„Nie przebiję Leona”. Reżyser nowego „Resident Evil” tłumaczy brak znanych postaci w swoim filmie
Nadchodząca adaptacja Resident Evil w reżyserii Zacha Creggera wzbudza spore nadzieje. To może być najlepsza szansa na otrzymanie naprawdę udanego filmu z tego uniwersum – głównie dlatego, że Cregger sprawia wrażenie wielkiego fana, który doskonale rozumie, co stanowi o uroku kultowej serii gier.

W rozmowie z serwisem ScreenRant reżyser podkreślił swoje oddanie materiałowi źródłowemu i wyjaśnił, dlaczego w nowej adaptacji nie zobaczymy bohaterów znanych z gier:
Chcę, aby fani gier wiedzieli, że jestem ich ogromnym fanem. Robię ten film, aby uczcić gry – nie widziałem pozostałych filmów. To, czego tu nie robię, to nie zamierzam kanibalizować postaci i historii, które gry robią już tak dobrze. Nie będę w stanie ulepszyć Leona. Mam poczucie, że Leon istnieje w grach i kogo bym nie obsadził, jakiej fryzury bym mu nie zrobił czy jakiej kwestii dialogowej nie kazał wypowiedzieć – to po prostu nie będzie Leon, bo on już istnieje.
Zamiast tego twórca zdecydował się na inne podejście:
Wolę opowiedzieć autorską historię, która osadzona jest w świecie gier i w dużej mierze przestrzega ich zasad, ale przypomina doświadczenie, jakie towarzyszy nam podczas samej rozgrywki. Chodzi o wyeksponowanie aspektu survival horroru – to nie ma być akcja, lecz survival horror.
Wielu fanów, którzy oglądali wcześniejsze filmy Paula W.S. Andersona, zapewne dostrzeże w tej wypowiedzi idealne wyznaczenie granicy między dobrą a złą adaptacją. Przeniesienie na ekran akcji z gier Resident Evil jest niezwykle trudne – postaci wykonujące akrobacje w korytarzach z laserami czy przechodzące nagłe mutacje wypadają w filmie tanio i kiczowato, podczas gdy te same motywy, przeżywane z perspektywy gracza, dają ogromną przyjemność.
Film stawiający na survival horror ma znacznie większe szanse na sukces, ponieważ jest mocniej osadzony w realiach. Chociaż same potwory czy zombie nie są realistyczne, to reakcje i działania bohaterów w obliczu zagrożenia stają się dla widza znacznie bardziej wiarygodne.
Cregger wyjaśnił, jak zamierza przenieść doświadczenie z rozgrywki do filmu:
To, co gry robią doskonale, to budowanie niesamowitej atmosfery, niepokoju oraz napięcia w miarę przechodzenia przez kolejne lokacje. Sytuacja stale eskaluje. Zawsze masz poczucie, że brakuje ci zasobów, jesteś ranny, a cały świat sprzysiągł się przeciwko tobie – to właśnie sprawia, że granie w Resident Evil daje mi tyle radości. Mój film jest stworzony po to, by dostarczyć dokładnie tego samego: powoli rosnącego poczucia zagrożenia i eskalacji, którą gry doprowadziły do perfekcji.
Czy szykuje się najlepsza adaptacja? Czas pokaże! Film „Resident Evil” trafi na ekrany kin 18 września.