Galaktyka Kurvix, czyli Polska – jak Walaszek stał się wieszczem naszych czasów

Galaktyka Kurvix, czyli Polska – jak Walaszek stał się wieszczem naszych czasów
Polska B. B jak Bomba.

Wieść o wznowieniu serialu o perypetiach żołnierzy Gwiezdnej Floty zelektryzowała sporą część polskiego internetu. Fani potrafią cytować całe dialogi z pamięci, na konwentach spotkamy uczestników w cosplayach Kurvinoxów, a wiele imprez prędzej czy później kończy się seansem najlepszych scen z udziałem Tytusa Bomby i jego załogi – Janusza Srama i Sebastiana Bąka. Kultowość tej produkcji wynika z faktu, że jej autor – Bartosz Walaszek – nie bał się zadać trudnego pytania: co by było, gdyby galaktyka wyglądała jak Polska B?

Nie używam tego określenia jako obelgi. „Kapitan Bomba” zadebiutował w 2007 w stacji telewizyjnej 4fun.tv, kiedy podział na Polskę A i B żywo funkcjonował w obiegu medialnym. Ta pierwsza – zachodnia – była oczywiście proeuropejska, postępowa i nowoczesna. Druga z kolei uchodziła za wschodni zaścianek, pełen dewotów pijących wódkę, bijących żony i żyjących w odrapanych blokach pamiętających głęboki PRL. Walaszek spojrzał na ten podział i uznał, że to idealny pomysł na serial.

Nie zaserwował jednak obyczajowego sitcomu ze śmiechem z puszki. Jak przystało na dziecko lat 90., wychował się na kasetach VHS z wypożyczalni, czyli filmach, w których dominowały przemoc, krew, kosmici, sztuki „walek” (!), eksplozje i męscy mężczyźni. Amerykańska popkultura płynęła wartkim strumieniem i wtłaczała do naszych głów obrazy, które potem reprodukowaliśmy na podwórku. W końcu pierwsze kinematograficzne próby Walaszka to krótkie metraże o ninja, gangsterach, policjantach i złodziejach. Z czasem pojawiły się też dłuższe produkcje, jak „Bułgarski pościkk” czy „Wściekłe pięści Węża”. Zespół Filmowy Skurcz tworzył kultowe rzeczy, popularne w wąskim gronie. Gościnne występy Kazika czy zaangażowanie Doktora Yry również pomagały.

Narodziny gwiazdy

Z czasem Walaszek odkrył w sobie żyłkę animatora. Tak powstały pierwsze „kreskówki”, transmitowane potem w paśmie Kartony na wspomnianym kanale 4fun.tv. Sprawnie łączyły prymitywną kreskę, kloaczny humor i purnonsensowe puenty w jedną logiczną całość. „Kapitan Bomba” stanowił kolejny krok. Podobnie jak „Świat według Kiepskich” był kochany przez wielu i nienawidzony przez garstkę ludzi, którzy nie potrafili dostrzec tego, co dzieje się pod wierzchnią warstwą tej kreskówki.

A dzieje się dużo. W galaktyce Kurvix nie latają złowieszcze imperialne fregaty, tylko rozlatujące się kosmiczne PKS-y. Kurvinoxy, rasa kosmitów nawiązująca wizualnie do ksenomorfów, nie budzą grozy – to banda cwaniaczków, dla których kradzież miedzianych kabli, granie w makao i drobne przestępstwa są sposobem na utrzymanie. Przekroczenie granic galaktyki nie stanowi transcendentnego doświadczeniem jak u Kubricka, zamiast tego zmienia śmiałków w penisy narysowane jak na szkolnej ławce.

To napięcie między tym, co Walaszka w popkulturze fascynowało, a tym, jak sam ją widzi, uformowało podstawę kultowości tego serialu. To nawet nie obskurne science fiction, ktoś po prostu wziął najgorszą dzielnicę polskiego miasta przed akcesją do Unii Europejskiej i rozciągnął ją na całą planetę i Układ Słoneczny. Obcy nie są straszni, przypominają raczej drobnych oszustów i kombinatorów, którzy chcą się utrzymać na powierzchni jak najmniejszym wysiłkiem, a jednocześnie zdobyć trochę pieniędzy na najtańszą wódkę i papierosy. Walaszek zabiera nas do innej galaktyki, choć działa ona dokładnie tak samo jak to, co nie tak dawno oglądaliśmy za oknem. To nie jest eskapizm Gwiezdnych Wojen, tylko potłuczone, brudne lustro, pokazujące krzywy obraz Polski lat dwutysięcznych.

Żołnierze Kosmosu

Oczywiście jest też on – Tytus Bogdan Bomba. Aryjska uroda, tężyzna fizyczna i charyzma przykuwająca do ekranu. Jednocześnie trep, którego życie kręci się tylko wokół mordowania kosmitów, wskazanych przez admiralicję Gwiezdnej Floty. Emocjonalnie nieprzystępny, stanowi parodię tych wszystkich archetypów męskich mężczyzn pokroju Franza Maurera.

Bomba zawsze strzela, a potem pyta, nie interesuje go wielka polityka, tylko realizacja celów, najlepiej przez całkowitą anihilację wszystkich, którzy nie są ludźmi. Nawet kiedy do Gwiezdnej Floty dołączają kolejne obce rasy, bohater nie wyzbywa się swojej ksenofobii. Jest postacią wielowymiarową w swojej militarnej fiksacji, jego męskość nigdy nie może być podważona. Jak na prawdziwego faceta przystało, mówi mało, ale jego riposty zawsze okazują się śmiertelne dla adwersarza, atakując jego matkę, samczą godność bądź seksualność. Jest w nim coś fascynującego – jak w każdym facecie, który musi co rusz udowadniać swój heteroseksualizm. Co się za tym kryje? Czy to kolejny kloaczny dowcip, czy może sugestia, że Tytus wypiera pewne rzeczy?

Obstawiam to pierwsze, bo Walaszek nie boi się niesmacznych żartów. Działają, gdyż częściej mówią więcej o bohaterach, którzy je wygłaszają, niż o tychże kpin obiektach. Autor „Bomby” ma niesamowity dar, jeśli chodzi o dialogi i teksty. Dysputy postaci na temat remontu łazienki czy przewagi jednych mirabelek nad drugimi trafiły już do kanonu polskiej popkultury. Czy Han Solo przekonywał Luke’a o wyższości karton-gipsu nad gładziami? A Ellen Ripley pytała, czemu nie wolno już palić przy dystrybutorze benzyny?

Ta swojskość połączona z niedbałą kreską i nawiązaniami do klasyki kina typu B daje niesamowity efekt: oto bohaterowie rozprawiają o problemach, które wszyscy znamy. Czy bywają małostkowi? Tak. Obrażają się o byle co? Owszem. Każdy, kto pokłócił się o jabłka w warzywniaku, sos w kebabie albo robił remont w mieszkaniu, zna te sytuacje. I przegląda się w nich jak w lustrze. Walaszek doskonale czuje te zwykłe rozmowy, a absurd całego tła serialu tylko podbija ich śmieszność.

Trzeba też wspomnieć o tym, co mu nie wychodzi. Dwa długometrażowe filmy osadzone w świecie Bomby – „Kutapokalipsa” i „Zemsta Faraona” – mają swoje momenty. U Walaszka występuje jednak problem z przeciąganiem pewnych ujęć i utrzymaniem koherentnej narracji dłużej niż przez 10 minut. Dlatego sceny z nich najlepiej sprawdzają się jako kompilacje lub szorty. Ba, brak kontekstu podbija ich śmieszność, bo czyni je jeszcze bardziej abstrakcyjnymi.

Załoga Gwiezdnego Portalu przestała bronić galaktyki Kurvix w 2013 roku, a dziś wraca do innej rzeczywistości – politycznej i medialnej. Nie ma Polski A i B, podziały przebiegają gdzie indziej. Bloki zrobiły się mniej obskurne, pociągi czystsze, a PKS-y, jeśli nie zlikwidowano połączeń, schludniejsze.

Walaszek w międzyczasie stworzył inne kreskówki („Blok Ekipa”, „Egzorcysta”), nagrał kilka aktorskich rzeczy. Fani traktowali to jednak jak przystawki, czekając na nowe przygody Tytusa Bomby. Za jakiś czas zobaczymy, jak się zestarzał i w jakich okolicznościach usłyszymy o „tępych ch…”.

Skomentuj