele z tych wyborów, ale z tonu jego wypowiedzi (obecnych i przeszłych) można odnieść wrażenie, że ktoś tu chyba dawno nie patrzył w lustro. Tym bardziej że w serialu znajdziemy pełno nawiązań do historii całej serii (nawet do niesłusznie zjechanego Tactics) w moim odczuciu podanych raczej z miłością. Oczywiście podniosło się straszne larum w związku z tym, jak prześmiewczo w sezonie drugim przedstawiony został Legion Cezara, ale wszystkim, którzy grając w New Vegas, nie dostrzegli tu satyry, serdecznie polecam odpalenie Honest Hearts i odbycie rozmowy z Joshuą Grahamem oraz zapytanie go, czemu odmawia mówienia „Kaisar”. 

Begin again in the night, let’s sway again tonight

Wiem, że może to trochę wyglądać tak, jakbym występował jako adwokat Bethesdy i Amazona (uwierzcie mi, dostrzegam ironię w tym, że to właśnie imperium Bezosa robi tak mocno antykapitalistyczny serial, a Bethesda ogłosiła niedawno kryptowy reality show, o roboczej nazwie „Fallout Shelter”) i mam świadomość tego, że kiedy Cain czy Avellone pracowali nad wcześniejszymi odsłonami cyklu, były to projekty dużo mniejsze. 

Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku konstruktywnej krytyki i patrzenia na przeszłość nieco trzeźwiejszym okiem. Myślę, że potrzebujemy więcej Timów Cainów i Joshów Sawyerów, którzy byli w stanie pójść dalej ze swoim życiem. Na kpinę zdaje się zatem zakrawać fakt, że to Chris Avellone jest współautorem słów do piosenki „Begin Again”, będącej kluczowym elementem Dead Money. Wygląda na to, iż koniec końców to on nie potrafi ostatecznie odpuścić.

41 odpowiedzi do “Gdy słyszę Chrisa Avellone’a krytykującego serialowego „Fallouta”, to dostrzegam jedno – hipokryzję”

  1. Zrezygnowałem z serialu po scenie z odcięciem palca głównej bohaterce. Dla kogoś to będzie spoiler, dla innych ostrzeżenie. Nie wiem jakie jeszcze zajebiaszcze sceny są w tym serialu, ale podziękuję. Tak samo podziękowałem serialowi o Picardzie po jeszcze bardziej zajebiaszczej scenie, ale tego opisu ludziom daruję. Przez lata oglądania niejednego filmu czy serialu uodporniłem się na wiele rzeczy, mogłem co najwyżej spojrzeć z niesmakiem. Po scenie w serialu o Picardzie pierwszy raz od kilkudziesięciu lat myślałem, że zemdleję. Zajęło mi trochę czasu uspokojenie się, bo naprawdę nie znoszę scen bestialskiego torturowania. Wiele z nich można przedstawić mniej dosłownie.

  2. „„Nie sądzę, żeby nienawidzili Fallouta, po prostu nie rozumieją jego korzeni, które ich prawdopodobnie nie obchodzą – marka należy do nich. Przekłada się to zazwyczaj na kolorowy, płytki lunapark. […] Niektórzy lubią jednak lunaparki, więc jeśli im się to podoba, nie mam z tym problemu”. cos pieknego ale jak widac autorowi nie pasowalo to musial oczywiscie zdyskretywac autora tych slow, jakie to typowe. Tak Betheseda nie rozumie i nigdy nie zrozumie tego swiata, zrobila z niego gownolunapark i nic wiecej, z glebi 1 czy 2 nie zostalo nic

    • No taki mocno subiektywny artykuł pod płaszczykiem starania się o obiektywność i, o ironio, ocierający się kilkukrotnie o hipokryzję. Może, to rozdarcie wewnętrzne autora, a może poprawki naniesione przy drugim czytaniu przed publikacją… To że autorowi nie pasuje opinia Avellone’a jest okej. Tak samo jak to, że Avellonowi nie pasuje droga obrana przez serial, Todda i Beth. Opinie może mieć każdy, ale te moralizowanie na koniec i cała wycieczka pod Avellona była zbędna, chociaż ostatecznie zgodna z tytułem artykułu, więc bez zaskoczenia. W sumie jak celem głównym było generowanie zaangażowania czytelników poprzez polaryzującą opinię to tego sukces będzie widoczny po ilości komentarzy. 🙂

      Problemem moim zdaniem nie jest to, że „lunaparki” są złe, bo nie są – Chris Avellone to podkreśla i to jest dojrzałe, zdrowe podejście. Problemem Fallouta jest to, że lunaparkiem nie był, a nawet dla niektórych był „świątynią” rpg. Natomiast tutaj wjeżdżają semantyczne teorie znaczenia na pełnym gazie i czynniki typu kto z którą odsłoną się zetknął najpierw i która do nich bardziej przemawia. Siłą OG Fallouta też było to, że można go było ogrywać w różnym stylu co też diametralnie zmieniało jego odbiór (low int build lub perk Wild Wasteland jest tego ekstremalnym objawem), więc temat się robi jeszcze bardziej złożony, a Chris tego nigdy nie analizował, bo skupia się na swojej domenie. No bo jak ktoś mówi słowo pies to jedna osoba pomyśli o jamniku, a druga o owczarku niemieckim, więc taka teza jak „Fallout TV to najlepsza 'gradaptacja’ „, jest skazana na kontrowersje i spory. No ale tego typu spory to też są o opinie czyli w sumie bez sensu, bo przekonywanie kogoś, że coś co lubi jest głupie jest faktycznie bezcelowe i antagonizujące – nie musimy lubić tych samych rzeczy i nikt nie ma wyłączności na posiadanie racji w temacie lubienia czegoś.

      Niezaprzeczalnym faktem natomiast jest, że OG Fallout był wzorowany miedzy innymi na Mad Maxach, które tonem się bardzo różnią od serialu. Zresztą różnica jest zbliżona do tego jak nowe Fallouty odbiegają od gier ojców marki typu Arcanum, Planescape czy, o zgrozo, oryginalny Fallout… Czy są to złe gry? Nie. Rozumiem, że można je lubić, a nawet, że dla części osób są tożsame z nazwą Fallout. Czy dla mnie są to Fallouty? Ni hu hu. Czy akceptuję, że Fallout znaczy coś zupełnie innego dla innych osób? Pewnie. Szkoda, że kosztem duszy kapitalnej serii gier, ale na to mam znikomy wpływ, więc to akceptuję i tego trendu zwyczajnie nie finansuję. Polecam takie podejście.

      Kolejny flame war o Fallouta nie jest zasadny, ale podejrzewam, że pod tak napisanym artykułem jest raczej nieunikniony. Chociaż miło by było jakby był bardziej stonowany 😉

      • A ja sie nie zgadzam bo na moich oczach niszcza marke i uniwersum przez ktora gram w gry, znam w jakims stopniu angielski i gre przez ktora kupowalem cda do niedawna od pamietnego numeru z czescia pierwsza. Ja widze co Betheseda zrobila z ta marka, splycila ja do granic mozliwosci. Tlumaczenie ze tak musieli do mnie nie trafia. Bo jak Pisal ktos ponizej da sie zrobic kolejna czesc szanujac poprzednikow Baldur 3, ale do tego trzeba miec talent i chec, a tego w bugthesedzie od czaso Morrowina nie ma. Prawda jest taka ze pewnie gdyby nie wykup przez mikrosoft, ogladalibysmy ten sam upadek Beth co obecnie Ubi. A jeszcze jedno to dzieki czesci 1 i 2, fallout mial fanow i to one nakreslily uniwersum nie te popluczyny 3 i 4

  3. Bethesda nigdy nie rozumiała Fallouta i to jest fakt. A co gorsza, i co autor dobrze zauważył, Fallout, który był raaaczej ironicznie antykapitalistyczny, stał się krową dojną w kapitalizmie, z jakimiś plakatami, poduszkami, piwami kraftowymi, show itp. Na dodatek warto przypomnieć, że z każdą częścią Bethesdy Fallout traci elementy RPG na rzecz FPS, i jest to tłumaczone nieśmiertelnym „oryginalny SPECIAL był zbyt trudny” (xDDD). Ale z drugiej strony, jeśli ktoś posiedzi na grupkach Fallouta, to zauważy, że nawet fani FNV często mówią, że Old World jest najlepsze. Old World, liniowe do bólu, gdzie dosłownie NPCe traktują nas jak lobotomajta i cała fabuła to fetch quest, bo przecież jesteśmy za głupi na coś więcej. I ludzie mówią że to najlepszy element FNV, a nie np. mega klimatyczne Dead Money. Więc tutaj z krytyką Bethesdy trochę gryzę język, bo wbrew pozorom sporo grających w Fallouta to przygłupie jednostki które pomyliły ikonki na pulpicie i włączyły Fallouta zamiast Call of Duty, a Bethesda rozumiejąc jak duży odsetek graczy to „lobotomity”, robi coraz bardziej płytkie szczelanki gdzie elementy RPG są coraz bardziej umowne… Zresztą, ostatnio dowiedziałem się, że wielu graczy uważa, że najlepsza odsłona nawet Call of Duty to… Ghosts, a nie nieśmietelna czwórka lub MW2, a Treyarch robi obecnie „te lepsze” CoDy, więc niestety równia pochyła skończyła się i jesteśmy na dnie gamingu :c

