Nie kryję zaskoczenia – „Odyseja” Christophera Nolana to jego najdojrzalszy film [RECENZJA]
Największym sukcesem polskiego szkolnictwa nie jest przygotowanie młodych uczniów do życia. Broń Boże – to raczej nigdy nie było celem samym w sobie. Za to nauczycielom udało się wpoić nam do głowy fabułę „Lalki” oraz znajomość wszystkich możliwych greckich mitów. Jednym z tych eposów jest właśnie „Odyseja”. Na pamięć znamy to, w jaki sposób Odyseusz wraca, jak długo zajmie mu podróż, jakie wyzwania na niego czekają i co z tej wojaży wynika. Przy dziele kultury tak głęboko zakodowanym w naszym DNA, pojawia się pytanie, na co nam kolejna adaptacja dzieła Homera, skoro w 2026 roku znamy je na pamięć.
I wydawać się może, że najbardziej imponującym triumfem Christophera Nolana niech będzie fakt, że jego najnowsza produkcja jest w stanie zaintrygować nawet tych, którzy o Odyseuszu nie mogą już słuchać. W trakcie seansu nie pytamy „Co się wydarzy?”, tylko „W jaki sposób?”. Do tego kinowa „Odyseja” nie składa się zaledwie z jednej lub dwóch sekwencji, które za kilka lat posłużą głębokiej analizie na kierunkach filmowych. Tu jest trochę inaczej, bowiem najnowsza produkcja Nolana to w zasadzie jedno monumentalne ujęcie, zręcznie wymieniajace zbliżenia (przy scenach dialogowych) z przepastnymi, szerokimi planami wojenno-podróżniczymi.

Ile waży serce Odyseusza?
Nolan nie przepisuje greckiego mitu, nie stara się go jakoś szczególnie reinterpretować, ale przyjmuje postawę niezwykle konfrontacyjną wobec podręcznikowego odczytywania tej epopei. Heros nie musi być tu herosem, podstęp można równie dobrze można określić mianem perfidnego kłamstwa, a romantyzowanie mężczyzn-żołnierzy zdaje się z dzisiejszej perspektywy całkiem passé. W ten sposób „Odyseja” staje się furtką do refleksji na temat zapomnianych bohaterów tego poematu. A są to wszyscy poszkodowani, którzy ucierpieli na działaniach Odyseusza i spółki. Dla Nolana nie ma zwycięzców w tej sprawie: pozostają jedynie ci, którzy zdołali przeżyć, co wcale nie będzie równoznaczne ze szczęśliwym zakończeniem (o czym zresztą mówi sam film). Wojna trojańska skazała na klęskę liczne pokolenia: mowa co prawda o starożytności, ale paralele z rosyjską inwazją lub konfliktem izraelsko-palestyńskim są tutaj widoczne gołym okiem.
Nolana zupełnie nie interesuje, ile ważył koń trojański i w jaki sposób został rzekomo przetransportowany przez bramy miasta. Dla brytyjskiego reżysera przede wszystkim liczy się postać Matta Damona, który w pełni sprawdza się jako grecki heros o dobrym, aczkolwiek skażonym pychą sercu. Damon robi z Odyseusza „syna koleżanki twojej mamy”: to facet, któremu pragniemy kibicować, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę z jego licznych wad. Klasyka gatunku: świetny partner, dobry przyjaciel, roztropny władca, ale i popełniający błędy generał, który w sytuacjach kryzysowych widzi wyłącznie swój interes.

Nolan zadaje inne pytanie niż zazwyczaj: ile tak naprawdę waży serce Odyseusza? W filmie jest ono ciężkie i ciągle mu wadzi. Zdaje się być wypełnione bólem, rozczarowaniami i wszystkimi przyszłościami, które, idąc za Markiem Fisherem, mogły się wydarzyć, gdyby nie ten nieszczęsny konflikt. Od momentu, gdy Odyseusz zrozumie, że zamiast sprytu wykazał się ignorancją wobec praw pokoju i kierował się wyłącznie niechlubnym cwaniactwem, nasz antyheros zacznie przechodzić przez odyseję we własnej głowie. Fizycznie da radę, ciało ma silne: ale co z całą resztą?

Nic zatem dziwnego, że u Nolana kobiety dochodzą do głosu, nawet jeśli w oryginalnej „Odysei” nierzadko pozostają na drugim planie. Każdy czyn ma swoje konsekwencje i to one są najbardziej poszkodowane – nie potrafią zrozumieć bestialskich obyczajów oraz tego, że mężczyźni tak po prostu się na nie godzą. Penelopa (Anne Hathaway) po latach wciąż tęskni za mężem, ale z drugiej strony nie potrafi zrozumieć (może nawet I wybaczyć) tego, że po prostu zostawił ją samą (zaś ich syn, grany przez Toma Hollanda, nigdy nie miał okazji poznać ojca). Klitajmestra (Lupita Nyong’o) – siostra Heleny – nienawidzi swojego męża Agamemnona (Benny Safdie) za powierzenie w ofierze dla Artemidy ich ukochanej córeczki, więc nie obchodzi ją jego sukces w wojnie. Nawet wiedźma Kirke (Samantha Morton), którą Odyseusz spotka na swojej drodze, ma swoje powody, aby mścić się na wojskowych odwiedzających jej wyspę.
Chociaż bohaterek jest mało – co nieszczególnie dziwi, wszakże obcujemy z adaptacją greckiego eposu – to i tak udaje im się redefiniować sposób, w jaki spoglądamy na ekranowych mężczyzn. To już nie są umięśnieni herosi w boskich zbrojach, którzy wspólnymi siłami walczą o lepsze jutro i godność porwanej królewny. Bardzo wymowna będzie scena, w której Helena (też zagrana przez Nyong’o) przeprasza za to, że stała się przyczynkiem do śmierci tak wielu ludzi. Ona nie wierzy w jakiekolwiek korzyści płynące z konfliktu, który okazał się wyłącznie pyrrusowym zwycięstwem.
Dygresja: najważniejszą heroską tego filmu nie będzie kobieta z ekranu, a właśnie spoza niego. Mowa tu o Jennifer Lame (Oscar za „Oppenheimera”), która swoim czujnym okiem na stole montażowym wzniosła tę klasyczną historię na jeszcze wyższy poziom, bawiąc się chronologią zdarzeń i utrzymując nas w nieprzerwanej niepewności. Wyczekujemy cyklopów, Lajstrygonów, zemsty Posejdona, konia trojańskiego i wielu innych, ale nie do końca wiemy, co dokładnie Nolan zdecydował się nam pokazać. W tym miejscu wypada jedynie zdradzić, że każda tych sekwencji świadczy o wielkiej wyobraźni reżysera i pozostawia nas z uczuciem spełnienia, jak i otulającego niedosytu. Homerowska ekranizacja mogłaby trwać nawet cztery godziny i nikt by się na Brytyjczyka nie obraził.

„Odyseja” XXI wieku
„Odyseja” jest – jak to często piszą anglojęzyczni krytycy przy okazji arcydzieł – „everything you wanted it to be”, czyli wszystkim tym, czym chcieliście, żeby była. Przyjmujemy ją z całym dobrodziejstwem inwentarza, nawet gdy casting chwilami zaburza immersję tego spektaklu (największym przegranym zdaje się Robert Pattinson, który odstaje od reszty obsady), a parę uproszczeń dialogowych potrafi wywołać w nas ciarki żenady. Ale to drobnostki: całość, pomimo metrażu, jest zaskakująco klarowna i przystępna w odbiorze. B wynika z A, rzeczy nie dzieją się bez powodu, a Nolan ukazuje pełną kontrolę materiału przez pełne 180 minut.
Nolanowski obraz osiąga harmonię z majestatyczną muzyką Ludwiga Göranssona, który na potrzeby filmu postawił na romans z tradycją. Znajdziemy tu zmysłowe chórki, wojenne bębny, instrumenty z tamtych czasów (np. lira) czy nawet wokal Jamesa Blake’a słyszalny gdzieś w tle. Każdy utwór wkomponowuje się w daną scenę, na zmianę kojąc, poruszając, nakreślając intensyfikację suspensu czy też wzbudzając w widzu nostalgię – pewne uczucie o dążeniu do odzyskania czegoś, co niegdyś zostało utracone.
To również film, który uderza z podwójną siłą rażenia, głównie ze względu na jego pacyfistyczny wydźwięk. W 2026 roku taki głos filmowca jest zarówno potrzebny, jak i – dla wielu – jak najbardziej wskazany. Podobny zabieg mieliśmy już w „Oppenheimerze”, choć tam gubił się w filmie zbyt sterylnie podanym, pełnym teorii, wielkich słów i perspektywy naukowców, którzy o wynikach swoich kalkulacji (czytaj: śmierci niewinnych) dowiadują się wyłącznie z gazet i telewizji. Kiedy zaś Odyseusz wraz ze swoimi żołnierzami przebiega przez Troję pokrytą popiołem i pomalowaną krwią na czerwono, zdaje sobie sprawę, że faktycznie zawinił. I będzie to lekcja, z której obrazy pozostaną z nim aż do końca życia.

Tyle że mity wolą podrasować wydźwięk poszczególnych opowieści. Historia pragnie pamiętać Odyseusza jako sprytnego władcę, kochającego męża i wypełnionego tęsknotą do syna ojca. Tak samo dziś żyjemy w czasach, w których zbrodniarze wojenni uznawani są za bohaterów, a dyktatorzy i suwereni zostają wybielani w social mediach i tak naprawdę nigdy nie odpowiedzą za własne czyny.
Odyseusz małymi krokami zaczyna rozumieć, jak bardzo zawinił, doprowadzając do tragedii większej niż wszystkie inne. Tym samym „Odyseja” staje się opowieścią nie tyle o tym, czy naszemu herosowi w ogóle uda się powrócić do Itaki. Ba, wręcz przeciwnie – Nolanowska epopeja zadaje pytanie, czy Odyseusz w ogóle zasługuje na pojednanie się ze światem, który pozostawił. I czy ten świat będzie chciał przyjąć go z otwartymi ramionami, wybaczając mu wojenne grzechy.
Trudno powiedzieć, czy zasługiwaliśmy na taką adaptację – ale na pewno jej potrzebowaliśmy. W świecie fałszywych proroków i wszechobecnego populizmu, „Odyseja” rozlicza się z mitomanią, sugerując, że czasem warto schować ego do kieszeni i po prostu okazać skruchę. Jest w tym filmie jakaś nadzieja, której płomień tli się pomimo niewyobrażalnego cierpienia, przez jakie przechodzi Odyseusz. W XXI wieku taka narracja wyrywa nas z drętwoty i emocjonalnej apatii, tak bardzo zresztą zadręczającej wielu ludzi, szczególnie w dzisiejszych czasach.
OCENA: 9
PODSUMOWANIE: Jeśli kino ma mieć w sobie jakiś pierwiastek leczniczy, to Nolan znalazł najlepszy sposób, by wdrożyć go w życie i sprawić, by wreszcie zaczął działać. Ze zdwojoną siłą.
![Nie kryję zaskoczenia – „Odyseja” Christophera Nolana to jego najdojrzalszy film [RECENZJA]](https://i.ytimg.com/vi/Mzw2ttJD2qQ/maxresdefault.jpg)
Widziałem przed chwilą zupełnie odwrotną ocenę. Ciekawe czyja ocena zestarzeje się lepiej. 🙂
Gdzie ja widziałeś? Podaj linka.
Na torrentach poszukaj z dopiskiem XXX – O dziwo, lepsza fabuła, aktorstwo i akcja;)
Idę w piątek. Zobaczymy, ale Nolan raczej słabego filmu nie zrobi a opinie są całkiem pozytywne.
Jprd człowieku rzuć te narkotyki.
Piękny bait ze strony redakcji. Gównoburza to zawsze więcej kliknięć i wyświetleń…
Odyseja to jeden z kulturalnych filarów naszej, europejskiej cywilizacji. Czarnoskóra aktorka grająca Helenę to zniszczenie tego filaru. Totalną nieprawdą jest, że kobiet jest niewiele w Odysei, mają jakąś poślednią rolę, to bzdura. Sama wojna jest o kobietę, Penelopa wiernie czekająca na męża, który niezłomnie stara się wrócić do niej, postacie, które spotyka Odyseusz i jego kompania przy powrocie, to też kobiety.
Płaku-płaku, płatku śniegu.
Ale ma rację.
A z tego co tu widzę to Ty topniejesz, gdy ktoś ośmieli się na głos powiedzieć niepopularną wersję prawdy.
