Czegoś takiego jeszcze na Switchu 2 nie widziałem – seria Resident Evil pozytywnie szokuje na najnowszej konsoli Nintendo [TEST]
Nie jestem wielkim fanem cyklu Capcomu, ale grałem w przeszłości w kilka jego odsłon – głównie ze względu na znakomity silnik RE Engine, który potrafił dawać fenomenalne rezultaty nawet na pozornie słabym sprzęcie. Ostatnio testowałem przepiękne Resident Evil Requiem na pececie, gdzie zachwycałem się jego optymalizacją i oprawą graficzną. Od paru dni miałem także okazję wypróbować Resident Evil Requiem na Switchu 2 i… nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
„Dziewiątka” wygląda i działa na konsolce Nintendo wręcz nieziemsko dobrze, wyznaczając nowe standardy oprawy graficznej na tej platformie. Co więcej, porty części siódmej oraz Village – wydane w dniu premiery Requiem – również stoją na bardzo wysokim poziomie.
Requiem zachwyca pod każdym względem

Resident Evil Requiem na Nintendo Switchu 2 zachowuje w zasadzie wszystkie najważniejsze elementy oprawy graficznej z „dużych” konsol i PC. Doskonale wypada klimatyczne oświetlenie z dużą liczbą efektów wolumetrycznych (choć – niestety – bez ray tracingu), które odpowiada za sporą część atmosfery gry. Dzięki dobrze wykorzystanym odbiciom SSR przyjemnie patrzy się na światło padające z latarki oraz innych źródeł czy odbijające się od wody lub kałuż.
Znakomicie prezentują się na Switchu 2 także tekstury – są ostre i wyraźne, nawet gdy przyglądamy się im z bardzo bliska. Podobnie jest z innymi kluczowymi elementami grafiki. Cienie wyglądają przekonująco i miękko, a materiały czy detale na twarzach bohaterów i wrogów nie zostały w zauważalny sposób „obcięte” względem wersji z PS5. Bardzo dobre wrażenie robi również wysoka rozdzielczość obrazu, dzięki której nie czuć, że gramy na niewielkim tablecie – nawet po podłączeniu konsoli do dużego telewizora.
Za tę wysoką jakość obrazu odpowiada w dużej mierze upscaling Nvidii. Dzięki technologii DLSS obraz pozostaje bardzo wyraźny nawet wtedy, gdy wewnętrzna rozdzielczość renderowania w docku spada do 540p. W praktyce trudno odróżnić go od natywnego 1080p, szczególnie w świetnie wyglądających przerywnikach filmowych. W trybie przenośnym rozdzielczość wewnętrzna potrafi spaść nawet do 360p, a mimo to dzięki DLSS obraz nadal jest przejrzysty i zaskakująco ostry na małym ekranie.

DLSS zapewnia także znacznie stabilniejszy obraz niż FSR 3 na ROG Xbox Ally X. Tam cienkie elementy otoczenia – kable, siatki czy druty – potrafią czasem dosłownie zanikać lub migać. W Resident Evil Requiem ten problem praktycznie nie występuje.
Choć Capcom bardzo sprytnie zamaskował większość ograniczeń sprzętowych Switcha 2, jeden element pozostaje widoczny. Na PS5, Xboksie Series X oraz mocniejszych pecetach twórcy korzystają z bardziej zaawansowanego systemu renderowania włosów. Na konsoli Nintendo jest on uproszczony i momentami da się to dostrzec – szczególnie w przerywnikach filmowych. Nie jest to oczywiście poważny problem, ale właśnie tutaj najłatwiej zauważyć różnicę między wersjami.
Jeśli chodzi o optymalizację, Resident Evil Requiem ponownie robi ogromne wrażenie. Gra pomimo wysokiej jakości oprawy graficznej celuje w 60 klatek na sekundę i zaskakująco często udaje się jej osiągać ten poziom.
W zamkniętych lokacjach utrzymanie stabilnych 60 fps-ów nie stanowi problemu. W większych i bardziej szczegółowych pomieszczeniach można zauważyć spadki w okolice 50 fps-ów. Najniższe wartości pojawiają się w otwartych fragmentach gry oraz w scenie na początku kampanii, przy wprowadzaniu postaci Leona. W tej lokacji liczba klatek spada do około 45 fps-ów, a w pobliżu płonącego kościoła nawet do 30–35 fps-ów. To jednak jedyne tak wymagające miejsce w całej grze.
Generalnie spokojne tempo rozgrywki i bardzo dobry frame pacing sprawiają, że w praktyce spadki klatek są mało odczuwalne. Podczas normalnej zabawy trudno je zauważyć poza kilkoma wspomnianymi lokacjami. Nie dostrzegłem też większych różnic między trybem przenośnym i stacjonarnym.

