Miliard to za mało? „Avatar 3” zarobił krocie, ale przyszłość serii wciąż stoi pod znakiem zapytania

Miliard to za mało? „Avatar 3” zarobił krocie, ale przyszłość serii wciąż stoi pod znakiem zapytania
Kryzys na Pandorze.

Trzecia część „Avatara” powoli kończy swoją obecność w kinach, osiągając przychód w wysokości 1,4 miliarda dolarów. Choć może się to wydawać imponującym wynikiem (drugi najlepszy wśród hollywoodzkich premier 2025 roku), film nie zbliżył się do rekordów poprzednich odsłon, z których każda zarobiła ponad 2 miliardy dolarów. Disney w najnowszą odsłonę zainwestował około 500 milionów dolarów (wliczając produkcję i promocję), jednak nawet duża popularność marki nie gwarantuje wysokich zysków.

W raporcie przygotowanym przez serwis Variety czytamy, że w obecnych czasach przekroczenie miliarda dolarów to rzadkość. „Avatar” pozostaje jednak wyjątkowym tytułem, który przyciąga widzów przez długi czas od premiery. Disney już wcześniej zobowiązał się, żekolejne dwie części pojawią się w 2029 i 2031 roku, jednak cotygodniowy ogromny spadek oglądalności trzeciej odsłony to powód do niepokoju.

Sam James Cameron przyznał, że przyszłość serii nie jest pewna – zażartował nawet, że po analizie wyników finansowych „Ognia i Popiołu” zorganizuje konferencję prasową, by ogłosić dalsze losy marki.

Oczywistym rozwiązaniem wydaje się ograniczenie kosztów produkcji – Cameron słynie z realizacji bardzo drogich filmów, ale jednocześnie z doskonałego wyczucia oczekiwań widzów. Dzięki temu jego dzieła – od „Terminatora 2”, przez „Titanica”, po kolejne części „Avatara” – były w swoim czasie najdroższymi produkcjami w historii, ale potrafiły przyciągnąć widzów i na siebie zarobić. Tym samym twórca jako jedyny reżyser może pochwalić się czterema produkcjami, które zarobiły ponad miliard dolarów, z czego trzy przekroczyły 2 miliardy dolarów.

Jak stwierdził Stephen Galloway, dziekan szkoły filmowej Uniwersytetu Chapman:

Jedno to powiedzieć, że film zarobił, choć może nie tak spektakularnie, ale sama marka przynosi korzyści w innych obszarach, zwłaszcza w parkach rozrywki. Co innego zdecydować się po raz drugi na zainwestowanie kolejnych pięciuset milionów dolarów, jeśli wyniki zaczynają spadać. Wyobrażam sobie, że Disney robi wiele, aby zahamować wzrost budżetów, co może kiedyś doprowadzić do punktu krytycznego. James Cameron kręci bardzo drogie filmy.

Jednak nie oszukujmy się – kolejne odsłony „Avatara” przyciągały widzów głównie efektami specjalnymi, a nie samą historią, co potwierdzają również analitycy. W samym Hollywood mało kto też wierzy, że Cameron zrezygnuje z Pandory. Kluczowa zapewne będzie świeżość pomysłów i nowy kierunek artystyczny. 

Przed twórcą stoi więc ogromne wyzwanie – musi znaleźć sposób, aby ponownie zaskoczyć widzów, tak by czwarta część okazała się kolejnym spektakularnym sukcesem. Najpierw jednak Disney musi zadecydować o przyszłości serii, a to zapewne nastąpi dopiero po premierze w streamingu.

8 odpowiedzi do “Miliard to za mało? „Avatar 3” zarobił krocie, ale przyszłość serii wciąż stoi pod znakiem zapytania”

  1. Praktycznie całe lore ujęte zostało w pierwszym Avatarze. Kontynuacje stoją w miejscu pod kątem rozwoju postaci, lore, popychania fabuły do przodu. A kiedy już zaczynało być ciekawie (Quaritch i sygnalizowanie, że może się zmienić), to Cameron postanawia zakończyć film. Przecież te ponad 6h metrażu w Avatarach 2 i 3 praktycznie niczego nie wniosło. Bohaterowie zostali w tym samym miejscu, w którym kończy się pierwszy Avatar. Niesamowita strona techniczna całego przedsięwzięcia to już dziś za mało. Zmarnowany potencjał, a może po prostu nigdy go tak naprawdę nie było?

