Blizzard wyjaśnia, czemu zapowiada gry, których premiery są tak odległe. „Chcemy pokazać pewność siebie”
Nie wiem jak wy, ale ja po wyjawieniu premiery nowego StarCrafta krzyknąłem głośno: „co?!”. Spodziewałem się, że debiut gry może być jeszcze odległy, ale nie myślałem, że zobaczymy na końcu zapowiedzi rok 2030. Widać już zresztą, że choć sam trailer spotkał się raczej z ciepłym odbiorem, to planowana data premiery wywołuje ogromne kontrowersje.
Podobnie jest zresztą z Diablo 5, które ma ukazać się rok przed nowym StarCraftem. Naturalnie więc gracze zaczęli się zastanawiać, po co Blizzard pokazuje nam produkcje, które są jeszcze gdzieś hen daleko na horyzoncie. Odpowiedzi na to pytanie dostarczyła nam sama prezeska Blizzarda, Johanna Faries. W rozmowie z Bloombergiem wyjawiła (używając do tego typowego języka korpo), że firma chce w ten sposób wyrazić pewność siebie.
Chcemy pokazać pewność siebie w kontekście najważniejszych projektów, na które stawiamy w nadchodzącym czasie. Jesteśmy Blizzardem, który będzie wydawać gry – wydawać je na wielką skalę i dowozić projekty na czas – angażujemy wszystkie nasze siły, by zapewnić tym produkcjom sukces.
Na pewno jednym z najciekawszych elementów wypowiedzi Faries jest fragment mówiący o dowożeniu projektów na czas. Obecnie w branży gier dość mocno boimy się opóźnień, które stały się naprawdę powszechne i częste. Wielu graczy słysząc, że nowy StarCraft zadebiutuje w 2030 roku, już wzięło na to poprawkę i przygotowuje się, iż tytuł ten może zadebiutować nawet jeszcze później. Jednak Faries zdaje się nas uspokajać w tym zakresie i twierdzi, że Blizzard zamierza dotrzymać zapowiedzianych terminów. Czy ta sztuka uda się „Zamieci”? O tym przekonamy się dopiero za kilka lat, gdy wreszcie doczekamy się debiutów Diablo 5 i StarCrafta.
Kto im zabroni obiecać? Jest jakieś prawo mówiące o tym że nie wolno obiecać a potem się z tego wycofać? Łatwowierność graczy nie zna granic.