9
26.01.2022, 11:00Lektura na 13 minut

Test Huawei P50 Pro – jak wygląda życie bez Google’a?

Huawei ciągle walczy, chciałoby się rzec. Koncern, obciążony sankcjami przez USA, nie zaprzestaje prób zaznaczania swojej obecności w świecie Zachodu. A wypuszczenie nowego flagowca, P50 Pro, jest tego najlepszym przykładem.


Grzegorz „Krigor” Karaś

Ten telefon został zapowiedziany jeszcze w połowie zeszłego roku, premierę w Chinach miał zaś 12 sierpnia 2021. My musieliśmy poczekać dłużej – w bardzo dużej mierze właśnie ze względu na ograniczenia w dostępie do amerykańskich technologii, jakie koncern z Państwa Środka napotkał jeszcze w 2019 roku. W końcu jednak dostaliśmy następcę najbardziej kultowych modeli w historii marki.


Bez 5G

Pierwszą rzeczą, która w związku z ograniczeniami rzuca się w oczy, jest brak technologii 5G. Sercem smartfona jest procesor Snapdragon 888, czyli ten sam, który trafia do flagowców jak świat długi i szeroki – tyle że w wersji 4G. Na pytanie, czy 5G jest faktycznie potrzebne, odpowiedź każdy musi znaleźć sobie sam (mnie różnicy nie robi, aczkolwiek jego obecność jest zaletą) – pod względem wydajności jednak nowemu dziecku Huawei zarzucić niczego nie można. Pod pełnym obciążeniem rozgrzewa się równomiernie – ciepło czuć niemal na całej tylnej ścianie. Koncernowi nie udało się jednak zwalczyć największej bolączki zastosowanego procesora: throttlingu. Pod obciążeniem urządzenie obniża swoją wydajność – wg testu 3D Mark Wild Life Extreme Stress Test smartfon cechuje się stabilnością na poziomie 59%, co jest wynikiem dość typowym dla Snapdragona 888. Widziałem i gorsze, i lepsze rezultaty.


Ze względu na narzucone przez Amerykanów ograniczenia zabrakło komunikacji 5G.


Tyle że przytoczony wynik sprzęt osiągnął w standardowym trybie pracy. Gdy aktywujemy maksymalną wydajność, temperatura rośnie – telefon nagrzewa się bardziej, co czuć szczególnie w jego lewym górnym rogu, stabilność zaś spada do 45%. O dziwo jednak, rezerwy mocy tego układu sprawiają, że tak czy inaczej urządzenia nie sposób zadławić. Niezależnie od okoliczności P50 Pro pozostaje ultrapłynny – nawet w trybie standardowym, żyłowanie telefonu profilem wydajności nie ma więc większego sensu.

3D Mark
■ Sling Shot: maks. liczba pkt
■ Sling Shot Extreme: maks. liczba pkt
■ Wild Life: 5160 pkt
■ Wild Life Extreme: 1491 pkt

GeekBench 5
■ Pojedynczy rdzeń: 1102 pkt
■ Wszystkie rdzenie: 2023 pkt

AnTuTu v 9.3
■ 794 120 pkt

AndroBench
■ Odczyt sekwencyjny: 1834 MB/s
■ Zapis sekwencyjny: 760 MB/s
■ Odczyt losowy próbek 4K: 275 MB/s, 70 347 IOPS
■ Zapis losowy próbek 4K: 351 MB/s, 89 732 IOPS

Jeśli chodzi o przyjemność z użytkowania, to nie sposób nie docenić roli ekranu. To OLED o rozdzielczości 2700 x 1228 z odświeżaniem 120 Hz – tyle że standardowo obydwa te parametry działają w trybie dynamicznym, w zależności od użytkowania sprzęt przestawia się więc na 60 Hz, obniżając również rozdzielczość do 921 x 2025. Oczywiście możemy też ręcznie wybrać pożądane ustawienia – standardowe jednak są dobre dla zwiększenia żywotności akumulatora.

Obudowa wizualnie nie budzi zastrzeżeń. Boki ekranu są estetycznie zawinięte i wtapiają się w wykonaną z metalu ramę. Plecki to świetnie wyglądające, aczkolwiek elegancko skromne tworzywo, które niestety jest podatne na zarysowania – sprawę jednak załatwia silikonowe etui, jakie dostajemy w zestawie. Wzrok oczywiście przyciąga najbardziej kontrowersyjny element Huawei P50 Pro: dwie niezależne, okrągłe wyspy z obiektywami składającymi się na aparat.


Możliwości foto

Jak można przypuszczać, Huawei ponownie stawia na fotografię mobilną, która niegdyś ustawiła telefony tego producenta na piedestale. Nowy flagowiec wyposażono w główny obiektyw z sensorem 50 Mpix f/1.8 i optyczną stabilizacją obrazu, obiektyw monochromatyczny 40 Mpix f/1.6, ultraszerokokątny „słoiczek” 13 Mpix f/2.2, a także moduł tele 64 Mpix f/3.5 – uzupełniony o optyczną stabilizację i autofokus. Z przodu zaś mamy sensor 13 Mpix f/2.4 z autofokusem. Jak widać, w stosunku do poprzednika zaszły zmiany. Główny obiektyw jest jaśniejszy, o wiele więcej megapikseli trafiło pod szkła operujące zmienną ogniskową, okazale prezentuje się też obiektyw monochromatyczny. Gorzej, przynajmniej na papierze, wygląda jednak ultraszeroki kąt, a także kamera przednia – nie dość, że rozdzielczość matrycy jest mniejsza, to na dodatek zabrakło tu osobnego pomiaru głębi, który poprzednio odpowiadał również za biometrię. Według twierdzeń producenta obecny tu pojedynczy sensor radzi sobie jednak równie dobrze.

Porównanie możliwości dwóch trybów: normalnego i nocnego. Jak widać, zdjęcia różnią się przede wszystkim nasyceniem barw i jasnością.

Tradycyjnie dla Huawei, aparat główny świetnie wypada ze scenami skąpanymi w ciepłym świetle. Algorytmy odpowiadające za obróbkę bardzo dobrze „wyciągają” np. zachody słońca oraz obiekty za sprawą światła uciekające w żółcie i pomarańcze – tym bardziej, im więcej światła tego koloru. P50 Pro nadaje się więc do robienia klimatycznych fot i bardzo dobrze radzi sobie zarówno z przyrodą, jak i z architekturą. Pomiędzy obiektywami ultraszerokim a głównym dużej różnicy nie ma: jeśli się przypatrzymy, to w przypadku tego pierwszego paleta barw lekko ucieka w cieplejsze odcienie, na obrzeżach widać również zakłóconą geometrię obrazu – nie jest to jednak nic zdrożnego.

7
zdjęć

Moduł tele sprawuje się przyzwoicie – przede wszystkim w dzień, ale i nocą możemy uchwycić ciekawy detal architektury. Pod warunkiem jedynie, że ten ostatni jest dobrze oświetlony – siłą rzeczy wspomniany obiektyw jest ciemniejszy od reszty „szkiełek”, co widać nawet w słoneczny dzień, gdy sfotografujemy coś w przybliżeniu 10x i porównamy ze sceną 1x. Do dyspozycji w P50 Pro mamy standardowo kolejne stopnie przybliżenia: wide, 1x, 3,5x i 10x. Pośrednie stany, jak i powiększenie w zakresie 10-100x pojawiają się, gdy przytrzymamy pasek przybliżania palcem.

6
zdjęć

Również pozostałe funkcje wypadają dobrze: selfie jest w porządku nawet w umiarkowanym świetle, tryb monochromatyczny nie zawodzi. W warunkach ograniczonego oświetlenia z kolei telefon „widzi” więcej niż ludzkie oko. Robiąc jednak takie zdjęcia, przekonamy się o dwóch rzeczach: tryb normalny i nocny w istocie nie różnią się aż tak bardzo, ot, ten drugi jest bardziej nasycony, jeśli chodzi o barwy – to po pierwsze. Po drugie – fotografie poddawane są agresywnej obróbce, która „wyciąga” spłaszczone mrokiem detale ze zdjęcia i podbija kolorystykę. I tutaj, cóż, telefon czasem przesadza, szczególnie już, gdy światła jest naprawdę mało. Na spacerze z psem zrobiłem zdjęcie swojego cienia na trawie. Wyszło to... osobliwie. Podbite parametry obrazu sprawiły, że w tym ujęciu delikatne w istocie zacienienie zaczęło wyglądać nie tyle jak brak światła, co jak nieco surrealistyczna, zdecydowanie zbyt kontrastowa plama na jednolicie oświetlonej trawie, jakby źdźbła uschły pod wpływem działania kwasu lub ognia. Tego rodzaju obróbka – mniej lub bardziej intensywna – jest widoczna niemalże za każdym razem i dzieje się na naszych oczach, gdy wchodzimy po raz pierwszy w tryb podglądu dopiero co wykonanych fotografii. Nie jest to jednak duży problem, gdyż P50 Pro na ogół myli się rzadko.

Porównanie widoku ekranu z fotografią. Zdjęcie robione w kiepskich warunkach oświetleniowych.

W istocie irytowała mnie tylko jedna rzecz. Gdy spróbujemy zrobić zdjęcie z bardzo bliska, np. drobnego przedmiotu na stole lub jakiegoś interesującego detalu, zauważymy, że obraz przeskakuje – to telefon przełącza się pomiędzy kolejnymi obiektywami. Ta zmiana perspektywy jest bardzo nieprzyjemna, wygląda to jak rwanie obrazu, utrudniając celowanie, a i – gdy tylko fotografujemy w ciemniejszym miejscu – widać też ubytek fotonów. Jeśli jednak np. blat jest oświetlony, to zdjęcie już nie budzi zastrzeżeń, choć ponownie: obróbka daje o sobie znać i zrobione w serii fogotrafie potrafią się od siebie różnić. NIe zmienia to jednak faktu, że możemy „zatrudnić” P50 Pro do roli z grubsza odpowiadającej fotografii makro. Tyle że w moim odczuciu, ze względu na wspomniane przeskoki i zmianę perspektywy oraz ogniskowej, jest to trudniejsze niż w przypadku choćby Mate’a 40 Pro, gdzie zabawa tego rodzaju nie nastręczała żadnych problemów.

Do fotografowania detali P50 Pro również się nadaje. Tyle że telefon, przełączając obiektywy, zdecydowanie tego nie ułatwia.

CZYTAJ DALEJ NA DRUGIEJ STRONIE.

Redaktor
Grzegorz „Krigor” Karaś

Gdyby mnie ktoś zapytał, ile pracuję w CD-Action, to szczerze mówiąc, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Zacząłem na początku studiów i... tak już zostało. Teraz prowadzę działy sprzętowe właśnie w CD-Action oraz w PC Formacie. Poza tym dużo gram: w pracy i dla przyjemności – co cały czas na szczęście sprowadza się do tego samego. Głównie strzelam i cisnę w gry akcji – sieciowo i w singlu. Nie pogardzę też bijatyką, szczególnie jeśli w nazwie ma literki MK, a także rolplejem – czy to tradycyjnym, czy takim bardziej nastawionym na akcję.

Profil
Wpisów168

Obserwujących19

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane