Przed chwilą

Epitafium dla „Żółwia”. Blizzard po 8 latach zamknął największy i najlepszy piracki serwer World of Warcraft

Epitafium dla „Żółwia”. Blizzard po 8 latach zamknął największy i najlepszy piracki serwer World of Warcraft
W połowie maja został zamknięty Turtle WoW. To smutny finał trwającej od dłuższego czasu batalii z Blizzardem.

Paradoksalnie przyczyną końca serwera Turtle: Mysteries of Azeroth stała się jego ogromna popularność. Turtle powstał 8 lat temu, czyli w czasie, gdy grającym w klasycznego WoW-a nie oferowano zbyt wielu możliwości zabawy. Trochę wcześniej upadł piracki serwer Nostalrius, który w 2016 nie miał większych szans w starciu z Blizzardem. Z kolei premiera „zamieciowego” WoW-a Classic miała nastąpić dopiero w 2019 roku. Warto zresztą przypomnieć, że to właśnie ludzie z Nostalriusa odpowiadali później w jakimś stopniu za Classica. Po prostu wyszli z pirackiego podziemia na powierzchnię i zaczęli robić to, na czym znali się najlepiej.

Classic przez lata podążał swoją – nie do końca zrozumiałą – drogą kolejnych dodatków (obecnie Mists of Pandaria) czy eksperymentów (Season of Discovery) aż po restart w postaci edycji Classic Anniversary, która kilkanaście miesięcy później doczekała się premiery The Burning Crusade. Komu mało, ten w Chinach znajdzie jeszcze kumulację trzech pierwszych wersji WoW-a pod nazwą Titan Reforged, gdzie wszystkie lochy i rajdy są skalowane do 80. poziomu. Istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że gdybyście spotkali któregoś z szefów Blizzarda na zakupach, ten – zapytany – nie potrafiłby wymienić połowy tychże „klasyków”.

Classic+

W tym samym okresie, gdy Blizzard od lat szukał pomysłu na starych graczy i ich przywiązanie do Vanilli, TBC i WotLK, gdzieś na pirackich wodach pływał sobie żółwik, który z czasem urósł do gigantycznych rozmiarów. Pomysł twórców Turtle’a był absolutnie genialny: odtworzyć Vanillę, ale jednocześnie rozbudować ten świat o nowe elementy, również te znane z późniejszych dodatków. Pozostawić go wiernym Azeroth, czyniąc przy tym większym, lepszym i doskonalszym.

Mapa została wzbogacona m.in. o znane Hyjal i Gilneas, choć obie krainy – w przeciwieństwie do swoich „zamieciowych” pierwowzorów – zostały zbudowane od zera. Hyjal pełnił funkcję wysokopoziomowej farmy golda, natomiast Gilneas było dla obu frakcji idealnym miejscem do levelowania na poziomach 40–44. Ekipa Turtle’a z powodzeniem pozatykała zresztą wszystkie dziury, które stanowiły bolączkę podnoszenia poziomów w Vanilli. 

Tuż obok Stormwind powstało świetne Northwind w klimatach Elwynn Foresta. Na zachód od Westfall pojawiła się niebezpieczna, pełna wrogów wyspa Balor. Na wschód od Loch Modan do mapy „przyczepiono” Grim Reaches, gdzie – wstyd się przyznać – ani razu nie dotarłem, bo zawsze było mi tam jakoś nie po drodze. Niedaleko Booty Bay pojawiły się dwie wyspy: Gillijim oraz Lapidis, atmosferą nieodbiegające od kultowego STV czy nawet Zul’Gurub. Podobnie tropikalną aurę miała wyspa Tel’Abim niedaleko Tanaris, gdzie gracz mógł pozbierać nie tylko sławne banany, ale także przydatne podczas rajdów receptury.

