Xbox przez dekadę kasował gry i zamykał studia. Reżyser Fable wyjaśnia, dlaczego akurat jego projekt przeżył
Współzałożyciel Playground Games i reżyser Fable, Ralph Fulton, udzielił obszernego wywiadu Guardianowi. Rzucił tam parę ciekawych rzeczy, między innymi to, że jego zespół zainwestował w finał mimo, iż statystyki mówiły, żeby tego nie robić. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Fable przeżyło rzeź niewiniątek, bo najwyraźniej Xbox ma do niego słabość.
Przywołuje przy tym znany developerom wskaźnik – grę zaczyna sto procent kupujących, kończy dwadzieścia pięć. Z takiej tabelki wniosek jest prosty, nie opłaca się wydawać pieniędzy na coś, co zobaczy jedynie ćwierć twojej publiczności. Playground twierdzi, że zrobi inaczej. Według reżysera kulminacja całej historii będzie wybór, zmuszający gracza do zastanowienia się, kim właściwie jest – a do tego dojdzie jeszcze osobisty koszt.
Ta decyzja stanowi również podwaliny całego projektu. Przez większość opowieści wątek główny nie będzie straszył na horyzoncie, a my będziemy mogli w spokoju flirtować, kupować kamienice, zwiedzać Albion i budować reputację. Dopiero finał ma wystawić nam rachunek za nasze decyzje.
Reboot Fable powstaje już kupę czasu, bo niemal dekadę. W 2016 Microsoft zamknął Lionhead, a rok później powstał drugi zespół w Plyaground. Samo studio weszło do Xboksa w 2018. Po drodze Microsoft wyrzucił do kosza masę gier, ale Fable zostało. Chroniło ich to, mówi Fulton, że wiele osób w Xboksie uważa tę markę za niezwykle istotną dla tożsamości platformy. Jednocześnie nie ma aureoli i poroża. Klasyczny suwak dobra i zła zniknął, bo reputacja jest lokalna i subiektywna. W jednej wiosce możemy być świętymi, w drugiej absolutnym skaraniem boskim. Zabić da się każdego, łącznie ze sklepikarzem – wtedy jego sklep znika. Gracz będzie miał też pełną swobodę w walce.

Fulton mówi, że zespół nie chciał bawić się w konwencjonalne motywy i toposy. Dlatego też Albion będzie współczesnością w sztafażu epoki, zamiast kolejnym „hola, hola, wędrowcze, zatrzymaj się gdy cię prosi starzec”.
Premiera już 23 lutego i wielu fanów wygląda jej tak z nadzieją, jak i z niepokojem. Wiele rzeczy może pójść nie tak. Im bliżej premiery, tym straszniej, bo Playground robiło wyścigówki, nie erpegi, a do tego jest poganiane batem przez dużą korporację. Pozostaje trzymać kciuki.