Super, że Disco Elysium ma swoich godnych następców. Szkoda, że jeden z nich jest tak cholernie problematyczny

Super, że Disco Elysium ma swoich godnych następców. Szkoda, że jeden z nich jest tak cholernie problematyczny
Steam Next Fest 2026 przyniósł wersje demonstracyjne Zero Parades: For Dead Spies i Esoteric Ebb, czyli dwóch nadchodzących discolike’ów. Powiem tak: mamy na co czekać, ale mamy też twardy orzech do zgryzienia.

Żadne to malusieńskie demka czy – cytując Ferdynanda Kiepskiego – kupne pizdryki. To pełnoprawne „erpegiszcza” starczące na sporo zabawy, domyślnie więcej niż na jeden krótki wieczór. Przepiękna sprawa, zwłaszcza, że mowa o wersjach testowych i, co istotne, w pełni darmowych. Steamowy festiwal gier niezależnych pozwala bowiem spędzić 5-6 godzin z Zero Parades (nowa produkcja studia ZA/UM – niby odpowiedzialnego za kultowe Disco Elysium, ale tam niemal nikogo z pierwotnej ekipy już nie ma) oraz przejść cały pierwszy akt arcanepunkowego RPG pt. Esoteric Ebb, stanowiący nawet 50% całej fabuły. A w przypadku tego drugiego tytułu możecie nawet przenieść swój zapis z dema do podstawki gry, która ma zapremierować już bardzo niedługo, bo lada miesiąc.

Jako naczelny psychofan Disco Elysium w redakcji CD-Action, spędziłem już trochę czasu z obydwoma wyżej wspomnianymi tytułami i z ulgą mogę rzec, że czeka nas wszystkich piękna przyszłość. Gatunek discolike’ów, a więc gier czy to RPG, czy to przygodowych, silnie inspirowanych losami Harriera DuBois oraz Kima Kitsuragiego, raptownie się rozwija, a w 2026 roku nabierze ultrarozpędu właśnie za sprawą Zero Parades i Esoteric Ebb. Pamiętajmy jednak, że już wcześniej tytuły pokroju dylogii Citizen Sleeper, Norco czy Sovereign Syndicate ciekawie ową formułę reinterpretowały. Żeby jednak nie było za słodko, pojawia się istotny problem natury ideowej i konsumenckiej zarazem. I choć muszę go przytoczyć, aby pozostać w pełni uczciwym i lojalnym wobec pokrzywdzonych developerów, tak wpierw skupmy się na samych demach. A na bolesny kontekst i niemałą moralną zagwozdkę przyjdzie czas potem.

Zero Parades: For Dead Spies

Magiczny Esoteric Ebb

Zacznijmy od dzieła o czystej duszy, niemającego nic na sumieniu. Oto passion project człowieka renesansu – Christoffera Bodegårda. Artysta ten, mając w pamięci wybitny Planescape: Torment, świeżo po ograniu Disco Elysium, postanowił samodzielnie zaprojektować własną grę RPG opartą na rozwiązaniach i pomysłach z dwóch wymienionych arcydzieł. Napisał więc ponad milion słów scenariusza z masą rozgałęzień, zaprojektował samodzielnie wszystkie systemy oraz mechaniki, a wszystko to przełożył na kod jako świeżo upieczony programista po studiach na jednym ze szwedzkich uniwersytetów. Nieoceniona okazała się jednak przy okazji pomoc wydawcy, Raw Fury. Zapewnił on nie tylko dodatkowe assety i narzędzia, ale też umożliwił skorzystanie ze zdolności utalentowanych muzyków oraz grafików.

Co z tego wyszło? Bardzo nietypowy mariaż klasycznego erpega fantasy odwołującego się do tabletopów pokroju Dungeons & Dragons ze współczesnym podejściem do systemów dialogów i rozwoju postaci. Już na początku, w menu głównym, gdy ustalamy wartości statystyk swojej postaci, zasypani zostajemy tekstem, informującym co każda z cech oznacza dla protagonisty – Kleryka badającego tajemnicę eksplozji herbaciarni – pod kątem mechanicznym i narracyjnym. 

Esoteric Ebb

W taki oto sposób siła nie tylko wpływa tu na udźwig postaci, ale szepcze nam do ucha nacjonalistyczne hasła. Ponadto charyzma może i poprawi zdolności oratorskie, ale jednocześnie utożsamiana jest z centrystycznym światopoglądem i manipulatorskimi zagrywkami, a nie szlachetnością i dobrocią. A inteligencja i mądrość? Owszem, ta pierwsza pomoże w posługiwaniu się zaklęciami, ale uczyni z nas zapatrzonego w swoją potęgę egocentryka, ta druga z kolei poza dodatkowymi slotami na czary zagwarantuje propagandę opozycyjnych działań krasnoludzkiej klasy robotniczej.

Statystyki, które pełniły procentowe czy pasywne funkcje w takim Baldur’s Gate czy Falloucie, tutaj się stają się osobnymi bohaterami, odcieniami osobowości, a nawet politycznymi agitatorami. Wypada to co najmniej ciekawie, zwłaszcza w kontraście z bardzo kolorową, radosną stylistyką gry i groteskowym scenariuszem przeplatającym rozbudowany frakcyjnie, geograficznie i historycznie świat z humorystycznymi, lekkimi konwersacjami. Oryginalna rzecz w świeży sposób reinterpretująca „izometryczne” starocie.

Esoteric Ebb

Zaskakujące Zero Parades

W zupełnie inne tony uderza Zero Parades: For Dead Spies, któremu o wiele bliżej koncepcyjnie do Disco Elysium. Zamiast skacowanego detektywa o autodestrukcyjnych skłonnościach wcielamy się w agentkę wywiadu na skraju załamania nerwowego. Trochę inne fuchy, ale podobny psychologiczny rys i emocjonalny stan – ponadto główna bohaterka, Hershel Wilk, określana zostaje równie dziwacznym drzewkiem umiejętności, co Harry DuBois, choć nieco skromniejszym.

Spośród piętnastu zdolności podzielonych na trzy gałęzie (fizyczne, społeczne i intelektualne) i biorących aktywny udział w monologach wewnętrznych, dyskusjach z enpecami oraz interakcjach z otoczeniem mamy do czynienia z różnorakimi stronami naszego profilu charakterologicznego. Możemy rozwijać choćby wpływ instynktownych działań i podświadomych myśli na nasze poczynania, znamienną dla szpiega opcję wtopienia się w tłum i ukrycia swoich prawdziwych intencji czy krewniaka Lynchowskiego Inland Empire (pod nazwą Entaglement), będącego abstrakcyjną siłą łączącą świat zewnętrzny z prądami wymykającymi się prawidłom naszej rzeczywistości.

Zero Parades: For Dead Spies

I choć scenariusz, podobnie jak w DE, ucieka w nieprzewidziane nurty literackiego strumienia świadomości, to wydaje mi się on po pierwsze nieco przystępniejszy (również ze względu na prostszą angielszczyznę), a po drugie stojący na własnych nogach. Pojedyncze rozmowy z enpecami potrafią tu trwać nawet do kilkunastu-kilkudziesięciu minut, stanowiąc zamknięte rozprawki natury egzystencjalnej, satyrycznej bądź politycznej. Interfejs doczekał się jeszcze większego unowocześnienia, a strona wizualna, choć czerpiąca z dorobku Aleksandra Rostova, wydaje się nieco mniej stonowana, wyraźnie akwarelowa – łącząca surrealizm bardziej z modernizmem i technofuturyzmem niż brutalizmem czy socrealizmem. Nie dostrzegłem tu za wiele mrugnięć okiem w stronę fanów Elysium, bo też najpewniej osiągnęłyby one efekt odwrotny od zamierzonego, czyli rozsierdziłyby graczy. I choć demo Zero Parades bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, tak rozumiem złość internautów na ZA/UM, bo sam zły jestem. Po prostu trudno znaleźć tutaj złoty środek.

Nieszczęsne ZA/UM

Jeśli bowiem nie wiecie, oryginalni twórcy Disco Elysium nie pracują już w studiu, którego byli założycielami. Ba, zostali okradzeni z praw do tworzenia w konstruowanym przez ponad dekadę, autorskim świecie Elysium, IP zostało im brutalnie odebrane, do dziś toczą batalię w sądzie z prezesem firmy, Ilmarem Kompusem. W międzyczasie ZA/UM zasiliła świeża krew – ludzie niemający nic wspólnego z wrogim przejęciem marki, a raczej grono artystów potrzebujących pracy bądź pragnących działać pod szyldem kojarzonym z jednym z najwybitniejszych erpegów wszech czasów.

Sporo więc w sieci negatywnych głosów, protestów, nie brakuje także hejtu. Część fanów Disco Elysium aktywnie bojkotuje działanie ZA/UM, uznając je za nielegalne. Zniechęca innych ludzi do wspierania działalności firmy, pobierania wersji demonstracyjnej Zero Parades, a zwłaszcza kupowania nadchodzącej gry. Sporo z nich mówi nawet wprost o tym, że najlepszą opcją dla chętnych graczy jest spiracenie For Dead Spies – właśnie w geście sprzeciwu.

Nie jest to jednak w mojej opinii rozwiązanie uniwersalnie słuszne. Paradoks całej tej sytuacji zresztą bardzo mnie uderza, bowiem nie istnieje dobre wyjście. Gdybyśmy mówili o kontynuacji Disco Elysium autorstwa aktualnego ZA/UM – byłoby mi prościej wyrokować. Wówczas mielibyśmy przecież do czynienia z godnym potępienia przypadkiem wykorzystania wrogo przejętego IP i cudzego fikcyjnego uniwersum. Postawiono jednak na całkowicie nową historię, przynajmniej chwilowo odcinając się od dorobku Roberta Kurvitza, co powinno stanowić okoliczność łagodzącą. I to nawet jeśli wciąż firma reklamuje swój produkt nietrafionymi, prowokacyjnymi hasłami w stylu: „Gra twórców Disco Elysium”. 

Co przyniesie nielegalne pobranie Zero Parades? Szkodę zarówno dla korpogłów z ZA/UM, jak i niewinnych, pracujących w pocie czoła developerów. Czy więc powinniśmy ów tytuł kupić i promować? Na pewno przyczyni się to do docenienia wysiłku scenarzystów, grafików i programistów i zachowania przez nich miejsc pracy, ale wówczas legitymizujemy słuszność rynkowych działań oficjeli bez kręgosłupa moralnego. Stoimy więc w rozkroku pomiędzy dziełem sztuki a kapitalistycznym systemem, gdzie dobro pracownika tudzież artysty uzależnione jest od dobra szefostwa i naszych konsumenckich decyzji. Chciałbym więc podzielić się rozwiązaniem idealnym i wyciągnąć z kapelusza pomysł, który pogodzi nas wszystkich i doprowadzi do pokoju na świecie, ale żaden ze mnie magik. Na ten moment mogę jednak jedynie powiedzieć, że zagrałem w dwie świetne gry, które dużo namieszają w gatunku erpegów, ale sukces jednej z nich może być efektem czegoś, czego nie lubimy, a do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić – zgniłego kompromisu.

11 odpowiedzi do “Super, że Disco Elysium ma swoich godnych następców. Szkoda, że jeden z nich jest tak cholernie problematyczny”

  1. Trudno się dziwić, że gra przypomina Disco Elysium skoro odpowiada za nią część zespołu pracująca nad oryginałem. To już któryś artykuł z kolei, w którym redakcja idzie w zaparte, że w ZAUM nie pozostał nikt z oryginalnych twórców. Ewidentnie przydałoby się trochę więcej dowiedzieć w temacie zamiast powtarzać plotki.

