Mam problem z wygraną Clair Obscur: Expedition 33. To zasłużone GOTY, ale fałszywa gra indie

Mam problem z wygraną Clair Obscur: Expedition 33. To zasłużone GOTY, ale fałszywa gra indie
Karol Laska
Fenomen. Ewenement. Arcydzieło. Unikat. Ale nie „indyk”.

The Game Awards przyzwyczaiło nas w ostatnich latach do trzymania w niepewności i emocjach do samego końca. Elden Ring czy God of War Ragnarök? Baldur’s Gate 3 czy The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom? Balatro, Astro Bot czy Metaphor: ReFantazio? W 2025 było inaczej. I raczej każdy spodziewał się takiego finału. Clair Obscur nie tylko zgarnęło główną statuetkę, ale też zdeklasowało konkurencję w 9 z 11 kategorii, w których zostało nominowane. Świetna wiadomość, szkoda tylko, że mowa również o nagrodach dla najlepszej gry niezależnej oraz najlepszego debiutu niezależnego.

Zasłużone GOTY

Owszem, to niesamowita historia. Grono ludzi z różnych parafii zakłada studio i nie do końca wiedząc, jak się za cały proces zabrać, a jedynie mając w głowie najpiękniejsze odsłony Final Fantasy, próbuje zaprojektować jRPG, ale po francusku. Główna scenarzystka pisze fabułę iście literacką – a wcześniej robiła w finansach. Kompozytor odznacza się geniuszem i szaleństwem, przygotowując ośmiogodzinną ścieżkę dźwiękową – a został wyhaczony gdzieś w odmętach SoundClouda. To wszystko zresztą nie wydarzyłoby się, gdyby paru ambitnych artystów nie obejrzało filmów instruktażowych na YouTubie o tym, jak stworzyć grę, a przy okazji nie odkryło narzędzi oferowanych przez Unreala, które wcale nie wymagały specjalistycznej wiedzy programistycznej.

Znamy nominacje do The Game Awards. Clair Obscur: Expedition 33 absolutnym faworytem

I tak oto w lekkim chaosie i twórczym szale zaczęła być realizowana wizja poetycka, spektakularna, wręcz kinowa. Coś, co wielu mogłoby nazwać asset flipem, tutaj jest environmental storytellingiem najwyższej klasy – oto bowiem wiszące wyspy i nieprzystające do rzeczywistości obiekty okazują się częścią większej, zaplanowanej narracji, a nie zwykłymi szablonami. Dorzućmy do tego filmowe ujęcia, których nie powstydziliby się paryscy nowofalowcy, zwroty akcji mające sens dramaturgiczny oraz symboliczny, a także ostateczny wydźwięk dzieła, wielowarstwowego niczym pewne warzywo wprost z aromatycznej soupe à l’oignon. No i do tego wszystkiego gameplayowy kręgosłup w formie dynamicznego systemu turowego łączącego taktyczne podejście z mechaniką parowania inspirowaną Sekiro (to nic nowego, ale wszystkie te sprawdzone elementy i tak składają się na świeży wywar).

Fałszywa gra indie

Tak pomyślane gry powinny odnosić sukcesy. Podejmują spore ryzyko sprzedażowe przez wzgląd na dzikie decyzje kreatywne. Zwłaszcza gdy mowa o projektach drobniejszych i biedniejszych. The New York Times doniósł ostatnio, że Expedition 33 wykorzystało mniej niż 10 mln dolarów budżetu. To w skali całego gamedevu i dużo, i mało. Tytuły AAA zwykle kładą na stół kilkunastokrotnie, w skrajnych przypadkach nawet kilkudziesięciokrotnie większe sumy. Z kolei 99 na 100 studiów indie nie jest w stanie wydać na produkcję tyle kasy, co Sandfall Interactive. Zapytajcie LocalThunka, czy pracując nad Balatro w swoim mieszkaniu, utrzymywany przez żonę, miał odłożoną na cele produkcyjne sześciocyfrową kwotę. Dla nieco uczciwszego porównania, podobnym budżetem, co Clair Obscur, dysponował pierwszy Hellblade, nazywany przecież przez samych twórców „grą indie AAA” – a był o wiele krótszy i prostszy. Ale już takie Divinity: Original Sin zostało ogarnięte za 4,5 mln euro, na oparach i na skraju bankructwa – mowa przecież o bardzo złożonym erpegu.

