Jedna z bardziej podejrzanych premier tego roku. Starsand Island 1.0 zbiera masę negatywnych komentarzy
Parę dni temu, 18 sierpnia, chińskie studio Seed Sparkle Lab wydało pełną wersję swojej gry farmerskiej, Starsand Island. Gra wskoczyła szybko na szczyt popularnych nowości na Steamie i równie szybko została zalana negatywnymi komentarzami. Nie bez powodu.
Najprościej gracze wyjaśniają to tak: produkt jest niedokończony. Obiecywano mechaniki (np. randkowanie), które zostały dowiezione w okrojonej formie, nie wszyscy „kawalerzy” pojawili się też jako opcje romansowe. Gra jest najeżona błędami, a tryb wieloosobowy jest delikatnie mówiąc, rozczarowujący. Do tego część wspierających na Kickstarterze bardzo długo czekała na klucze, nadal nie odebrała swoich nagród, a w dniu premiery wjechał dodatkowy DLC za 20 dolarów, czysto kosmetyczny.
Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej. Inni szatani byli tam czynni.
Kiedy w lutym gra weszła do wczesnego dostępu, zaczęła dostawać podejrzanie dużą ilość entuzjastycznych recenzji z kont o kilkuminutowym stażu, ewidentnie napisanych przez AI. Kiedy zostało to zauważone, studio wydało oświadczenie, że to nie oni i ktoś im robi pod górkę, poprosiło autorów, żeby przestali i zwrócili uwagę na dziwny szczegół: żeby wystawić opinię na Steamie, trzeba grę kupić, a część tych kont po opublikowaniu recenzji zażądała zwrotu pieniędzy. Kto tu działał i dlaczego, nie wiadomo do dzisiaj.
Podejrzanych elementów było więcej: gracze odkryli anti-cheat w grze jednoosobowej, został usunięty po protestach. W kwietniu na chwilę Starsand zniknęło ze Steama, bo okazało się, że jeden do jeden skopiowali do niego Tetrisa jako mini-gierkę (to legalne, ale nie można toczka w toczkę kopiować bloków i plansz). Do tego gra leciała na złamanie karku od lutego do sierpnia przez swój okres wczesnego dostępu, ledwie dotykając informacji zwrotnej od graczy: tu aktualizacja, tam łatka, pora na CS-a.
Nie to jest jednak w tym wszystkim najgorsze: kampania na Kickstarterze, która w maju 2025 roku zebrała ponad 311 tysięcy dolarów, przedstawiała twórców jako małe, ambitne studio. We wrześniu, kilka miesięcy po zamknięciu owej kampanii, okazało się, że Seed Sparkle Labs powstało jako inwestycja Kingsoftu i Seasuun Games. Kingsoft zatrudnia ponad osiem tysięcy osób i jest notowany na giełdzie w Hongkongu. Studio niby konsekwentnie odpowiada, że decyzje dotyczące rozgrywki i monetyzacji mają należeć wyłącznie do niego. Jasne.

Formalnie niby wszystko jest ślicznie i pięknie, inwestor to przecież nie właściciel. Jeśli tak, to po co im były pieniądze z Kickstartera? I dlaczego dali o tym znać dopiero po tym, jak zamknęli kampanię? Nie wiem – choć się domyślam.