BioWare da sobie radę z nowym Mass Effectem? „Ludzie powinni zejść im z drogi i pozwolić robić, co trzeba”
Mass Effect 5 (albo Mass Effect 4, jeśli liczymy Andromedę jako spin-off) od jakiegoś czasu powstaje i developerzy czasami nawet dają konkretne wskazówki dotyczące tego, jakie tropy fabularne podejmie tytuł. Można delikatnie założyć, że gra powstaje bez większych zakłóceń, chociaż brak wniosków z porażki Dragon Age: The Veilguard może oznaczać, że BioWare nie jest w stanie stanąć na wysokości zadania.
Kolejnym problemem są pieniądze. Przejęcie Electronic Arts przez fundusz z Arabii Saudyjskiej może potencjalnie oznaczać brak finansowania dla nowego Mass Effecta. To pośle BioWare do piachu, a serię do szuflady na bliżej nieokreślony czas. Brak nowych, konkretnych informacji (pamiętam zeszłoroczny N7 Day i już myślę o tym, jak bardzo nic nie pokażą także w tym roku) wprost sugeruje przeciąganie tej kosmicznej liny i problemy produkcyjne – przecież dokładnie to samo zabiło Dragon Age’a. Wielu się boi, ale Armando Troisi, czyli cinematic designer pracujący przy oryginalnej trylogii, ma zdecydowanie bardziej pozytywne nastawienie:
Trudno mi doradzać, co powinni zrobić, bo ciągle jest tam dużo ludzi pamiętających tworzenie trylogii. Jest tam np. Preston Watamaniuk, Derek Watts i Parish Ley. Nie wydaje mi się, by ktokolwiek mógł im coś doradzić, bo oni doskonale wiedzą, co mają robić. To jeden z tych przypadków, kiedy ludzie powinni im zejść z drogi i pozwolić robić co trzeba. Oczywiście wiele różnych kwestii ma znaczenie przy tworzeniu gry o takiej skali, ale trzeba zaufać zespołowi i pozwolić mu działać.
Armando Troisi, jeden z twórców trylogii Mass Effecta
Developer dodał też, że w nich wierzy i okazał się zaskakująco optymistyczny:
Uważam, że kiedy BioWare robi to, co potrafi najlepiej – a są to gry dla pojedynczego gracza z interaktywną narracją, rozbudowanym systemem walki i rozwojem postaci – nie ma sobie równych (…). Firma jest w stanie stanąć na wysokości zadania, jeśli po prostu zostawimy ich w spokoju i pozwolimy robić to, w czym są najlepsi.
Armando Troisi, jeden z twórców trylogii Mass Effecta
Wydaje mi się, że gracze jako pewna całość mogą być tym zmęczeni i bardzo nieufni. BioWare już od dawna jest cieniem samego siebie, a kilka ich ostatnich gier, takich jak Mass Effect: Andromeda, Anthem i wspomniany Dragon Age: The Veilguard pokazuje, że nawet w tych dobrze przepracowanych obszarach częściej ostatnio chybiają z próbą sprostania oczekiwaniom.

Te z perspektywy czasu nie wydają się aż tak wysokie – Mass Effect mechanicznie przecież nigdy nie był czołowym dokonaniem gatunku. Z punktu widzenia ostatniej dekady studia i braku refleksji ze strony EA zostawianie twórców samym sobie może być najgorszym, co można zrobić.
Mass Effect 5 nie ma jeszcze nawet przybliżonej daty premiery.
Pragnę przypomnieć że Bioware zawsze produkował gry w atmosferze chaosu, bałaganu i crunchu, co ówczesny szef Biowaru nazywał „magią Biowaru”. Po takich „sukcesach” jak andromeda, Anthem i Veilguard tylko skończony naiwniak albo dziecko uwierzyłoby w puste zapewnienia.