„Naszej europejskiej cywilizacji” – a to dobre – bo w czasach gdy żyła Helena Trojańska (XII w p.n.e.) Twoi (i moi) przodkowie mieszkali jeszcze w Azji gdzieś w okolicach Morza Kaspijskiego. Do Europy nasi przodkowie wyemigrują stamtąd całe wieki po jej śmierci po pokonaniu Hunów przez Rzymian jakieś 1600 lat po wydarzeniach z filmu 😉
Kompletna bzdura. Indoeuropejczycy (przedstawiciele kultury grobów jamowych) do których zaliczają się zarówno Grecy, Rzymianie, jak i Germanie, Celtowie oraz Słowianie przybyli do Europy w kilku falach między 4500 r. p.n.e., a 2500 r. p.n.e. Chociaż to w zasadzie dość nieprecyzyjne sformułowanie, bo tak naprawdę nie przybyli do Europy, ponieważ w tej Europie byli już wcześniej – przecież stepy wschodniej Ukrainy i dolny bieg Wołgi to wciąż Europa.
Co do przodków Polaków, to nauka nie jest zgodna gdzie dokładnie byliśmy w XII w. p.n.e. poza tym, że na pewno w Europie. Mogła być to Białoruś, północno-zachodnia Ukraina albo jakaś część obecnej Polski. Mogło być też tak, że byliśmy na terenie Polski, skąd zostaliśmy wyparci na wschód, a następnie wróciliśmy do Polski.
Najazd Hunów nie spowodował żadnej wędrówki znad Morza Kaspijskiego. Co najwyżej mógł się przyczynić do wędrówki z terenów obecnej Białorusi lub północno-zachodniej Ukrainy na teren Polski. Chociaż i to nie jest pewne, bo mogliśmy już mieszkać na terenie Polski (trudno to ustalić, bo przed nastaniem chrześcijaństwa Słowianie palili zmarłych).
Nie słyszałem, że ktoś usunął powieść i napisał od nowa. Ciekawe masz urojenia 🙂
Jakoś jeszcze nie widziałem złej opinii u ludzi, którzy ten film OBEJRZELI. PS jak czarny aktor zagrał boga to jakoś nie widziałem oburzenia.
Bo wtedy rasistowskie gownoburze jeszcze nie byly w modzie 😉
Oj byl kałsztorm jak Idris Elba dostal role Heimdalla – nawet na co dzien ogarnieci ludzie probowali wtedy argumentacji o braku szacunku dla nordyckiej kultury, zanim sie opamietali i przypomnieli sobie, ze mowa o amerykanskim komiksie.
Zasieg tego byl inny, bo nie bylo calego modelu biznesowego opartego na monetyzacji sztucznego oburzenia, to przyszlo po GG.
Brzmi wspaniale, jestem ciekaw, chociaz pewnie bede musial poczekac z obejrzeniem. Ale czułem, ze Nolan ma jakis twist w zanadrzu.
9/10 co wy dostaliście za taką dobrą recenzje. Na YouTube 550 k łapek w dół. Ten film to kpona dla Europejskiej kultury i wszystko po to by mieć większe szanse by dostać Oskara.
Ciekawe, że jedna Afrykanka w filmie wywołuje aż takie kontrowersje. Nie kojarzę takiego obsrania gdy ostatniego Mohikanina grał biały Amerykanin, a ostatniego samuraja… też biały Amerykanin. W filmach to się po prostu zdarza. Strach pomyśleć co pomyśleli niektórzy na widok czarnoskórego Boga granego przez poczciwego Morgana Freemana w Brusie Wszechmogącym. A tak na marginesie dla wszystkich zwolenników czystości rasowej: my biali, Azjaci oraz Indianie jesteśmy – no – mówiąc wprost kundlami 😉 Czystej krwi homo sapiens sapiens to jedynie Afrykanie – pozostałe rasy wychodząc z Afryki spotkały na Półwyspie Arabskim sympatycznych Neandertalczyków z którymi się skrzyżowali. Każdy z nas nie-Afrykanów ma od tamtej pory w sobie 2-4% neandertalskiego DNA (blond włosy i niebieskie oczy to wybitnie neandertalskie cechy odziedziczone właśnie po naszych sympatycznych kuzynach). Kto nie wierzy niech przeczyta prace naukowe Svante Paabo, który za to odkrycie dostał Nobla.
Niech sobie będzie nawet azjatką, albo eskimosem. Nie pasuje do opisu z orginalnej opowieści. Ludzie lubią jak aktorzy są dobierani odpowiednio do opisu. Tu nie ma nic w zwiazku z nienawiścią na tle rasy. Jakby mi zrobili czarnego gandalfa to bym nie potrafił uwierzyć w tą postać nieważne jak dobrze aktor by go grał. To by mi popsuło zabawę. Tak samo w drugą stronę. Jakby króla Kongo grał „młody Sztur”. Ciężko by mi było na to patrzeć.
Tyle lat już jest mówione o tokeniźmie w hollywood, a tu dalej zarzuty o rasizm. To hollywood robi źle rozumiesz? Tokenizm jest zły. Nie ludzie którzy to krytykują.
Czy możesz zacytować ten opis z oryginalnej powieści? Kojarzę, że raczej tego opisu za bardzo nie było. Rozumiem też, że jak biała blondyna ją wcześniej grała to też robiłeś gównoburzę, że nie pasuje do postaci z tego regionu?
Nie zrozumiałeś 3 prostych filmów ( z czego jeden był komedią) Antropologie też lepiej zostaw naukowcom. Na początek przestań ćpać cokolwiek tam bierzesz.
Ja czytam poważne prace naukowe żeby się czegoś dowiedzieć o historii i antropologii, a Ty jak widzę opowiadasz tylko o filmach XXX i ćpaniu. Wiesz, że psychologia już dawno udowodniła, że ludzie najbardziej wstydzący się swoich własnych zachowań zarzucają je wszystkim innym, żeby tylko odsunąć od siebie podejrzenia? 😉
Meanwhile Filmweb: 3,6/10.
Nie wiem komu ufać bardziej. Opłaconym recenzjom czy ocenom widzów którzy poświęcili swoje ciężko zarobione pieniądze i ograniczony wolny czas by to obejrzeć.
Trudno powiedzieć. Na Rotten Tomatoes ma rekordowe 96%. Należy zaznaczyć, że w USA film jest emitowany od 6 lipca, a w Polsce dopiero od dzisiaj wiec na razie trudno o rzetelne recenzje masy polskich odbiorców. Chyba trzeba zaczekać aż więcej osób w Polsce obejrzy i się wypowie żeby wyrobić sobie w miarę wiarygodną opinię.
A skąd wiesz czy ludzie oceniający film na Filmwebie obejrzeli ten film?
Update: ocena skoczyła do 7 także muszę zwrócić honor. Jest to już dosyć niezły wynik.