  4. Patrząc na komentarze to w Choroszczy chyba wifi założyli.

    • Też podejrzewam że za dużo ludzie dorabiają ideologii, do ulubionych gier, które po prostu mają dawać radość…

  5. „Myślę, że potrzebujemy więcej Timów Cainów i Joshów Sawyerów, którzy byli w stanie pójść dalej ze swoim życiem”. Być może. Tyle, że istnieje jeszcze coś takiego, jak „szacunek do materiału źródłowego”, choćby elementarny.
    Nie będę się silić na oryginalne przykłady i zamiast tego posłużę się pracą Mistrzów z Larian Studios. Ile to się przed premierą Baldur’s Gate III naczytaliśmy, że „tryb turowy nie pasuje do tej serii” (choć, paradoksalnie, pasuje do niej jak nic innego), że Belgowie „nie dźwigną skali projektu”, że grozi nam „profanacja marki”. Ostatecznie wyszło na to, że choć najnowszy Baldurek jest bez cienia wątpliwości do cna autorskim projektem Swena Vincke i spółki, to jednocześnie uchwyca ducha D&D nawet wierniej od poprzedniczek. Co jednak istotne w kontekście tej dyskusji, Larian nie tylko nie próbował odciąć się od dorobku BioWare, ale wręcz postanowił go uhonorować. Myślę, że sposób, w jaki przedstawiono tu Minsca (oraz Boo!), Jaheirę, czy Viconię wywołałby u Kristjansona i Karpyshyna szerokie uśmiechy, a być może nawet przyprawiłoby ich o łezki wzruszenia.
    To również dokładna odwrotność wszystkiego, co Bethesda zrobiła z dziedzictwem oryginalnych Falloutów. Nie mam, rzecz jasna, pewności co do intencji Avellone’a, natomiast wyobrażam sobie, że jest autentycznie wściekły widząc to, co Pagliarulo wyczynia z tym uniwersum. I ja go rozumiem, bo czuję to samo. Porównania do kolorowego, przaśnego lunaparku są tu jak najbardziej na miejscu, bo w bethesdowym Falloucie nawet najpoważniejsze kwestie są jedynie tłem dla kolejnych żartów, kolejnych „legendarnych broni” o fikuśnych prefiksach i niemniej „legendarnych” bandytów przyjmujących na klaty miniatomówki, kolejnych chatek budowanych z zebranych po drodze śmieci, czy „kolejnych osad potrzebujących pomocy”. Tu nic nie ma sensu, nic nie trzyma się fundamentalnej logiki, nie mówiąc już o zasadach nakreślonych przez pierwsze odsłony serii. Przede wszystkim zaś, Howard i jego nadworny grafoman zdają się aktywnie i z premedytacją nadpisywać dorobek swych poprzedników zostawiając tylko to, co przedstawia wartość marketingową.

  6. Chrisowi pociąg już dawno odjechał a szkoda.

  7. @Redakcja dajcie wreszcie mozliwosc kasowania i moderowania wlasnego komentarza, i druga rzecz dopiero pisaliscie ze otwieracie dzial dyskusje, i zparaszacie wszystkich, po czym widze ze w kolejnym temacie znikaja posty. Tak wam przeszkadza czyjes inne kontrowersyjne zdanie? To edytujcie ten komentarz jesli gdzie naprawde przegina. Taki mamy swiat ze nie wszyscy beda sie z wami czy innymi zgadzac. Banowanie czy usuwanie postow nic wam nie da a tylko przyniesie jeszcze wiecej smrodu. Wystarczy ze macie tu jednostki specjalniej troski z ktorymi nic nie robicie, pozwalacie im na wszystko, ludzie o tym wiedza i pamietaja, a wyglada to slabo

  8. Karol LaskaRedakcja 15 marca 2026 o 11:17

    @zlociutki Za ideologiczne odklejki, obrazę ludzi i porównania „obozowe” dostaje się bana na tej stronie i będzie się go dostawało zawsze. Swoje zdanie formułuje się w granicy dobrego smaku i proszę mi tu nie pisać o smrodzie, bo ten to poniósł się przez rzeczony komentarz.

    • Karol Laska napisał(a):

      @zlociutki Za ideologiczne odklejki, obrazę ludzi i porównania „obozowe” dostaje się bana na tej stronie i będzie się go dostawało zawsze. Swoje zdanie formułuje się w granicy dobrego smaku i proszę mi tu nie pisać o smrodzie, bo ten to poniósł się przez rzeczony komentarz.

