Zmarł Tim Curry. Gwiazda „Rocky Horror Picture Show” miała 80 lat
Aktor i wokalista Tim Curry, ikona filmu oraz teatru, odszedł w wieku 80 lat w swoim domu w Los Angeles. Portal TMZ poinformował, że brytyjski artysta zmarł w późnych godzinach nocnych. Od czasu udaru w 2012 roku zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi i poruszał na wózku inwalidzkim.
Timothy James Curry urodził się w 1946 roku i dorastał w Grappenhall w Warrington. Pasję do aktorstwa odkrył po obejrzeniu Judi Dench w spektaklu „Cabaret” w Londynie. Kluczowym momentem w jego wczesnej karierze okazał się występ w musicalu „Hair” na West Endzie.
Najważniejsza rola w jego dorobku przyszła w 1973 roku, gdy wcielił się w doktora Franka-N-Furtera w spektaklu „The Rocky Horror Show”, napisanym przez jego przyjaciela Richarda O’Briena. Dwa lata później zagrał w filmowej adaptacji „Rocky Horror Picture Show”, która zyskała status kultowej i do dziś pozostaje najdłużej wyświetlanym tytułem w historii kina.
Na wielkim ekranie stworzył niezapomniane kreacje w takich produkcjach jak „Trop”, „Kevin sam w Nowym Jorku”, „Muppety na wyspie skarbów” czy „Polowanie na Czerwony Październik”. W telewizji zapisał się w pamięci widzów rolą przerażającego klauna Pennywise’a w adaptacji powieści „To” z 1990 roku. Równie wielkie sukcesy odnosił w teatrze – za swoje wybitne występy w „Amadeuszu”, „Mój ulubiony rok” oraz musicalu „Spamalot” zdobył łącznie trzy nominacje do prestiżowej nagrody Tony.
Po udarze w 2012 roku skupił się na dubbingu (użyczył głosu m.in. w „Gwiezdnych wojnach: Wojnach klonów” i „Piotrusiu Panie i piratach”, za co otrzymał nagrodę Emmy). Nie odpuszczał jednak występów aktorskich i zagrał w „Rocky Horror Picture Show: Zróbmy to jeszcze raz” (2016), a jego ostatnim filmem był „Stream” z 2024 roku.
Gracze mogą znać go z takich tytułów jak Command & Conquer: Red Alert 3, gdzie wcielił się w postać premiera ZSRR, a także z Dragon Age: Origins, Gabriel Knight: Sins of the Fathers, Sacrifice czy Brütal Legend.
Okropne wiadomości, jakby wczorajsza śmierć Dolly Parton to było za mało… Cześć i chwała.