Gry z AI zalały Steam Next Fest. I zgadnijcie, gdzie leży prawdziwy problem

Gry z AI zalały Steam Next Fest. I zgadnijcie, gdzie leży prawdziwy problem
Rozpoczęty 19 października Steam Next Fest oferuje najwięcej demówek w historii wydarzenia, lecz ogromna część z nich nie przejdzie przez gardło graczom uczulonym na wykorzystywanie AI w procesie developerskim. Sam problem wydaje się jednak być na rękę włodarzom Steama, więc oczekiwanie na rozwiązanie może potrwać dłużej, niż byśmy sobie tego życzyli.

Powszechny dostęp do technologii i narzędzi pokroju sztucznej inteligencji stał się nieodłącznym elementem współczesnego świata, a ich rozwój coraz częściej i wyraźniej wpływa na naszą codzienność. Przykładów daleko szukać nie trzeba, bo jest ich dziś więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Wystarczy spojrzeć na trwający właśnie Steam Next Fest. Oferuje rekordową liczbę dostępnych wersji demonstracyjnych – jeszcze chwilę temu branżowe portale mówiły o 7-8 tysiącach dostępnych pozycji.

Gry z AI zalały Steam Next Fest. I zgadnijcie, gdzie leży prawdziwy problem

Jednym z analizujących cykliczne wydarzenie Steama jest Simon Carless z portalu Game Discover CO, który chwilę po zeszłorocznym, czerwcowym zestawieniu Next Festu wskazywał, że liczba dostępnych demówek drastycznie rośnie. Według Carlessa, czerwiec 2023 przyniósł około 900 wersji demonstracyjnych, w 2024 było ich dwa razy tyle, a w zeszłym roku Valve zalało nas blisko 2,5 tysiącami dem. Sami więc widzicie, że wraz z kolejnymi edycjami valve’owskiego wydarzenia mamy coraz większy wybór. 

Niemnie jednak, jeśli przechodzicie ostrą reakcję alergiczną po kontakcie z tworami (choćby częściowo) sztucznie wygenerowanymi, to przebrnięcie przez październikowe wydarzenie prędzej spowoduje zgon niż dodanie do listy życzeń czegoś naprawdę interesującego. 

AI =/= AI, czyli różne odcienie tego samego koloru

Zagadnienie to jest jednak dość złożone, a zakrawające o abstrakcję liczby niczego nie ułatwiają, zwłaszcza, gdy chce się prowadzić konstruktywną rozmowę o używaniu AI w grach wideo. Bo powiedzmy sobie szczerze – sztuczna inteligencja sztucznej inteligencji nierówna, a sposób wykorzystywania kontrowersyjnych narzędzi znacząco się od siebie różni. Generowanie kodu i analizowanie go przez twórcę z wieloletnim doświadczeniem nie jest przecież tym samym, co wklejenie wypowiedzi Claude’a czy innego „dżipiteka” jako gotową infrastrukturę gry. 

Oświadczenie twórcy dema Table of War.

Problem jednak tkwi w tym, że sam Steam nie jest zbyt pomocny w całej sprawie, a dla graczy przeciwnych AI nie ma nawet możliwości przefiltrowania oferty tysięcy dem. I wiecie co? Trochę się Gabe’owi nie dziwię, że pomimo tak wielu dyskusji wśród graczy jeszcze się takich filtrów nie doczekaliśmy. 

Gabe widzi i nie grzmi. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta

Cóż, niektórzy twórcy, idący na całkowitą łatwiznę, bardzo często mają też w głębokim poważaniu wydanie oświadczenia w sprawie treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Z kolei inni znacząco podkreślają, do czego dokładnie użyli omawianej technologii, a wsadzenie wszystkich do jednego worka wydaje mi się trochę niesprawiedliwe. 

Przykładowe „slopy" na stronie głównej wydarzenia.

Pomijając jednak jakąkolwiek sprawiedliwość – dlaczego po prostu nie można ich ukryć i drastycznie zmniejszyć liczbę dostępnych dem? Bo widzicie, najzwyczajniej w świecie wymagałoby to całej masy dodatkowej weryfikacji, która z pewnością pochłonęłaby niemałe zasoby z opasłego portfela Newella, a pewnie i tak obnażyłaby niedociągnięcia samej platformy.

Platformy, która czerpie przecież zyski z publikowanych demówek, bo regulamin Steama mówi jasno, że żeby wystawić swój tytuł na Next Feście, game developer powinien zapłacić 100 dolarów lub równowartość owej kwoty, by móc stworzyć pierwszą stronę w sklepie i przygotować produkcję do wydania. I niby środki te są zwracane na konto twórcy, gdy przychody ze sprzedaży lub mikrotransakcji przebiją bańkę 1000 dolarów. Ale umówmy się – ile z tych klonów cudzych pomysłów osiągnie ów kamień milowy?

Źródło: Regulamin Steama

Miejmy więc na uwadze, że mówiąc o Steamie – domu tysięcy graczy, wspaniałym miejscu dającym początek świetnym tytułom, tak naprawdę ciągle mówimy o korporacji, dla której klienci są jedynie liczbami generującymi przychody. I co w tym wszystkim najśmieszniejsze? Wprowadzenie możliwości filtrowania tytułów, nawet jeśli system byłby zero-jedynkowy, mogłoby sprawić, że przeciętne studio korzystające z AI zastanowi się dwa razy, zanim wyda demo na platformie pozwalającej odsiać jego pracę jednym kliknięciem, wręcz od ręki. A każde zawahanie to przecież potencjalna strata stu dolców. Po co więc ryzykować? Dla dobra konsumentów? Dajcie spokój.

Dołącz do dyskusji