Bilety CD-Action Expo 2026 banner

Droga „Żółwia”

Stare krainy również przeszły lifting. Dotyczyło to głównie nowych questów i miasteczek, co odświeżyło chociażby Arathi Highlands czy Wetlands. Pojawiły się też dwie krainy startowe dla nowych starych ras – wysokich elfów i goblinów. Ci pierwsi różnili się od krwawych elfów właściwie tylko kolorem oczu, ale tutaj zostali przypisani do Przymierza, natomiast poruszające się jak na retailu gobliny trafiły do Hordy. Zresztą nie miało to większego znaczenia, gdyż obie frakcje na Turtle’u ściśle ze sobą współpracowały. Istniały wspólne gildie, rajdy, dungeony, a nawet wspólne questowanie. Wierzcie mi, to jest to, czego mi w TBC Anniversary najbardziej teraz brakuje.

Dużym urozmaiceniem levelowania okazały się nowe lochy. Mnie najbardziej urzekł piękny Crescent Grove, położony na południu Ashenvale, równie kolorowy jak ta kraina. Niemal tak samo dobre, choć zdecydowanie bardziej mroczne, było Gilneas City. Mniej lubiłem pozostałe nowe dungeony, takie jak Hateforge Quarry, Stormwind Vault, Black Morass czy Karazhan Crypt.

Endgame wymyślony od nowa

Twórcy zadbali również o to, by gracze na maksymalnym poziomie nie umierali z nudów. Dlatego obok klasycznych rajdów pojawił się także Karazhan w wersjach dla 10 i 40 osób. Autorskim projektem było natomiast Emerald Sanctum ze smokami w roli głównej. Dość krótki rajd, odbywający się w Hyjal, trochę przypominał mi Ruby Sanctum z WotLK. Wreszcie w ostatnim patchu, dosłownie kilka tygodni przed zakończeniem działalności serwera, wprowadzono 20-osobowy Timbermaw Hold. Psioczyłem na jego poziom trudności i błędy, ale dziś wydaje mi się, że pośpiech miał swoje drugie dno.

Długo mógłbym jeszcze wymieniać, co Turtle dodał lub zmienił względem klasycznej Vanilli. Wspomnę tylko o nowych trasach zeppelinów i statków oraz dodatkowych punktach „latajek”. Z przydatnych rozwiązań pojawił się Dungeon Finder, skrzynka do zmiany specjalizacji, a w ostatnim patchu działający wreszcie barber. Niemniej przez 8 lat nie udało się uruchomić kamieni do przywoływania graczy pod lochami ani zwiększyć liczby questów, które można było jednocześnie wykonywać.

Pewnych ograniczeń związanych z 20-letnim silnikiem Vanilli po prostu nie dało się obejść. Dlatego development pracował pełną parą nad wersją zremasterowaną, działającą na Unreal Enginie 5. Publikowane screeny i filmiki udowadniały, że stareńki WoW może wyglądać pięknie dzięki nowoczesnym cieniom, modelom i oświetleniu.

Polak Polakowi wilkiem?

Na serwerze Nordanaar pod koniec istnienia Turtle’a prężnie działały dwie polskie gildie: Zmiana Warty i „moje” Przymierze Wyklętych, które powstały w wyniku rozpadu polskiej „masówki”, jaką była Purpurowa Komitywa. Jak to bywa po rozwodzie, obie gildie niespecjalnie za sobą przepadały. Przymierze miało żal do Warty o podbieranie graczy, z kolei druga strona wyśmiewała wspólne rajdy pierwszej z zaprzyjaźnioną czesko-słowacką gildią.

W rywalizacji PvE Warta była nieco lepsza, bo ukończyła całą zawartość Turtle’a, oczyszczając Karazhan 40. Przymierze cały czas starało się deptać po piętach dawnym kolegom, ale w tym przypadku skończyło się „tylko” na Naxxramas. Nie myślcie jednak, że Polacy wyłącznie ze sobą rywalizowali. Zdarzały się wspólne wypady, jak chociażby organizowany przez Przymierze świąteczny Naxxramas, na który przyszło kilka osób z drugiego obozu. Powodem do wzajemnych żartów i docinków było z kolei to, że nasz tank miał żonę będącą healerem w Warcie. Zabawna historia.

