George Lucas przechodzi na Ciemną Stronę. Twórca „Gwiezdnych wojen” nazywa AI „przyszłością kina”
„Szybsza, łatwiejsza, bardziej kusząca” – takimi słowami Mistrz Yoda opisywał Ciemną Stronę Mocy w „Imperium kontratakuje”. Choć od premiery tego filmu minęło już 46 lat, ta sama filozofia wydaje się dziś przyświecać samemu George’owi Lucasowi. Legendarny filmowiec w swoim najnowszym wywiadzie zszokował fanów, stając w obronie sztucznej inteligencji, nazywając ją nieuniknioną przyszłością kina.

W rozmowie z magazynem A Rabbit’s Foot Lucas poruszył wiele tematów – od swojej wieloletniej kariery i współpracy ze Stevenem Spielbergiem, przez kondycję współczesnego kina, aż po otwierane jesienią tego roku Lucas Museum of Narrative Art w Los Angeles. Gdy jednak temat zszedł na sztuczną inteligencję, filmowiec bez wahania nazwał ją przyszłością kinematografii i porównał niechęć do nowej technologii do obrony przestarzałych środków transportu:
Sztuczna inteligencja sprawia, że robienie filmów będzie dla nas znacznie łatwiejsze. To bardzo podobne do siedzenia tutaj i mówienia: »Cóż, wierzę, że konie i powozy to jest to. Te samochody się psują, potrzebują benzyny, jest z nimi mnóstwo problemów, a za chwilę zrobią z nich czołgi i będą zabijać ludzi. To straszne«. Nic nie można na to poradzić. To jest postęp, to jest przyszłość.
Dopytywany o zagrożenia związane z AI (w tym oskarżenia o plagiat i bezprawne korzystanie z pracy ludzkich artystów) Lucas przyznał, że ryzyko istnieje, ale szybko przeszedł do obrony technologii, wskazując na jej inne, rzekome zalety:
Jeśli chcesz, żeby AI mówiło ci, kiedy coś jest fałszywe i skąd pochodzi, to AI potrafi to zrobić. Ludzie tego nie potrafią, nie jesteśmy aż tak mądrzy. Chodzi o to, że jesteś człowiekiem, odpowiadasz za to, co mówisz i robisz, i jeśli robisz coś nielegalnego, powinieneś zostać ukarany. Cokolwiek robisz, powinieneś zostać rozpoznany. Zupełnie jak w prawdziwym życiu.
Deklaracje te brzmią wyjątkowo sprzecznie w ustach człowieka, który z jednej strony otwiera muzeum poświęcone ludzkiej kreatywności, a z drugiej promuje technologię dążącą do zmarginalizowania roli człowieka w procesie twórczym.
Wielu komentatorów i fanów nie ukrywa rozczarowania postawą reżysera. Wygląda na to, że twórca jednego z najwspanialszych uniwersów w historii dał się uwieść „łatwiejszej i szybszej” ścieżce, którą oferuje sztuczna inteligencja.