1348 Ex Voto to słaba gra, ale średniowieczne lesbijki nie miały z tym nic wspólnego [RECENZJA]

1348 Ex Voto to słaba gra, ale średniowieczne lesbijki nie miały z tym nic wspólnego [RECENZJA]
Są takie gry, którym internauci od początku źle życzą. Powody mogą być różne, niemniej często zahaczają o kwestie światopoglądowe, szczególnie przedstawienie różnego rodzaju mniejszości. Tak właśnie było w przypadku 1348 Ex Voto – tytułu zasługującego na krytykę, choć z zupełnie innych powodów.

1348 Ex Voto, debiutancka produkcja włoskiego studia Sedleo, opowiada o średniowiecznej rycerce imieniem Aeta. W tytułowym roku wioska bohaterki pada ofiarą najazdu, a kobieta, którą wojowniczka darzy uczuciem, zostaje porwana przez agresorów. Ten opis chyba wystarczy, by domyślić się, czemu niektóre środowiska natychmiast zaczęły pluć jadem.

Często widywałam zarzut, że 1348 Ex Voto to pozycja dla nikogo – bo kto chciałby wcielać się w średniowieczną queerową rycerkę? Odpowiedź brzmi: ja bym chciała! Miałam wielkie oczekiwania wobec tego tytułu, szczególnie że Biancę, ukochaną protagonistki, dubbinguje niezawodna Jennifer English (Posępne Serce z Baldur’s Gate 3, Maelle z Clair Obscur: Expedition 33). Niestety, już pierwsze chwile z grą okazały się rozczarowujące.

1348 Ex Voto

Jeśli chodzi o rozgrywkę, konstrukcja 1348 Ex Voto jest prosta. Jako Aeta przemierzamy kolejne poziomy, biegając od wroga do wroga i zbierając po drodze rozmaite ulepszenia czy prowiant. Czasem przychodzi nam też zaliczyć sekwencję platformową albo rozwiązać prostą zagadkę. W walce, bo to ona odgrywa w gameplayu najważniejszą rolę, posługujemy się sprawdzonym mieczem, który bohaterka może trzymać w jednej dłoni bądź oburącz. Przełączanie się między tymi chwytami stanowi właściwie istotę całego wyzwania, co w teorii brzmi całkiem w porządku. Sęk w tym, że w teorii wiele rzeczy w 1348 Ex Voto wydaje się w porządku.

ja również czekałem

Tak, ja również czekałem na Ex Voto. Nie powinno to dziwić, gdyż zachwalałem już 2 lata temu Hellblade’a 2 w recenzji na CD-Action jako wierny fan „jedynki”, którą uważam za pioniera kinowych, liniowych i skupionych na narracji akcyjniaków. Wierzyłem i dalej wierzę, że Unreal Engine 5 pomoże wielu mniejszym studiom w stworzeniu opowieści spektakularnych wizualnie, a przy okazji angażujących fabularnie i nie ukrywam, że porażka Ex Voto wybija mi miecz z rąk, zmuszając mnie do oczekiwania na światełka nadziei w gatunku. Niemniej jednak nie skreślajmy takowych gier z góry – zwłaszcza z powodów nie tyle obiektywnych, co ideologicznych.

Karol Laska

Dlaczego naprawdę liczyłam na coś dobrego

Choć w grze znajduje się mnóstwo elementów, o których można się wypowiadać krytycznie, przed premierą najgłośniej wybrzmiewały zarzuty wynikające chyba wyłącznie z uprzedzeń. Sam fakt, że główna bohaterka jest nieheteroseksualną kobietą, rozsierdził niektórych graczy w niespotykanym wręcz stopniu. Najczęściej powtarzana pretensja to brak realizmu – historycznego, ale też… fizycznego. Bo niby skąd Aeta dysponuje siłą zdolną pokonać mężczyzn?

Argumentacja w obu przypadkach pokazuje jednak mocno wybiórcze podejście do tematu. Nawet jeśli 1348 Ex Voto nie odwzorowuje wiernie epoki – co nie ma nic wspólnego z orientacją seksualną postaci – pewien stopień ahistoryczności to przecież cecha większości dzieł osadzonych w przeszłości, również gier (np. w Ghost of Tsushima można walczyć kataną, która w 1274 roku nie powinna jeszcze istnieć). Krytyka „nierealistycznie silnej” protagonistki wydaje się nie mniej absurdalna, bo kimże jest niewiasta pokonująca grupy żołdaków w porównaniu z większością postaci z jRPG walczących z istotami boskimi lub półboskimi?

I chociaż wiem, że byłam w mniejszości, wiązałam z tym tytułem naprawdę spore nadzieje. Zarysowana w zwiastunach opowieść o trudnej miłości dwóch kobiet wydawała się ciekawa i poruszająca, a kiedy do tego wszystkiego doszła jeszcze walka na miecze, naprawdę byłam kupiona. 1348 Ex Voto nie jest kiepskie za sprawą wątku homoseksualnego – te dwa fakty są ze sobą kompletnie niepowiązane. To słaba gra, ale średniowieczne lesbijki nie miały z tym nic wspólnego.

1348 Ex Voto

Dlaczego się rozczarowałam

Skoro mamy to już za sobą, przejdźmy do tego, czemu mimo dobrych założeń produkcja studia Sedleo ostatecznie wypada słabo. Będzie krótko, bo to krótka gra (zajmuje około 6 godzin), więc zbyt długie pastwienie się nad nią uważam za zbyteczne.

Mówię to z wielkim bólem, ale 1348 Ex Voto okazało się po prostu niegotowe. Największym problemem jest tu nie tylko niedopracowana optymalizacja, choć i ona daje się we znaki, ale też liczne, naprawdę liczne błędy. Mogłabym wymieniać je bez końca, a nawet uszeregować w kolejności od najśmieszniejszego (miecz zaczynający latać w pobliżu bohaterki zamiast spokojnie wisieć przy jej boku) do najbardziej frustrującego (losowe wyłączanie się przycisków ataku i bloku, również podczas potyczek z bossami). Taki stan techniczny uważam za nie do przyjęcia, gdyż zwyczajnie odbiera całą radość z zabawy – a przecież wcale nie jest tak, że 1348 Ex Voto zapewnia jej jakoś bardzo dużo.

1348 Ex Voto

Wiele mogę wybaczyć, jeśli chodzi o problemy techniczne – pod warunkiem, że pod zalewem bugów i spadków płynności znajduje się coś, co uważam za warte wystawiania mojej cierpliwości na próbę. Niestety, ani system walki, ani scenariusz nie są na takim poziomie, by cokolwiek graczowi wynagrodzić. Fabuła, która mogłaby być przecież tym, co pozytywnie wyróżniłoby ten tytuł, mimo potencjału nie radzi sobie z przekazaniem tego, co przekazać chciała. Szczególnie ostatni rozdział sprawia wrażenie zrobionego na szybko, przez co ciekawe w teorii zakończenie wypada blado.

Skoro wspomniałam już o Jennifer English, muszę zwrócić uwagę na fakt, jak fatalnie zaanimowana została odgrywana przez nią postać. Jej lewitujące warkocze i opadająca dolna warga odbierają powagę wszystkim scenom, w których występuje Bianca (a to one powinny być przecież najbardziej poruszające). Inni bohaterowie i bohaterki wypadają mniej lub bardziej w porządku, co szokuje tym mocniej, że English to przecież największa gwiazda w obsadzie. To właściwie podsumowuje, z czym 1348 Ex Voto radzi sobie najgorzej – z wykorzystaniem potencjału tkwiącego gdzieś bardzo, bardzo głęboko.

