„Egzorcysta” w 7 sezonie stracił odrobinę swojego uroku, bo Walaszek postanowił opuścić Polskę [RECENZJA]

„Egzorcysta” w 7 sezonie stracił odrobinę swojego uroku, bo Walaszek postanowił opuścić Polskę [RECENZJA]
fot. Netflix
Największy Janusz wśród łowców demonów powraca w siódmym sezonie „Bogdana Bonera: Egzorcysty”. Nie wszystkim się zapewne ta seria spodoba, gdyż Walaszek porzuca rodzinne strony i zabiera ekipę w podróż dookoła świata, ale za to one-linery zapodaje ostre jak brzytwa.

Ostatecznie dalej nie wiemy, co z tym nowym „Kapitanem Bombą”, ale za to „Egzorcysta” powraca do nas regularnie, lekko się przy tym zataczając w znajomy sposób. Gwoli ścisłości – Netflix zwodował właśnie siódmy sezon „Bogdana Bonera” Bartosza Walaszka, a tak naprawdę to serię dziesiątą (bo przecież wcześniej był jeszcze po prostu „Egzorcysta” odziedziczony po serwisie Showmax). I twórca zdecydował się na małą ewolucję swego dzieła. Wszak Boner schodził już do piekła, latał w kosmos i do Watykanu, ale tym razem autor wypuścił protagonistę i jego wiernych pomagierów w szeroki świat. Uleciało nieco tego klimatu swojskiej, komicznej grozy – i jest to, niestety, odczuwalna strata. Niemniej nasz bard, piewca tandeciarstwa, postarał się na mocne 30% i ani wigoru, ani humoru temu sezonowi odmówić niepodobna.

Światowy „Egzorcysta” Walaszka

Siódmy sezon to sezon zmian eksperymentalnych (choć Kapitan Bomba był przecież w ciągłej podróży). Zaczyna się od wstrząsu, bo śmierci jednej z ważniejszych – i zabawniejszych – postaci drugoplanowych, a potem Boner, Marcinek i diabeł Domino dostają nowe wytyczne z Watykanu – mają bujać się po świecie Papakopterem i walczyć z piekielnymi siłami. Zahaczają więc o Japonię, Indie, afrykańską sawannę czy Australię, a niektóre wyprawy trwają nawet po dwa odcinki.

Serial traci w związku z tym wspomniany swojski charakter, który stanowił jedną z jego głównych atrakcji. Tym, co odróżniało „Egzorcystę” od innych, zwłaszcza wcześniejszych, produkcji Walaszka, było dobre umocowanie w świecie przedstawionym i dużo większy poziom skupienia na szczegółach, z którymi bohaterowie wchodzą w interakcje. Działało to właśnie dzięki temu, że akcja większości odcinków miała miejsce gdzieś po sąsiedzku, kiedy akurat nie schodziliśmy z Bonerem i spółką do piekła albo nie frunęliśmy w kosmos. To całkiem kompleksowa satyra na naszą rzeczywistość, nawet jeśli podana z typową dla wąsacza dezynwolturą opartą na fundamentach z solidnego gipsokartonu.

fot. Netflix

Egzorcysta: World Tour

I niestety przy wyjazdowych perypetiach ekipy egzorcystyczno-remontowej część tego „ciężaru” i uroku polskiego paździerza ulatuje. Piaseczno i inne rodzime miasta w serialu składały się na spójny ekosystem i tę postkomunistyczną estetykę, której nie zobaczymy w produkcjach TVN-u, ale ona wciąż tu tkwi, gdy się dobrze przypatrzeć. Kolejne odcinki poprzednich serii nieźle mieszały też ekstrakt z polskiej mentalności, a świat, choć pokazany za pomocą schematycznej, uproszczonej animacji, wydawał się żywy – bo wypełniało go mnóstwo detali rodem z naszej, swojskiej rzeczywistości. I w tych nowych odcinkach trochę tego brakuje.