Nie zgodzę się, nie ma czegoś takiego, jak rzetelne recenzje masy odbiorców. Rzetelną recenzję moze napisac ktos, kto sie trochę zna na temacie, a nie randomowy ludek reagujący na to, co mu akurat algorytm podrzucil i czujacy potrzebe bycia czescia dyskursu (dlaczego tylko w ten sposób moze realizowac swoje potrzeby to temat na inna dyskusje). Wiec jeśli ktoś poważnie traktuje histeryczne reakcje internetowego kompostu publikowane przed obejrzeniem filmu, to świadczy tylko o niezbyt szerokich horyzontach tej osoby.
Ale nie powiem, komentarze – mimo że zawierające zero merytoryki – sa niekiedy zabawne, jak np. narzekanie na „idealogię”.
Odstawcie internet, jak was film interesuje to obejrzyjcie, jak nie to obejrzyjcie inny, to naprawdę jest tak proste.
No nie do końca się zgodzę – jakimś cudem jednak wybitne filmy np. na Filmweb mają bardzo wysokie oceny widzów, a gnioty zazwyczaj bardzo niskie. Jeśli znasz jakiś przykład drastycznego odstępstwa w tej materii to chętnie się z nim zapoznam. Nie wypowiadam się w kontekście ocen krytyków bo z ich niezależnością może być różnie. Poza tym szczególnie niskim zaufaniem darzę pierwszy napływ ocen widzów bo często jest to nienawistny bias jednej ze zwaśnionych stron. Jako przykład może tu posłużyć początkowy zalew skrajnie negatywnych recenzji STALKER 2 na Steam publikowanych przez Rosjan. Podobnie może być teraz na Filmweb – z oczywistych względów (premiera w Polsce dopiero dzisiaj) możemy mieć na razie do czynienia z podobnym zjawiskiem na naszym rodzimym Filmweb. Trzeba poczekać aż gównoburza opadnie.
Na studiach przez kilka lat miałem sporo zajęć ze statystyki więc nauczyłem się ją brać pod uwagę o ile dotyczy dużej i wiarygodnej próby.
„jakimś cudem jednak wybitne filmy np. na Filmweb mają bardzo wysokie oceny widzów, a gnioty zazwyczaj bardzo niskie”
Powtórzę – reakcyjne opinie bandy internetowych randomów nie powinny w żaden sposób wpływać na twoją ocenę filmu czy chęć obejrzenia go. To reakcja, emocja, nie ocena w jakimkolwiek przydatnym tego słowa znaczeniu. Bo też nie po to te oceny tam w ogóle są.
Okej może i jest to trochę review bombing ale jednak zrobili na tyle rozeznania chociażby obejrzenie zwiastunów, opisy postaci fabuły, porównania z dziełem Homera itp więc też tak zupełnie na ślepo to nie jest. Tak jak wspomniane użytkownicy Filmwebu potrafią też doceniać filmy więc to nie jest tylko wylęgarnia hejtu.
Czy ty sie slyszysz
Aha, ok – teraz rozumiem – jeśli chciałeś wiernej ekranizacji Odysei Homera dla dzieciaków, żeby nie musiały czytać lektury to zapewne ten film nie będzie dla Ciebie odpowiedni. Szczerze mówiąc nawet polski film Potop chociaż moim zdaniem świetny miał sporo odstępstw od powieści Sienkiewicza.
Tekstu nie słyszę, wtedy to by były dopiero urojenia.
Mialem na myśli raczej ten wewnętrzny monolog, ktory powinien zaczac na ciebie krzyczec przed kliknieciem „skomentuj”, ale wyraźnie nie mial sily przebicia
Ten film to pokazanie abominacji Hollywood, uśmiech bezzębnej twarzy dla świata, który nigdy nie będzie istniał
Wow – mocne. Ale chodzi o tę Afrykankę, która zagra epizodyczną postać (Helena Trojańska jedną z głównych postaci była w Iliadzie, a nie w Odysei) czy o coś więcej?
Trojańczycy oraz sama Helena (pochodząca z greckiej Sparty) należeli do rasy kaukaskiej (czyli białej), a patrząc pod kątem ściślejszym – historycznym i geograficznym – byli to starożytni mieszkańcy basenu Morza Śródziemnego.
Oto jak wyglądały szczegóły ich pochodzenia:
Helena Trojańska (Spartańska)
Helena była Greczynką. Urodziła się w Sparcie (na Peloponezie), więc pod względem etnicznym należała do starożytnych Greków (najprawdopodobniej Achajów, biorąc pod uwagę realia epoki brązu, w której osadzona jest akcja Iliady). W mitologii była córką Zeusa i Ledy, uważaną za najpiękniejszą kobietę świata o klasycznej, greckiej urodzie.
Epizodyczna czy nie, nie jest czarna, a dziwnym trafem raceswapping jest stosowany wszędzie tam, gdzie biała postać jest dobra, fajna lub postrzegana za taką.
Z kolei Netflix czarnych zamienia na… białych, gdzie czarni są mordercami. Zresztą co ja będę się tłumaczył, dla was jestem hejtującym randomem, Critical Drinker już nie, choć znając życie rzucisz tekstem, że to idiota i basta, rosomak88 lokuta, causa finita. I nikt nie ma prawa się nie zgodzić. Yasuke też pewnie istniał (biały nie-profesor powołał go sobie do życia jako samuraj, aha, to białych samurajów nie było, ale czarni byli… zresztą udowodniono, że to hochsztapler) a Japończycy to rasiści i się nie znają, Zachód się zna, myląc co i rusz japońską kulturę z chińską. Nolan myli europejską kulturę z amerykańską poprawnością polityczną.
Zresztą Hollywood – gniazdo pdf filesów, złodziei, gwałcicieli i morderców (Alec Baldwin), w najgorzej zarządzanym stanie USA, to nie jest śmietanka ludzi inteligentnych. Prove me wrong – shots fired!
A, zapytajmy samych zainteresowanych, co sądzą o tym „arcydziele”:
Grecy są tym filmem autentycznie, głęboko zniesmaczeni i dotknięci, a w ich mediach oraz portalach społecznościowych przetacza się teraz gigantyczna fala oburzenia. Dla nich to nie jest po prostu zwykła „internetowa gównoburza” o casting – oni czują, że Hollywood po raz kolejny bezczelnie ograbiło ich z własnej tożsamości i dziedzictwa narodowego.
Grecka krytyka uderza w kilka kluczowych punktów, które idealnie pokazują absurd całej tej sytuacji:
- Całkowite wymazanie Greków: Greccy publicyści i widzowie zwracają uwagę na potężną hipokryzję. Hollywood bez przerwy trąbi o „reprezentacji” i o tym, jak ważne jest zatrudnianie aktorów o odpowiednim pochodzeniu do ról kulturowych. Tymczasem w całym, gigantycznym blockbusterze Nolana, który opowiada o absolutnym fundamencie greckiej tożsamości, nie zatrudniono ani jednego greckiego aktora. W obsadzie nie ma nikogo z greckim nazwiskiem. Grecy pytają wprost: „Czy jesteśmy zbyt mało godni, by grać w naszych własnych mitach?”
- Ignorancja i arogancja aktorki: Oliwy do ognia dolały wywiady z samą Lupitą Nyong’o (grającą Helenę i Klitajmestrę). Aktorka najpierw bez żenady przyznała, że w ogóle nie znała i nie czytała Odysei zanim dostała rolę, a kilka dni temu rzuciła tekstem, że gdyby spotkała Homera, to „miałaby do niego pretensje, dlaczego poświęcił kobietom tak mało czasu antenowego”. W Grecji uznano to za szczyt ignorancji, tupetu i próbę sprowadzania starożytnego, genialnego eposu do poziomu współczesnych, amerykańskich wojenek politycznych.
- Wizualny „plaskacz” w twarz: Poza samą rasą Heleny, greccy historycy i widzowie wyśmiewają stronę wizualną. Film zamiast śródziemnomorskiego, bogatego i kolorowego klimatu ma typową dla Nolana, szaro-burą paletę barw (przypominającą Dunkierkę). Kostiumy i statki wyglądają bardziej jak z seriali o Wikingach albo Gry o Tron niż z antycznej Grecji. Krytycy w Atenach piszą wprost, że Nolan bał się pokazać Greków w tradycyjnych tunikach i sandałach, bo uważał, że współczesny widz nie potraktuje ich poważnie, więc wolał zrobić z tego generyczne fantasy.
Grecy czują się potraktowani instrumentalnie. Ich narodowa historia i mity zostały wzięte przez amerykańską machinę jako „wspólne dobro ludzkości”, z którego można wyciąć rodowitych mieszkańców, wstawić tam amerykańskie akcenty i współczesną ideologię, kompletnie odcinając od tego współczesną Grecję. Nic dziwnego, że tamtejsza publiczność ma ochotę ten film po prostu zbojkotować.
Teraz trzeba mi więcej koki po tak obrzydliwym potraktowaniu Europy i jej spuścizny. Niech wracają do kręcenia Indianek rozwalających Predatorów.
Indians vs Aliens vs Predators vs Americans – can’t wait to see!
Jak prawda ? xD Chyba urojenia. Nikt nie zmienił źródła. Jak chcesz to możesz sobie poczytać. Bardzo zachęcam do tej możliwe, że trudnej czynności.
Jasne. Podejmę się tak mało subiektywnej jak tylko potrafię riposty.
Nie będę nawet rozwijał się nad „Ostatnim Mohikaninem) i „Ostatnim samurajem”…
Dobra, byłem wczoraj w kinie. Bardzo mi się podobało. Zwiastuny w ogóle nie zachęcały mnie to seansu, poszedłem głównie z wzgląd na przyjaciół. Odyseja Nolana to bardzo dobre kino z świetnym aktorstwem, dobrze przemyślanym scenariuszem, dość nierównymi efektami specjalnymi, muzyką, która dobrze oddaje to co się dzieje na ekranie, ale raczej średnią samą w sobie, ale co najważniejsze, mające ciekawie zreinterpretowane elementy sztuki Homera. I to ostatnie mi się najbardziej podobało.
Bez wdawania się w spoilery, Nolan doskonale wiedział co chcę oddać tym filmem i w jaką dyskusję wejść z mitem. Sporo tutaj chrześcijańskiej filozofii, zwłaszcza w 3 akcie, motywu Hiobowego, szacunku do samej natury i jej potęgi, bo bogów w filmie praktycznie nie ma. No i wyszedł z tego całkiem niezły antywojenny manifest, dość surowy wobec głównego bohatera i jego kompanów, ale nie pozbawiony tego ,,soft spotu,, dla Odyseusza, który miał miejsce również w sztuce. W końcu nie bez powodu to ulubieniec Ateny xd.
Z rzeczy, które nie wyszły to zbroje nadal są mocno niepasujące do epoki i kontrastują z dość wiarygodnie wyglądającą Troją czy pałacami w Sparcie i Itace. Niektóre sceny z sztuki bym inaczej przedstawił, jak syreny czy Hades. Ale wątek z cyklopem jest świetny i bardzo dziki i pierwotny. Trochę jak spotkanie z jakimś kosmitą a nie równorzędną istotą. Niektóre dialogi były nieco oderwane od filmu, jak końcowy monolog głównego bohatera o upadku epoki brązu.. nie powiem, trochę to wyrwało z rytmu xd.
Pomimo kilku problemów całość sprawia świetne wrażenie i bardzo polecam obejrzeć w kinie bo wrażenia są tym lepsze im lepszego imaxa macie w okolicy ;p
LOL. Jak rozpoznac sciek pseudorecenzencki pisany przez moc o lewackie scierwo 😀 Widocznie ten mem o dziennikarzynach popluczynach spuszczajacych sie nad tym filmem i samym nolanem to sama prawda. Oj, fajfuski lewuski, nie zmieniajcie sie 🙂
Daj spokój – po pierwsze jak widzisz – większość osób tutaj przyznaje, że głównie interesują ich opinie widzów (przed obejrzeniem) i ich własna (po obejrzeniu) bo zdają sobie sprawę, że opinie zawodowych krytyków przy tak drogich produkcjach często mają bias.
Po drugie zarówno lewicowość jak i prawicowość potrafią wypaczać zdolność do obiektywnej obserwacji rzeczywistości i w swojej skrajnej formie przybierają rozmiar groteski nakazującej bezwarunkowe reakcje: np. prawicowego oburzenia na widok czarnoskórego aktora w roli kogoś z innej kultury (ale już nie na widok blondyna grającego latynosa), albo lewicowego zachwytu nad odważną prezentacją gejowskiego związku w filmie (ale już nie nad rolą przykładnego ojca grupki dzieci chodzącego do kościoła).
Myślę, że z centrum najlepiej można dostrzegać racje obydwu stron i wyśmiewać ich przywary. I nie mówię tu o czymś tak prymitywnym jak symetryzm, który zakłada, że prawda zawsze leży pośrodku – bo prawda leży tam gdzie leży – trzeba tylko umieć ją dostrzegać i zachowywać szacunek dla innych poglądów nie porzucając jednak zdolności do logicznej argumentacji.