      Acha, a jak paru (nagminnie 2) wyzywa innych od kretynow, robi wycieczki osobiste jak tylko ktos napisal cos nie po ich zdaniu, jeden spamuje po 10x razy to samo, to juz nie kwalifikuje sie na bana? Ciekawe nowe nie znalem, rozumiem ze dzialamy wybiorczo, jak sie z nami zgadzasz to mozesz obrazac i robic co chcesz, ale jak masz inne zdanie to won podly faszystko/nazisto/rasisto ban

    • No odklejka była gruba, ale tam też nic takiego strasznie obraźliwego nie było. Może źle zapamiętałem, ale gość tam coś bredził o holokauście białych i woke w kontekście gier. Taki Harry z Disco Elysium co mu matkę tęcza potrąciła. ;P Pijacki bełkot i może i lekko kontrowersyjny, ale nie bardziej niż komentarz do tego posta od Curth’a który na forum pozostał – zakładam, że przeoczenie, a nie wybiórcza cenzura.

      Lepszym rozwiązaniem by faktycznie było jakby ślad po poście pozostał (nawet proste info, że post usunięty przez moderację z linkiem do regulaminu), bo i kaskada komentarzy by się nie rozsypała i by to lepiej wyglądało wizerunkowo. Ja, i pewnie nie tylko ja, bym to docenił, ale rozumiem, że to jest coś co trzeba zbudować na funkcji edycji komentarzy, a nie obok.

      Granica dobrego smaku to rzecz indywidualna i tu faktycznie lepsze by były jasne zasady stosowane wobec wszystkich, ale ogólnie sentyment podzielam, a niewdzięczną pracę moderatora, w dodatku w niedzielę, doceniam.

  9. Serial to zupełnie inne medium niż gra. Rządzi się innymi prawami, wymaga inaczej skonstruowanej fabuły, wymaga umieszczenia w niej innych elementów, skierowany jest do innej grupy docelowej… Tak samo zresztą wygląda kwestia z ekranizacją książek, te wierne ekranizacje nadają się wyłącznie dla uczniów, którym się nie chce czytać lektur… Takie dzieła filmowe jak Bladerunner, czy Czas apokalipsy odeszły od tekstu źródłowego bardzo daleko, traktując go bardziej jako inspirację i było to niezbędną składową ich sukcesu. Oczywiście nie porównuje poziomu serialu Fallout do rzeczonych filmów, ale w kategorii przeniesienia gry na język filmu, jest pozytywnym ewenementem w całym oceanie jakościowej rozpaczy.

    • Jest jeszcze jedno dobre odniesienie. LOTR. Tak jak napisałeś, pewne motywy zostały wycięte i to posłużyło do stworzenia bardziej zjadliwej całości. Ja za Tomem Bombadilem nie tęsknię, ale purystów pewnie to i kilka innych rzeczy mierzi – jest to w sumie zrozumiałe.

      Takie skrajne odejście od materiału źródłowego jak Jądro Ciemności\Czas Apokalipsy jest chyba też bardziej zjadliwe dla fanów „marki”. Coppola nie próbuje przemycić swojego pomysłu pod płaszczykiem adaptacji i wychodzi to genialnie. Uczciwe, oryginalne i zachowuje ducha książki.

      Fallout TV natomiast to dosyć ciekawe zjawisko, bo to praktycznie ten sam model serialu, który Amazon wprowadzał w Pierścieniach Władzy (checkboxy woke, spłycanie fabuły, odmienne przedstawianie postaci\frakcji), ale spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Technicznie poziom jest wysoki bez dwóch zdań, ale to taki bezsensowny fan serwis jest. Rzemiosło było też bardzo ok w pierwszym Resident Evil, który uznania takiego nie zdobył, a w sumie atmosfera tam była lepiej zachowana niż w F:TV.

      Tutaj jeszcze dochodzi kwestia jakie stadium uniwersum Fallouta serial przedstawia, bo jak F4, F76 czy Shelter to faktycznie jest to świetna gradaptacja, ale nie są to odsłony do których mam sentyment (poza Shelter, to coś było genialne w swojej formule, ale przed tymi agresywnymi mikrotransakcjami i nie tylko pod względem marketingowym). Wiesz, większość osób, które czepiają się F:TV preferuje te bardziej ambitne\niszowe\rpgowe odsłony, więc dla nich liczy się nie ilość nawiązań do charakterystycznych assetów marki, a uszanowanie lore ich gier. No i serial oceniają przez pryzmat bardziej realistycznych odsłon, więc nie jest to dziwne, że przywiązują uwagę do kulawej logiki świata w serialu.

