Przeczytałem oficjalną książkę kucharską ze świata Gothica i to nie do końca to, czego oczekiwałem

Przeczytałem oficjalną książkę kucharską ze świata Gothica i to nie do końca to, czego oczekiwałem
Nie da się zaprzeczyć, jest to jeden z najciekawszych gadżetów THQ związanych z Gothicem.

Kiedy w 2023 roku CD Projekt Red wypuścił oficjalną książkę kucharską ze świata Wiedźmina, THQ Nordic postanowiło pójść w ślady polskiej firmy – „Gothic: Das offizielle Kochbuch” pojawił się w 2024 w języku niemieckim i wszyscy obstawiali, że nie doczeka się przekładu. Aż tu w grudniu 2025 Open Beta wydała przepiśnik na naszym rodzimym rynku, dosłownie miesiąc wcześniej ogłosiwszy datę premiery.

Za dzieło odpowiada Tom Grimm, pracujący wcześniej nad książkami kucharskimi z uniwersów Harry’ego Pottera czy Władcy Pierścieni, choć trzeba dodać, że te w tytułach mają dopisek „nieoficjalne”. Ów dżentelmen zetknął się w przeszłości z samymi grami Piranha Bytes, przygotowywał bowiem oficjalny poradnik do Risena i, podobnie jak nasz redakcyjny kolega b-side, do Risena 2: Mrocznych wód. Fotografie potraw wykonał z kolei Dimitrie Harder.

Witamy w kolo… w kuchni!

Zanim przejdziemy do treści, pochylmy się nad samym wydaniem. Mowa o porządnej twardej oprawie, pierwsze i ostatnie dwie strony wykonane zostały zaś z miękkiej tektury i znajduje się na nich mapa świata z Gothica 3, łącząc się w jedną ilustrację z wewnętrznymi częściami okładek. Reszta kartek to śliski papier dobrej jakości. Nie śmierdzi, co może zdawać się abstrakcyjnym stwierdzeniem, ale niektóre wydawnictwa próbują zaoszczędzić przy drukowaniu na tuszach i papierze.

W środku zobaczycie różnego rodzaju ilustracje. Poza wspomnianymi fotografiami potraw książka jest wypełniona rozmaitymi grafikami koncepcyjnymi i materiałami promocyjnymi. Co zaskakujące, nie tylko z samego remake’u Gothica, ale też z „trójki”. Niektóre z nich zmodyfikowano, by przypominały dzieła stworzone za pomocą ołówka.

Pierwsza połowa każdego tekstu to „opowieść” o konkretnym daniu, którą snuje Snaf, obozowy kucharz, będący – w ramach umownej narracji – autorem książki (co podkreślono imitującym odręczny charakter pisma, wyróżniającym się na tle reszty fontem). Druga część natomiast zawiera już faktyczną recepturę. Całość z kolei graficznie bazuje na elementach interfejsu ze zremake’owanej „jedynki” (przynajmniej tego znanego z prologu z Nyrasem), czego nie jestem fanem, bo uważam go za mało atrakcyjny wizualnie.

Snaf przedstawia

Jeśli chodzi o przepisy, to część z was muszę z góry rozczarować, ale nie będziemy pochylać się nad wykonalnością potraw. Problem nie leży w umiejętnościach kucharskich recenzenta (no, wody nie przypalę) – po prostu chciałbym skupić się na samym lore’owym aspekcie posiłków, np. czy skazaniec albo kucharz obozowy mógłby te dania przygotować.

I jak z tym wewnątrzgrowym realizmem wybranych przepisów? Różnie. Książka rozpoczyna się przedmową Snafa. Dowiadujemy się, że nie był on pierwszym kucharzem w Starym Obozie, ale gdy jego poprzednik, Smut (zobaczymy, czy w remake’u ktoś tę informację potwierdzi), został jedzeniem dla kąsaczy podczas jednej z wypraw po składniki, nasz ulubieniec zgłosił się na ochotnika.

