Showrunner „The Boys” odniósł się do fali krytyki po finale serii. „Cieszą mnie skrajne emocje”
Piąty i zarazem finałowy sezon serialu „The Boys” spotkał się z mieszanymi recenzjami ze strony fanów, którzy narzekali na zbyt dużą liczbę tzw. zapychaczy oraz wyraźny brak spektakularnego zwieńczenia historii. Choć plakaty promujące serię zapowiadały postapokaliptyczną destrukcję, ostateczne starcie okazało się stosunkowo kameralną bitwą w Gabinecie Owalnym.
Mimo że każdy z bohaterów doczekał się domknięcia swojego wątku, w produkcji dało się zauważyć wyraźne ślady cięć budżetowych. Fani w mediach społecznościowych masowo zestawiali sceny z najnowszego sezonu z klipami z wcześniejszych lat, wytykając, że dawniej akcja toczyła się w otwartym świecie, a nie tylko w pustych wnętrzach budynków.

Eric Kripke, showrunner serialu, w wywiadzie dla portalu TV Line odniósł się do tych zarzutów, określając internetową krytykę mianem „głośnej mniejszości” i wskazując na rekordową oglądalność finałowego sezonu jako dowód na to, że widzowie pokochali to „wzbudzające skrajne emocje pożegnanie” (finałowy odcinek zatytułowany „Krew i kości”, ma obecnie w serwisie IMDb bardzo niską ocenę 5.5/10):
Nie należę do tych twórców, którzy mogą ze spokojem powiedzieć: »Och, ja nigdy tam nie zaglądam«. Widzę to wszystko. Oczywiście w sieci jest mnóstwo niezadowolonych ludzi, ale chciałbym powiedzieć dwie rzeczy: po pierwsze, po prostu cieszę się, że ludzie podchodzą do tego z autentyczną pasją. Moim zadaniem jest sprawić, by ludzie żyli twórczością, którą wypuszczam. Jeśli się o nią kłócą, nienawidzą jej i walczą ze sobą, to wszystko jest oznaką pasji. Oglądacie to, a to już jest dobre. Moim zadaniem jest wywołanie reakcji emocjonalnej, a nie koniecznie dyktowanie tego, jaka ta reakcja ma dokładnie być.
Showrunner dodał również, że lekcja, którą odebrał już „tysiące razy”, brzmi jasno: „świat internetu to nie jest prawdziwy świat”. Wyjaśnił to na przykładzie statystyk:
Mamy grubo ponad 60 milionów widzów, co sprawia, że ta internetowa burza, która wydaje się wszechogarniająca, jest w rzeczywistości ułamkiem jednego punktu procentowego. Każdy ma oczywiście prawo do własnego zdania i przykro mi, jeśli was rozczarowałem, ale to była historia, którą po prostu chciałem opowiedzieć. Trzeba spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy i zrozumieć, że to stosunkowo mała, głośna grupa odbiorców, podczas gdy zdecydowana większość wydaje się zadowolona i chętnie włącza serial.
Choć bez szczegółowych danych dotyczących oglądalności każdego odcinka trudno jednoznacznie przyznać rację twórcy serialu, portale branżowe zauważają, że wysoka oglądalność nie zawsze idzie w parze z miłością do produkcji – wiele kiepskich filmów biło rekordy popularności. Samo włączenie finału, by zobaczyć, jak kończy się cała historia, nie oznacza automatycznie, że widzowie nie zgadzają się z krytycznymi głosami w sieci.
W przyszłym roku fani tego świata będą mogli do niego wrócić za sprawą spin-offu zatytułowanego „Vought Rising”, który przeniesie widzów do lat pięćdziesiątych i skupi się na losach Soldier Boya (Jensen Ackles) oraz Stormfront (Aya Cash).