IEM pomaga tonącemu w długach Krakowowi, ale dalej nie widzę pomocy ze strony polskiego rządu dla branży gier

IEM pomaga tonącemu w długach Krakowowi, ale dalej nie widzę pomocy ze strony polskiego rządu dla branży gier
fot. oficjalny profil facebookowy Aleksandra Miszalskiego
A źródła problemu nadal musimy szukać w niezrozumiałych decyzjach rodzimych polityków – priorytetyzujących esport, lecz ignorujących jego środek obrotu, czyli gamedev.

Za nami Intel Extreme Masters 2026. Stolica polskiego esportu przeniosła się z Katowic do Krakowa. Kilometrów różnicy niewiele, ale pod kątem biznesowym mowa o dużym kroku do przodu. Tak oto Tauron Arena, największa tego rodzaju hala w kraju, wyprzedaje wszystkie bilety na owo wydarzenie. Oferujące ponad 20 tys. miejsc trybuny, płyta i loże zostają zapełnione. To pokaz siły ESL i spory sukces dla miasta. Ten pierwszy jednak nic udowadniać nie musi, a to drugie pogrążone jest w wizerunkowym i finansowym kryzysie.

Trofea i porażki

Wymowne stają się dwa obrazki, zwłaszcza gdy się je ze sobą zestawi. Kiedy pierwszego dnia, podczas ceremonii otwarcia, najbardziej utytułowany gracz Counter-Strike’a w historii, Peter „dupreeh” Rasmussen, wnosi puchar na scenę, otrzymuje oklaski od wszystkich, widownia wiwatuje, energia rozpiera trybuny. Kiedy jednak czyni to w finale rozgrywek prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski, aplauz publiki przeplatany jest gwizdami lokalsów, a część widzów z zagranicy po prostu milczy, nie mając pojęcia, kto to.

Polityczny bajzel miesza się z esportowym świętem, lecz to gry wideo i gracze podają pomocną dłoń władzy, reprezentując godnie miasto i przynosząc mu pieniądze. I nie próbując nawet wchodzić w szczegóły oraz konteksty dręczące stolicę Małopolski (referendalne, turystyczne, transportowe czy układzikowe), chciałbym zwrócić uwagę na jeden istotny bezsens – samorząd i państwo dostrzegają kasę w esporcie, ale już nie potrafią zaufać w pełni gamedevowi, z jakiegoś powodu uważając go za tę mniej stabilną odnogę gamingu.

Na zdjęciu (od lewej): Łukasz Sęk, zastępca prezydenta Krakowa, i Aleksander Szlachetko, dyrektor zarządzający ESL Gaming Polska.

Kapitalistyczna nieświadomość

Bo na czym stoimy? Stanowisko Ministerstwa Cyfryzacji, a konkretniej Jowity Biedy, przytaczał już Mateusz Witczak w swoim podsumowaniu 2025 roku: że esport „wykracza poza sferę rozrywki i staje się istotnym elementem nowoczesnej gospodarki kreatywnej i cyfrowej”. Słowa to słuszne i ślepe zarazem. Wykazują bowiem potencjał pomniejszego sektora, całkowicie nie zważając na fakt, że gamedev to hegemon gospodarki tak krajowej, jak i globalnej. Gdy esport przynosi rocznie kilka miliardów dolarów, przychody branży gier liczymy w setkach miliardów dolców. I nie, nie jest to kąśliwość skierowana w stronę fanów LoL-a czy CS-a, bo to jedna z wielu gałęzi naszego giereczkowego drzewa, tylko kamień wrzucony do ogródka zarówno rządzącej koalicji, jak i wcześniej rządzącego PiS-u. I to nie byle jaki kamulec, lecz kilkutonowy głaz.

Bo jasne, możemy w ślimaczym tempie trzymać się nadal tego, co mamy. Pozostawionej w zawieszeniu Strategii Cyfryzacji Polski zatwierdzonej przez Krzysztofa Gawkowskiego, obiecującego gruszki na wierzbie naszym producentom i wydawcom. Dalszej wiary w to, że za złotówki z Programu Wsparcia Gier Wideo w końcu powstanie tytuł, który przebije się do mainstreamu i silniej zwróci na siebie uwagę nie tylko naszej bańki, ale też Donalda Tuska czy Karola Nawrockiego. A także cierpliwości wobec Olgi Tokarczuk, która jeśli o swoim projekcie nie zapomniała, to może jako noblistka sprawi, że rząd dostrzeże kulturową i kreatywną wartość gier.

Wygrał esport, czas na resztę branży gier.