Początkowo nie posiadał żadnych zdolności kucharskich, ale z czasem, motywowany chęcią niedostawania po twarzy za niezbyt zjadliwe potrawy, stawał się coraz lepszy i coraz bardziej kombinował z doborem składników przy przygotowywaniu kolejnych kulinarnych wynalazków. Książka przyjmuje więc formę spisu wszystkich tych eksperymentów, które Snaf zdecydował się przeszmuglować poza Stary Obóz, by inne osoby w Kolonii, a może i poza, mogły je wypróbować.

Przez żołądek do serca

Jako że Khorinis ma trochę inną florę i faunę od naszego rzeczywistego świata, Snaf w swoich przepisach zaproponował alternatywne składniki, które szczęśliwym trafem można kupić w Biedronce czy w innym Lidlu. Gdyby jednak porównać wartość owych składników do tych z Gothica, to „nasza” wersja wychodzi raczej o wiele drożej. Na tyle drogo, że zwykły kopacz prawdopodobnie nie byłby w stanie przygotować wybranych dań. Szczególnie że mięso chrząszcza w dwóch potrawach zastępują krewetki tygrysie.

Jeśli chodzi o same anegdotki Snafa dotyczące jego przepisów, to mam trochę mieszane odczucia. Autor sprawia wrażenie, jakby grał w Gothica, ale dość dawno temu, przez co pomieszała mu się druga część z pierwszą. Dowodu można szukać przy recepcie na specjalny gulasz, gdzie wspomina, że autorka potrawy, Thekla, gotuje na farmie Onara dla rolników i najemników, a jednocześnie Snaf kiedyś w trakcie odwiedzin zachował się wobec niej nieprzyzwoicie.

Wszystko fajnie, to bowiem nawiązanie do drugiego Gothica, ale całość jest pisana z perspektywy kucharza uwięzionego za Barierą. Czy to oznacza, że autor uważa, iż farma Onara też się tam znajduje, czy po prostu doszukuję się w tym zbyt dużej głębi? Tak samo wspomina Gerolda, strażnika i głodomora, który strzeże więzienia… lecz dopiero w „dwójce”.

Opowieści smakowitej treści

Zaskakuje mnie też, iż możemy zobaczyć tu odniesienia do średnio przyjętego Gothica 3, a nawet do Arcanii – odważny, żeby nie powiedzieć ryzykowny, ruch. Do „trójki” nawiązują głównie nazwy alkoholi, jak Tunelowy Bulgot czy Nordmarska Starka. Inspiracje czwartą odsłoną serii są dość widoczne, gdyż jedna potrawa nazywa się Stewarskim Garnkiem (Stewark to miasto w Arcanii).

Nieco bawi mnie natomiast fakt, że część potraw Snaf sprzedaje nam w taki sposób, jakby były najbardziej niejadalnymi daniami pod słońcem. Niby stoi to w sprzeczności z założeniami książki kucharskiej, ale za to oddaje trochę klimatu i humoru Gothica, co szczerze szanuję.

I choć książkę wykonano dość solidnie, tak całościowo jej wartość merytoryczna pozostawia wiele do życzenia. Spodziewałem się pozycji koncentrującej się na smaczkach z remake’u Gothica, przygotowującej nas poniekąd na światotwórcze odświeżenia i nowinki, odnoszę natomiast wrażenie, że Grimm miał problem z określeniem tożsamości swojego działa i nie wiedział do końca, o czym pisać. Szkoda. Ale przynajmniej coś sobie upichcicie.

PS Chciałem podziękować mojemu znajomemu, Mateuszowi, znanemu również jako Zgredol (i jako autor wielkiej kolekcji gadżetów, które dwa lata z rzędu mogliśmy oglądać na CD-Action Expo), bo w ramach prezentu bożonarodzeniowego wysłał mi niniejszą książkę paczkomatem.

2 odpowiedzi do “Przeczytałem oficjalną książkę kucharską ze świata Gothica i to nie do końca to, czego oczekiwałem”

  1. A jest przepis na kanapki z wilka, co ma się je w kieszeni kilka?

  2. Jestem dumny z tego, że to mam.

Skomentuj Bodzio96 Anuluj pisanie odpowiedzi