01.07.2018
5 Komentarze

Dni Fantastyki we Wrocławiu – słów parę po imprezie

Dni Fantastyki we Wrocławiu – słów parę po imprezie
Pierwsze Dni Fantastyki odbyły się 2004 roku. Od tego czasu impreza znacznie się rozrosła, skutecznie łącząc rozrywkę, dyskusje i walory edukacyjne, a także dając możliwość spotkania całej rzeszy ludzi związanych z fantastyką – nie tylko polską.

Program tegorocznej edycji pękał w szwach. Na gigantycznej karcie programowej, jaką dostawał każdy uczestnik Dni Fantastyki, organizatorzy rozpisali łącznie ponad ćwierć tysiąca różnego rodzaju aktywności, którymi można było wypełnić trzy dni imprezy. To przede wszystkim różnego rodzaju wykłady i dyskusje panelowe. Wśród tematów wyróżniały się bloki poświęcone „Grze o tron”, grom Blizzarda czy Gwiezdnym Wojnom. Sporo było spotkań poświęconych fantasy jako zjawisku. Przyjemnie było znów zobaczyć i posłuchać ludzi, którzy tworzyli polskie czasopisma poświęcone fantastyce, a kiedy indziej – poznać mniej oczywiste aspekty transhumanizmu. To oczywiście ułamek tematów – było też m.in. sporo o kulturze Słowian, czarnej magii, kondycji horroru, tradycyjnego RPG oraz komiksu. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie – niekiedy ze smutkiem rezygnując z części wykluczających się czasowo, a równie ciekawych wykładów.

df2_4brj.jpg

W murach Centrum Kultury „Zamek” znaleźć można było głównie strawę duchową, ale żeby coś zjeść i się pobawić, wystarczyło wyjść na zewnątrz. Na terenach zielonych znajdowały się trzy sceny – areny, na których odbywały się warsztaty i prelekcje na różne tematy. Można tam było poćwiczyć fechtunek, poznać zasady walki sztyletem czy nawet wziąć udział w drużynowej walce przy użyciu średniowiecznej broni. W fanowskich wioskach z kolei dało się m.in. postrzelać z broni czarnoprochowej czy… nauczyć się piec słowiańskie podpłomyki. Nie zabrakło też konkursu cosplay, który na niemal dwie godziny zgromadził przed festiwalową sceną tłumy.

df4_4brj.jpg
df3_4brj.jpg

Co tu dużo mówić: Dni Fantastyki się udały. Z wielką przyjemnością zgubiłem ładnych kilka godzin, biorąc udział w panelach, spacerując wśród ludzi z grup rekonstrukcyjnych lub wcielających się w postacie z gier, a także racząc się dobrym jadłem i napitkiem w strefach gastro. To bez wątpienia ciekawa, wykraczające skalą poza lokalne ramy impreza dla entuzjastów fantasy. Warto o tym pamiętać i wybrać się za rok na kolejną jej edycję.

df7_4brj.jpg
df5_4brj.jpg

5 odpowiedzi do “Dni Fantastyki we Wrocławiu – słów parę po imprezie”

  1. Pierwsze dni Fantastyki odbyły się 2004 roku. Od tego czasu impreza znacznie się rozrosła, skutecznie łącząc rozrywkę, dyskusję, wątki edukacyjne, a także dając możliwość spotkania całej rzeszy ludzi związanych z fantastyką – nie tylko polską. Program tegorocznej imprezy pękał w szwach. Na gigantycznej karcie programowej, jaką dostawał każdy uczestnik Dni Fantastyki, organizatorzy rozpisali łącznie ponad ćwierć tysiąca różnego rodzaju aktywności, którymi można było wypełnić trzy dni trwania imprezy. To przede wszystkim różnego rodzaju wykłady i dyskusje panelowe. Wśród tematów wyróżniały się bloki poświęcone Grze o Tron, grom Blizzarda czy Star Wars. Sporo było też spotkań poświęconych zjawisku fantasy – przyjemnie dla przykładu było znów zobaczyć i posłuchać ludzi, którzy tworzyli polskie czasopisma poświęcone fantastyce, a kiedy indziej – poznać mniej oczywiste aspekty zjawiska transhumanizmu. To oczywiście ułamek tematów: było też m.in. sporo o kulturze Słowian, czarnej magii, kondycji horroru i tradycyjnego RPG oraz komiksu. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie – niekiedy ze smutkiem rezygnując z części wykluczających się czasowo, a równie ciekawych wykładów. O ile mury zamku to głównie strawa duchowa, o tyle, żeby coś zjeść i się pobawić, wystarczyło wyjść na zewnątrz. Na terenach zielonych znajdowały się trzy sceny – areny, na których odbywały się warsztaty i prelekcje na różne tematy. Można tam było nauczyć się fechtunku, poznać zasady walki sztyletem czy nawet wziąć udział w drużynowej walce przy użyciu średniowiecznej broni. W fanowskich wioskach z kolei można było m.in. postrzelać z broni czarnoprochowej czy… nauczyć się piec słowiańskie podpłomyki. Nie zabrakło też konkursu cosplay, który na niemal dwie godziny zgromadził przed festiwalową sceną tłumy. Co tu dużo mówić: impreza się udała. Z wielką przyjemnością zgubiłem ładnych kilka godzin, biorąc udział w panelach, spacerując wśród ludzi z grup rekonstrukcyjnych lub wcielających się w postaci z gie, a także racząc się dobrym jadłem i napitkiem w strefach gastro. To bez wątpienia ciekawa i wykraczająca skalą poza lokalne ramy impreza dla entuzjastów fantasy. Warto o tym pamiętać i wybrać się za rok na kolejną jej edycję.

  2. Byłem rok temu i szczerze mówiąc najgorzej wydane pieniądze. Nie dość, że trzeba było płacić od razu za 2 dni, zamiast za jeden to wydana forsa nie było tego warta. Jedynie prelekcje o Warcraftcie była spoko, reszta? Albo wszystko co najciekawsze było w piątek, a inne rzeczy to były smuty, które w ogóle nie mogły mnie zainteresować. Dodatkowo płaciło się tylko za wejście do budynku, bo teren, który był ciekawszy, był za darmo. Nie żałuję, że się już tam pewnie nie pojawię nigdy więcej.

  3. Mnie się impreza bardzo podobała, choć nie odwiedziłem prawie żadnego wydarzenia. Gżdacze pomocni, organizacja fajna, tylko mieszkańcy dużo na nas narzekali… Prusacy ze Strzelnicy Czarnoprochowej pozdrawiają 😀

  4. Byłem ostatnio w 2015 roku i było cudownie. Z resztą jak się jedzie z genialnym towarzystwem to raczej nie mogłoby być inaczej. Ostatnio jednak nie było okazji a chętnie na jakiś konwent bym się wybrał :/ .

  5. Kapitan Fandom 2 lipca 2018 o 15:06

    Impreza dalej w porządku, choć dla mnie to najsłabsza edycja od 2014 roku. Zamykanie całego konwentu o 22-23? Wyganianie ludzi z parku, choć de facto jest on główną atrakcją imprezy? Zostawienie na lodzie ludzi, którzy nie zdążyli wykupić kart noclegowych? Organizacja powoli się psuje.

Skomentuj newsbot Anuluj pisanie odpowiedzi