Balatro


I choć nie mamy powodów, by doniesieniom o finansach na koncie Sandfall Interactive nie ufać, to trudno też im bez wahania uwierzyć. Bo mowa, jasne, o studiu, które rozrosło się do nie więcej niż 30 etatowych pracowników. To wielkość porównywalna choćby z Supergiant Games, a jego niezależności – przy omawianiu Hadesa 2 – dyskurs publiczny nie kwestionował. Jednak gdy „Supergiganci” powiększyli swoją firmę na przestrzeni lat, i to wskutek sukcesu poprzednich projektów (przy Bastionie z 2011 roku dłubało przecież głównie siedmiu developerów), tak Francuzi byli to w stanie zrobić ot tak, na samym starcie swojej przygody, zanim na dobre się rozkręcili. A zdołali oni jeszcze skorzystać z pomocy kilku podmiotów korporacyjnych zrzeszających łącznie ponad 200 osób (zajmowały się one animacją, lokalizacją czy kontrolą jakości). Nie wspomnę o całej ekipie profesjonalnych aktorów głosowych z branżowymi weteranami, Benem Starrem i Jennifer English, a także hollywoodzkimi gwiazdorami (!) – Charliem Coksem i Andym Serkisem.

Taki duży, taki mały może GOTY być

Skąd te zasoby? Skąd te środki? Skąd te pieniążki, skoro mowa o bycie dopiero co debiutującym na rynku, zaczynającym rzekomo od zera i niezależnym? Ze źródeł wszelakich. Bo możemy np. zobaczyć, że ojciec Guillaume’a Broche’a, a więc założyciela Sandfall Interactive, to multimilioner Richard Broche, który swojego syna wkręcił choćby w fundusz powierniczy Myrte Invest. W międzyczasie projekt zyskał na rozmaitych programach, grantach i funduszach, a więc zdobył sporo publicznych pieniędzy, choćby z tytułu inicjatywy Video Game Support Fund (FAJV). Finansowo oraz marketingowo pomógł także wydawca, Kepler Interactive, gdyż indie publisherzy w dzisiejszych czasach to norma.

Nie traktujcie powyższych faktów jako zarzutów. To nic złego, że Sandfall Interactive miał podłoże finansowe i narzędzia do działania. Ba, myślę, że to scenariusz wręcz wymarzony dla każdego twórcy gier wideo: niezależność kreatywna, stabilność biznesowa i komfort działania. Ponadto mowa o ludziach, którzy – jeśli faktycznie zmieścili się w 10 mln dolarów budżetu – potrafią forsą mądrze i efektywnie zarządzać, a przy obecnej kapitalizacji firmy mogą najpewniej określić się nie tylko artystami, ale też przedsiębiorcami. I takich realiów życzyłbym wszystkim ambitnym devom, choć doskonale wiem, że mało kto będzie miał tyle szczęścia, hajsu i zaplecza. Dlatego też wielbmy Clair Obscur za to, czym rzeczywiście jest. Bo tej produkcji nie potrzeba do szczęścia tytułu „indyka”, a gdy mianujemy ją takowym, wypada nieuczciwie i pozersko w zestawieniu z prawdziwymi brzydkimi kaczątkami branży gier. A to właśnie najmniejszym najbardziej przydałby się wiatr w żagle.

32 odpowiedzi do “Mam problem z wygraną Clair Obscur: Expedition 33. To zasłużone GOTY, ale fałszywa gra indie”

  1. UnionDirector 12 grudnia 2025 o 11:14

    Pamiętajcie: jak kiedyś przyjdzie wam odbierać nagrody dla „Najlepszej Gry NIEZALEŻNEJ” oraz „Najlepszej debiutującej gry NIEZALEŻNEJ”, koniecznie podziękujcie ze sceny swemu wydawcy, tak jak zrobił to szef tego maleńkiego („Outsourcing? Pierwsze słyszę, proszę pana.”), NIEZALEŻNEGO studia. 😉
    A tak w ogóle, to #SparawiedliwośćDlaHenryczka
    Wręczyć statuetkę dla „Najlepszej RPG” produkcji, która RPG nie jest… Cóż, dzięki, panie i panowie dziennikarze, popisaliście się. To jak, w przyszłym roku przyznacie GTA VI nagrodę dla najlepszej gry wyścigowej, nie?

