Gamescom gasi wizerunkowy pożar po własnej fatalnej reakcji na kradzieże. Zapowiada konkretne kroki

Gamescom gasi wizerunkowy pożar po własnej fatalnej reakcji na kradzieże. Zapowiada konkretne kroki
Lepiej późno niż wcale.

Nie minął nawet tydzień od tweeta, w którym Gamescom opublikował komunikat, który brzmiał jak obarczanie winą developerów okradzionych podczas targów. Wtórna wiktymizacja okazała się fatalną strategią i na kolońską imprezę spadła fala krytyki. Tym razem więc Gamescom opublikował kolejnego tweeta i postanowił zrobić to jak należy: zaczęli od przeprosin, stwierdzili, że sprzeciw środowiska był uzasadniony, a ich pierwsza reakcja była w złym guście i nie okazała poszkodowanym empatii, na którą zasługiwali. Duża plama na honorze udanej przecież imprezy.

W dalszej części dostajemy to, czego zabrakło tydzień wcześniej: kradzież to coś więcej niż strata materialna, bo potrafi obrócić wniwecz całe targi i unieważnić cały trud, jaki małe studia włożyły w przygotowania przez całe miesiące czy nawet lata. Organizatorzy dodali również, że rozpoczęli rozmowy z poszkodowanymi. Przedyskutują z nimi kwestie kradzieży, jej skutków, postarają się wysłuchać. W oświadczeniu nie ma jednak ani słowa o zwrocie kosztów.

Ryan Laley, twórca horroru Mimic, przyjechał do Kolonii z Essex. Za stoisko zapłacił tysiące funtów tylko po to, żeby przekonać się, że jego nowiutki laptop Alienware, kupiony specjalnie na targi, padł ofiarą amatora cudzej własności. Warto dodać, że stoisko stało w części biznesowej, niedostępnej dla publiczności, reklamowanej przez organizatorów jako pilnowana całodobowo i zamykana po godzinach. Laley był zdruzgotany. Z pomocą pospieszył mu CD Projekt Red – chociaż nie byli w stanie udzielić mu wsparcia na miejscu, to obiecali „coś mu wysłać”, żeby nie zaczynał od zera. W sukurs przyszli mu też twórcy Where Winds Meet oraz konsultant i twórca Don’t Scream, Joe Henson (znany jako Indie Game Joe).

Nie był jedynym poszkodowanym. Wydawcy iam8bit skradziono w nocy z czwartku na piątek dwa laptopy ze stanowiska, na którym pokazywano Escape Academy 2: Back 2 School oraz Petal Runner – gry Coin Crew Games i Nano Park Studios.

Pojawiły się też głosy, że jest to powracający problem. Gamescom ma problem z chronieniem sprzętu developerów i to nie jest żadna tajemnica.

Komunikat z 29 sierpnia był suchy i nieprzyjemny: organizatorzy wiedzą, ale twórcy mogli się lepiej pilnować i wykupić dodatkową ochronę. Była to wizerunkowa katastrofa i teraz jedyne, co zostało Gamescomowi, to gaszenie pożaru. W nowym komunikacie dostajemy już konkrety: będzie osobny przegląd bezpieczeństwa dla wystawców indie, a w najbliższych tygodniach organizatorzy porozmawiają z developerami o wypracowaniu rozwiązań. Pojawił się też apel, żeby zgłaszać wszystkie incydenty, nawet te z przeszłości, by powstała solidna dokumentacja.

Oświadczenie może nie odzyska nikomu sprzętu, ale dobrze, że w ogóle się pojawiło i dobrze, że to Gamescom, a nie jacyś celebryci, bo jeszcze wpadliby na pomysł, żeby otworzyć do tego „rozgrzeszającą” zbiórkę charytatywną...

4 odpowiedzi do “Gamescom gasi wizerunkowy pożar po własnej fatalnej reakcji na kradzieże. Zapowiada konkretne kroki”

  1. Deweloperzy chcieli przyoszczędzić na ochronie w wersji standard, podczas gdy powinni byli wykupić ochronę premium, gwarantującą że ochroniarze niczego im ze stoiska nie wyniosą. 😀

  2. Rzecznik sobie przemyślał, że wystosowanie trochę cieplejszego oświadczenia nic nie kosztuje, nawet jeśli nie zwróci to sprzętu wystawcom. I dobrze, bo z tego co się zdążyłem zorientować, za Gamescomem ciągnie się coraz bardziej wyczuwalny smrodek imprezy, na której łatwo stracić dorobek :v

    „twórca horrora Mimic” – powinno być „horroru”
    „nowiutki laptop Allenware” – powinno być „Alienware”
    „wniwecz” – myślałem że powinno być „w niwecz”, ale właśnie poznałem nowe słowo 😮

  3. Przeprosiny i obiecanki poprawy, elo.

Dołącz do dyskusji