„Smuggler. Nie podoba się, to nie kupuj” – przeczytaj fragment książki poświęcony EGM-owi
Poniższe fragmenty pochodzą z roboczej wersji książki i nie odzwierciedlają jej ostatecznej jakości.
EGM jest godzien osobnego rozdziału i długiej opowieści. Tym bardziej, że łączyły mnie z nim długie i dość w sumie burzliwe relacje. Wiem, że zasada jest „o zmarłych albo dobrze, albo wcale”. Ale tak się nie da. W Andrzeju było wiele dobrego, ale i sporo mroku, i nie da się uczciwie o nim napisać, pomijając tę część jego osobowości. Nie chcę mu pisać kolejnej laurki, podobnej do tej, którą stworzyłem na wieść o jego śmierci — wiadomo, wtedy pisze się o zmarłym tylko dobrze.
Po 10 latach od jego zgonu chcę jednak przedstawić go takim, jakim w rzeczywistości był (…) Dodam, oczywiście, że jest to moja wersja wydarzeń, a jak wiadomo, punkt widzenia zdecydowanie zależy od punktu siedzenia. I on zapewne wiele z opisanych wydarzeń przedstawiłby zupełnie inaczej niż ja. Zatem to nie jest „cała prawda o EGM-ie”, a tylko „jak go widziałem, jak go pamiętam”.
WKF? …WTF?!
Dowiedziałem się o istnieniu WKF, czyli Wrocławskiego Klubu Fantastyki, gdzieś jesienią 1981, gdy jeszcze byłem licealistą. Przyszedłem wtedy na organizowaną przez nich aukcję książek sf, o której dowiedziałem się z rozwieszonych na mieście plakatów. (…) Myślę, że najlepiej podsumują ten klub słowa samego EGM-a, zaczerpnięte z wywiadu, którego kiedyś udzielił. „Klub bardziej elitarny niż angielski Jockey Club, do którego wstęp dawały cięty jak koniec bata dowcip, zamiłowanie do fantastyki, znajomość literatury i spora doza inteligencji”.
(…) W następny piątek wchodzę do niedużego pomieszczenia, gdzie mieli siedzibę. A tam kilka zdezelowanych krzeseł i poobijanych szkolnych stołów/ław oraz zamknięta na kłódkę szafa, gdzie WKF trzymał swe wszystkie aktywa. Siadam i czekam (…) schodzą się ludzie, jedni siadają na krzesłach, inni na stołach lub przysiadają na parapetach, gdy krzeseł brakło, a brakło szybko. Jakieś pogaduszki odchodzą, całkiem przyjemne. Fajnie jest.
Wejście smoka
W pewnym momencie w drzwiach staje dwóch starszych już kolesi, takich wiecie, mocno posuniętych wiekowo, co najmniej 35+. Jednym z nich był Zbyszek Adamski, doskonały tłumacz radzieckiego/rosyjskiego sf, przedwcześnie zmarły na początku XXI wieku. A ten drugi osobnik rozejrzał się dookoła z pewnym niesmakiem, po czym skoncentrował na mnie wzrok, podszedł i powiedział surowo, patrząc z góry:
— Ty jesteś nowy, nie? To wiedz, że obowiązuje tu taka zasada, że miejsca siedzące są zarezerwowane dla starszych stażem członków. Krótko mówiąc — wypad z tego krzesła.
Będąc dobrze wychowanym licealistą, zerwałem się szybko, ustąpiwszy miejsca Zbyszkowi, który grzecznie mi podziękował i usiadł. „Ale buc” — pomyślałem o tym drugim z niechęcią, opierając się o ścianę. I jakoś mi ten cały WKF przestał się nagle podobać.
Tak oto poznałem EGM-a, a raczej „Generała”, bo tak wtedy go zwaliśmy. Ksywkę wymyślił mu prezes klubu, bo gdy się okazało, że ów osobnik jest oficerem LWP w stopniu kapitana, to oświadczył, że głupie trepy absolutnie nie doceniły geniuszu Andrzeja i on osobiście uważa, że ten oto żołnierz zasługuje co najmniej na stopień generała. Co zostało przyjęte przez aklamację. I tak Andrzej Sawicki został „Generałem”, a dopiero w CDA przechrzcił się na EGM-a, czyli „El General Magnifico”.
