36
27.08.2022, 09:14Lektura na 19 minut

NASA Artemis – ludzie wracają na Księżyc!

W grudniu tego roku minie 50 lat, odkąd ostatni człowiek zatrzasnął za sobą drzwi amerykańskiego lądownika na Księżycu i wrócił na Ziemię. Tym samym, jako ludzkość, na dobre pół wieku pożegnaliśmy Srebrny Glob. NASA chce jednak przerwać tę rozłąkę, dlatego już wkrótce zobaczymy start nowej amerykańskiej rakiety.


Grzegorz „Krigor” Karaś

Do tej pory Księżyc odwiedziło w sumie 12 osób. Jedenasta z nich to Gene Cernan będący równocześnie ostatnim – jak na razie – człowiekiem, który stał na powierzchni naszego satelity. Po prostu gdy misja Apollo 17 dobiegała końca, wszedł do lądownika, puściwszy przodem swego kolegę, Harrisona Schmitta. Stało się to 14 grudnia 1972 roku.

Cernan zmarł w 2017 w wieku 82 lat. Spośród wspomnianej dwunastki, której dane było zobaczyć na własne oczy inny niż Ziemia świat, żyje obecnie jedynie czterech astronautów: Buzz Aldrin, członek pierwszej załogowej wyprawy Apollo 11 i zarazem drugi człowiek na Księżycu, David Scott z Apollo 15, Charles Duke z Apollo 16 oraz wspomniany już Harrison Schmitt. Innymi słowy – księżycowi podróżnicy nam wymierają. NASA jednak od ładnych kilku lat pilnie pracuje nad ochroną tego „zagrożonego gatunku”.


Kosmiczny wyścig

Program Apollo był niesamowitym sukcesem Amerykanów. W niespełna 10 lat od pamiętnego przemówienia Kennedy’ego z 1961 roku wysłali – i oczywiście sprowadzili z powrotem – pierwszą załogową misję na Księżyc. Nie udałoby się to bez olbrzymiego wysiłku gospodarczego i technologicznego w zasadzie całego kraju. Dziś to rzecz nie do pomyślenia, ale mówimy przecież o epoce zimnej wojny. Rywalizacja z ZSRR wchodziła wówczas na najwyższe obroty – w 1962 wybuchł kryzys kubański, a Amerykanie co i rusz zbierali od Rosjan bęcki w kosmicznym wyścigu. Starania radzieckich uczonych zaowocowały pierwszym satelitą, pierwszym zwierzęciem na orbicie okołoziemskiej, w końcu – pierwszym mężczyzną i pierwszą kobietą w kosmosie. Do Rosjan należał również pierwszy w historii spacer kosmiczny. Amerykanie, rozmasowując urażoną jankeską dumę, postawili zatem wszystko na jedną kartę.

Buzz Aldrin na powierzchni Księżyca. Fot. NASA

To był oczywiście niewyobrażalny sukces dla USA i nokaut dla ZSRR. Tyle że jak już obywatele Wuja Sama dopięli swego, to… zaczęli liczyć się z pieniędzmi i koniec końców o Księżycu dość szybko zapomniano. Program zakończył się wraz z misją Apollo 17, która pierwotnie miała nazywać się Apollo 18, ale w międzyczasie zmieniła się numeracja, gdyż z terminarza startów usunięto Apollo 15. Ten sam los spotkał również dwa ostatnie z zaplanowanych wcześniej lotów. Jeśli doliczyć do tego nieudaną, pechową „trzynastkę” (tę z filmu z Tomem Hanksem), to z nakreślonych dziesięciu lotów załogowych na Księżyc ostatecznie udało się przeprowadzić ich sześć, po czym program zamrożono.


Program Apollo był wielkim sukcesem. Dziś NASA chce wrócić na Księżyc i pójść jeszcze dalej.


Technologia stojąca za rakietami i całym programem Apollo była jak na owe czasy niesamowita; szacuje się, że w linii prostej wzbogaciła nasz świat o przeszło 1800 różnego rodzaju wynalazków, które w większości weszły do codziennego użycia. Praktycznego znaczenia same loty na Księżyc jednak nie miały. Zarówno to, jak i zmiany geopolityczne oraz rozwój techniki, jaki nastąpił w międzyczasie, sprawiły, że po latach z programu Apollo nie było już co zbierać. Doświadczenia zdobyte wówczas przez Amerykanów są co prawda bezcenne, ale żeby ludzkość ponownie mogła stanąć na Księżycu, trzeba było na dobrą sprawę wszystko wymyślać na nowo – i zaczęto to robić dopiero na początku obecnego tysiąclecia.


Bogini łowów i przyrody

Nim Artemis nabrała obecnych kształtów, Amerykanie pracowali w ramach NASA nad kilkoma innymi programami, lecz te ostatecznie skasowano lub zrealizowano częściowo. To m.in. olbrzymie przedsięwzięcie o nazwie Constellation, którego kamieniami milowymi miały być ukończenie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, załogowe loty na Księżyc i Marsa, Orion, czyli projekt załogowego statku rozpoczęty właśnie w związku z Constellation, oraz Asteroid Redirect Mission – program ten umożliwiłby odzyskiwanie próbek z przelatujących obok nas asteroid, a docelowo również ratowałby ludzkości tyłek przed kosmicznym gruzem znajdującym się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Wymienione przedsięwzięcia posuwały się do przodu ze zmiennym szczęściem, na ogół jednak notując potężne opóźnienia i związane z brakiem dobrych rokowań cięcia budżetów. Ostatecznie program Constellation upadł w 2010 roku – głównie ze względów finansowych, ale też z powodu przyjętej przez NASA koncepcji rakiet nośnych z serii Ares. Postawiono w ich przypadku na specjalizację, czyli np. jedna miała służyć do wynoszenia załogi, druga zaś zajmować się ładunkiem. W świetle postępujących trendów związanych z uniwersalizacją i pod wpływem minimalizowania kosztów – co potem zresztą zapewniło sukces SpaceX, firmie Elona Muska – prace nad rakietami wstrzymano.

Wizualizacja startu rakiety Ares I. Fot. NASA

Równocześnie jednak Amerykanie nie zrezygnowali z konstruowania nowych rakiet – bo w sumie nie mieli wyjścia. Z jednej strony SpaceX był w powijakach, z drugiej – po katastrofie promu kosmicznego Columbia w 2003 roku zbliżał się wielkimi krokami koniec ery wahadłowców. Po ostatnim starcie promu Atlantis w lipcu 2011 przeszły one na emeryturę, a Amerykanie zostali niniejszym skazani na pomoc Rosjan – np. przy obsłudze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wszystko to spowodowało, że Barack Obama bezpośrednio po zamknięciu programu Constellation podpisał ustawę o rozpoczęciu prac nad SLS – Space Launch System. Była to kolejna generacja amerykańskich rakiet, które powinny nie tylko „zalepić dziurę” po wahadłowcach, ale też stać się głównym pojazdem dla wszystkich planowanych po 2020 roku misji wykraczających poza orbitę Ziemi. Prace ruszyły – choć Księżyc jedynie majaczył wysoko na niebie. Dosłownie i w przenośni. Miało się to zmienić dopiero w 2017.


Siostra bliźniaczka

Wtedy to za sprawą decyzji ówczesnego prezydenta USA, Donalda Trumpa, zaczęto wdrażać program, którego założeniem była współpraca między sektorami państwowym a prywatnym w celu powrotu na Księżyc, a docelowo – także na Marsa. Rząd dał NASA zielone światło, by odkurzyła odłożone na półkę projekty (m.in. wspomniany statek Orion czy planowaną stację na orbicie Księżyca), wzięła się w garść i wspólnie z sektorem prywatnym opracowała plan dotarcia na Srebrny Glob oraz brakujące do tego zabawki, w tym przede wszystkim HLS, czyli platformę, za pomocą której ludzie wylądują na Księżycu, a potem wrócą z niego do statku lub wspomnianej stacji orbitalnej. Podstawą dla programu miały zaś zostać powstające już od jakiegoś czasu rakiety z serii SLS. Rzeczone wytyczne wkrótce potem nazwano Artemis, co nawiązuje do greckiej bogini łowów, siostry bliźniaczki Apolla, pod którego patronatem ludzie polecieli pierwszy raz na Księżyc.

Plan misji Artemis I. Fot. NASA

Podobnie jak w przypadku poprzedniego programu, również Artemis podzielono na kolejne etapy. Już wkrótce zobaczymy realizację pierwszego z nich – start zaplanowano na 29 sierpnia. To – wydawać by się mogło – najprostsza, ale i zarazem szalenie istotna misja. Po raz pierwszy zostanie bowiem użyta rakieta Space Launch System w wariancie Block 1, na której umieszczono statek Orion CM-002 (pozbawiony załogi). Planowo misja ma potrwać od 26 do 42 dni. Start nastąpi z platformy w Centrum Kosmicznym Johna F. Kennedy’ego, a po osiągnięciu orbity i odrzuceniu niepotrzebnych już elementów startowych rozpocznie się manewr TLI – w ciągu ok. 20 minut silnik drugiego członu nada Orionowi prędkość potrzebną do osiągnięcia orbity Księżyca, do czego dojdzie (po uprzednich korektach kursu) po 8‑14 dniach. Nim to się jednak stanie, w drodze na Księżyc zostanie uwolnionych 10 niewielkich satelitów, każdy o kształcie sześcianu o boku 10 cm i wadze nieprzekraczającej 2 kg. To narzędzia pomiarowe, które będą zbierać dane na temat głębokiego kosmosu i tego, jak przygotować się na dłuższy pobyt w tym środowisku.

Przygotowania do startu rakiety SLS w ramach misji Artemis I. Fot. NASA

Orion „zaparkuje” na tzw. odległej orbicie wstecznej Księżyca – ściśle związanej z dwoma punktami libracyjnymi L1 i L2 na osi Ziemia-Księżyc, co sprawia, że jest bardzo stabilna. Statek będzie oddalony od Srebrnego Globu na ok. 70 tys. kilometrów i pozostanie tam na kolejne 6-19 dni, wykonując połowę lub półtora obrotu wokół naszego satelity. Potem rozpocznie się podróż powrotna, która potrwa od 9 do 19 dni i zakończy się lądowaniem w Pacyfiku.

CZYTAJ DALEJ NA DRUGIEJ STRONIE

Redaktor
Grzegorz „Krigor” Karaś

Gdyby mnie ktoś zapytał, ile pracuję w CD-Action, to szczerze mówiąc, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Zacząłem na początku studiów i... tak już zostało. Teraz prowadzę działy sprzętowe właśnie w CD-Action oraz w PC Formacie. Poza tym dużo gram: w pracy i dla przyjemności – co cały czas na szczęście sprowadza się do tego samego. Głównie strzelam i cisnę w gry akcji – sieciowo i w singlu. Nie pogardzę też bijatyką, szczególnie jeśli w nazwie ma literki MK, a także rolplejem – czy to tradycyjnym, czy takim bardziej nastawionym na akcję.

Profil
Wpisów222

Obserwujących20

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane