Pierwszy gracz dotarł do najwyższego poziomu trudności Diablo 4: Lord of Hatred w 17 godzin. Wolał grind od kampanii fabularnej

Pierwszy gracz dotarł do najwyższego poziomu trudności Diablo 4: Lord of Hatred w 17 godzin. Wolał grind od kampanii fabularnej
Diablo 4: Lord of Hatred
Streamer o nicku Mekuna zdążył już dotrzeć do najwyższego poziomu trudności Diablo 4: Lord of Hatred w zaledwie 17 godzin.

W nocy z poniedziałku na wtorek zadebiutował najnowszy dodatek do Diablo 4 i chyba możemy już oficjalnie mówić o sukcesie. Według serwisu SteamDB po premierze Lord of Hatred w szczytowym momencie grało w niego ponad 45 tys. użytkowników Steama. Oczywiście liczba ta to zaledwie ułamek peaku Path of Exile 2 (578 tys.), ale nie zapominajmy, że Diablo 4 w pierwszej kolejności debiutowało nie na platformie Valve, lecz na Battle.necie, PS4 i PS5 oraz Xboksach One i Series X/S. Nie da się więc bezpośrednio porównać popularności obu tych hack’n’slashy, bazując wyłącznie na Steamie.

Debiutujące w ramach Lord of Hatred nowy region i klasy postaci, talizmany przywodzące na myśl zestawy wyposażenia (sety), Kostka Horadrimów oraz kolejny tryb endgame’u (Plany Wojenne), teoretycznie powinny wystarczyć na długie godziny grania. Nic bardziej mylnego – jak donosi PC Gamer, streamer o nicku Mekuna zdążył już dotrzeć do najwyższego poziomu trudności rozszerzenia (Udręki 12) w zaledwie 17 godzin, będąc tym samym prawdopodobnie pierwszą osobą na świecie, której udało się to osiągnąć.

Mekuna początkowo stworzył czarnoksiężnika, chcąc zapoznać się z kampanią fabularną Lord of Hatred, ale po paru godzinach zmienił zdanie i postawił na swoją ulubioną czarodziejkę oraz grind (bardzo słusznie – szczegóły na końcu newsa). Oczywiście nie obyło się bez przygotowanego specjalnie na tę okazję buildu – streamer korzystał z nowego wariantu Zamieci, umiejętności, która w klasycznej formie wywołuje burzę śnieżną; w dodatku można ją natomiast zmodyfikować tak, by zadawała obrażenia od innego żywiołu. Mekuna postawił na błyskawice.

Streamerowi gratulujemy wytrwałości, jednocześnie zadając pytanie, kiedy ktoś będzie w stanie powtórzyć podobny wyczyn, ale nie w normalnym trybie rozgrywki, lecz jako postać hardcore’owa – z permanentną śmiercią.

Moje wrażenia po kampani Lord of Hatred

Od siebie dodam na koniec, że udało mi się już ukończyć kampanię fabularną Lord of Hatred. Choć nie mogę powiedzieć, że mnie rozczarowała – bo po Blizzardzie nie spodziewałem się w tej materii zbyt wiele – mam do niej kilka zastrzeżeń. Nie chodzi jednak o inspirowane europejskim antykiem Skovos, nowe klasy ani finałową konfrontację, lecz o scenariusz. W Lord of Hatred niemal cały czas ktoś do nas gada – czy to Lilith, Mefisto, Lorat czy pewna powracająca postać, której imienia nie zdradzę. Bohaterowie non stop nam towarzyszą i coś tłumaczą. Dopiero po napisach końcowych, gdy mogłem wreszcie w spokoju oddać się endgame’owej rzezi, poczułem wyraźną ulgę.

Nie muszę chyba dodawać, że nadmierna ekspozycja wyraźnie gryzie się z krwawymi scenami oraz motywami okultystycznymi. Momentami czułem się wręcz, jakbym grał w „bajkę o aniołach i demonach” w stylu trzeciego aktu Diablo 3, gdzie co chwilę zaczepiał nas Azmodan, zwracając się do nas per „nefalemski prostaku”. Blizzard znów nie zostawił ani krzty miejsca na niedopowiedzenia, a Diablo 2 czy choćby gry FromSoftware pokazują, że oszczędna narracja doskonale współgra z estetyką dark fantasy. Tyle dobrze, że Lord of Hatred, w przeciwieństwie do poprzedniego dodatku, faktycznie stanowi zamkniętą historię, choć jej zakończenie może również budzić niedosyt. 

Warto w tym miejscu zestawić moje odczucia z opiniami innych dziennikarzy, którzy również mieli okazję sprawdzić kampanię fabularną najnowszego DLC do Diablo 4 – na naszej stronie znajdziecie recenzję Lord of Hatred autorstwa Huberta Sosnowskiego. 

Jedna odpowiedź do “Pierwszy gracz dotarł do najwyższego poziomu trudności Diablo 4: Lord of Hatred w 17 godzin. Wolał grind od kampanii fabularnej”

  1. nie ma bata, jest posmarowane, kolejny gowno news byle tylko hype napedzac. A gdzie recenzja ea Windrose? 2 tygodnie po wyjsciu a tu dalej cisza. Boicie sie Ubislopa zeby nie dawac konkurencji do 4xA skull and bones czy nowego niepotrzebnego nikomou remake 4, o nim zdazyliscie napisac juz sporo. A wrazen z Windrose nie widac dalej.

Skomentuj