5
23.07.2022, 07:00Lektura na 9 minut

Huawei MatePad Paper – test... tabletu? Czytnika ebooków? Notatnika?

To chyba najbardziej nietypowe urządzenie tego roku. Oto bowiem Huawei wypuścił... tablet z ekranem typowym dla czytników ebooków. Czy taki pomysł ma w ogóle sens?


Grzegorz „Krigor” Karaś

Z czytnikami elektronicznych książek sprawa wygląda tak, że mamy urządzenia Kindle’a, potem zaś... długo, długo nic i dopiero wtedy do gry wchodzą oparte na Androidzie alternatywy. Być może to zbyt ostry podział, ale fakty są takie, że sprzęt Amazona, nawet biorąc pod uwagę jego ograniczenia (których część, swoją drogą, ma niedługo zniknąć), cieszy się niesłabnącą popularnością. Huawei na swój czytnik ma jednak ciekawy pomysł, czym może niektórych skusić. Wiąże się to niestety z walką z brakami, błędami i niezbyt trafnymi rozwiązaniami.


Nie tylko czytnik

W porównaniu do typowego „kundelka” Huawei MatePad Paper jest znacznie większy. Kusi dotykowym ekranem o przekątnej 10,3″, rozdzielczości 1872 × 1404 i zagęszczeniu pikseli 227 ppi. Nie zabrakło tu rzecz jasna podświetlenia, nowinką zaś – przynajmniej z perspektywy nałogowych czytaczy książek – jest jednak co innego: to rysik Huawei M-Pencil drugiej generacji, który znajdziemy w opakowaniu wraz z estetycznym, magnetycznie przypinanym etui dla całego zestawu. Wspomnianą osłonę przygotowano tak, aby oprócz tabletu obejmowała ona swym zapięciem także stylus. Ten z kolei przypinany jest do prawej krawędzi obudowy urządzenia (również magnetycznie), z którym łączy się, korzystając z protokołu Bluetooth, a nieużywany – ładuje się indukcyjnie. W praktyce więc zawsze mamy go gotowego do akcji. Super!

Huawei MatePad Paper
Huawei MatePad Paper

Zwłaszcza że to bardzo użyteczny wynalazek. Pisze się nim niezwykle przyjemnie – lag jest niemal niezauważalny (producent deklaruje 26 ms opóźnienia, a stylus potrafi rozpoznać 4096 poziomów nacisku). Ogółem sprzęt wypada więc dobrze – niestety Huawei MatePad Paper pokazuje swoje słabe strony dopiero wtedy, gdy spojrzymy na szczegóły.


Oprogramowanie potraktowane po macoszemu

Szczerze się zdziwiłem już na etapie konfiguracji urządzenia. Okazało się bowiem, że jedyną opcją zalogowania się do ekosystemu Huawei jest... kod QR oraz konieczność skorzystania z innego urządzenia tej samej firmy. Jeśli takowego nie macie... cóż, w inny sposób nie da rady się uwierzytelnić. Ale wiele w ten sposób nie stracicie: aplikacje można pobierać tak czy inaczej bez wpisania się na konto Huawei, marna to jednak pociecha, gdyż w sklepie znajdziecie ich tyle co kot napłakał. Na szczęście nie zabrakło w nim tych chyba najważniejszych dla polskiego czytelnika: programów Legimi oraz Empiku, które są najwygodniejszym źródłem książek.

Huawei MatePad Paper
Huawei MatePad Paper

Poza tym mamy także dostęp do apki Księgarnia Huawei – tej jednak nie warto polecać, gdyż publikacji po polsku nie ma ona zbyt dużo, a filtr naszego języka działa jedynie na stronie głównej, gdzie znajdują się polecane pozycje. Gdy zanurzymy się w poszczególne kategorie i zechcemy ręcznie przegrzebać rzeczoną bibliotekę, to opcji „pokaż polskie książki” zwyczajnie nie uświadczymy. Koniec końców jednak – co muszę podkreślić – Huawei MatePad Paper jako czytnik książek sprawdza się dobrze (o akumulatorze będzie potem...), a wymienione niedociągnięcia dotyczą natywnego oprogramowania Huaweia. Oprócz korzystania z dwóch wspomnianych rodzimych programów mamy też zresztą możliwość zaimportowania na Półkę z książkami (to taka apka-hub w systemie urządzenia) własnych pozycji przez zwyczajne wgranie ich lub przeniesienie z innego produktu Huaweia.


Pomysł fajny, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia.


