Przed chwilą

Oceniamy wielki finał „The Boys”. Klątwa fatalnych zakończeń trwa w najlepsze?

Oceniamy wielki finał „The Boys”. Klątwa fatalnych zakończeń trwa w najlepsze?
W tym roku musieliśmy pożegnać się z kolejnym popkulturowym fenomenem. Po kilku latach przyszło nam rozstać się z Homelanderem, Butcherem i resztą chłopaków. Pytanie tylko, czy był to finał godny całej produkcji, czy też kolejny raz dostaliśmy w twarz – tak jak przy okazji niedawno zakończonego „Stranger Things”.

Nie da się ukryć, że ostatnio dobrych zwieńczeń seriali jest jak na lekarstwo. Pierwsze prawdziwe rozczarowanie przeżyłam przy „Zagubionych” i wiem, że nie tylko mnie dotknęło to, jak twórcy postanowili zamknąć historię Jacka, Kate, Sawyera i pozostałych pasażerów lotu Oceanic 815.

Po latach kolejnym potężnym policzkiem ze strony scenarzystów okazał się finał „Gry o tron”, który – powiedzmy to sobie szczerze – był pisany na kolanie, podobnie jak cały ósmy sezon. A całkiem niedawno bracia Duffer zaserwowali ostatni odcinek „Stranger Things”. Owszem, bardzo nostalgiczny, ale gdy twórcy muszą publicznie tłumaczyć się z własnych decyzji fabularnych, to znak, że coś wyraźnie poszło nie tak.

Teraz, po siedmiu latach, Eric Kripke pożegnał się z „The Boys”. Mowa oczywiście o głównej historii, bo samo uniwersum będzie się rozwijać dalej poprzez kolejne produkcje, takie jak chociażby zapowiedziany „Vought Rising”, który cofnie nas do lat pięćdziesiątych. Niemniej nie o tym jest ten artykuł. Chciałabym się tu bowiem przyjrzeć temu, czy wspomniany pan dotrzymał swoich licznych obietnic. Homelander i Butcher rozstali się z widzami z godnością, ale zabrakło w tym odpowiedniego ładunku emocjonalnego i epickości, którą zapowiadali twórcy. 

fot. Prime Video

„Chłopaki” odeszły w spokoju

Od początku liczyłam na to, że serial „The Boys” zakończy się tak, jak się zaczął – z tym samym pazurem, który sprawił, że historia wykolejonych supków w ogóle przykuła moją uwagę. Niestety od czwartej odsłony widać było wyraźny spadek formy, a to, co kiedyś trzymało mnie przed ekranem, teraz tylko wywoływało ziewanie. Początek finałowego sezonu uderzył jednak mocno, o czym wspominałam wcześniej, i wszystko wskazywało na to, że doczekamy się godnego domknięcia.

Z każdym kolejnym odcinkiem serial zaczął się jednak psuć. Dużo rozmów, skakania po lokacjach, a mało faktycznego planowania i działania. Jedynie piąty epizod przypomniał, czym na początku byli „Chłopacy”. Wrócił czarny humor i ta przyjemna przewrotność w pokazywaniu superbohaterów jako naszych wybawicieli. Niemniej jeden odcinek nie może definiować całego sezonu, szczególnie że mówimy o zakończeniu siedmioletniej produkcji.

Już w przedostatnim epizodzie nie było czuć ciężaru odpowiedzialności i stawki, o jaką toczy się gra, a przecież chodziło o losy całej planety. Sam Homelander sezon wcześniej stwierdził, że jeżeli ktoś stanie mu na drodze, on w odwecie spali cały świat. I tak jak „Stranger Things” pozostawiło nas z niedomkniętymi wątkami, tak w przypadku „The Boys” miało się wrażenie, że pewne rzeczy muszą się wyjaśnić jeszcze przed finałem, przez co ostatnie rozdziały okazały się wyprane z napięcia, zanim w ogóle dobrnęliśmy do końca.

