Nowy Kapitan Bomba już do obejrzenia. „Wielki powrót” został jednak chłodno przyjęty przez fanów
Oficjalny powrót Kapitana Bomby stał się faktem. Intensywne działania marketingowe, systematyczne dawkowanie napięcia oraz lawina spekulacji w sieci sprawiły, że debiut nowej produkcji był niezwykle istotnym wydarzeniem dla społeczności zgromadzonej wokół twórczości Bartosza Walaszka. Z pierwszych opinii odbiorców wynika jednak, że ponowne pojawienie się legendarnej postaci nie do końca spełniło pokładane w nim nadzieje.
Kontrowersje wokół nowego odcinka narastały jeszcze przed jego oficjalnym debiutem. Bartosz Walaszek wraz z wytwórnią SPInka Film Studio ucinali wcześniejsze spekulacje, deklarując, że nie są w żaden sposób powiązani z profilem publikującym wideo ani z samą realizacją projektu.
Sytuacja skomplikowała się w momencie samej premiery. Z opisu zamieszczonego pod filmem w serwisie YouTube wynika bowiem, że za scenariusz i reżyserię odpowiada właśnie Bartosz Walaszek, natomiast prawa do marki należą do spółki CDA S.A. Stoi to jednak w sprzeczności z wcześniejszymi komunikatami artysty i studia. Jak dotąd Walaszek nie skomentował tych rozbieżności i nie podjął żadnych działań promocyjnych związanych z nowym materiałem w swoich kanałach społecznościowych.
W dalszej części tekstu pojawiają się spoilery!
Mimo ogromnego zainteresowania, pierwsze recenzje widzów dalekie są od powszechnego zachwytu. Zdecydowana większość publiczności liczyła na powrót dobrze znanych, nostalgicznych klimatów. Zamiast tego fani dostali odcinek… pułkownika Kabury. Jest on mocno chaotyczny i skacze po różnych wątkach, aby pod sam koniec uśmiercić tytułowego bohatera. Na jego miejsce dosłownie na kilka sekund pojawia się Kapitan Bomba, który ogłasza, że „miał bardzo dziwny sen i był pułkownikiem Kaburą”, po czym wydaje rozkaz, aby nap******ć z karabinów do nadesrała.
Całość jest typowo w walaszkowym stylu (czyli tanio i na odpie**l), a humor powrócił do klasycznego nawiązywania do stosunków seksualnych oraz męskich członków. Wielu fanom brakowało jednak kultowego bohatera, ale widać, że Walaszek chciał domknąć historię pułkownika Kabury – postać ta powstała przecież jako alternatywa, gdy twórca stracił prawa do Kapitana Bomby.
Końcówka zapowiada jednak, że faktycznie dostaniemy kolejne odcinki z załogą Gwiezdnego Patrolu. Kiedy to nastąpi oraz w jakiej liczbie – tego niestety nie wiemy. Choć fani obejrzeli ten odcinek za darmo, spora część z nich czuje, jakby za niego zapłaciła…