Ośmielę się nawet stwierdzić, że Resident Evil Requiem na Switchu 2 działa lepiej niż na moim teoretycznie mocniejszym ROG Xbox Ally X, często gubiącym klatki i mającym problemy z utrzymaniem stabilnej płynności nawet w niskich ustawieniach graficznych.
Szkoda jedynie, że Switch 2 nie obsługuje VRR w trybie zadokowanym. Dzięki temu spadki płynności byłyby jeszcze mniej zauważalne. W handheldzie zmienna częstotliwość odświeżania działa bardzo dobrze i wyraźnie poprawia komfort gry.
Capcom mógłby też rozważyć dodanie trybu 40 fps-ów w docku dla osób korzystających z ekranów 120 Hz. Stabilne 40 klatek na sekundę mogłoby wyeliminować nagłe skoki płynności.
Pewnym „bonusem” dla posiadaczy Switcha 2 jest znakomita implementacja wibracji HD Rumble, które szczególnie na Pro Controllerze 2 robią niesamowite wrażenie i jeszcze bardziej poprawiają immersję.
W wiosce też jest pięknie, choć trochę chrupie
Resident Evil Village to ostatnia część serii wydana na poprzednią generację konsol i miejscami czuć, że PS4 oraz Xbox One miały z nią pewien kłopot. Wersja na Switcha 2 jest ciekawa – pod względem grafiki wypada świetnie, ale wydajność budzi pewne zastrzeżenia.
Po kilku godzinach spędzonych z Requiem spodziewałem się, że Village będzie działało jeszcze lepiej. W końcu to starsza część z nieco słabszą oprawą graficzną. Niestety, nie do końca tak jest.

W pomieszczeniach i bardziej zamkniętych lokacjach gra potrafi osiągać 60 fps-ów, ale podczas eksploracji otwartych fragmentów mapy czy walk z większymi grupami lykanów liczba klatek spada w okolice 40 fps-ów i zdarza się to dość regularnie. Dotyczy to zarówno docka, jak i trybu przenośnego. Mam też wrażenie, że VRR nie działa tu tak dobrze jak w Requiem (albo w ogóle?), bo spadki są bardziej odczuwalne.
Pod względem oprawy graficznej Village wypada jednak bardzo dobrze. Poziom detali można określić jako coś pomiędzy wersją z PS4 a wydaniem z PS5.
Village to duży krok naprzód w stosunku do części siódmej, jeśli chodzi o skalę świata. Klaustrofobiczne wnętrza domu Bakerów zastąpiono tu dużą mapą z wieloma budynkami i lokacjami do eksploracji. Capcom wyraźnie poprawił także szczegółowość otoczenia i modele postaci. Na Switchu 2 szczególnie dobrze prezentują się wnętrza zamku Dimitrescu, które wyglądają wręcz bajecznie na ekranie hybrydowej konsoli Nintendo.

Rozdzielczość również stoi na dobrym poziomie. W docku gra upscalowana jest z 720p do 1080p, a w trybie przenośnym z 480p do 1080p. W połączeniu z DLSS daje to wyraźny obraz, który wypada lepiej niż natywne 1080p z PlayStation 4.
Choć grało mi się w Village przyjemnie, widzę tu jeszcze pole do optymalizacji. Mam nadzieję, że przyszłe aktualizacje poprawią stabilność wydajności i działanie VRR w handheldzie.
W domu Bakerów jest świetnie (i strasznie)
Na koniec zostawiłem najstarszą z tych trzech produkcji – grę Resident Evil 7. Tytuł z 2017 roku oczywiście odstaje wizualnie od młodszych odsłon cyklu, ale nadal potrafi zrobić bardzo dobre wrażenie.
Dom Bakerów do dziś imponuje poziomem szczegółowości, oświetlenie wciąż wygląda świetnie, a atmosfera tej lokacji jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem.
Oprawa graficzna w wersji na Switcha 2 plasuje się pomiędzy wydaniem z PS4 a ulepszoną wersją z PS5. Tekstury, oświetlenie, elementy półprzezroczyste i większość efektów cząsteczkowych prezentują się lepiej niż na poprzedniej generacji konsol, ale nie znajdziemy tu ray tracingu ani rozdzielczości 4K.

Dużą zaletą RE7 jest natomiast wydajność. Gra działa w idealnie stabilnych 60 klatkach na sekundę – niezależnie od sytuacji na ekranie czy wybranej lokacji. Dotyczy to zarówno docka, jak i trybu przenośnego.
Rozdzielczość jest identyczna jak w Village – w docku obraz upscalowany jest z 720p do 1080p, a w handheldzie z 480p do 1080p. Efekt końcowy okazuje się wyraźnie ostrzejszy niż w przypadku wersji z PS4 i Xboksa One.
Polecam, polecam i polecam
Nie spodziewałem się, że seria Resident Evil zrobi na mnie tak duże wrażenie na Switchu 2. Requiem imponuje oprawą graficzną i bez problemu wskakuje na pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu najładniejszych gier na tę konsolę. Do tego dochodzi bardzo solidna wydajność – przy której mój ROG Xbox Ally X jawił się momentami jak ubogi kuzyn sprzętu Nintendo.
Resident Evil 7 i Village to także bardzo dobre porty, choć ten drugi cierpi na spadki płynności, których nie spodziewałem się w grze wydanej pierwotnie na poprzednią generację konsol. Wizualnie obie produkcje wypadają jednak świetnie i spokojnie można je zaliczyć do najładniejszych tytułów na drugiego „Pstryczka”.

Cieszę się też, że w końcu mogę polecić tak śliczną grę obecnej generacji – jak Requiem – na Switchu 2 bez dopisku „jak na konsolkę przenośną”. Tutaj jest po prostu dobrze. Bardzo dobrze. Możecie cieszyć się naprawdę imponującą grafiką na sprzęcie Nintendo bez większych kompromisów.
