Blizzard ogłosił Diablo 5, chociaż poprzednia część ma dopiero 3 lata. Chwilę na tę grę poczekamy
Na ceremonii otwarcia BlizzConu 2026 Blizzard ogłosił Diablo 5. Zobaczyliśmy upadek Sanktuarium i ludzi wieszanych na krzyżach. Gra będzie miała premierę w 2029. Tym razem nie będziemy walczyć z Diablo, żeby nie podbił naszego ziemskiego dominium. Wszystko zostało już podbite, a demony szaleją gdzie popadnie. Jednocześnie jest to teaser i nijak się ma do tego, co zostało nam pokazano, kiedy zapowiadano Diablo 4.
Najpierw były nadzieje na remaster Diablo 1. Blizzard sam podgrzewał atmosferę, zapowiadając, że fani „oszaleją” na BlizzConie. Na opublikowanej wcześniej mapie hal wydzielono strefę demo dla wszystkich trzech klasycznych odsłon Diablo – z jedynką włącznie – obok Warcrafta 3 oraz Heroes of the Storm. W harmonogramie znalazły się dwa panele poświęcone wyłącznie starym grom: „Custodians of Legacy Games” oraz „Classic Game Deep Dive”. Stąd była nadzieja, że może poprzednie tytuły dostaną nieco miłości, a tu okazało się, że idziemy nową drogą.
Najciekawszy trop można było wyniuchać w przewodniku dla widzów. Wśród nagród na Twitchu wymieniono odznakę „Diablo”, przypisaną w bazach danych nie do czwartej części, lecz do oryginalnej gry – na samej odznace widnieje Pan Terroru. No i mamy go, we własnej osobie, jako władcę Sanktuarium, którego zapewne będziemy musieli obalić.
To wpisuje się w szerszą strategię Blizzarda – mają wreszcie okazję wrócić w wielkim stylu albo zwinąć się w niesławie. Diablo 2 dostało Reign of the Warlock, pierwszą dużą aktualizację z nową klasę po niemal ćwierci wieku, a w tym tygodniu oficjalna strona StarCrafta zaczęła się „psuć”, ukrywając w kodzie datę 2575 i nazwisko na K. Studio wyraźnie przypomniało sobie, że kiedyś robiło jakieś gry.
Więcej dowiemy się z czasem: jeszcze na tym BlizzConie twórcy będą opowiadać o nadchodzącej, bardzo ponurej grze. Ci, którzy czekali na Diablo 1 w wersji remasterowanej, czują się zapewne rozczarowani i nic dziwnego. Fakt, że długo nie czekaliśmy (sześć lat) pomiędzy czwórką a piątką pokazuje, że Blizzard musi mieć na siebie pomysł, zaś czwarta część nie dowozi tyle pieniędzy ile by korporacja chciała. Bo rzeczy typu dodanie Deckarda Caina brzmi jak odgrzewany kotlet i wykopywanie biednego nieboszczyka. Pojawi się też Geralt. Ale pozostaje pytanie, czy to wystarczy. Wygląda na to, że na Diablo 4 (które miało ogromny potencjał) powoli kładzie się krzyżyk...

Biorąc pod uwagę, że przychody z Diablo 4 przekroczyły miliard zielonych to bym nie szalał z tezą o niedowożeniu. Po cichu liczę, że zaczynają słuchać graczy którzy nie chcą by diablo było upośledzoną mmo, a tym jest tak naprawdę d4. Fundamentów czwórki już się nie da zmienić za głęboko siedzą w kodzie gry więc piątka wydaje się jedynym rozwiązaniem. Ale pożyjemy zobaczymy, osobiście trzymam kciuki bo zawsze uwielbiałem tą serię.