      Nie rozumiem w sumie tylko czemu serial dzieje się na WestCoast, bo to jest mocne odwołanie się do miejsca akcji odsłon, których fani w większości z serialu nie będą zadowoleni. Teoria z forów o celowym przeoraniu tych lokacji w celu ujednolicenia uniwersum w tym kontekście jest dosyć sensowna, ale nie można wykluczyć, że to brak zrozumienia sytuacji tej serii, czy w pewnym sensie buta, że uda się dwa wybrzeża i dwa oblicza Fallouta w jednym serialu połączyć.

      • Pierwszym błędem graczy jest myślenie, że serial powstał dla nich, tymczasem on powstał dla szerokiej publiczności. Miał przyciągnąć przed ekran nie tyle osoby które grały w grę, ale bardziej ich rodziny i znajomych. Cała historia została tak poprowadzona, żeby ktoś nie grający w grę mógł czerpać przyjemność z oglądania. I to ostatnie zdeterminowało nie tylko dobór treści ale i rozrywkową formułę. Oba sezony z przyjemnością obejrzała moja żona, chociaż nie gra w gry (a nawet się trochę z tego mojego grania śmieje) i nie przepada za SF. Kluczem było to, że serial miał odpowiednio napisane postaci, narrację zbudowaną w określony sposób oraz przede wszytkom to, że zajmował się bardziej przetwarzaniem popkulturowych nawiązań, niż samej gry. Dzięki temu ostatniemu, można było mieć satysfakcjonujący seans bez znajomości materiału źródłowego. Szczerze przyznam, że ja też, bo nie widziałbym sensu oglądania jakiejś „rekonstrukcji historycznej” gry, w którą grałem dawno temu, a seans zaczynałem z bardzo dużą obawą o to, iż tak będzie.
        Lokalizacja akcji także nie jest podyktowana graczami, tylko resztą publiczności i ponownie stanowi ukłon w stronę klisz z kultury popularnej. Gdzież może być bowiem wspanialsze postapo, niż w Kaliforni.
        Twórcy dali nam kawał dobrej produkcji rozrywkowej, tylko tyle i aż tyle. Osobiście nie nie mam do rozrywki na odpowiednim poziomie, jest potrzebna i wbrew pozorom niezbyt częsta. Mam zresztą wątpliwości i to poważne, czy jakakolwiek inna formuła, miałaby tutaj sens. Bo co? Hard SF? Dramat? Kino artystyczne??! XD

  10. złociutki – spoko, nie warto, przecież dobrze wiemy że u kolegów tego gatunku tolerancja to tylko pusty frazes. :-p Oni kochają wszystkich, chyba że masz inne poglądy, to Cię zakrzyczą. 🙂

    A wracając do fallouta – to se ne vrati. Od kiedy gaming zdominowały korpo wykupujące i dojące do cna wszystkie znane i lubiane marki, to do przeszłości już nie wrócimy. Kiedyś gry robili gracze dla graczy, a teraz korpo robi gry dla hajsu. Towar który robią jest spłycony i skonstruowany tak żeby pasował wszystkim, a nie tylko izolowanym niszom graczy.

    Takie mamy czasy. 🙂 Można też głosować portfelem – korpo to kolosy na glinianych nogach. Niech wydają więcej na produkcję gniotów niż z nich zarobią, to problem rozwiąże się sam. Dlatego na starość przerzuciłem się na indyki, i polecam to samo. Można czasem poczuć się jak gówniarz przed wielkim kineskopem 30 lat temu o/

  11. Bidna okrutnie ta „publicystyka”, memłana taka.

  12. Porównanie z lunaparkiem 100% poprawne. Serial to seria (nomen omen) winietek mających na celu wzbudzenie nostalgii i reakcji „o, to było w grze”, bez większego przejęcia się sensem fabuły
    To bardziej adaptacja wrażenia z grania w nowe Fallouty niż serial na bazie świata z gier, z wieloma mechanikami gry, które powinny zostać abstrakcjami medium przetłumaczonymi dosłownie do serialu. „Thou shalt get side tracked by bullshit every time”, stimpacki dosłownie leczące na miejscu, strzelaniny nagrane jak z VATSa, pip boy pokazujący quest markery. To bardziej wygląda jak filmiki cosplayerów parodiujące gameplay niż postapokaliptyczny serial. I to są niezłe cosplaye, ale dalej na cosplaye wyglądają

  13. zlociutki napisał(a):

