Cztery minuty reklam wystarczyły. „Avengers: Koniec gry” znowu na szczycie listy wszech czasów

Cztery minuty reklam wystarczyły. „Avengers: Koniec gry” znowu na szczycie listy wszech czasów
„Avatar” ponownie zdetronizowany.

Parę dodatkowych minut wystarczyło, by znowu stać się liderem. Marvel Studios po raz kolejny wypuściło do kin „Avengers: Koniec gry”, tym razem w wersji rozszerzonej, a kilka doklejonych zapowiedzi wystarczyło, by film rzutem na taśmę wyprzedził „Avatara” i ponownie stał się najbardziej dochodowym dziełem w historii kina.

Jak podaje serwis Variety, dzięki specjalnej reedycji zatytułowanej „Encore” widowisko Marvela zdołało wyskrobać z kinowych kas wystarczająco dużo grosza, by osiągnąć łączny wynik 2,9255 miliarda dolarów na całym świecie. To kwota, która dosłownie o włos (a dokładniej o kilkaset tysięcy dolarów) przewyższa dotychczasowy rekord „Avatara” – 2,9237 miliarda dolarów.

To zresztą nie pierwsza taka wymiana ciosów na szczycie. „Avengers: Koniec gry” po raz pierwszy przebił dzieło Jamesa Camerona w lipcu 2019 roku. Szybko jednak stracił koronę w 2021 roku, kiedy reedycja „Avatara” w Chinach podbiła jego wynik do ponad 2,81 miliarda dolarów. Teraz Marvel uznał, że czas na kolejny odwet.

Trudno jednak mówić o triumfie. O ile w premierowy weekend reedycja „Encore” zgarnęła 86 milionów dolarów, o tyle w miniony weekend impet drastycznie wyhamował. Film dorzucił do skarbca skromne 18,8 miliona dolarów na całym świecie, spadając na siódme miejsce w amerykańskim zestawieniu. Wyczekiwana przez studio bariera 3 miliardów dolarów raczej pozostanie nieosiągalna.

Co właściwie miało przyciągnąć ludzi przed wielkie ekrany siedem lat po oryginalnej premierze? Odpowiedź jest prosta: przemyślany marketing. Marvel dołączył od seansu zaledwie cztery minuty nowego materiału, podzielonego na cztery krótkie sceny. W rzeczywistości nie był to jednak żaden głęboki dodatek fabularny, a jedynie zapowiedź nadciągającego „Avengers: Doomsday”. Oczywiście widzowie poczuli spore rozczarowanie – po pierwsze, nie we wszystkich kinach zaprezentowano komplet obiecanych zwiastunów, a po drugie: zmieniono wydźwięk dwóch scen końcowych.

Wynik Marvela wisi jednak na bardzo cienkim włosku. Pozostaje nam więc tylko cierpliwie czekać, aż James Cameron wypuści do kin „Avatar: Wersja ostateczna – Director’s Cut”, doklei dwie minuty usuniętych scen i po raz kolejny odzyska utraconą koronę.

Dołącz do dyskusji