Rozczarowaniem jest również... brak natywnej aplikacji do rysowania. Ponownie: to kwestia mikrego asortymentu w sklepie Huaweia, nie zaś niedociągnięć w budowie samego urządzenia. Do dyspozycji mamy bowiem notatnik, w którym oczywiście możemy sobie bazgrać do woli, korzystając z różnych wirtualnych przyborów (pióro, ołówek, mazak, długopis), trzech barw oraz takiej samej liczby grubości linii. Miłe to i funkcjonalne, ale do takiego choćby Painta – pod względem samego rysowania – Notatkom Huawei jednak daleko.


Notowanie!

Sama możliwość notowania wypada zaskakująco wręcz dobrze. Huawei MatePad Paper towarzyszył mi już na dwóch wyjazdach służbowych i przez ten czas zapomniałem o tradycyjnym papierze i długopisie. Serio, wrażenia są jak najbardziej naturalne. Do dyspozycji dostajemy zwykłe pisanie ręczne, zrobimy też notatki głosowe, uzupełnimy całość grafikami i tradycyjnym dla urządzeń elektronicznych tekstem maszynowym. Ponadto każda „kartka” może mieć własny schemat linii prowadzących, a w razie potrzeby skorzystamy także z modułu rozpoznawania pisma.

Ten ostatni działa całkiem nieźle, choć nieco gorzej od tego, co pokazał Samsung w ostatnim flagowcu – siłą rzeczy system posługuje się przy odszyfrowywaniu pisma odręcznego słownikiem, jeśli więc ktoś pisze niewyraźnie, robi błędy ortograficzne i używa słów, których we wspomnianym słowniku brakuje, to będą pojawiać się pomyłki. Koniec końców jednak to fajna opcja i należy ją zaliczyć na poczet zalet. Same notatki zaś możemy sobie bez przeszkód kategoryzować czy dodawać do ulubionych – łatwo się więc w tym cyfrowym zbiorze połapać, nawet jeśli używamy tego nietypowego tabletu nagminnie.

Huawei MatePad Paper
Huawei MatePad Paper

W obcowaniu z Notatkami Huawei zirytowały mnie tylko dwie rzeczy. Podczas przerzucania się między kolejnymi stronami za pomocą miniatur widać, że te ostatnie są generowane błędnie. Niektóre z nich się dublują, inne zaś widzimy jako puste, choć strony, które reprezentują, zostały oczywiście zapisane. O wiele poważniejszym problemem jest jednak fakt, iż nie potrafiłem zmusić tabletu, żeby synchronizował moje notatki z chmurą. Pomimo poprawnego zalogowania się i wyrażenia wszystkich możliwych zgód zapiski poczynione w Notatkach na tablecie MatePad Paper nie były wyświetlane w oknie wspomnianej usługi Huaweia – po zalogowaniu się do chmury przez przeglądarkę obecna tam zakładka notatek pozostawała niezmiennie pusta. Jest to tym dziwniejsze, że miejsca w chmurze ubywało. Ponownie zatem wyłazi na wierzch niechlujność Huaweia w przygotowaniu warstwy programowej. Ogółem jednak obsługa tabletu nie nastręcza problemów. System operacyjny Harmony OS to tak naprawdę zmodyfikowany Android, więc każdy, kto ma smartfona, odnajdzie się tutaj bez najmniejszego kłopotu.


Trochę o bebechach

Jak na tablet, Huawei MatePad Paper jest wyposażony nieźle, a w porównaniu do czytników ebooków – wręcz wyśmienicie. Za wydajność odpowiada tu układ Huawei Kirin 820E, którego możliwości uzupełniają 64 GB flasha i 4 GB RAM-u. W praktyce przekłada się to na bezproblemowe czytanie, robienie notatek i... przeglądanie witryn internetowych, które oczywiście wyświetlane są w skali szarości ze względu na wspomniany wcześniej ekran e-ink.

Ten ostatni jest sporą zaletą urządzenia i jednocześnie jego wadą. Ze względu na umiarkowaną responsywność wyświetlacza można powiedzieć, że to podzespoły odpowiadające za wydajność czekają tu na wyświetlacz, a nie odwrotnie. Przewijanie stron internetowych to często test na cierpliwość, gdy zaś spojrzymy uważniej, widać, że po odświeżeniu strony – niezależnie już od zastosowania – pojawiają się delikatne „duszki”, czyli to, co było wyświetlane wcześniej, nie zawsze znika do końca. Nie jest to duży problem, gdyż wspomniane artefakty ledwie widać, ale zjawisko to występuje szczególnie wówczas, gdy szybko przerzucamy się między stronami notatek. Dla odmiany pochwalić trzeba urządzenie za naprawdę dobre głośniki i nienaganną, estetyczną, wręcz ekskluzywną formę.

Huawei MatePad Paper
Huawei MatePad Paper

W porównaniu do tradycyjnego czytnika ebooków zawodzi jednak akumulator – 3625 mAh wydaje się tu śmiesznie małą pojemnością. Producent deklaruje do sześciu dni działania, siłą rzeczy jednak przy intensywnym użytkowaniu sprzęt ładować trzeba częściej – w moim przypadku co dwa-trzy dni korzystania z MatePada po kilka godzin dziennie z włączonym podświetleniem. Cóż, dobrego wrażenia to nie robi.


Gdzie ta aktualizacja?!

Huawei MatePad Paper to dziwne urządzenie – powiem szczerze, że gdybym je kupił w obecnej formie, byłbym zawiedziony. Jako notatnik sprawdza się wyśmienicie, ale braki w oprogramowaniu powodują, że potencjał tego tabletu z e-inkiem po prostu się marnuje. Sprzęt ma bez wątpienia szansę zabłysnąć w zastosowaniach, powiedzmy, naukowo-biznesowych. Jestem pewien, że gdybym miał taki tablet na studiach, korzystałbym z niego niemal codziennie. Teraz z kolei z przyjemnością zabieram MatePada Paper na różne wyjazdy i dzięki temu mam sprzęt do czytania i notatnik w jednym. To świetna sprawa.

Nie sposób jednak przejść obojętnie obok licznych wad tego urządzenia, gdyż niewątpliwie psują one zabawę. O ile te związane z zastosowaniem e-inku można przeboleć – cóż, taka technologia – o tyle już to, co się dzieje z softem, jest w zasadzie karygodne. Huawei do tej pory kojarzył mi się z firmą, która nie pozwala sobie na wypuszczanie urządzeń niedopracowanych w warstwie programowej – a tu niestety mamy właśnie do czynienia z taką sytuacją. Co tu dużo mówić: czekam na aktualizację. Gdy takowa się pojawi, ocena będzie na pewno wyższa. Bez niej Huawei MatePad Paper jest na razie jedynie niedopieszczoną ciekawostką. Do tego bardzo drogą.

Huawei MatePad Paper
Huawei MatePad Paper

Cena: 2300 zł | Huawei

Parametry System: Harmony OS 2 • Procesor: Huawei Kirin 820E • Grafika: Mali-G57 • Ekran: e-ink, 10,3″, 1872 × 1404, 227 ppi • Pamięć: 4 GB RAM, 64 GB flash • Komunikacja: Wi-Fi 6, Bluetooth 5.2, USB-C z OTG • Akumulator: 3625 mAh, niewymienny, szybkie ładowanie 22,5 W • Czujniki: grawitacyjny, Halla, czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania • Inne: 4 × mikrofon, 2 × głośniki, w zestawie ładowarka z kablem USB, rysik Huawei M-Pencil, zamykane magnetycznie etui • Wymiary: 225,2 × 182,7 × 6,65 mm • Waga: 360 g

Ocena

Fajny pomysł, ale wykonanie miejscami karygodne. Urządzenie cierpi wskutek niedopracowanego oprogramowania, jednak jako hybryda czytnika książek z notatnikiem wypada w porządku. Tyle że – jak to z kompromisami bywa – MatePad Paper bardzo dobry nie jest w niczym.

5
Ocena końcowa

Plusy

  • interesująca hybryda czytnika książek z notatnikiem
  • bardzo fajnie sprawdza się jako notatnik
  • czytać też jak najbardziej można – choć do wyspecjalizowanych urządzeń Amazona trochę mu brakuje
  • obecność aplikacji Legimi i Empiku
  • ekskluzywny wygląd
  • bardzo dobry rysik i etui w zestawie

Minusy

  • cena
  • wydajność akumulatora
  • liczne błędy i braki w oprogramowaniu
  • mała responsywność ekranu
  • dostrzegalne „duszki”
  • niewielka liczba aplikacji do pobrania
  • zalogujesz się do ekosystemu producenta, jedynie mając inne urządzenie Huaweia – brak możliwości użycia do tego maila i hasła
  • sklep z książkami Huaweia nie robi dobrego wrażenia
  • niedziałająca synchronizacja notatek z chmurą

Redaktor
Grzegorz „Krigor” Karaś

Gdyby mnie ktoś zapytał, ile pracuję w CD-Action, to szczerze mówiąc, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Zacząłem na początku studiów i... tak już zostało. Teraz prowadzę działy sprzętowe właśnie w CD-Action oraz w PC Formacie. Poza tym dużo gram: w pracy i dla przyjemności – co cały czas na szczęście sprowadza się do tego samego. Głównie strzelam i cisnę w gry akcji – sieciowo i w singlu. Nie pogardzę też bijatyką, szczególnie jeśli w nazwie ma literki MK, a także rolplejem – czy to tradycyjnym, czy takim bardziej nastawionym na akcję.

Profil
Wpisów203

Obserwujących19

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane