Metro 2033 oraz Last Light Redux dostaną lada moment wersje next-genowe. Studio świętuje 50 milionów sprzedanych kopii
Seria Metro przeszła długą drogę od „naśladowcy Stalkera” do samodzielnej, ale wspartej na filarach powieści Dmitrija Głuchowskiego serii. Na początku przyszłego roku dostaniemy jej kolejną odsłonę, Metro 2039 na zaprezentowanych materiałach przedstawia się jako godna „czwórka”, która w dodatku pozwoli nam wrócić do ciasnych, klaustrofobicznych tuneli porzuconych w Metrze Exodus. Paweł Kicman już grał i mu się raczej podobało, jednak z opiniami najlepiej poczekać na premierę.
Jeśli zastanawialiście się nad powrotem do poprzednich odsłon, by przypomnieć sobie jak to drzewiej bywało, to być może warto będzie poczekać. 4A Games zapowiedziało właśnie, że jeszcze w tym miesiącu Metro 2033 Redux i Metro: Last Light Redux doczekają się next-genowego patcha. Jest to w zasadzie drugi remaster, bo same wersje Redux były odświeżeniem tych pierwotnie wydanych – sytuacja trochę tożsama z będącym znowu na topie Wiedźminem 3, bo przecież jego wersja next-genowa też już jedna była. Developerzy z 4A Games twierdzą, że odświeżone oblicze Metra to nie jest ani remaster, ani remake:
Oryginalna atmosfera Metra Redux zostanie zachowana, jednak wprowadziliśmy ostrożne, ale i liczne usprawnienia, biorące pod uwagę aktualne pecety i konsole. Gry na wszystkich platformach będą wspierały tekstury w rozdzielczości 4K, zapewniając więcej głębi światu przedstawionemu. Aktualizacja zwiększy także immersję poprzez ulepszone animacje, wyższą jakość dźwięku i bogatsze szczegóły otoczenia. Udało nam się również wdrożyć szereg poprawek zgłaszanych przez społeczność oraz zwiększających komfort rozgrywki.
4A Games
Nowa wersja Reduksów doda oficjalne wsparcie dla PlayStation 5 oraz Xboksów Series X|S. Posiadacze konsol Microsoftu skorzystają z dźwięku przestrzennego i włączą TSR, z kolei właściciele sprzętów konkurencji dostaną PSSR i wsparcie dla adaptacyjnych triggerów. Gracze pecetowi zyskają DLSS.
Czyli w zasadzie to taki „leniwy remaster”. Leniwy dlatego, że niewiele się tutaj zmienia, aczkolwiek wystarczająco dużo, by faktycznie móc mówić o remasteringu pierwotnego dzieła. W ostatnich latach ten trend wśród developerów zyskał na popularności, a i gracze chętnie wracają do starszych gier w uwspółcześnionych wersjach. Ja za tym nie przepadam, bo w ten sposób wstrzymujemy rozwój i ograniczamy się do wiecznego wznawiania przeszłości, nierzadko także pchając twórców w stronę kolejnych remake’ów, zamiast czegoś świeżego. No ale ja jestem idealistycznym marudą, więc pozostali mogą się cieszyć.

Autorzy gry też, ponieważ przy okazji ogłoszenia nie-remasterów poinformowano o osiągnięciu przez serię sprzedażowego kamienia milowego. Już ponad 50 milionów graczy z całego świata sięgnęło po Metro, co jest doskonałym wynikiem jak na gry o dość mocnym, konkretnym wydźwięku, które pomimo bycia produkcjami w większości liniowymi, mogą odstraszać poziomem trudności i charakterystycznym dla tzw. „slavjanku” połączeniem ambicji developerów z mechanicznym drewnem. Metro 2033 i Last Light były kilkukrotnie rozdawane za darmo, więc nie wiemy, czy 50 milionów bierze pod uwagę te kopie, czy tylko te sprzedane.
Metro 2039 wychodzi 4 lutego na pecetach, PlayStation 5 oraz Xboksach Series X|S. Next-genowy patch do Metra 2033 i Metra: Last Light Redux ukaże się 29 października. Na razie nic nie wskazuje na to, by ceny uległy zmianie i mam nadzieję, że tak pozostanie.
Masz trochę racji, ale…
Wydłuża to żywotność gier, a tytuły bez ingerencji z czanem przestają się odpalać na nowych komputerach. Nie wszyscy grali całe życie, więc łatwiej im sięgnąć, jeśli dotąd nie mieli okazji.m Młodsi gracze, mogą dostać coś co mniej odstaje od współczesnych technikaliów i ma w związku z tym dla nich niższy próg wejścia.
I jeszcze trochę inna, ale też istotna sprawa. Ja np wolę dostać dobry remaster (choć bardziej remake) starej dobrej gry, niż 9 kontynuację bez polotu, a niestety wobec tego, że graczom podobają się tylko te piosenki, które już znają, często wybór jest ograniczony do tych dwóch opcji.
No jasne, ja tak sobie idealistycznie marudzę, a że gównowacenie w końcu dotyczy wszystkiego, to mam wrażenie, że w końcu dojdziemy do klaskania uszami i sięgania po portfel, ilekroć gra sprzed lat dostanie tekstury w wyższej rozdzielczości. Bo to, że teraz niektóre firmy nie chcą za to kasy nie oznacza, że np. taka z „elektroniką” i „sztuką” w nazwie będzie miała w przyszłości takie skrupuły.
A poza tym też wolałbym zagrać we „współcześniejsze” wersje niektórych produkcji np. z Atari, ale dopiero teraz w modzie jest wieczna kroplówka i tym samym pewien etap rozwoju branży przepadł, jeśli chodzi o odświeżanie. Moim zdaniem jeden z najciekawszych, bo ten, gdzie było widać przemiany i etapy ewolucji różnych aspektów gier. Co do dostępności i łatwości odpalania to też się zgadzam, ale częściowo, bo np. dla mnie granie bywało wyzwaniem także technicznym i nie wszystko zawsze działało bez problemu i wysiłku z mojej strony. Takie pozagameplayowe doświadczenia też są częścią tytułów z przeszłości, a jeśli będziemy dalej ten próg wszystkiego, co związane z grami obniżać, to niedługo wpadniemy w dziurę. Albo już wpadliśmy, nie wiem.