Na szczęście Walaszek zapewnia coś więcej niż pół litra łez. Rozumiem również tę decyzję kreatywną – przecież nawet dobry patent trzeba czasem odświeżyć. Przy animacji, która ma już tyle sezonów, warto dać postaciom pooddychać w innym otoczeniu. Jednocześnie w tej nowej odsłonie znajdziemy coś przekornie egalitarnego. Bo pokazuje, że gdzie nie zabrniemy, tam będzie i straszno, i „śmiszno”, i wszędzie potkniemy się o jakąś formę małostkowości i zaściankowości, tyle że w różnych kostiumach. Czy to w Indiach, czy w Piasecznie, czy w Land of Nope, gdzie kangury mówią dobranoc – demony wynikają z naszych przywar i żerują na nich. To akurat udało się Walaszkowi pokazać wyjątkowo dobrze. Trzeba też przyznać, że kilka rzuconych od niechcenia pomysłów światotwórczych – jak chociażby pozwalająca mówić Bonerowi i spółce we wszystkich językach naszego globu antyklątwa Wieży Babel – budzi szacunek do błyskotliwego lenistwa twórcy.

fot. Netflix

Wrotki odpięte na 30%

Przede wszystkim jednak nasz ulubiony piewca tandety znów odpiął wrotki i zaserwował jazdę bez trzymanki. Oczywiście spodziewajcie się szlagierowego, genitalnego i fizjologicznego humoru bez filtra i litości dla naszego poczucia estetyki, w końcu to walaszkowszczyzna. Tym razem jednak nasz bard spod znaku wódy ryjącej banię robi to wszystko w formie spektakularnej, intensywnej – i ze sporą dozą pomysłu. Jak na niego wyszło… zadziwiająco starannie.

Bawi się parodią, pastiszem, żongluje popowymi (i nie tylko) nawiązaniami do danego kręgu kulturowego. Jeśli bohaterowie zawędrują do Bollywood, by rozprawić się z demonem, odcinek ten wyciśnie, ile się tylko da, z cytowania „Czasem słońce, czasem deszcz” i innych regionalnych bangerów, spod znaku tańca i płaczu. Myślę, że jeśli kogoś radował piąty poziom gęstości w stylu starcia mecha-Jezusa z przebudzonym Giewontem, to tu ucieszy się z podobnych rejestrów odjazdu. W dodatku Walaszek wyjątkowo hojnie – nawet jak na tę serię – posypał scenariusz ostrymi jak żyleta one-linerami. I to takimi, które wykraczają momentami poza typowo menelski humor Bonera, a jednocześnie ze swojskiego klimatu nie wybijają.

Technicznie to ten sam poziom, jaki znamy od bardzo dawna, ale trzeba przyznać, że jak na dzieła tego twórcy, kreska w obu wcieleniach „Egzorcysty” zawsze była wyjątkowo przystępna i… „staranna”. No, przynajmniej w skali człowieka, który daje z siebie mocne 30%. Tak czy inaczej, miłośnicy postbombowej polskiej obsceny, doprawionej gorzką satyrą na tu i teraz, znów mogą poczuć się jak w domu. Jasne, wyjątkowo trafili na sezon turystyczny, który wyrywa z klasycznego klimaciku „Egzorcysty”, ale i tak Walaszek dowiózł porządną porcję podawanego do obiadu rechotu z paroma zaskoczeniami. I faktycznie potrafi rozbawić. Kiedy akurat nie smuci.

„egzorcysta” sezon 7 – ocena i podsumowanie

OCENA: 7

PODSUMOWANIE: Egzorcysta” w wydaniu globtroterskim poświęca nieco swojskości i detalu na ołtarzu spektakularności (w skali Walaszka przynajmniej…), ale zaskakuje też kilkoma pomysłami i dostarcza przednią zabawę dla koneserów tego typu wygłupów.

Jedna odpowiedź do “„Egzorcysta” w 7 sezonie stracił odrobinę swojego uroku, bo Walaszek postanowił opuścić Polskę [RECENZJA]”

  1. Zrobiłby nowy Bułgarski Pościg a nie jakieś kreskówki jak od kalki, od lat takie same…

Dołącz do dyskusji