    • A kto pozostał w firmie z oryginalnego kolektywu artystycznego ZA/UM poza Kosmosem, który wypiął się na Argoo Tuulika i Dorę Klindzić, i dokonał niemałej oportunistycznej zagrywki, aby zyskać w oczach Ilmara Kompusa i Toniego Haavela?

      Który z autorów świata Elysium obok Roberta Kurvitza, Helen Hindpere, Aleksandra Rostova czy Martina Luigi? Może sam Kaur Kender jako osoba, która wprowadziła estońskich artystów do świata gamedevowego biznesu? A może ktokolwiek z przytaczanych w kilkuodcinkowym materiale noclip Tallińczyków?

      Czekam cierpliwie na obalenie plotek, które powtarzam. Mam nadzieję, że otrzymam na nie konkretne dowody i dokształcę się w temacie.

  2. A mi dalej marzy sie Dico Elysium 2 z Harrym i Kimem w rolach glownych rozwiazujacych sprawe w jednym z miast dystryktu Jamrock = chce tego samego tylko wiecej .

  3. Czemu piracenie jest szkodą dla deweloperów? Oni przecież mają normalne wynagrodzenie za pracę, to firma się bogaci na sprzedaży. Oczywiście straciliby pracę gdyby studio upadło, ale pieniędzy nikt im nie zabierze

  4. Kurde, to jest naprawdę duży dylemat, sam nie wiem, co zrobię po premierze, ale demo chyba jednak odpalę.

    Dobrze, że choć Esoteric Ebb nie ma takiego bagażu. Super, że tak głowiaste gry robią tyle szumu.

  5. Co do nowych pracowników, to każdy orze jak może,
    ALE

    • raczej wiedzieli w co się pakują, że wchodzą w buty poprzedników;
    • nie jest to trochę jakby szantaż emocjonalny? – „Co prawda wyruchaliśmy pierwotny zespół, ale teraz mamy nowy, więc kup naszą kolejną grę, bo im będzie trudno.”

    Jeśli już bawić się w jakiś bojkot, to właśnie taki który piętnował by takie skurwysyństwo. Aby pokazać, że na takie praktyki nie ma miejsca. To jak gangrena, trzeba ją wypalić za wszelką cenę. Bo sam przyznasz, że chyba lepszym wyjściem jest bankructwo takiego studia, niż sygnał że takie działania to niezły biznes plan.

    • Oczywiście, że uważam, iż ZA/UM w takiej formie istnieć nie powinno i jego casus jest wręcz patologiczny. Zastanawia mnie tylko, czy nie lepszą formą bojkotu dla osób zaangażowanych fandomowo nie jest całkowite zignorowanie gry, zamiast jej piracenia. Bo zakładam, że skończy się to na tym, iż ludzie zaczną uprawiać hateplaying, wyciągając ich zdaniem tragiczne dialogi, bugi i w zasadzie wchodząc na banię devom, zamiast skupić się na źródle problemu, czyli strukturze i górze ZA/UM.

      • „Zastanawia mnie tylko, czy nie lepszą formą bojkotu dla osób zaangażowanych fandomowo nie jest całkowite zignorowanie gry, zamiast jej piracenia.”

        W pełni się zgadzam, całkowicie, sam nie odpalę nawet dema.

        Ale Eba sprawdzę, dzięki za polecajkę.

    • „Postawiono jednak na całkowicie nową historię, przynajmniej chwilowo odcinając się od dorobku Roberta Kurvitza, co powinno stanowić okoliczność łagodzącą.”

      Kurde, okolicznością łagodzącą by było zrobienie RTS-a z fotorel grafiką, a nie gry która wygląda i działa jak sequel DE.

      • Gdybym widział tam Disco Elysium 2 albo cokolwiek związanego z uniwersum DE, to uznałbym to za okoliczność dyskwalifikującą.

Skomentuj Quetz Anuluj pisanie odpowiedzi