Na serwerze Nordanaar funkcjonowało oczywiście więcej gildii. Pierwszą taką polską grupą była Kompania z Southshore – miała swoje wzloty i upadki, podobnie jak mocna przez pewien czas Husaria czy RIP, którego gracze w większości przeszli później do Przymierza i wydatnie pomogli w jego rozwoju.

W szponach „Zamieci”

Blizzard zabierał się za Turtle’a od kilkunastu miesięcy. Nic dziwnego – „Żółw” urósł do gigantycznych rozmiarów. W końcowej fazie działały aż trzy serwery: Nordanaar, Ambershire i Tel’Abim. Tylu ludzi, co na Nordanaarze, nie widziałem od premiery WoW-a w 2004 roku. Znalazłem informację, że na początku 2025 jednocześnie logowało się nawet 40–50 tysięcy graczy, a mniej lub bardziej aktywnych było łącznie ok. pół miliona osób. Teoretycznie pół miliona ludzi wybierało piracki serwer zamiast oficjalnego produktu Blizzarda.

Spora część z nich korzystała również z płatnych transakcji na Turtle’u, a tych trafiało się całkiem sporo. Były rzeczy przydatne, jak robocik do napraw czy pudełko do zmiany specjalizacji, ale też masa kosmetycznych dodatków – transmogi, skiny, mounty czy pety.

No i najwyraźniej zrobiło się już tego za dużo. Blizzard zareagował pozwem. Turtle początkowo odpowiedział spokojnie. Stronę i serwery przeniesiono w nowe miejsce, a w mediach społecznościowych ukazał się list otwarty, w którym twórcy pirackiego serwera – powołując się na miłość do WoW-a – prosili Blizzard o udzielenie licencji i pozwolenie na dalszy rozwój „Żółwia”. Opublikowano też długą listę firm wręcz współpracujących z modderami i pozwalających na istnienie prywatnych serwerów.

Blizzard na list nie odpowiedział, ale można się domyślać, że za kulisami działo się bardzo dużo. Po kilku miesiącach upadł projekt Turtle 2.0. Bez zapowiedzi pojawiła się krótka, lakoniczna informacja o jego zamknięciu. Być może w tym przypadku zadziałała presja Blizzarda na Epic, który zapewne zabronił wykorzystania Unreal Engine’u 5.

W kwietniu tego roku ruszył już efekt domina. Najpierw sąd w USA przyznał rację Blizzardowi i uznał zasadność pozwu. Kilka dni później przestały działać płatności za transakcje. Wreszcie 18 kwietnia po południu ukazało się oświadczenie Turtle WoW o zakończeniu ośmioletniej podróży.

„You think you do, but you don’t”

Blizzard znowu wygrał. I może się cieszyć swoim zwycięstwem zapewne przez dłuższy czas, bo reszta pirackich serwerów mocno odstaje i nie stanowi realnej alternatywy. Serwery takie jak Bronzebeard czy Epoch nie oferują nawet połowy tego co „Żółw”. A trzeba pamiętać, że planowano kilka kolejnych patchy, które miały wprowadzić m.in. nowy rajd w Winterspring, ruinach Silvermoon oraz finalnie Grim Batol, zapowiadany jako największy i najtrudniejszy rajd w świecie Classic+. Do tego nowe lochy, krainy i miasta…

Zamiast tego wszystkiego tysiące graczy muszą nauczyć się żyć bez Turtle’a. Przynajmniej przez jakiś okres. Część wróciła już na TBC, inni szukają przygód na serwerach pokroju Epocha czy Bronzebearda. Pytanie tylko, jaki pomysł na siebie ma teraz „Zamieć”? Europejskie serwery Titan Reforged? A może – po udostępnieniu przez Turtle’a kodu źródłowego – własna wersja Classic+? Tego dowiemy się najwcześniej podczas wrześniowego BlizzConu.

Skomentuj