    A ja sie nie zgadzam bo na moich oczach niszcza marke i uniwersum przez ktora gram w gry, znam w jakims stopniu angielski i gre przez ktora kupowalem cda do niedawna od pamietnego numeru z czescia pierwsza. Ja widze co Betheseda zrobila z ta marka, splycila ja do granic mozliwosci. Tlumaczenie ze tak musieli do mnie nie trafia. Bo jak Pisal ktos ponizej da sie zrobic kolejna czesc szanujac poprzednikow Baldur 3, ale do tego trzeba miec talent i chec, a tego w bugthesedzie od czaso Morrowina ni…

    No tak. Nie musieli tego spłycać, ale w excelu im wychodziło, że jak spłycą to dotrą do szerszej rzeszy kieszeni. 'Kałużowość’ (płytko, a rozlegle) w Beth postępuje tak jak mówisz od Morrowinda i ja nigdzie nie napisałem, że tak musieli. Oni chcieli i zrobili to dla $.

    Tak, Fallout miał sporo fanów przed 3jką, ale zwróć uwagę, że taka 2jka sprzedała się w niskich setkach tysięcy , a 3jka w prawie 13mln. Więc to nie my, starzy fani zrobiliśmy ten obrót, a nowi gracze dla których te uniwersum wygląda przede wszystkim jak 3jka. Jako eksperyment/przeniesienie na nowy silnik wypada nieźle, ale poza atmosferą ruin cywilizacji to sam duch uniwersum został przełożony słabo. I w sumie to jest ok, bo był cień szansy na naprostowanie marki dzięki New Vegas, a nawet na kompromis, gdzie BGS robiłby swojego sandboxa na EastCoast, a Obsidian szalał na WestCoast. Jako wydawca i właściciel marki Beth by na tym nie straciła, ale ktoś przekalkulował, że więcej $$$ będzie jak zajmie się tym BGS i nie będzie musieć konkurować o fanów z Obsidianem. Jestem bardzo ciekawy racji za tym.

    Taki Fallout Shelter (szczególnie przed przestawieniem na mikrotransakcje) był całkiem fajny i nikogo nie oburzał, więc może ten dualizm też mógł się udać, ale tą drogą marka nie podążyła.

    • Sphi napisał(a):

      zlociutki napisał(a):
      A ja sie nie zgadzam bo na moich oczach niszcza marke i uniwersum przez ktora gram w gry, znam w jakims stopniu angielski i gre przez ktora kupowalem cda do niedawna od pamietnego numeru z czescia pierwsza. Ja widze co Betheseda zrobila z ta marka, splycila ja do granic mozliwosci. Tlumaczenie ze tak musieli do mnie nie trafia. Bo jak Pisal ktos ponizej da sie zrobic kolejna czesc szanujac poprzednikow Baldur 3, ale do tego trzeba miec talent i chec, a tego w bugthesedzie…

      Inne czasy inny rozmiar gamingu, a skad wiesz ze dobrze zrobione f3 w stylu f1 czy f2 by nie osiagnaleo sukcesu BG 3? Mozemy tylko gdybyac.
      Van Bauren zle nie wygladal, ba on nawet teraz po tylu latach zle nie wyglada.

      • Prawda.

        Ależ ja jestem przekonany, że F3 z linią fabularną VanBurena było by co najmniej(!) takim samym sukcesem jak F3 z fabułą od Beth. To w sumie jest przecież z grubsza NewVegas bez ograniczenia do 18miesięcznego cyklu produkcyjnego. 🙂

        Natomiast nie wiem czy Fallout by sobie tak dobrze poradził bez przeniesienia do FPP . Izometryki zawsze były bardziej niszowe, ale to może też ze względu na próg wejścia do systemów na których bazowały. No ale fakt, przykład BG3 to naprawdę potężny argument.

        Masz rację. Izometryki się dużo lepiej starzeją. Ogrywałem ze 2 lata temu ponownie FNV, a obecnie po raz n-ty przechodzę F2 i szok na wejściu jest dużo mniejszy niż przy NewVegas.