Nie ma czegoś takiego jak obiektywna obserwacja rzeczywistości jeżeli chodzi o sztukę xd.
Oczywiście, że jest. Obiektywność dotyczy charakterystyki wypowiedzi i możesz mówić o sztucę w sposób obiektywny. Np że wiekszość obrazów w którsymś tam wieku miała taką i taką paletę barw ze względu na dostępne wtedy kolory. Albo że wiekszość współczesnych horrorów opiera się ja jum scarach – nie mówie że tak jest – i pokazać dane z paru lat. Albo że van Gogh maluje wiekszość obrazów taką i taką techniką, a Picasso zmieniał tą technikę na przestrzeni lat itd td. Jest cała masa obiektywnych rzeczy które można powiedzieć o sztuce. Obiektywność to jest forma wypowiedzi gdzie odnosimy sie do zewnętrznych elementów i w jakiś sposób zewnętrznie to walidujemy. W oparciu o liczby itd. Subiektywność to jest nasz opinia i brak zewnetrznej walidacji.
No to źle kojarzysz bo opis był. Natomiast miał charakter ponadczasowy i taki żeby każdy mógł sobie podstawić swój obraz piękna, bo była po prostu opisywana jako najpiękniejsza kobieta świata. Równa boginiom.
„Biała blondyna” która ją grała wcześniej faktycznie mogła uchodzić za ponadprzeciętnie piękną i można było mieć odczucie, że ci wszyscy faceci oszaleli na jej punkcie. Tutaj w to nikt po prostu nie uwierzy. Jest wiele aktorek które odpowiednio ucharakteryzowane by mogły to udźwignąć, ale na pewno nie ta która została wybrana i nie chodzi o jej kolor skóry.
Tu nie chodzi o toczenie gównoburzy. Tutaj chodzi o to, że masz do czynienia z jawnym tokenizmem który sam w sobie jest rasistowski. Jak zwracasz na to uwagę to jestes oskarżany o bycie rasistą, a tobie chodzi tylko o nietrafiony casting. Obłęd. Zreszta mi to wisi serio kto gra w filmach Nolana. To jest kino popcornowe które jest patetyczne do porzygu.
Aha ale jeżeli Tobie chodziło o to czy było napisane, że miała biały kolor skóry to nie było. Tak samo jak nie było napisane to do innych postaci z Greckim rodowodem. Bo rozumiesz Homer nie sądził że ludzie to idioci i że trzeba im pisać, że Grek nie jest czarny. Jeżeli na pustyni nigdy nie pada i ja Ci powiem, że „jutro też nie będzie padać na pustyni” to to nie jest informacją.
Towarzysze lubią sobie fałszować historię i manipulować pogodą.
Oczywiście, że nie ma. Polecam na przyszłość nie używać słów, których się nie rozumie bo brak ci elementarnej wiedzy w kwestii sztuki.
Jak nie podasz jakiejś argumentacji to uznaje, że skapitulowałeś i tylko się przyznać nie potrafisz :D.
Wymiana zdań między wami geniuszami jest tak zabawna, że aż sobie pozwolę odesłać do źródła na temat języka używanego w starożytnych źródłach i jak próby odczytywania go dziś dosłownie demaskują tylko, jakimi niesamowicie aroganckimi ignorantami jesteście. Dosłownie jak patrzenie na żuli rozprawiających o filozofii, przy czym żule przynajmniej są często autentycznie ciekawi tematu, o którym się wypowiadają, w przeciwieństwie do was, którzy mają tylko opinie. Durne przeważnie.
https://en.wikipedia.org/wiki/Epithets_in_Homer
W skrócie – w czasach homeryckich kolor skóry postaci miał takie samo znaczenie jak to, jakiej marki lubili wino i jakie szlugi palili, czyli żadne, bo nie o tym były w ogóle te historie, wy niesamowite ahistoryczne głąby.
BTW, w starożytnym teatrze dopiero mielibyście używanie, bo każdą postać kobiecą grał na scenie facet – to chyba 233% woke
Tylko im nie mów, że większość Sprartan do 30 roku życia (czyli do zakończenia obowiązkowej służby w wojsku) była w związkach homoseksualnych z nastoletnimi chłopcami (co jest bogato udokumentowane w ich sztuce) – bo już się całkiem załamią nad grecką kulturą…
Jak to szło? Grecy wymyślili orgie, Rzymianie czasami dodawali do nich kobiety
Czemu nie? A co niby ta informacja zmienia w tym temacie?
No to nieźle chłopie jak ty takie wnioski wyciągasz z tego tekstu. Chyba za długo z tymi żulami siedziałeś, bo to kompletnie nie jest o tym że „kolor skóry nie miał znaczenia”. Czy, że cokolwiek nie ma znaczenia. To jest tylko o tym jaki styl narracyjny miał Homer. Operował na epitetach które miały łatwo powiązać bohatera z cechami.
No a co do Greckiego teatru i tego że faceci tam grali. No i co z tego? Wtedy też nie było kina. NIe było kamer. Nie było wielkiego przemysłu filmowego. Czasy się zmieniły. Wielu widzów zgłasza, że jak jakaś postać jest w dziele z jakiegoś kręgu kulturowego to lubią jak na ekranie też taka jest. Co to za argument ze parę tysięcy lat temu grali faceci to dzisiaj Ci się musi podobać, że Greka gra czarnoskóry, a Chińczyka zagra Szwed. Widzę tu jakaś prawidłowość w wyciąganiu karkołomnych wniosków.
Nie gra Greka, młotku patentowany, tylko postać z mitologii. O tym właśnie piszę, mylisz najbardziej podstawowe pojęcia i nawet nie masz świadomości, jak bardzo brakuje ci kompetencji, żeby formułować opinie o temacie.
Ale to ciężar dowodu na tobie spoczywa, nie na mnie, by bronić twojego wniosku xd.
Jeżeli uważasz, że obiektywna obserwacja rzeczywistości jeżeli chodzi o sztukę istnieje to ty musisz to udowodnić i podeprzeć się literaturą naukową ewentualnie, bo póki co niczego nie udowodniłeś, poza tym, że masz tendencje do używania słów, których nie rozumiesz :c
Udowodniłem. Jeżeli nie rozumiesz jednego prostego argumentu to źródła tym bardziej Ci w tym nie pomogą.
Ok. Skoro żaden z was nie ma ochoty/odwagi wziąć się z tym za bary to ja spróbuję dołożyć swoje trzy grosze w temacie – zaznaczam, że w zakresie sztuki jestem kompletnym amatorem ale nie jestem amatorem w dziedzinie statystyki.