Muszę powiedzieć, że moja początkowa niechęć do Andrzeja błyskawicznie się rozwiała, gdy tylko zaczęła się jakaś poważniejsza dyskusja. Jego elokwencja, poczucie humoru, cięte riposty — wszystko to sprawiło, że dosłownie poczułem się zauroczony jego osobowością, czego zapewne doświadczyło wielu z was, którzy mieli okazję się z nim spotkać i pogadać. Bo gdy chciał – potrafił być naprawdę fantastycznym człowiekiem, duszą towarzystwa i utalentowanym gawędziarzem, a i wiedzę miał sporą. Więc szybko puściłem w niepamięć jego wcześniejsze zachowanie.

Nie minęło dużo czasu, a ja i EGM wychodziliśmy z klubu, nadal o czymś dyskutując w drodze na przystanek tramwajowy, gdzie każdy jechał w swoją stronę. Nie przeszkadzało mi, że gość jest niemal dwa razy ode mnie starszy. A on nie traktował mnie jak gówniarza, a równorzędnego partnera dyskusji. Staliśmy się kumplami. (…)
Taki był…
Kiedyś w ramach urodzinowej imprezy redakcja była obwożona luksusowymi limuzynami po Wrocławiu (serio, raz się takie coś zdarzyło!), a trasa wiodła m.in. przez Ostrów Tumski – wyspę, gdzie stoi Katedra i inne sakralne budynki; tamże urzęduje wrocławski biskup. Na widok bodaj trzech jadących powoli białych Lincolnów zwiedzający tę miejscówkę turyści przystanęli i patrzyli z zaciekawieniem na ową kolumnę, pewnie zastanawiając się, jakiż to kościelny urzędnik jedzie w takim majestacie – biskup? A może nawet kardynał?
Wtedy otworzyło się boczne okno i pojawiła w nim otoczona siwizną nobliwa twarz starszego pana w okularach ze złotymi oprawkami. Wypisz wymaluj – biskup! Wtedy ów „biskup”, lekko się wychyliwszy, wzniósł ręce w geście zbliżonym do błogosławieństwa… i pokazał osłupiałym widzom podwójnego faka. A potem z chichotem zamknął przyciemniane okno.
– Ej, ale czemuś ty… – zapytałem, nieco osłupiały.
EGM uśmiechnął się szeroko.
– Myślę, że dzięki mnie właśnie przybyło w Polsce paru antyklerykałów – oświadczył z satysfakcją.
Cóż, taki właśnie był.

Chcialem przeczytać, ale nie, nie będę sobie spoilował książki. Smugg. Ostatnia nadzieja cd-ekszyna, taki bym dał tytuł.
Bez strachu, to tylko drobna czastka calego rozdzialu, czytaj a obiecuje ze o EGM (i nie tylko) bedzie DUZO wiecej.
Jeden zgrzyt: „Dowiedziałem się o istnieniu WKF” a zraz później „…o której dowiedziałem się z rozwieszonych…”. Tak czy inaczej, dobrze się czyta. Zakup będzie poczyniony.
To są fragmenty z roboczej wersji książki, która nie przeszła jeszcze ostatecznej redakcji i korekty.
Ale tu chodzi o aukcje, nie WKF. Chyba ze chodzi o „dowiedzialem sie” 2x obok siebie? To sie da poprawic.
W tym roku mija 10 lat od śmierci EGM, tj Pana Andrzeja Sawickiego.
Miło, że EGM będzie miał swój rozdział w książce, mam nadzieję, że jednak Smg podejdzie z szacunkiem do dawnego kolegi…
Przepraszam, jeśli zadam niedyskretne pytanie, ale Pan Andrzej stracił wcześniej Żonę i Syna. Czy ktoś dba o ich grób, miał jakąś Rodzinę oprócz Żony i Syna?
PS W sieci wciąż jest dostępny Jego blog.
Ma rodzine (siostry) grob wyglada na zadbany.
Dziękuję za informację.
Będzie czytane 🙂
Zakładam, że owa książka nie wchodzi w skład pakietu VIPowskiego z EXPO? Ani VIP 2025, ani 2026? W opisie obu pakietów jest mowa o wszystkich numerach specjalnych z 2026/2027, ale książka chyba nie podchodzi pod tą definicję.
Będę wdzięczny za potwierdzenie 🙂
Z tego co wiem – nie wchodzi.