7 rzeczy, które chciałbym wiedzieć przed zagraniem w Phantom Blade Zero
1. Eksploruj!
Metroidvaniowa konstrukcja poziomów sprawia, że niejednokrotnie przyjdzie nam wracać do odwiedzonych już lokacji, w których część przejść była dotąd zablokowana. Pokonując bossów i zbierając ich unikalny oręż, zyskamy możliwość przebijania się przez ściany i podłogi, palenia gałęzi czy gaszenia pożarów. I choć zwiedzanie tych ukrytych ścieżek nie jest niezbędne do ukończenia gry, opłaca się je sprawdzać! Przede wszystkim dają dostęp do ulepszeń umiejętności, których nie zdobędziemy w inny sposób. Możemy tam też spotkać sekretnych wrogów (i zdobyć ich broń), zwiększyć maksymalne HP dzięki kompletowaniu niebieskich kwiatów czy zwrócić fabułę w kierunku wyjątkowego zakończenia. Trzymając się wyłącznie głównego traktu, zobaczymy zaledwie jedną trzecią tego, co gra ma do zaoferowania – warto więc eksplorować.

2. Nie omijaj questów
Na mapie znajdziemy – oprócz złotych znaczników misji głównych – fioletowe oznaczenia questów pobocznych. Te często będą zablokowane (patrz porada wyżej), warto jednak do nich wrócić, gdyż niemal zawsze wiążą się z przydatnymi nagrodami, a także z progresją fabularną, jeśli chodzi o historie różnych pobocznych NPC. Niektóre z najciekawszych wątków oraz walk z bossami kryją się właśnie w zadaniach dodatkowych, a na te łatwo machnąć ręką, jeśli z ich wykonaniem nie jest nam po drodze. Ale znowu – eksploracja to klucz do sukcesu!
3. Nie bój się próbować nowych broni

W grze mamy do dyspozycji ponad 50 unikalnych sztuk oręża. Od mieczy, przez włócznie, po fikuśne Phantom Edge, jak działa czy młoty. Równocześnie możemy przełączać się między dwiema sztukami zwykłej broni oraz dwiema specjalnej. Każda zabawka ma swoje charakterystyczne ruchy, combosy czy – po ulepszeniu – zdolności specjalne. I choć da się przejść Phantom Blade Zero, używając zdobytego bardzo wcześnie uzbrojenia, serdecznie polecam próbować każdego nowego rynsztunku. Szczególnie że nawet po udoskonaleniu oręża można odzyskać zużyte do tego rzeczy i walutę. Jasne, na wyższych poziomach ulepszeń do rozłożenia broni potrzebny jest specjalny przedmiot, ale te są dostępne bez najmniejszego problemu, szczególnie pod koniec rozgrywki. Dlatego nie ma się co bać, można rozmontowywać i kombinować, aż znajdziemy swój preferowany styl walki.
4. Przełączaj broń w trakcie starć

Niejako kontynuując powyższą poradę – po to mamy na podorędziu cztery sztuki broni, żeby z nich korzystać. Dobrze tutaj znaleźć odpowiedni balans, np. mieć jedną do zadawania obrażeń, inną do rozbijania tarcz itd. Ba, ten drugi rodzaj jest właściwie niezbędny w wielu momentach gry. Bez zastosowania odpowiedniej metody przeciwnicy zasłaniający się tarczami są po prostu koszmarnie upierdliwi. Ale zmiana oręża nie pełni tylko funkcji taktycznej, gdyż pozwala też w mig odzyskać Sha-chi – zasób potrzebny chociażby do blokowania. Dlatego – kiedy jesteśmy przyparci do muru – wręcz musimy przełączyć uzbrojenie, żeby nie dać się posiekać na kawałeczki.
5. Zapomnij o przyzwyczajeniach z Soulsów
Phantom Blade Zero to nie soulslike. To raczej slasher, któremu najbliżej do serii Ninja Gaiden. Dlatego warto się wyzbyć strategii, które działały w Elden Ringu czy innych produkcjach tego typu. Śmierć nie stanowi tutaj niezbędnego elementu progresji – ale też jej koszt nie jest wcale taki duży. Walki okazują się dynamiczne, a system blokowania i parowania wiele wybacza, więc możemy śmiało oddawać się nawet button mashingowi i naparzać kolejne combosy niczym w dobrej bijatyce. Niemniej…
6. ...Bądź ostrożny (na wysokich poziomach trudności)

Szczególnie w trybie z 66 życiami zalecam grać powoli. Łatwo zginąć przez nieuwagę, ale jeszcze łatwiej dać się ponieść emocjom i próbować pokonać wroga z resztką zdrowia. Ponieważ wraże siły w Phantom Blade Zero się nie odradzają, możemy spokojnie się wycofać, uzupełnić HP oraz przedmioty leczące, ewentualnie dobrać inny oręż, a potem wrócić do trudniejszego fragmentu. Taka strategia jest moim zdaniem kluczowa w końcowych etapach gry. Z aren bossów nie da się jednak po prostu wyjść, dlatego tam sugeruję odwrotne podejście – postawić wszystko na jedną kartę, zwłaszcza w końcówce. W przypadku „szefów” z kilkoma fazami – nawet jeśli zginiemy po zaliczeniu jednej z nich – przy kolejnej próbie zaczniemy już od następnej.
7. Nie polegaj wyłącznie na parowaniu

I nie mówię tutaj tylko o momentach, kiedy musimy zrobić perfekcyjny unik przed „czerwonym” atakiem, którego nie sposób zablokować. Parowanie w grze studia S-Game jest naprawdę responsywne i wybacza drobne opóźnienia. Nawet gdy przeciwnik zasypuje nas gradem ciosów, można wyczuć rytm, a odpowiednia reakcja na „niebieski” atak uruchamia satysfakcjonujący Ghoststep. A jeśli popełnimy błąd, w większości przypadków da się go naprawić. Niemniej są bossowie oraz szeregowi złole, którzy będą starali się wykorzystać nasze przyzwyczajenia.
W pewnych sytuacjach, nawet gdy parowanie wydaje się dobrą opcją, warto jednak wykonać unik lub inaczej zwiększyć dystans. Podobnie jak w wielu współczesnych tytułach akcji dobrym pomysłem jest poświęcić nieco czasu, żeby nauczyć się wzorców wrogich ataków – przy sporej powtarzalności przeciwników im szybciej to opanujemy, tym łatwiej będzie nam nawet wtedy, gdy ruszy na nas fala niemilców. I może nie ma to aż tak dużego znaczenia, kiedy mierzymy się z niskim lub normalnym stopniem trudności, ale już na poziomie Hellwalker – zdecydowanie tak.