    • Jak widać, nie za mało, żeby zarobić pieniądze. To pewnie przemyślana strategia, żeby fani mieli to samo tylko więcej, bez ryzyka, że coś tam im nie podejdzie… Pewnie znajdą się i tacy, którzy napiszą, iż to wspaniałe dzieło filmowe, bo przyniosło duży przychód… Tymczasem rozpacz w jakości kina SF się tylko pogłębia. Praktycznie nie zdążają się już wysokonakładowe produkcje z jakimikolwiek ambicjami, a i te z mniejszymi budżetami coraz mniej wnoszą.

      • Ograniczanie ryzyka – na pewno. Co jest jednak dziwne, bo Cameron mógł sobie pozwolić na więcej po sukcesie pierwszego Avatara. A jednak wybrano wariant bezpieczny. Taka współczesna wersja dymu i luster. Szkoda. Co do obecnej kondycji kina s-f, to faktycznie różowo nie jest, ale czasem coś godnego uwagi się trafi. Serial For All Mankind uważam za bardzo dobry, niedługo piąty sezon wleci. W marcu kinowa premiera Projekt Hail Mary. Książka była rewelacyjna, a tu zapowiada się naprawdę godna adaptacja. Jak już gdzieś wspominałem, reżyseruje duet od oscarowego Spiderman Uniwersum (tam byli współscenarzystami i współproducentami), scenariusz pisze gość, który adaptował na język filmowy „Marsjanina” Ridleya Scotta (na podstawie książki tego samego autora, co Projekt Hail Mary). Ale znów – to tegoroczna jaskółka, która może wiosny nie czynić…

      • @Krzycztow Chodziło mi o filmy, z serialami jest o dziwo dużo lepiej. Jedyna, Rozdzieleni, Fallout… To one teraz wyznaczają poziom, do którego żadna produkcja filmowa nawet nie próbuje doskoczyć.

      • Przecież sytuacja w przemyśle filmowym, kiedy to seriale realnie próbują czegoś nowego, a filmy są ostrożne i zachowawcze, trwa od co najmniej 2008. Dokładnie te same zarzuty słyszałem bodajże w 2009 z ust redaktorów Filmwebu. Od dobrych 10 lat to samo mamy zresztą w przemyśle growym – mamy sequele, prequele, rebooty, remastery, ale jest bardzo mało poważnych, pełnokrwistych nowych IP spod znaku AAA. Przyczyna jest prosta – za dużo forsy w to się wkłada i zwyczajnie ryzyko jest zbyt duże. Niżej w komentarzu napisałem dlaczego Avatar 3 z 1,4 miliarda na koncie nie daje Disneyowi powodów do radości. Dlatego też obecnie kameralne filmy i gry osiągają wyżyny innowacji, a potężne tytuły, z budżetem porównywalnym z PKB małego państwa, są papkami powielającymi przetarte do bólu schematy.

  2. Nigdy nie rozumiałem i już chyba nie zrozumiem co przyciąga widownię do tych filmów, nawet spektakl jest niewiele wart, gdy pochodzi w całości z komputera.

  3. Reguła jest prosta – aby film był kasowym hitem, musi zarobić dwukrotnie więcej niż włożone w niego środki. Jeśli Disney zainwestował 500-550 milionów w produkcję, to tytuł musi zarobić co najmniej 1,1 miliarda tylko żeby wyjść na zero (40% dochodów z biletów pobierają kina). Więc 1,4 miliarda to wcale nie jakieś powalające pieniądze. Owszem, zarobił na siebie, ale zupełnie nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Aha, 350 milionów na produkcję Disney wydał w 2020, kiedy dolar był o 25% silniejszy. Więc realnie, w dzisiejszych dolarach, wydali około 600 milionów w dolarach z 2026, co oznacza, że produkcja zarobiła na siebie, ale mówimy realnie o dziesiątkach milionów czystego zysku, a nie setkach. Więc Disney wcale nie ma jakichś szczególnych powodów do radości, a „słabe” wyniki Avatara 3 oznaczać będą niezadowolenie inwestorów… I tak dalej, i tak dalej.

Skomentuj Mosparko Anuluj pisanie odpowiedzi