Wątki pocięte jak macki Butchera

Finałowy sezon to plątanina dialogów, które miejscami były nawet niezłe, jednak w dużej mierze zwyczajnie marnowały czas antenowy. Co najgorsze, kolejne odcinki nie prowadziły do sensownego zwieńczenia, tylko raczej zamykały się jakimś mniej lub bardziej ważnym zwrotem akcji. Do tego scenarzyści pogubili wiele istotnych wątków albo potraktowali je po macoszemu. Najbardziej uderza mnie zmarnowanie potencjału jednej z najciekawszych postaci, która początkowo miała być kluczowa dla narracji, a ostatecznie po prostu znikła z ekranu. Podobnie motyw „Gen V” – pojawił się równie nagle, jak ulotnił; odniosłam wrażenie, że Amazon celowo zostawił pewne nitki fabularne, by ciągnąć je w kolejnych produkcjach osadzonych w tym uniwersum.

Uderzyły mnie również zmiany w prezentowaniu głównych bohaterów. Homelander zostaje przedstawiony jako psychopata i postać na wskroś negatywna, bez żadnych niuansów – owszem, od pierwszego sezonu wiemy, że jest antagonistą, ale twórcy starali się dotąd pokazywać również jego inne oblicza. W finale popadli natomiast w taką przesadę, że Antony Starr zdaje się parodiować postać kreowaną konsekwentnie od siedmiu lat. Z kolei William wyrasta na „dobrego łobuza”: może i zabija bez skrupułów, ale w głębi duszy to porządny chłopak. Również tarcia w drużynie znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – tam, gdzie dawniej była ledwie wymuszona współpraca z uwagi na wspólnego wroga, nagle panuje serdeczność.

Finałowy sezon zapomina też o kontekście globalnym – nie wiemy, jak otoczenie reaguje na bieżące wydarzenia. Jedynie pierwsze dwa odcinki rzucają światło na to, co dzieje się w kraju pod rządami Ojczyznosława. Paradoksem wydaje się też to, że nasz blondas wiele mówi o superbohaterach i ich znaczeniu, a tych na ekranie praktycznie nie ma. Pojawiają się wyłącznie po to, by na chwilę zabłysnąć, a potem zniknąć w klasycznym rozbryzgu krwi.

fot. Prime Video

Era „The Boys” dobiegła końca

Polityczny wymiar serialu zawsze był wyraźny. O ile zabawa konwencją wychodziła twórcom sprawnie i „The Boys” potrafiło wrzucić kamyczek do ogródka jednej i drugiej strony, tak w finałowym sezonie mamy już same skrajności. Nie chodzi o konkretny obóz – na ekranie obserwujemy podejścia tak ekstremistyczne, że trudno nie reagować na serial jak na parodię. Tyle że z gatunku tych gorszych.

Największe rozczarowanie nadeszło zaś wraz z ósmym odcinkiem. Zastosowano masę uproszczeń fabularnych, by popchnąć wszystko do finałowego momentu. Samo ostateczne starcie miało być epickie, a szczerze… to jedna z gorszych walk w całej produkcji. Jest przewidywalnie, dialogi bez wyjątku są miałkie, a my, zamiast trwać w napięciu, doskonale wiemy, jak się to wszystko potoczy. Nie dane mi było zaznać satysfakcji z zakończenia historii, przeciwnie – poczułam się znużona. Nie da się ukryć, że w popkulturze zakończyła się kolejna era. Ostatecznie „Chłopacy” nie odeszli z takim hukiem, na jaki liczyłam, choć wciąż cali we krwi. Znam finał z komiksów – i szczerze? Kilka rzeczy wypadło podobnie, jednak zmiany wprowadzone już na wczesnych etapach serialu całkowicie odwróciły jego wydźwięk. Szkoda.

Jedna odpowiedź do “Oceniamy wielki finał „The Boys”. Klątwa fatalnych zakończeń trwa w najlepsze?”

  1. A cóż znaczą Wasze oceny, po tym jak opublikowaliście co na ten temat ma do powiedzenia Pierwszy Ziemianin? Czymże wobec niego jesteście? Zresztą sami znacie swoje miejsce w szeregu, sądząc po kolejności publikacji…

Skomentuj