Jeden na ludzi, drugi na sprzedaż

Sęk w tym, że żadnych kolejnych argumentów Koalicja Obywatelska otrzymywać nie powinna, ponieważ ma je już na stole – począwszy od faktu, iż nasze Wiedźminy, Cyberpunki, Dying Lighty czy Altersi to produkty eksportowe, trafiające przede wszystkim do graczy spoza Polski, zupełnie inaczej niż choćby filmy czy utwory muzyczne przynależące do głównego nurtu. IEM 2026 powinien być w zasadzie kropką nad i, ale nie będzie. I na ten moment nie przekonują mnie nawet obietnice co do nowej strategii rozwoju ze strony Marty Cienkowskiej, bo te zostały złożone w dobie kryzysu i wymagają najpewniej lat konsekwencji wdrożeniowej.

A kiedy słyszę z ust przemawiającego zastępcy prezydenta Miszalskiego, Łukasza Sęka, iż „Kraków to miejsce, gdzie branża gamingowa jest bardzo istotna i istnieje przestrzeń do jej dalszego rozwoju”, to nawet nie robię sobie nadziei, bo wiem, że to mowa-trawa. Zwłaszcza że niedługo potem ta sama osoba pyta się oficjeli, czy ci esportowcy grający w CS-a widzą na swoim ekranie to, co publiczność na telebimach. Nasi politycy dalej nic nie wiedzą, oni po prostu węszą. Ciekawe, kiedy zorientują się, że przy minimalnym researchu, nawet bez użycia nosa, mogliby pomóc i sobie, i nam, i przede wszystkim całej polskiej kulturze cyfrowej.

24 odpowiedzi do “IEM pomaga tonącemu w długach Krakowowi, ale dalej nie widzę pomocy ze strony polskiego rządu dla branży gier”

  1. Ja tam w ogóle nie widzę pomocy ze strony polskiego rządu dla czegokolwiek. Czy to jakiś sport, czy to jakieś wynalazki, patenty, własność intelektualna… chociaż nie, wróć, widzę pomoc dla zdychającego sektora górniczego, na to zawsze znajdzie się 10-15 mld zł rocznie żeby przypudrować trupa w ramach „umowy społecznej”. To jest w sumie zabawne, że 15-20 lat temu było takie niepisane zrozumienie, że państwo nie pomaga bo jest biedne i każdy kręci się jak może. Ale teraz to samo państwo chełpi się że jest w top 20 największych gospodarek świata i PKB zapierdala, ale nadal mentalnie żyje w przeświadczeniu, że jest „za biedne” na pomoc perspektywicznym branżom lub pomysłom z potencjałem…

    • Cala kasa idzie na Ukraine i Ukraincow w Polsce. Setki miliardow idzie co roku, wiec nie ma juz na nic, nawet na leczenie obywateli.

    • Nie widzisz wsparcia publicznego dla sportu? Wiadomo, cała ta infrastruktura, zawody, zajęcia w szkołach, szkoły mistrzostwa sportowego itp. itd. to prywatna inicjatywa grupy zapaleńców 😀

      Ulga badawczo-rozwojowa, IP Box, programy unijne (częściowo finansowane z polskiej składki) to oczywiście też żadne wsparcie. Beneficjenci korzystają z niego tylko dla sportu.

      • Nie, jako były tenisista nie widzę tego całego wsparcia, infrastruktura dotyczy wyłącznie koszykówki/piłki nożnej/czasem siatkówki i baseny, zajęcia w szkołach nie są nic warte jeśli chcesz być pro, i nie ma nawet pieniędzy na stypendia dla mistrzów świata w większości sportów. Teraz jest olimpiada zimowa, możesz sobie poczytać jak polscy sportowcy trenują na przekór wszystkim przeciwnościom.

        Co do ulg badawczo-rozwojowych, to po prostu przypomnę że było takie coś jak Saule Technologies, które upadło bo państwo „za biedne” żeby dać 100mln zł na rozwój technologii. Ich największy konkurent, Oxford PV dostał… miliard funtów na nową fabrykę.

  2. Dobry tekst, a wnioski tyleż przykre, co oczywiste. Lepiej nie robić sobie nadziei, że politycy kiedykolwiek należycie wesprą branżę gier.

  3. Po co wsparcie rzadu dla branzy, ktora ma sie doskonale?
    Wsparcie powinno byc tam, gdzie cierpia niedostatek i niesprawiedliwosc ludzie.
    Panstwo nie jest od wspierania prywatnych firm, to.firmy sa od wspierania Panstwa placac podatki w zamian za otrzymanie dostepu do wyksztalconych za pieniadze Panstwa pracownikow.

    Firmy prywatne same powinny na siebie zarabiac.
    Inaczej zyski sa prywatne, a koszty panstwowe.

    Nie IEM jest nam potrzebny, a Polski Gamescon czyli takie PGA ale x10 wiekszy.