1348 Ex Voto

Dlaczego nie skreślałabym twórców

Choć nie jestem fanką debiutanckiej gry studia Sedleo, nie uważam, że to produkcja zupełnie pozbawiona zalet. Pojawiają się w niej przebłyski czegoś dobrego – czy to w wykorzystanych mechanikach, czy w narracji. Na późniejszych poziomach, gdy odblokujemy już najważniejsze umiejętności, walka potrafi sprawiać satysfakcję (o ile się nie zepsuje). Również fabuła, choć kompletnie nie radzi sobie z niektórymi wątkami, wybrane prowadzi dość intrygująco, a wśród czerstwych dialogów znalazły się też wypowiedzi całkiem zgrabne. 1348 Ex Voto nie poniosło porażki przez kwestie ideologiczne, ale przez zbytnie ambicje twórców.

W wielu momentach miałam poczucie, że developerzy zapatrzyli się na tytuły o większym budżecie i stworzone przez bardziej doświadczone zespoły, nie biorąc poprawki na własne możliwości. Gdy drastycznie spadała mi płynność, najczęściej działo się tak z powodu zbyt dużej liczby efektów i animacji pojawiających się na ekranie w tym samym czasie. Przykładowo w trakcie starcia z jednym z bossów poczynaniom gracza przygląda się zdecydowanie zbyt gęsty tłum – gra wówczas nie wyrabia, a przecież równie dobrze mogłoby go tam w ogóle nie być. Klatki na sekundę lecą na łeb na szyję, gdy wokół Aety i jej przeciwnika pojawiają się jeszcze płomienie.

1348 Ex Voto

Mówiąc wprost – twórcy przestrzelili. Nie mnie oceniać, czego zabrakło w trakcie procesu twórczego (pieniędzy, czasu, rąk do pracy…), ale skala projektu zdecydowanie przerosła możliwości młodego studia. Wierzę jednak, że jeśli Sedleo przetrwa (co przy dzisiejszym stanie branży może być, niestety, niełatwe), nauczy się na błędach i następnym razem zaserwuje coś naprawdę dobrego.

W 1348 Ex Voto graliśmy na PS5.

1348 Ex Voto – podsumowanie i ocena

OCENA: 4+

PODSUMOWANIE: Choć miewa lepsze momenty, 1348 Ex Voto to gra okrutnie niedopracowana i niewykorzystująca swojego potencjału narracyjnego oraz mechanicznego. Przydałoby się jej dużo więcej czasu i uwagi ze strony developerów, by miała szansę stać się tym, czym mogła być. 

PLUSY:

  • w późniejszych etapach gry walka robi się całkiem znośna;
  • aktorzy i aktorki dają radę;
  • niektóre składowe fabuły się udały…

MINUSY:

  • …ale niektóre są w ogóle bez polotu;
  • nierówne dialogi;
  • absolutnie fatalny stan techniczny;
  • przez większość czasu szalenie frustrujące starcia; 
  • pozory swobody w budowaniu postaci to jednak tylko pozory;
  • niedopracowane animacje.

3 odpowiedzi do “1348 Ex Voto to słaba gra, ale średniowieczne lesbijki nie miały z tym nic wspólnego [RECENZJA]”

  1. Cóż, ja też na grę czekałem, mykałem że może będzie takie lepsze A Plague Tale, bez cudowania z fontannami szczurów, ale jest znacznie gorzej. Ograłem wprawdzie tylko demo, ale nie miałbym siły i nie widział sensu, żeby przechodzić całość. A co do wspomnianych zarzutów ideologicznych, to niestety po raz kolejny nieszczęśnicy nie mogący przeżyć innej koncepcji bohaterki niż Lara, się ośmieszają misa przeciwskuteczne. Ich nagonka sprawia niemal całkowicie przykrywa rzetelną ocenę tej słabej gry, co sprawi, że pewnie wiele osób po nią sięgnie.