Wydaje mi się, że z obiektywizmem w sztuce jest podobnie jak ze statystyką – doskonale opisuje rzeczy w odniesieniu do dużej próby (w tym wypadku odbiorców) ale słabo nadaje się do odniesienia swoich wniosków do jednej konkretnej osoby.
Weźmy przykład na obronę pojęcia obiektywizmu w sztuce. Możemy porównać najsłynniejsze dzieła Boba Dylana oraz Zenka Martyniuka. Obiektywnie można stwierdzić, że kompozycje Boba są znacznie bogatsze zarówno jeśli chodzi o warstwę muzyczną jak i tekstową. Piosenki Zenka w tym obiektywnym porównaniu wypadają niezwykle blado.
Ale subiektywnie patrząc (indywidualnie) wszyscy się różnimy, mamy różne zdolności, wykształcenie, ilorazy inteligencji, słuch muzyczny, itp. Dla czterolatka „Świnka Peppa” będzie dziełem wręcz epokowym odpowiadającym na najgłębsze emocje, potrzeby ducha i najwyższy możliwy na tym etapie życia poziom postrzegania formy. Podobnie jak Zenek odpowie na potrzeby milionów ludzi o pewnym poziomie intelektu.
Np. ja „legitymuję się” IQ 128 (nieźle ale za mało do Mensy), mam tytuł magistra (ale gdzie mi do profesorów), a edukację związaną ze sztuką zakończyłem na etapie piątki w trzeciej klasie liceum. To pozwala mojemu umysłowi na zachwycanie się Bobem Dylanem czy słuchanie Chopina z wielką przyjemnością ale nie pozwala na pełne zrozumienie najsłynniejszych muzyków Jazzowych czy uznawanego za wybitnego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego. Jestem świadomy swoich ograniczeń i mam na tyle pokory, żeby nie uważać za „gówno” wybitnych dzieł tylko dlatego, że ja ich nie rozumiem. Mój poziom intelektualny uważam jednak za wystarczający do subiektywnej oceny wszystkiego poniżej poziomu sztuki, który jestem zdolny odbierać.
Wracając do sedna jeśli mowa o filmie Odyseja – nie każdy chce udzielać kredytu zaufania reżyserowi swoim własnym portfelem zupełnie w ciemno – dlatego właśnie wielu z nas przed pomaszerowaniem do kina próbuje szukać obiektywnych wskaźników czy warto. Np. przez podpatrywanie średniej ocen dużej statystycznie grupy widzów. Taka grupa ma średnie IQ, średnie wykształcenie, średni poziom obcowania ze sztuką i dlatego w sensie statystycznym jest obiektywna. Oczywiście subiektywny odbiór będzie zależał od naszych indywidualnych cech ale w życiu nie ma na nic gwarancji – możemy jedynie zmniejszyć prawdopodobieństwo wtopy.
Dużo słów żeby opisać bardzo proste rozróżnienie, ale zasadniczo tak, masz rację. Upraszczając to obiektywne stwierdzenia odnoszą się do rzeczy które można w jakiś sposób odnieść do świata zewnętrznego, a nie mojego wewnętrznego. Bo obiektywność to w zasadzie jest próba powiedzenia prawdy. Jeżeli dwóch krytyków sztuki ze sobą rozmawia to większość ich argumentów jest czysto techniczna. Chociażby w filmie. Różne style pracy kamery, różne oświetlenie. Jest też coś takiego jak intersubiektywizm który łączy te dwie wypowiedzi gdzie np mówisz, że ten operator jest lepszy bo lepiej trzęsię kamerą w scenach walki. Co ma w sobie dwa typy informacji. Styl filmowania(obiektywny) i twoje odczucie(subiektywne).
Ty chyba naprawdę przedawkowałeś denaturat. Uspokój się i słuchaj może się czegoś nauczysz. W tej mitologi na która się powołujesz jest podane dokładne pochodzenie Heleny. Z tekstu nie wynika że urodziła się w „mitologii” tylko w Grecji. Są podani jej rodzice. Tolkien pisał już o czymś takim jak „zawieszenie niewiary” które jest niemożliwe jeżeli fikcyjny świat przedstawiony łamie logiczne zasady, a tutaj masz złączenie świata fikcyjnego z prawdziwym. Poza tym masz ciągłość między dziełami. Jeżeli ta sama postać w wielu dziełach nawet różnych autorów będzie portretowana inaczej to odbiorca czuje dysonans. Więc złamane są dwie zasady które są uznawane przez autorów fantastyki dzisiaj.
Ja chętnie się dowiem gdzie popełniam jakiś błąd logiczny, ale Ty po prostu stosujesz ad hominem i tyle. Przestań się ciskać tylko wykaż logicznie że nie mam racji.
Nie popełniasz błędu logicznego, tylko nie rozumiesz, jaka jest rola mitu ani na czym polega sztuka (zarówno historycznie, jak i współcześnie). Odbierasz tekst kultury jedynie powierzchniowo, rozumiesz tylko najbardziej dosłowną jego część, tekstualną, nie masz żadnego głębszego punktu odniesienia. Dlatego jesteś w stanie odwołać sie tylko do „zawieszenia niewiary” i „logiki”, co w kontekście antycznego tekstu i jego współczesnej interpretacji tylko obnaża twoje kompletne zagubienie w dyskusji.
Słowem, potrafisz oceniać kulturę jedynie na poziomie czegoś w rodzaju Cinema Sins, ding.
Swoją drogą, YT i kanały tego typu mają sporo na sumieniu, kształcąc kulturową wrazliwość masy młodych ludzi przez kompletnie anty-kulturową soczewkę.
„Dlaczego Rose nie wpuściła Jake’a na tratwę?” DING
„Dlaczego słyszymy wybuchy w kosmosie w Star Wars?” DING
„Dlaczego Helenę Trojańską gra czarna aktorka? Przecież biorąc pod uwagę, że jej matkę zapłodnił łabędź powinna być cała biała i mieć skrzydła” DING
Chryste, jakie to męczące rozmawiać z operującymi jedynie na konkrecie 🔨
Nie udowodniłeś :c
Chyba, że chodzi ci o brak umiejętności czytania z zrozumieniem to tak, to pokazałeś bardzo dobrze xd.
Cinema Score zrobił więcej złego w sposobie oceniania dzieł kultury niż nie jeden późniejszy griffter.
Czyli pojęcie tokenizmu też sprawia ci trudność w zrozumieniu :/
Szkoda.