  2. Ale o co ten szum? Przecież te nagrody i tak nic nie znaczą. Gracze powtarzają, że te wszystkie konkursy są ustawione.

  3. Wat? To jest rpg. Turowy rpg konkretnie mówiąc. Co jak co, ale twierdzenie, że to nie rpg to copium niezłe xd.
    Chociaż sam wolałbym inny tytuł. I zgadzam się, że nazywanie tej gry niezależną to trochę żart.

  4. @UnionDirector
    GTA VI dostanie nagrodę i jako najlepszą gra wyścigowa i jako najlepsza gra Indie, a dodatkowo dla niej powstanie nowa kategoria „gra powstająca w najlepszym miejscu pracy”. XD

  5. Gra robiona przez 30 osób. 5.5 mln sprzedanych egzemplarzy. Zerowa jak dla mnie kampania medialna. Oceny 90%, 9/10. Dla mnie w pełni zasłużone. Problemy tworzą Polacy w swoich głowach.

  6. 100% zgoda z autorem. Znaczenie terminu „indie” kompletnie się już zdewaluowało.

  7. Indie czyli independent developer ktorym sandfall jest.
    Indie to nie „bieda deweloper”

    • Tak tylko że sandfall nie do końca jest niezależny skoro uzyskał granty. Ponadto niezależność w branży do niedawna wiązała się z niskim budżetem i zespołem, po to właśnie powstała kategoria gier indie, by oddzielić te gry od tych tworzonych przez średnie i duże firmy. Half life był tworzony w lustrzanych warunkach jednak nikt nawet nie kwestionuje nazywania go grą AA albo AAA. Nawet autorzy E33 nazywali swoją grę „bardzo ambitnym projektem AA”

  8. Imho to określenie już dawno przestało znaczyć cokolwiek konkretnego, tak samo jak „gra RPG”.
    A Sandfall nie może być indie, jeśli pobrał kij wie ile zapomóg, dofinasowań, pożyczek, itd. Zazwyczaj takie rzeczy muszą iść na konkretne zadania, które zostały opisane we wnioskach o ten hajs.

  9. Możliwe że ocena niezależności E33 wynika ze stopnia zanurzenia oceniającego w indyczym świecie. Im więcej pływamy w AAA, tym bardziej independent Expedition się wydaje. Dla niezdecydowanych – rozsądnie uznać, że na temacie znają się spece od gier niezależnych, w tym dziennikarze od lat brodzący po pachy lub chociaż po pas w wodach indie.

  10. slychac wycie? Znakomicie

  11. Stworzenie gry nie wymaga milionów dolarów, tylko kasy na programy. Najdroższym obrazem sprzedanym na aukcji jest „Zbawiciel świata” (Salvator Mundi) autorstwa Leonarda da Vinci, który w 2017 roku został sprzedany za $450,3 miliona dolarów. Leonardo nie wydał na jego stworzenie nawet miliona dolarów. Tak samo jest z grami, ich stworzenie najbardziej wymaga czasu, a nie pieniędzy. Grę można tworzyć za grosze, kwestia opłacenia ludzi do tworzenia, to jest zupełnie co innego. Aby stworzyć świetną grę, oprócz czasu, potrzeba przede wszystkim wyobraźni, pomysłu. A nie pieniędzy. Dlatego nie wpłacam grosza na żadne zbiórki na tworzenie gier. Mogę zapłacić za efekt końcowy. Tak samo nie kupuję w ea. Jest to idealny sposób na wyciągnięcie pieniędzy od frajerów. Zbierze się grube tysiące, nie skończy gry i rozpłynie się w mroku. O ile zbiórki dowolnych kwot mogę jeszcze zaakceptować, to żądania 100 czy więcej złotych za grę we wczesnym dostępie, która z założenia może być pełna błędów, może być pozbawiona większości zawartości, to już naprawdę zwykłe wyłudzanie. Są gry na steamie, które są we wczesnym dostępie dostępne za niemałe kwoty, a które nie dostają nowej zawartości od np. 3 lat. Złodziejstwo pełną gębą. Trzeba być naprawdę walniętym, żeby płacić za ewidentne buble.

  12. skoro e33 to indie, to każda gra valve i nintendo również jest indie. przecież też są niezależni.
    uważam że w następnym roku powinno być to jakoś rozwiązane, choćby widełkowo. jeśli budżet produkcyjny danej gry jest powyżej jakiejś kwoty to może trafić do kategorii AA. balatro robione przez jedną osobę nie miałoby szans w tym roku z grą o budżecie 10 milionów dolarów. jeśli nie będzie zmian to tracić będą najmniejsi twórcy.

  13. Ani budżet ani wielkość studia nie mają znaczenia przy kategoryzacji indie.

    To co jest faktycznie problemem E33 żeby ich tak nazwać to fakt, że przecież mają zewnętrznego wydawcę, którego kontakty pomogły im chociażby zatrudnić gwiazdy do dubbingu. TO dyskwalifikuje grę jako indie, a nie ile milionów dał na nią stary szefa studia.

  14. Tęczowym ułomem jestem uwuuwu

  15. @alistair80 jeśli mamy się już całkowicie czepiać, to Da Vinci nie zobaczył nawet ułamka tej kwoty, ba, nawet nie wiedział co to dolary. Ale ja to ten głupi w internecie :/ .

  16. Nawiasem, wielcy producenci w kategoriach dla indie, to jak smurfienie w CS’sie :> .

  17. Wszystkiemu winni są „dziennikarze branżowi”. Specjalnie napisane w cudzysłowie bo większość nie nadawałaby się nawet do pisanie średniego bloga 10-15 lat temu. Przeinaczają, nadużywają i przypisują gatunki do gier które nie mają nic z tymi gatunkami wspólnego. Alan Wake 2 to według branży survival horror gdzie amunicja rzadko realnym problemem, Hades nazywany roguelike mimo progresu fabularnego czy trwałych ulepszeń. Jak tylko gra ma w sobie jakikolwiek elementy RPG od razu nazywana jest pełnoprawnym RPGiem zamiast „posiada elementy RPG”. Widziałem nawet określenie Life Is Strange jako gry przygodowej. Gatunki zostały rozciągnięte tak bardzo, że straciły sens, bo roguelike, metroidvania czy RPG lepiej się sprzedaje i generuje więcej kliknięć. Expedition 33 to z kolei gra co rusz nazywana indie, tymczasem od początku miała dosyć sporego wydawcę a co za tym idzie budżet AA, pełny voice acting, motion capture, zaawansowana reżyseria scen i zespół kilkudziesięciu osób. Indie jest tu użyte emocjonalnie, by podbić narrację o cudzie znikąd tymczasem do zwykła gra AA. Z takim podejciem można powiedzieć, że Tomb Raider to indie bo w Core Design pracowało wtedy niecałe 10 osób.

  18. Gra miała mniejszy budżet niż Hades I czy Hades II a nikt tym dwóm tytułom nie zarzuca że nie są indie przez budżet. Z kolei o CO niektórzy mówią że 10 milionów to za dużo na grę indie. To czemu Hades I z 15 milionami się kwalifikuje ?

  19. SiusiakDestroyer 14 grudnia 2025 o 09:32

    Gra RPG to z definicji gra w której odgrywam pewna rolę i to za pomocą naszych wyborów kształtujemy świat. Walka turowa i ulepszanie umiejętności to za mało aby nazwać grę pełnoprawnym RPG, szczególnie gdy obok mamy Henryczka (chociaż nawet tutaj niektórzy powiedzą że to nie RPG bo główny protagonista jest z góry określony) czy nawet TOW2. COE33 jest świetną grą i zasługuje na tytuł GOTY, ale nazwanie jej Best RPG przy takiej konkurencji to jakieś nieporozumienie. Może od razu dać jej statuetkę za najlepszą grę sportową bo ma minigrę „siatkówki”?

  20. „Walka turowa i ulepszanie umiejętności to za mało aby nazwać grę pełnoprawnym RPG,”
    Erpegi to cholernie pojemna grupa. Masz klasyczne cRPG, aRPG, jRPG, dungeon crawlery, nawet H&S. I każdy ma swój własny charakter i, zależnie od przyjętych kryteriów, każdej z nich można odmówić miana „pełnoprawnego RPG”. COE33 to jRPG pełną gębą, więc jak najbardziej się kwalifikuje.

    „szczególnie gdy obok mamy Henryczka (chociaż nawet tutaj niektórzy powiedzą że to nie RPG bo główny protagonista jest z góry określony)”
    No sam widzisz jak działa odmawianie grze przynależności gatunkowej, tylko z powodu osobistych preferencji.

    No ale zgodzę się, że nagrodę dla najlepszego RPG powinno jednak zgarnąć KCD2.

  21. @Zdzichu – chyba wiesz o co mi chodzi. Jeśli na stworzenie gry idą miliony to są to miliony dla ludzi. Przecież nie na samo pokrycie kosztu stworzenia programu komputerowego używanego do tworzenia muzyki, grafiki itd. Budżet kilku milionów na grę idzie w zdecydowanej większości na wynagrodzenia i premie prezesów, a nie na pensje dla zwykłego pracownika. W artykule jest napisane, że budżet w skrajnych wypadkach może wynosić nawet powyżej 100 MILIONÓW DOLARÓW. Stworzenie żadnej gry wirtualnej nie może tyle kosztować. Jest to totalny absurd.

  22. Z tym wydawcą to też nie jest tak do końca bo np takie Raw Fury wspiera właśnie małe studia i ma na koncie gry takie jak Dome Keeper czy Kingdom (nie deliverance). Id Software obecnie wspiera boomer shootery. To są zdecydowanie indyki chociaż logo tego wydawcy pojawia się na ekranie startowym. Tutaj raczej chodzi o skalę. O pewne kompromisy gdzie stosujesz prostą grafikę i eksperymentujesz z mechanikami. Budżet też ma być mały. 10 baniek to może nie robi wrażenia przy takim Ubisofcie, ale to nadal są pieniądze za które można by wyprodukować z 300 Balatro albo Megabonków. Tutaj bym zastosował kryterium, że grupa ludzi robiła coś własnym nakładem i ich wkład był większy niż wkład wydawcy. Licząc oczywiście czas jako wkład. Jeżeli Expedition 33 miało 10 mln to raczej wszyscy tam dostawali wypłaty :).

  23. Myślę, że definicja indie rozciągnęła się na tyle, że ciężko jest jakkolwiek zarówno bronić jak i atakować Ekspedycję. Że budżet 10 mln? No ok, Hades miał więcej – a czy to znaczy że Supergigant przestał być Indie studiem? Można by się przyczepić, że Sandfall weszło pod skrzydła Keplera (bez którego po prawdzie ciężko by było osiągnąć ten poziom dopracowania – zabezpieczenie finansów i wsparcie twórcze na pewno wiele dały), ale wciąż są twórcy Indie mający wydawców – takich jak Kepler, którzy się w tym segmencie specjalizują.
    Problemem jest brak takiej pośredniej kategorii na gry AA właśnie. A patrząc tak absolutnie purystycznym okiem – prawdziwie „Indycze indyki” na takich galach co do zasady się nigdy nie pojawiają. Balatro było błędem w Matrixie, nie regułą.

  24. No ale jest dokładnie odwrotnie. Jeżeli masz normalną firmę, zatrudniasz developerów, grafików, muzyków i co miesiąc im płacisz to to nie jest indie firma. Indie to masz wtedy kiedy osoba lub osoby tworzące mają całkowitą wolność twórczą. Same podejmują decyzje. Jak masz 30 osób w firmie to na pewno tak nie jest. Masz całe planowanie, cześć pomysłow jest odrzucana itd td. Normalna firma to jest po prostu. Claire Obscure to jest po prostu segment AA. To, że to przebiło Kingdom Come Deliverence w kategori rpg to jest absurd.

  25. Z komentarzy wynika, że tak samo jak wojenni uchodźcy nie mogą być normalnie ubrani, mieć smartfonów, samochodów i rasowych kotów tylko być obdarci, brudni i z małym tobołkiem na plecach, tak samo indie to brak wydawcy (a Devolver, który małymi twórcami stoi?), środków, narzędzi, umowy o pracę, spanie pod biurkiem. Czasy się zmieniły, definicja indie też jest inna niż lata temu – Indie weszło do mainstreamu i stało się jego częścią – mój ulubiony hipsterski zespół z garażu, o którym wiedziałem zanim stał się modny, teraz wyprzedaje stadiony (a czy mi się to podoba to już osobny temat).
    Tylko jak zatem nazwać teraz tych, którzy dla kontrastu wobec takiego „wysokobudżetowego indie” faktycznie tworzą gry bez budżetu, nie mają założonej działalności pod ten proceder a zysk? Jaki zysk? Dla nich przydałaby się jakieś nowe określenie – gry kraftowe? Cottage games? Gry DIY?
    PS. Do dyskusji o tym, czy jakaś gra to RPG, czy nie, bo w każdej grze odgrywasz jakąś postać dodałbym próbę zakwalifikowania gier do sandboksu, czyli takiej konstrukcji rozgrywki, która umożliwia graczowi stawianie sobie i realizowanie własnych celów. Przez lata czytałem w prasie o GTA 3 jako o synonimie słowa „sandbox”, tymczasem po latach dowiedziałem się, że GTA 3 nie jest sandboksem, bo… nie ma craftingu.

  26. Czy w definicję gry indie wpisane jest, że ma być to gra tania? Jeśli tak to gdzie jest granica i czy podlega ona inflacji i zmianom rynkowym? Jak dla mnie Expedition 33 to jest indie, nie w pixelarcie bo to też pewnie coś co ktoś mógłby powiedzieć ale dalej indie. Jeśli kwestia RPG też jest podwarzana, to rozumiem, że jak RPG turowe, jest zmodernizowane poprzez element zręcznościowe to już nie jest turowe ani RPG? :).
    A na sam koniec, ja rozumiem, że choćby Kingdom Come 2 jest grą naprawdę wybitną i wspaniałą, trafiła w rok, gdzie została po prostu przyćmiona przez grę, która miałaby szansę przyćmić większość gier na przestrzeni historii gamingowych, tyle, że każdy z nas ma Swoje growe preferencje w tym ja. Natomiast kto wyjmie z tej gry same mechaniki RPG czy tam zręcznościowe, dostanie FENOMENALNĄ fabułę, śmiem stwierdzić jedną z najlepszych w historii gamingu(też kwestia gustu ale moim zdaniem to po prostu dzieło sztuki), jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych jakie słyszałem, atmosferę, która upina to pięknie w klamrę, no i grafikę tworzącą piękną kokardę do wyżej wymienionych. System walki choć niby turowy RPG a jednak z powiewem świeżości, jakich ten gatunek rzadko uświadcza. A na deser wyjątkowa historia powstawania tej gry. Mnie ta gra porwała i czułem się jak przy konsumpcji dzieła audiowizualnego, bardziej niż „graniu w grę”, ale rozumiem, nie wszyscy musimy się we wszystkim zgadzać i mieć te same gusta, bo świat byłby nudny.

  27. Ale tu nie mówimy ze E33 to zła gra tylko nie każdy się zgadza co do tego, że to jest indie. Sam grałem w to i jest zajebiste, ale to nie ma nic do rzeczy. Sposób wytwarzania ma znaczenie. Jak masz studio i ludzi i płacisz im wypłaty i zarządzasz nimi jak normalną firmą to to nie jest indie. Nawet jak by miało pixelart.

    Żeby było śmieszniej sam teraz robię grę no i to jest tak, że codziennie przed albo po pracy siadam sobie na 2-3 godziny i cisne tak od 2woch lat. Takich jak ja jest całkiem sporo i to jest właśnie to całe indie. Może będe szukał wydawcy który wspomoże jakimś groszem, ale tutaj mowimy o jakimś 200-300k zł a nie 10 baniek błagam was :D.

    Wy patrzycie na output(na gre patrzycie) i mówicie, że to indie albo nie indie a ważny jest sposób w jaki gra powstaje. Jakby co to nie mam o to bólu dupy tylko chce wyprowadzic niektórych z błędu :).

  28. Małe studio / gra wydana poza standardowym systemem i bez udziału wielkiego doświadczonego studia = indyk 🤷🏻
    To że ktoś miał swoje pieniądze lub był w stanie ogarnąć sobie dofinansowanie to już źle 😏
    Ciekawe że jak poprzednia gra od Keplera była nominowana to nikt nie zwrócił uwagi 😏

    I te płaczące głosy że JRPG to nie RPG….tak samo action RPG to nie RPG więc i kcd2 nie powinno dostać statuetki…czyli z dwóch gier które nie powinny dostać nagrody – dostała ta lepsza 😏

    • Tylko zamiast mieć dużo kategorii to zmierzamy do tego, że na wszystko co nie jest AAA można powiedzieć, że to indyk. Bo małe studio. No nie ma to żadnego sensu.

  29. Podziwiam że pan Karol potrafi napisać jebitny artykuł i jeszcze potem godzinę rozprawiać na temat problemu, który sam wymyślił xd

Skomentuj Zdzichu Anuluj pisanie odpowiedzi