        Z dema technicznego VanBurena mało pamiętam, ale raził mnie tam styl graficzny – jakiś taki za kolorowy mi się wydał. Tactics miał lepszą stylistykę, tylko te inventory takie trochę mi wyglądało jak śmietnik. 😉

      • Sphi napisał(a):

        Prawda.
        Ależ ja jestem przekonany, że F3 z linią fabularną VanBurena było by co najmniej(!) takim samym sukcesem jak F3 z fabułą od Beth. To w sumie jest przecież z grubsza NewVegas bez ograniczenia do 18miesięcznego cyklu produkcyjnego. 🙂
        Natomiast nie wiem czy Fallout by sobie tak dobrze poradził bez przeniesienia do FPP . Izometryki zawsze były bardziej niszowe, ale to może też ze względu na próg wejścia do systemów na których bazowały. No ale fakt, przykład BG3 to naprawdę potężny argumen…

        Cholera ale to nie musi byc gra dla wszystkich, niech sobie pozostanie w swojej niszy i bedzie dobra albo wybitna gra, gracze sami przyjda, ponownie przytocze BG 3, i moglbym pisac tak o wielu ostatnich wielkich sukcesach robionych przez ulamek tych ludzi co robilo f3 czy f4. Sorry mam w dupie szersza publike, niech gry wroca do pasjonatow i beda robione od graczy dla graczy. JEsli grac bedzie wybitna sama sie obroni. Zreszta juz widac poczatek zmierzchu 3xA po tym jak upada na glupi ryj Ubisoft, jak reszta duzych jest wykupowana. Jak gierki robione przez pare osob sprzedaja ilosci o jakich te korpo moga pomarzyc obecnie. Slay the Spire 2, nie moj klimat nie moja bajka, sprzedali 3mln w tydzien. Branza tych niedorubek i bubli triple A musi upasc i upadnie. I bardzo dobrze, moze korpo wroca do zarabianiu na gieldzie, a gry zostawia pasjonatom. Takim wlasnie zapalencom 1-30 osob ktorzy wiedza co chca zrobic oraz jak ma wygladac dobra gra.

  14. Czy ta strona kiedykolwiek zaimplementuje wątki w komentarzach? Bo czytać się tego nie da jak wszystko jest porozwalane wszędzie i nie wiedomo, który komentarz jest odpowiedzią na który.

    • W sumie, ma ale tylko do 3ciego(?) poziomu, a potem GUI się zmienia na 'cytuj’ bez opcji odpisz i te odpowiedzi lądują w wątku głównym, a nie pod komentarzem który klikasz. Można chyba obejść problem odpowiadając na komentarz do którego odpowiada komentarz na który odpowiadamy 😀
      To problem UX, a nie techniczny.

      + rozwala się wszystko jak posty są usuwane przez moderację.

      • Wiem, i nie bardzo rozumiem po co implementować system wielowątkowy, kiedy można wprowadzić system jednowątkowy z @nickami i będzie wszystko jasne i czytelne. Tak działa Wykop i nie ma najmniejszego problemu.

  15. Avellone to jeden z najlepszych writerów w branży gier. Jego opinię cenię bardziej niż redaktora-fana Kałllouta (bo tym obecnie jest marka).

  16. Mosparko napisał(a):

    Pierwszym błędem graczy jest myślenie, że serial powstał dla nich, tymczasem on powstał dla szerokiej publiczności. Miał przyciągnąć przed ekran nie tyle osoby które grały w grę, ale bardziej ich rodziny i znajomych. Cała historia została tak poprowadzona, żeby ktoś nie grający w grę mógł czerpać przyjemność z oglądania. I to ostatnie zdeterminowało nie tylko dobór treści ale i rozrywkową formułę. Oba sezony z przyjemnością obejrzała moja żona, chociaż nie gra w gry (a nawet się trochę z tego mo…

    No dobra, ale w tym tkwi cały problem. Bo to jest albo serial dla twojej żony, albo dla fanów. Nie da rady tego pogodzić. Jeżeli dla twojej żony to ciekawe czy kupi Fallouta 5 i będzie w niego grać? Teraz pytanie czy Na Wspólnej, Chirurdzy to też powinny być seriale dla mnie? Czy dobry produkt może być dla wszystkich? No bo ten serial nie jest dobry. Jest taki sobie.

  17. Mosparko napisał(a):

    Pierwszym błędem graczy jest myślenie, że serial powstał dla nich, tymczasem on powstał dla szerokiej publiczności. Miał przyciągnąć przed ekran nie tyle osoby które grały w grę, ale bardziej ich rodziny i znajomych. Cała historia została tak poprowadzona, żeby ktoś nie grający w grę mógł czerpać przyjemność z oglądania. I to ostatnie zdeterminowało nie tylko dobór treści ale i rozrywkową formułę. Oba sezony z przyjemnością obejrzała moja żona, chociaż nie gra w gry (a nawet się trochę z tego mo…

    Tak, to co opisujesz to jest spłycanie marki w celu poszerzenia zasięgów – Bethesda idzie od lat tym torem i chce dotrzeć do jak największej rzeszy graczy poprzez upraszczanie i przystępność. I o ile sporo masz celnych uwag to nie przekonuje mnie teza o tym, że serial na licencji gry nadzorowany przez producenta tej gry nie powstał z myślą o graczach (byłych i przyszłych). Bardziej to chyba pasuje do strategii marketingowej zapożyczonej od rodzimego CDP (vide CP:EdgeRunners) z myślą o rewitalizacji F76 (skutecznej!). Jak coś budujesz na rozpoznawalnym IP to raczej chcesz z tego IP zasięgów korzystać. No i ta cała masa fanserwisu nie jest na pewno celowana w ludzi niezaznajomionych z uniwersum, a wymagała nakładu środków i pracy.