Dzięki za sensowny komentarz.
Nadal podtrzymuje, że za dużo wrzucasz do jednego wora. Tolkienowskie zawieszanie niewiary i Cinema Sins? Czyli czepianie się pierdół rozprawę ojca fantastyki? Wnioski wyciągasz bardzo pochopnie i błędnę bo ja nie lubię tego kanału. Tak samo jak nie mam pojęcia jak możesz stwierdzić, że ktoś ocenia filmy tylko powierzchownie po tym jak widzisz jego ocenę tylko jednego filmu. Żeby nie było to wcale mnie to za specjalnie nie boli tylko to jest takie szufladkowanie co nie świadczy o tym, że masz otwarty umysł. Wręcz przeciwnie. Może ja jestem zbyt autystycznie logiczny, ale u Ciebie za to jest straszny chaos.
Co do roli mitu. Myślałem trochę jak na to krótko odpowiedzieć i jest cieżko bo rola mitu była wielowymiarowa kiedyś, a dzisiaj mit nie ma dla nas żadnej znaczącej roli, poza historyczną.
Tylko, że tutaj to nie ma zastosowania bo my mówimy o filmie który adaptuję ten mit i to bardzo luźno. Tutaj nie rozmawiamy o tym co Homer napisał tylko co Nolan nakręcił. Więc możemy mówić jedynie jaką rolę pełni ten film. Rozrywkową i zarobkową. Ten film nie jest mitem. Jest filmem rozrywkowym i sam Nolan o tym mówi, że to wersja dla współczesnej widowni. Cały spór toczy się nie o mit i jego rolę/przekaz tylko o to że Nolan miał materiał źródłowy i postanowił go zmienić. Przekaz też zresztą zmienił. Spłycił do granic możliwości dla tej współczesnej widowni.
„Tak samo jak nie mam pojęcia jak możesz stwierdzić, że ktoś ocenia filmy tylko powierzchownie po tym jak widzisz jego ocenę tylko jednego filmu”
Bo widzę, jakiej argumentacji uzywasz, myslalem ze to dosc jasno wybrzmialo powyzej. Plytkiej.
„dzisiaj mit nie ma dla nas żadnej znaczącej roli, poza historyczną”
To jest tak oczywista nieprawda, ze az ciężko mi uwierzyć, ze ktos to napisał na serio – nie ma społeczeństwa na tej planecie, ktore nie jest zbudowane na jakims micie i wg niego nie orientuje swojej trajektorii.
„Więc możemy mówić jedynie jaką rolę pełni ten film. Rozrywkową i zarobkową. Ten film nie jest mitem. Jest filmem rozrywkowym i sam Nolan o tym mówi, że to wersja dla współczesnej widowni.”
Tak, i nic w tym zlego, od zarania dziejow mity sluza do roznych celow. Interpretacja Nolana nie jest w zaden sposob gorsza przez to, ze zatrudnił jedna aktorkę o kolorze skory irytujacym pewną glosna, ale na szczęście niewielka grupe ludzi.
„Cały spór toczy się nie o mit i jego rolę/przekaz tylko o to że Nolan miał materiał źródłowy i postanowił go zmienić.”
I jest to idiotyczny spor, bo ktos stojacy na pozycji, ze mitu adaptowac nie wolno (a adaptacja to oczywiście tez reinterpretacja), po prostu sie myli.
„Przekaz też zresztą zmienił. Spłycił do granic możliwości dla tej współczesnej widowni.”
Zmiana jest inherentnie zwiazana z adaptacja. Piszac o splyceniu dla współczesnego odbiorcy powtarzasz wlasnie – uwaga uwaga – mit 😉.
Kurde zarzucasz mi za za dużo logiki a tutaj stosujesz całkowicie zerojedynkowe rozgraniczenie. To, że komuś nie podoba się casting to nie znaczy, że twierdzi że mitu nie wolno adaptować. Po prostu nie podoba mu się ta konkretna adaptacja. Czemu dla Ciebie te korelacje wszędzie zachodzą w tak prosty i oczywisty sposób. Ludzie są różni i mają skomplikowany system wartości. Ogólnie piszesz o tym, że oceniasz płytko a sam spłycasz tą rozmowę do dwóch biegunów.
„To jest tak oczywista nieprawda, ze az ciężko mi uwierzyć, ze ktos to napisał na serio – nie ma społeczeństwa na tej planecie, ktore nie jest zbudowane na jakims micie i wg niego nie orientuje swojej trajektorii.”
Tutaj zgoda. Nie bezpośrednio ale pośrednio te mity oddziałują do dzisiaj. Chyba chodziło mi o bezpośrednie oddziaływanie, że już go nie ma dzisiaj.
„Tak, i nic w tym zlego, od zarania dziejow mity sluza do roznych celow. Interpretacja Nolana nie jest w zaden sposob gorsza przez to, ze zatrudnił jedna aktorkę o kolorze skory irytujacym pewną glosna, ale na szczęście niewielka grupe ludzi.”
Nie jest gorsza dla Ciebie. Jest gorsza według ludzi którzy twierdza, że im się to nie podoba. Nie ma obiektywnej oceny, że dla wszystkich gorsza lub lepsza. Poza tym tam jest zdecydowaie wiecej zgrzytów w castingu. To jest tylko taki jaskrawy przyklad.
„I jest to idiotyczny spór, bo ktos stojacy na pozycji, ze mitu adaptowac nie wolno (a adaptacja to oczywiście tez reinterpretacja), po prostu sie myli.”
Pisząc o zmianach względem materiału źródłowego to jest oczywiście użycie skrótu myślowego który oznacza, że te zmiany są zbyt drastyczne i że lepiej jakby stosować się jednak do orginału w tych konkretnych elementach. Jest oczywiście cała masa rzeczy do których nikt sie nie przyczepi jeżeli będą zmienione.
„Zmiana jest inherentnie zwiazana z adaptacja. Piszac o splyceniu dla współczesnego odbiorcy powtarzasz wlasnie – uwaga uwaga – mit 😉.”
No tak, ale co to ma za związek z tą rozmową? Tzn mity istnieją co nie znaczy, że np w tym przypadku nie jest to prawdą. Jak ci ukradną w Niemczech samochod to możesz powiedzieć ze to pewnie Polacy i też powtarzasz mit. Ale może akurat masz rację. W żaden sposób powtarzanie mitu nie wplywa na to czy wypowiedz jest prawdziwa czy fałszywa.
Zmiana sama w sobie nie jest wartością. Może być dobra zmiana i zła zmiana.