    • Ustronomiczny 16 lutego 2026 o 15:37

      A dlaczego państwo ma wspierać akurat branże gier? Branże, która wytworzyła polskich miliarderów? Od lat zaniedbywana jest kultura, upadają wydawnictwa, biblioteki nie mają pieniędzy.. Szkoły, oświata potrzebują wsparcia, a wy tu narzekacie na brak wsparcia gamedevu? Żałosne.

  4. Andrzej Duda 15 lutego 2026 o 19:30

    Ten artykuł to mowa trawa. Bo skoro to, co robi państwo jest złe lub niewystarczające, to jakie masz propozycje?

    • Panie Prezydencie, w tym roku rozdaniu ze strony CRPK zaledwie 5 mln złotych na gry wideo, co jest kwotą bardzo małą, patrząc na wielkość i zasięg gamedevu czy budżety gier wideo. Przy okazji warto, aby rząd nie bał chwalić się grami wideo jako narodową siłą kulturową i gospodarczą, czego nie czyni na szerszą skalę od lat. Pieniądze i ekspozycja, tylko tyle i aż tyle.

  5. ale co konkretnie miało by Państwo robić dla branży gamedev? Najważniejsze to jej nie przeszkadzać, bo radzi sobie dobrze.

  6. Jako niewidomy gracz który chyba gdzieś tam jest rozpoznawalny przez walkę o dostępność właśnie sam tworzę moda dodającego pełną dostępność dla osób niewidomych. Cała gra jest już praktycznie grywalna bez wzroku i powiem tyle: MAJSTERSZTYK! Każdy powinien w to zagrać nawet jak nie widzi nic (Nie patrzcie na screeny a odpalcie dla fabuły i całej reszty)

  7. Kraków turystycznie ma się dobrze, tylko banda zarządzających robi to co robi, ale oby juz niedługo🤷

  8. RetroTechnoElectro 16 lutego 2026 o 11:02

    Kraków niedługo będzie znów bogaty – strzyże owieczki pod postacią nowego podatku – opłaty za wjazd do strefy czystego transportu (SCT) 🙂

    4 mln zł wpływów za styczeń 2026 to nie przelewki

  9. Nie bardzo wiem, w jakim wizerunkowym kryzysie miałby być pogrążony Kraków, skoro właśnie przeniesiono tutaj tę imprezę. Wpływy z IEM (te, które jakkolwiek trafią do gminy), jednej z kilkuset imprez organizowanych w tej hali wpływ na budżet miasta i na jego dług będą miały znikomy, więc ta „pomoc dla tonącego w długach Krakowa” jest – delikatnie rzecz ujmując – mocnym nadużyciem. Idąc tym tropem moje zakupy spożywcze są pomocą dla tonącego w długach budżetu państwa.

    Nie bardzo też rozumiem dlaczego wymowne mają być obrazki przywitania gwiazdy imprezy i lokalnego polityka? Ten ostatni miałby zbierać owacje od ludzi, którzy go nie znają, nie są nim zainteresowani, nie przyszli tu dla niego? I nie radzę liczyć na to, że jak prezydent się zmieni, to nie będzie gwizdów – będą tylko od innych osób, kto wie, może i donośniejsze.

    Last but not least, gamedev to „środek obrotu” dla esportu?

  10. Tak, tak. Niech urzędas nie mający pojęcia o grach decyduje, któremu developerowi przyznać dotacje, a któremu nie. Inwestorzy tak robią i widać, że daje to znakomite rezultaty. Wciąż czekamy na cokolwiek konkretnego o grze opartej o prozę Olgi Tokarczuk. Za 17 milionów to na pewno będzie bangier.

    Takie 'łatwe’ pieniądze zabijają kreatywność twórców. Jeśli komuś zależy na jakościowych dziełach kultury powinien być przeciwko dotacjom od państwa.

  11. Mosparko napisał(a):

    Jakie setki miliardów rocznie??! Poziom bredni jakie tu wypisujesz jest po prostu poza wszelką skalą…

    setki miliardów czy setki milionów
    co za różnica

  12. W Polsce nie istnieje w ogóle niezależne dziennikarstwo i to jest genezą miałkości i pustoty całej branży,która jest tylko pokazówką dla gawiedzi a inteligentni ludzie wiedzą,iż powieść Gra Endera to są fakty a nie sci-fi.Przecież wszystkie korporacje medialne to wydmuszki i bańki spekulacyjne Dark Netu czyli tego Internetu,którego używają nieświadomi technologicznie ludzie.Polacy nie potrafią niczego zbudować a jedynie burzą i są lokajami bogaczy.

Skomentuj Bart Anuluj pisanie odpowiedzi