    Wiesz to nie to, że ja chcę Cię przekonywać, że serial jest do bani i nie może się podobać, bo może, ale wybitna adaptacja uniwersum z gier też to nie jest, a tak to jest przedstawiane. To jest jak Borderlands the Movie – bardzo poprawny komediowy akcyjniak. Różnica jest taka, że Borderlands zostało zmieszane z błotem w recenzjach – moim zdaniem przesadnie, a ton do swojego IP miało dużo bardziej zbliżony niż Fallout TV. Zgodzę się, że F76 ma dobre przełożenie na serial, ale spin-off mmo nie jest dobrym przedstawicielem samej serii. Zresztą rzuć okiem na jego trailer (~1m): https://www.youtube.com/watch?v=vQ3YhoY70pc Fajny, poprawny technicznie, ale to nie to.

    Nie, nie sugeruję odgrzewania historii 1do1 z gier. Też nie widzę w tym sensu.

    Co do formuły której ja osobiście bym oczekiwał to chyba było by jednak to co nazywasz hard s-f, czyli coś w stronę MadMax 2-3 czy WaterWorld, które były inspiracją przy tworzeniu serii. „Zachowanie ducha” uniwersum jest dla mnie kluczowe, ale też nie uznaję samych f4 i f76 za produkcje zbytnio spełniające ten wymóg.

    Możesz się śmiać, ale chętnie bym obejrzał Fallout musical, pod warunkiem, że Todd Howard by nie gadał nic o jego kanoniczności względem gier. 😉

  18. zlociutki napisał(a):

    Cholera ale to nie musi byc gra dla wszystkich, niech sobie pozostanie w swojej niszy i bedzie dobra albo wybitna gra, gracze sami przyjda

    Też tak bym chciał, ale Bethesda nie chce. :/

  19. Konfederuski psychiatryk.

  20. Odmawiam dania wiary w to, że ktoś może być do tego stopnia zidiociały, a zatem uznam ten komentarz za tanią prowokację. Niemniej, za takie porównania do holokaustu powinien być z automatu ban, bo o ile siłą rzeczy Internet nie sprzyja wysokiemu poziomowi dyskusji, to nie możemy pozwolić, żeby nam się tu szambo na forum wylewało. Serio, albo wyrwiecie chwasta, albo będziemy mieć problem.

  21. to jest ta twoja tolerancja i poszanowanie innych:?

  22. zlociutki napisał(a):

    to jest ta twoja tolerancja i poszanowanie innych:?

    Nie używaj zwrotów, których nie rozumiesz.

  23. Japa plateczku, nie masz pojecia o czym sie rozmawia nie wcinaj sie.

  24. W Internecie nie ma czegoś takiego jak „wcinanie się”, wszystko co tu piszesz publikujesz w PRZESTRZENI PUBLICZNEJ, ze wszystkimi wiążącymi się z tym konsekwencjami. Nawet takich elementarnych rzeczy nie rozumiesz?!

  25. Kiedy ja nie potrzebuje twojego nic nie wnoszacego sie wcinania, komentuj sobie kolegow albo ludzi ktorzy cie toleruja ja nie musze

  26. zlociutki napisał(a):

    Kiedy ja nie potrzebuje twojego nic nie wnoszacego sie wcinania, komentuj sobie kolegow albo ludzi ktorzy cie toleruja ja nie musze

    A ty nadal nie ogarniasz, że nikogo nie obchodzi czego ty potrzebujesz/nie potrzebujesz, bo zabierasz głos w przestrzeni publicznej i nie masz nic do powiedzenia w kontekście tego, kto i jak ci odpowiada. A już pomijam, że jeszcze dwa zdania temu płakałeś, jak to ktoś nie toleruje głupot jakie się z ciebie wylewając XD. Intelektualny szach-mat.

  27. to moze zbanujmy tych postepowych i tolerancyjnych ktorzy chodza i tylko obrazaja jak im sie cos nie zgadza z ich wyimaginowanym spojrzeniem na swiat?

Skomentuj Ezbed Anuluj pisanie odpowiedzi