„Zdeklasujemy Gothic Remake”. To nie demo End of Eden jest problemem, tylko to, co mówią jego twórcy

„Zdeklasujemy Gothic Remake”. To nie demo End of Eden jest problemem, tylko to, co mówią jego twórcy
Gothic Remake miał być katastrofą, tymczasem gracze przytulili go nawet z toną błędów, podobnie jak wiele lat temu oryginał. Prawdziwą porażkę zaliczyło natomiast demo pogromcy Gothica – End of Eden. W całej tej historii czeka jednak lekcja do przyswojenia – także dla młodego polskiego studia.

Pycha kroczy przed upadkiem, ale opowieści o Dawidzie, który pokonał Goliata, zawsze kuszą. Zwłaszcza że w historii gamingu takie cuda się czasem zdarzają. Tak przecież Path of Exile 1 i 2 wspięły się na szczyt – po plecach potykających się Diablo 3 i 4. Coś podobnego chce osiągnąć No Rest for The Wicked, ale jego twórca – Thomas Mahler – przy okazji wszedł, niestety, w buty publicysty pouczającego konkurencję. Podobny błąd popełniły stojące za End of Eden młode wilczki z Laughing Fox Games.

Rzuciły rękawicę remake’owi Gothica nie tylko samym swoim dziełem, ale i retoryką. Padło trochę zuchwałych słów, chociażby dużo mówiący tytuł jednego z filmików: „End of Eden – zrobiliśmy lepszy system walki niż Gothic”. Jednakże grywalny teaser, udostępniony chwilę przed premierą najbardziej polskiej niemieckiej produkcji, zweryfikował mocne teksty puszczane w eter. To lekcja pokory – tak dla mediów, streamerów czy odbiorców, jak i przede wszystkim dla „Śmiejących się Lisków”. I paradoksalnie – może wyjść wszystkim na dobre.

Gothic Remake – porady na start. 5 rzeczy, które chciałbym wiedzieć przed zagraniem

VS Gothic

Najzabawniejsze jest to, że operacja związana z End of Eden mogła się udać. W sumie wciąż może, tylko trzeba nieco zmienić reguły medialnej gry. Gothic to w Polsce kult, ale też skala, do której da się aspirować bez budżetu AAA, mimo złożoności tego typu pozycji. Mieliśmy zresztą ostatnio mniej lub bardziej udane próby, jak np. Of Ash and Steel, więc co jakiś czas ktoś się o koronę „Drewnianego Króla” bije. Polacy z Laughing Fox Games chyba niepotrzebnie ulegli presji, którą sami sobie narzucili w mediach, i wypuścili ten kawałek kodu. Bo to prawda, że rzeczone demko jest katastrofą, to się w ogóle nie powinno ukazać – chyba, że za parę lat jako ciekawostka. Trzeba było sobie darować działania na czas, aby zdążyć na chwilę przed remakiem Gothica i pokazać „jak to się robi” – wystarczyło robić swoje. Niemniej nie ma co po tej porażce skreślać wszystkiego, co jeszcze może się z grą zadziać.

End of Eden

End of Eden faktycznie mocno przypomina Gothica w założeniach. Akcja tego tytułu toczy się w otwartym, gęsto zagraconym treścią, znajdźkami i potworami, ale odgrodzonym wodą od reszty krainy wycinku świata dark fantasy. Startujemy jako obdartus, który musi się dostosować do dziwnych magicznych uwarunkowań na wyspie, przetrwać, wbić w jedną z trzech struktur (tego w grze nie zobaczyliśmy póki co) i piąć się po szczeblach „kariery”. Jednocześnie cały interes napędza magiczna waluta, która zapewne – podobnie jak ruda w Kolonii Górniczej – ma więcej niż jedno zastosowanie. Brzmi, jakbyśmy trafili do domu? No i może w przyszłości tak się stanie.

Gothic Remake to lakierowane drewno – takie, że aż z peceta wióry lecą [RECENZJA TECHNICZNA]

Wolno dojrzewające RPG

Na razie rzeczywiście jest tragicznie. System walki to list miłosny i ukłon w stronę najgorszego elementu pierwszego, oryginalnego Gothica, czyli koślawego sterowania – tam, aby wykonać akcję (atak, interakcję z przedmiotem, rozpoczęcie dialogu itp.), trzeba było kliknąć myszką i jednocześnie wcisnąć odpowiedni przycisk. W przypadku starć stała za tym jakaś logika zorientowana na kręcenie combosów, ale na tym zalety się kończyły. I tutaj póki co jest podobnie. Nasz obwieś nie zaatakuje, dopóki nie wciśniemy jednocześnie przycisku myszy i klawisza, który normalnie służy do chodzenia w daną stronę, a tutaj określa kierunek ciosu. I biada nam, jeśli nasze uderzenie czy seria zostaną przerwane – musimy znowu klikać wszystko od początku. W dodatku z wyciągniętą bronią nie możemy się skradać ani biec.

I tak wygląda cała gra. Wszystko jest toporne, mało intuicyjne, pierwsze zaprezentowane dialogi fizycznie bolą, bo uginają się od ciężaru źle podanej ekspozycji przy jednoczesnej próbie naśladowania charakteru Gothica. Nieźle zapowiada się natomiast projekt poziomów – widać, że twórcy potrafią montować złożone lokacje, nawet jeśli na razie naciągnęli na nie tekstury z epoki wczesnego PS3, a wszystko puszczają w ruch animacjami podobnej klasy. Do tego dochodzi iście gothicowa tona bugów.

End of Eden

No i można by tak flekować End of Eden do jutra. Tylko że to bez sensu. Jasne, twórcy liczą na feedback i warto go im dostarczyć, ale chyba jak już emocje opadną. I pora na parę słów ode mnie, choć nie na temat samego gameplayu. Po prostu widać, że to, co zobaczyliśmy, to jedynie prototyp, nad którym studio jeszcze przez miesiące powinno solidnie pracować. Bo przecież na początku developmentu zawsze widzi się takie, albo i gorsze, zakalce. To naturalny etap procesu, absolutnie do zaakceptowania. Tak jak i stan, w jakim obecnie jest End of Eden.

Grzechy główne

Panie i panowie z Laughing Fox – Wy się zwyczajnie wyłożyliście na komunikacji i na kłamstwie, które ktoś Wam chyba sprzedał. Na swojej bucie i krzykliwych hasełkach. Przestrzeliliście jak John Romero w epoce Daikatany (notabene najgorsze slogany wymyślili mu marketingowcy, co nie zmienia faktu, że jednak je autoryzował – a potem przepraszał). Jak Thomas Mahler, który psuje atmosferę wokół naprawdę dobrego No Rest For The Wicked swoim pouczaniem branży z wysokiego konia, mimo że na tym samym koniu startuje do wyścigu o statystyki gry na Steamie. Wy robicie to samo, tylko – nie macie tak spektakularnego portfolio na poparcie. Romero wcześniej współprojektował gamingową rewolucję, a Mahler z ekipą zatrzęśli rynkiem indie. Lone Soul świadczy o pewnym poziomie rzemiosła, ale to jednak nie Doom czy Ori and the Blind Forest.

Wiem, że potrzebowaliście rozgłosu, by zagonić ludzi na Kickstartera. Agresywny marketing nie zawsze jednak popłaca. Jasne, jest jakimś ogranym modelem o sprawdzonej skuteczności, ale można w ten sposób przelicytować i wystawić się na śmieszność – tak jak Wy to uczyniliście. Wystartowaliście do większego zawodnika zachęcani (od pewnego czasu) głaskami paru youtuberów i streamerów, którym pasowaliście do tezy i wizerunku. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to zbudowało w Was przeświadczenie, z którego wzięliście te buńczuczne nagrywki o walce lepszej niż w Gothicu czy hasła o stworzeniu gry w 18 miesięcy. I z tego samego powodu musieliście dorzucić poprzedzający demko filmik o tym, że End of Eden powstaje raptem od kilku miesięcy – żeby się asekurować po śmiałych zapowiedziach.

Oficjalny kanał End of Eden na YouTubie.

Słuchajcie, wiele dzieł czy w ogóle marek w biznesie zrodziło się na zasadzie „zrobię coś podobnego, tylko lepiej”, często jeszcze z dodatkowym napędem w postaci emocji względem oryginału. Z takich powodów bracia Dodge stworzyli firmę, która rzuciła rękawicę Fordowi, a Lamborghini obok traktorów zaczęło montować supersamochody zagrażające Ferrari. Da się. Nie bez ryzyka, ale da się. Tylko że to się lepiej sprawdza jako wewnętrzne nastawienie przyświecające pracy nad danym produktem, a nie jako hasełka reklamowe. Zachowajcie to, zachowajcie ten głód sukcesu i chęć pokazania, „jak to się robi” – ale najpierw stwórzcie taki kawał gry, którego będziecie pewni. Zachowajcie też nauczkę z ostatnich dni. O tym, jak nie porozumiewać się ze światem poza specyficzną bańką, jeśli chcecie mieć więcej niż kilka tysięcy followersów.

Po co upadamy?

Ja Wam, dobrzy ludzie, kibicuję. Chcę zobaczyć kolejne porządne eurojankowe RPG robione z pasją i wymagające od graczy skupienia. Nauczcie się tylko mówić wprost o swojej grze, bez ciągłego odnoszenia się do konkurencji i przyjmowania tonu, którym wcale-nie-pouczacie-ale-jednak-trochę-tak. Rzeczywistość już Wam pokazała, ile warta jest taka narracja bez mocnych argumentów (a nawet gdybyście już teraz mieli asa w rękawie – to i tak u części wywołalibyście butą jedynie uśmiech politowania). Nie jesteście autorytetami męczącymi bułę z ambony, jesteście twórcami. Zachowajcie trochę tej zadziornej postawy – to nic złego być medialną twarzą projektu i zdradzać odrobinę charakteru, ale skupcie się na opowiadaniu o swoim tytule, o tym, czego się uczycie sami, czego się uczycie z feedbacku.

End of Eden

Zwłaszcza że gdzieś tam na dnie nawet tego koślawego dema czai się zajawka czegoś przyjemnego do pogrania (mnie np. podobało się tempo i responsywność ruchu, mimo straszliwych animacji). Po prostu trudno się do tego przebić, gdy medialne emocje i szum (czego echem jest przecież nagrywka z początku teasera) przesłaniają większość krajobrazu. Ale spokojnie. Upadliście z małej wysokości, z tego jeszcze da się podnieść. I mam nadzieję, że się otrzepiecie, wyciągnięcie wnioski i zakaszecie rękawy. Tak więc, drogie „Liski”, nie walczcie z Gothikiem ani inną konkurencją na pyskówki. Walczcie o wypełnienie niszy, na którą ewidentnie jest zapotrzebowanie. Walczcie o jak najlepszą grę – to się Wam jeszcze może udać. A narracja wokół sama się w końcu nakręci.

karol laska o casusie end of eden

Dżentelmeńska umowa pomiędzy polską prasą a Laughing Fox Games – zapomnijmy, że ta „premiera” się wydarzyła. Bo choć staram się zrozumieć agresywny marketing (rzekomo z uwagi na Kickstartera), tak takimi zagrywkami może i zdobędzie się parę złotych, ale straci zaufanie. Proponowałbym więc zacząć z czystą kartą i budując na owym koślawym, ale klarownie zaznaczającym fundamenty koncepcyjne i gameplayowe prototypie. Bo też musicie, drodzy twórcy i czytelnicy, wiedzieć, że CD-Action (czy też dowolny inny ojczysty portal growy) naprawdę nie potrzebuje wielkiej dramy wokół gothiclike’a, żeby o nim napisać. Wręcz przeciwnie, wystarczy tworzyć grę w tym subgatunku, podesłać nam prasówkę, trochę konkretów i news powstanie w try miga, a i do hands-onów czy wersji demonstracyjnych będziemy stać pierwsi w kolejce. 

Gracze znad Wisły chcą czytać o grach inspirowanych Gothikiem i grać w gry inspirowane Gothikiem, ponadto i google’owy algorytm wyjątkowo łaskawie patrzy na treści owego rodzaju. Nie mówię już o masie mniejszych i większych kanałów na YouTubie czy Twitchu, a także różnorakich fanpage’ów i facebookowych grup, które zawsze się na erpegi w duchu dzieła Piranii rzucą w poszukiwaniu zasięgów oraz nostalgicznych powrotów. Zostawcie tę Alkimię, wystarczą Wam rodacy. Tylko najpierw trzeba do nich przemówić językiem zachęty, a nie prowokacji. Tak jak robi to większość niezależnych devów na rynku odnoszących jakikolwiek sukces. Devów, których śladami możecie podążyć, ale do których też zawsze należy mieć szacunek – zwłaszcza że dzielicie to samo podwórko, wykładane podobnymi kamieniami.

Jedna odpowiedź do “„Zdeklasujemy Gothic Remake”. To nie demo End of Eden jest problemem, tylko to, co mówią jego twórcy”

  1. geez ale maja cringowy marketing ci ludzie.

Skomentuj