  2. „Krytyka „nierealistycznie silnej” protagonistki wydaje się nie mniej absurdalna, bo kimże jest niewiasta pokonująca grupy żołdaków w porównaniu z większością postaci z jRPG walczących z istotami boskimi lub półboskimi?”
    Przepraszam, co kuźwa? Pytasz dlaczego postać z gry historycznej aspirującej do przynajmniej pozorów realizmu nie może czegoś zrobić, skoro w zupełnie innym gatunku fantasy jRPG wyczyniają jeszcze bardziej niesamowite rzeczy? Poważnie?

    To jest porównanie równie mądre, jak „dlaczego w ARMA 3 nie mogę rozwalać czołgów z M16, skoro w takim Suicide Squad można było, wystarczyło celować w takiego fioletowego gluta?” Albo „dlaczego w Assetto Corsa jak wyjadę na trawę, to wpadam w poślizg przy 50 km/h, skoro w Forzy Horizon 4 popieprzam przez pola lasy i ugory torowym bolidem z prędkością 350 km/h?” „Dlaczego w Combat Mission mój piechociaż ginie od jednego trafienia z karabinu, chociaż w Command& Conquer taki sam „chłopek” przyjmuje na klatę pięć trafień z działa, zanim padnie?” Zupełnie różne gatunki z zupełnie różnymi oczekiwaniami i wymaganiami względem realizmu, czy raczej zwyczajnej wiarygodności (bo większość superrealistycznych gier byłaby praktycznie niegrywalna).

    Przenieśmy całą tę grową historię do jakiegoś Forgotten Realms i już naprawdę nie byłoby problemu (no pewnie znaleźliby się tacy, którzy i tak by marudzili, bo „baba z mieczem”, ale dla większości tych, którzy mają tu zastrzeżenia, zniknęłyby one całkowicie), bo inne uwarunkowania kulturowe niż w naszym historycznym świecie rzeczywistym, nie wspominając już o masie magii w każdej możliwej postaci i aktywnie działających bogach dają wszelkie możliwości wytłumaczenia, dlaczego każdy może wszystko. Nawet niziołek może specjalizować się w zabijaniu olbrzymów ciosem w głowę, bo ma pas siły i buty skoczności.

    Może znasz Z Mgły Zrodzonego Sandersona? Cuda wyprawiają z tą magią metali, Vin jest czystą mocą prawdopodobnie silniejsza od Kelsiera, ale wciąż jej waga i rozmiary odgrywają rolę i w próbie „przepychania” monety podczas treningu z Kelsierem niespodziewanie leci, bo próbowała popchnąć coś cięższego od siebie i nie pomyślała, żeby się o coś zaprzeć. To wygląda dość zabawnie, że fantasy z magią, gdzie każdy może wszystko, „bo magia”, jest zachowany zdrowy rozsądek i detale pomagające w ten świat uwierzyć, a tymczasem „realistyczne” realia historyczne wygodnie to sobie pomija.

    No dobra, teraz, jak już sobie pomarudziłem na argument o jRPG wzięty z odwłoka, to o samej grze: szkoda, że twórcom nie wyszło. Mogłem mieć zastrzeżenia co do sensowności osadzania kobiety w grze historycznej w tamtych czasach, ale na papierze to wyglądało na tyle ciekawie, że i tak liczyłem na coś interesującego.

    • Jakiej gry historycznej i jakiego realizmu?! Inspirowane historią realia, to tylko figura stylistyczna. A realizm? Że niby mężczyzna zabijający wręcz 500-1000 przeciwników jest wiarygodny?? No bez jaj. Jesteś świadomy ile oni dźwigali? Wiesz jak dużo wysiłku i energii kosztował każdy pojedynek? Zdajesz sobie sprawę, że nawet jeśli takiemu rycerzowi udało się pokonać kilku przeciwników, to potem słaniał się ze zmęczenia na nogach? Chcesz realizmu, zapomnij o wszystkim co widziałeś w grach.

Skomentuj